Byłam rozpalona, jakbym miała gorączkę. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się nieprzytomnie po pokoju. Żyłam, ale byłam jakaś omamiona. Czego to była zasługa- nie mam pojęcia. Nic nie widziałam. Pomijając mrok panujący w pomieszczeniu, kontury były rozmazane.
Poczułam na ranach delikatny, lodowaty dotyk. Gwałtownie szarpnęłam się do tyłu, ale zimne palce nie zniknęły. Westchnęłam cicho. Lestat, który, jak właśnie się zorientowałam, leżał obok, nie odzywał się. To on ochładzał moją skórę… nie podobało mi się to, że znów wydaje się taki spokojny, ale jego chłód łagodził ból pulsującej szyi. Podniosłam drżącą rękę i chwyciłam jego dłoń. Przesunęłam ją tak, by całkiem zakrywała rany i docisnęłam mocniej. Znów westchnęłam z ulgą, gdy uderzyła mnie fala zimna. Lestat dalej milczał, nie przeszkadzając mi w wykorzystywaniu jego chłodu. W myślach toczyłam walkę. Byłam rozpalona i koniecznie potrzebowałam się zimna, a tym samym musiałam przysunąć się bliżej Lestata… ale z drugiej strony to Lestat. Lestat! Zagryzłam lekko wargę, jednak po chwili doszłam do wniosku, że ostatecznie żyję, a on nie wygląda jakby planował mnie zabić. Przynajmniej nie teraz.
Przysunęłam się do niego, puszczając dłoń i zbliżając gorące czoło do jego klatki piersiowej… dopiero po kilku sekundach zdałam sobie sprawę, że patrzę na jego odkrytą, gładką skórę… nie zapina koszuli…
Zanim zdążyłam pomyśleć coś jeszcze, jedna ręka otoczyła moją głowę i znów zakryła rany na szyi, a drugą wsunął pod moje ciało i przycisnął do siebie.
- Les…
- Ćśś.- uciszył mnie i wyszeptał- Zaśnij. Odpocznij.
Wymruczałam coś w odpowiedzi. Nie miałam siły utrzymywać przytomności i zamknęłam oczy, nagle zbyt świadoma nagiej skóry Lestata przy swoim ciele.
Pierwsze co zobaczyłam po otwarciu oczu, była biała skóra, której dotykałam czołem i przedramionami. Szarpnęłam się w przypływie paniki, nie wiedząc gdzie się znajduję, ale chwilę późnie uspokoiłam się, przypominając, że to Lestat. Nie zmienił pozycji od mojego zaśnięcia i dalej przyciskał mnie do siebie.
Uświadomił mi, że nie śpi, uwalniając mnie. Przeturlałam się w bok, kładąc na brzuchu i chowając głowę w rękach. Nie odsunęłam się ze strachu, raczej z zimna- zbyt długo leżałam przy wampirze.
Po chwili, ku własnemu zdumieniu, zaczęłam cicho szlochać. Poczułam, że łóżko ugina się lekko gdy Lestat przysunął się bliżej mnie. Nie poruszyłam się nawet, gdy jego palce dotknęły moich włosów i zaczęły głaskać. Trochę mnie to przeraziło, ale, musiałam przyznać, również uspokoiło.
- Byłem zły.- usłyszałam cichy głos kilka centymetrów od ucha.- Ale nie zabiję cię.
- Nie teraz?- wyszeptałam- A potem? Jak już się mną znudzisz?
Odpowiedziało mi westchnięcie. Wolał nic nie mówić niż kłamać? Chociaż tyle jest w nim dobrego…
Dalej mnie głaskał. Zaczęło mnie to trochę denerwować. Udaje takiego opiekuńczego, a jak przyjdzie co do czego, to gryzie i to bardzo boleśnie!
Potrząsnęłam głową jakbym odpędzała muchy i odwróciłam się plecami do mężczyzny. Jego dotyk zniknął na chwilę, ale po chwili wrócił.
- Zostaw mnie! Jesteś sadystą!- syknęłam trochę zirytowana. Dłoń znieruchomiała, co mnie zaskoczyło. Posłuchał…?
Gwałtowne szarpnięcie wywołało w mojej szyi fale bólu i jęknęłam cicho. Jednak głos uwiązł mi w gardle, gdy zdałam sobie sprawę, że Lestat znowu leży na mnie, moje nadgarstki przyciskając po obu stronach mojej głowy. Znieruchomiałam przestraszona i straciłam oddech. Po policzkach mimo woli popłynęły nowe łzy, bo nie byłam w stanie nic wyczytać z twarzy wampira
- Byłaś zmęczona ciągłymi ugryzieniami.- odezwał się cicho, raczej łagodnym głosem- Ludzkie ciało na choroby reaguje podwyższoną temperaturą, jak zapewne wiesz. Twoje uznało, że utrata krwi to skutek obecności jakiś bakterii czy wirusów i zareagowało gorączką. Dlatego tak się czułaś. Przytuliłaś się do mnie, ponieważ byłem zimny i mogłem cię ochłodzić, oboje wiemy, że nie zrobiłaś tego w pełni przytomnie. Możemy zapomnieć o tym wydarzeniu, może być jak wcześniej, jeśli tego chcesz. Ale proszę… nie nazywaj mnie sadystą.- ostatnie słowo Lestat wypluł. Zamarłam, można powiedzieć, ze zszokowana. Czy on właśnie pokazał mi chociaż część swoich uczuć…? Że nie chce być tym, kim jest?!
Znów położył głowę na moich piersiach z cichym westchnieniem. Wiedziałam, że teraz mnie nie ugryzie… Naprawdę czuł się samotny, nawet przy Louisie…
Niespodziewanie zaczął się śmiać, najpierw ledwie dosłyszalnie, potem coraz głośniej.
- Lestat…?- poczułam się zdezorientowana.
- Naprawdę myślałaś, że otworzę się przed tobą?- jego rozbawiony głos rozległ się tuż koło mojego ucha. Minęło kilka sekund zanim pojęłam sens jego słów.
- Kpisz sobie?!- wrzasnęłam i wywinęłam się spod Lestata. Może to oszołomienie spowodowane wrzaskiem, może po prostu mi pozwolił, w każdym razie spadłam na ziemię, po czym błyskawicznie wstałam, chcąc podbiec do drzwi. W połowie drogi moje ciało otoczyły smukłe ramiona wampira. Szarpnęłam się i zaczęłam wściekle wyrywać, ale blondyn pozostał nieugięty. Nawet wbiłam mu łokieć w żebra, ale to również nic nie dało.
- Uspokój się.- wyszeptał tuż przy moim uchu. Znów był spokojny… jego nastroje są zbyt zmienne, bym mogła czuć się bezpieczna!
Nagle przestałam czuć ręce Lestata. Opadłam na kolana i zdezorientowana rozejrzałam się.
Louis stał koło okna, przyciskając blondyna do ściany.
- Idioto!- syknął, a potem obaj zniknęli, zostawiając otwarte okno. Podbiegłam tam i spojrzałam na zewnątrz. Nieprzenikniony mrok nocy nie pozwolił mi zobaczyć nic. Byłam oszołomiona, nie chciałam się nawet zastanawiać, co dokładnie się wydarzyło przed chwilą. Podniosłam dłonie na wysokość klatki piersiowej i przyjrzałam im się. Niekontrolowanie drżały, tak jak całe moje ciało. Byłam roztrzęsiona, ale nie wiedziałam czym. Przecież tym razem Lestat nie chciał mnie zabić. Chyba z poprzedniej wściekłości, bo teraz to uczucie zniknęło bez śladu, dając miejsce rozpaczy.
Rozejrzałam się po pokoju, a w mojej głowie pojawiła się myśl, że powinnam w końcu stawić opór, gdy zobaczyłam nóż na szafce nocnej. Nie miałam pojęcia co tam robił i nie chciało mi się nawet nad tym zastanawiać. Wątpiłam, bym mogła się nim obronić, ale wyglądał na ostry. Bałam się, po co mógł służyć Lestatowi, bo raczej nie do krojenia chleba- do tego mógł być stosowany pierwotnie.
Schowałam go do rękawa, uważając, by się nie skaleczyć, i opadłam na łóżko z westchnięciem. Nie miałam planu. Zakryłam twarz dłońmi, próbując się uspokoić. Dlaczego tak się zachowywał? Raz całkowicie spokojny, raz złowrogi, a jeszcze kiedy indziej złośliwy, jak dzisiaj. Bawił się moimi uczuciami!
Zobaczyłam bladą rękę, która otoczyła moje ciało, a chwilę później zimno wampira na plecach. Gwałtownie się szarpnęłam przestraszona, ale Lestat nie pozwolił mi się odsunąć. Leżał w ciszy za mną, nie widziałam ani wyrazu jego twarzy ani co robił.
I nie podobało mi się to. Tym bardziej, że przerażenie, które mnie ogarnęło, paraliżowało całe ciało. Nie wiedziałam dlaczego, ale w tej chwili interesował mnie jedynie Lestat za plecami. Milczał, co było niepokojące. Powinien coś powiedzieć, wytłumaczyć się albo dalej być złośliwym…
- Zostaw mnie.- wyszeptałam, gdy cisza wydłużała się- Odejdź.
Odpowiedzią było mocniejsze przyciśniecie mnie do siebie. Zesztywniałam, gdy poczułam jego oddech we włosach, a po chwili, zamknąwszy oczy, znów szepnęłam.
- Jeśli nie wypuścisz mnie, to pozwól chociaż obrócić się w twoją stronę. Nie chcę… cię nie widzieć.
Bez słowa rozluźnił uścisk, a ja nawet nie próbowałam się wyrwać, grzecznie obróciłam się przodem do niego.
- Louis mnie uświadomił, że mam bardzo zmienne nastroje.- odezwał się cicho, a potem zamilkł, oczekując odpowiedzi. Uparcie milczałam, wiercąc się niespokojnie. Niepokoiła mnie bliskość ciała wampira. Lestat nie przejął się tym, dalej mówił.
- Zgodziłem się z nim. Stwierdził, że taka zabawa twoimi uczuciami nie jest w porządku.
Nie zwracał uwagi na moje wiercenie się.
- Dlatego chciałem…- wbiłam nóż w jego brzuch. Wyjmowanie go było powodem moich ruchów. Jęknął cicho z bólu, od razu mnie puszczając, a jako, że leżał prawie na krawędzi, spadł z łóżka. Też szybko wyskoczyłam i podbiegłam do drzwi.
Były zamknięte.
Musiał przewidzieć mój „bunt", bo przecież do tej pory zawsze były otwarte. Wiedział, ze go zaatakuję?! Więc dlaczego się nie obronił?!
Zdrętwiałam przerażona, patrząc na drzwi. Nie spodziewałam się, że będą zamknięte. Nie miały powodu, by być. Powinny być otwarte. Niemożliwe. Zraniłam Lestata i to drzwi okazały się moim wrogiem?!
Cofnęłam się dwa kroki, patrząc na drzwi, a potem potknęłam się, chyba o własne nogi, i upadłam. Byłam przerażona i zrozpaczona.
Wstałam jak najszybciej i zwróciłam się w stronę Lestata. Patrzył na mnie z wściekłością… i jakąś nutką, której nie umiałam zrozumieć. Powoli okrążył łóżko i równie powoli odłożył zakrwawione ostrze na szafkę nocną. Miałam wrażenie, że dzieje się to w zwolnionym tempie, ale Lestat po prostu zachowywał się wolniej niż zwykle.
- Ja…- wyjąkałam, nie wiedząc co chciałam powiedzieć. Cofnęłam się na siedząco, nie mogąc oderwać od niego wzroku.
- Kilka centymetrów wyżej… - odezwał się cicho, zbliżając się do mnie i obserwując mnie bez mrugnięcia.- … i mógłbym się martwić o swój stan.
Poczułam na plecach chłód ściany i zamarłam.
- Ale nie mogłaś dobrze wycelować, gdy tak leżałaś.- jego głos był chłodny i zupełnie odmienny od tego, którego używał jeszcze przed atakiem. Spojrzenie również miał mroczniejsze niż normalnie.
- Proszę…- wyszeptałam, sparaliżowana- Wybacz mi…- patrzyłam przerażona, jak nieuchronnie zmniejszał dystans. Jeśli teraz, gdy spróbowałam go zabić, oszczędzi mnie, to chyba tylko po to, by móc mnie torturować i dla krwi.
- Przepraszam…- szeptałam dalej. Wampir ignorował moje słowa. Przykucnął przede mną i, zanim zdałam sobie sprawę, chwycił mnie za szyję, przyciskając do ściany Instynktownie spróbowałam oderwać rękę… ale potem zauważyłam, że Lestat po prostu trzyma mnie, ale nie dusi. Dalej zaciskałam palce na jego nadgarstku, ale przestałam się ruszać.
- Nie zabijaj mnie….- wyszeptałam ledwie dosłyszalnie- Proszę… ja przepraszam… już nie będę…
- Zaskoczyłaś mnie atakiem.- odezwał się, zupełnie nie zwracając uwagi na moje obietnice i błagania.- Choć dziwię się, że tak późno… bo jakieś okazje wcześniej by się znalazły. Rozumiem twój strach- i masz powód do niego- ale nie zabiję cię. Jednak jeśli podobna sytuacja zdarzy się jeszcze raz… to będzie o wiele gorzej.
Przytaknęłam od razu, sparaliżowana strachem, patrząc na niego rozszerzonymi oczami.
- Chciałbym ci odpuścić… - zbliżył swoją twarz do mojej-… ale trzeba ci dać nauczkę.- wyszeptał, a ja miałam wrażenie, że usłyszałam w jego głosie żal.
Jednak zanim zrozumiałam co właśnie powiedział, zatopił kły w mojej szyi. Krzyknęłam z bólu i zaskoczenia, po czym nacisnęłam na jego klatkę piersiową, próbując go odepchnąć. Oczywiście nie drgnął, a do tego zacisnął zęby mocniej, wywołując mój głośny krzyko-jęk. Znieruchomiałam, kurczowo zaciskając palce na koszulce wampira. Po moich policzkach popłynęły łzy. Nie wiedziałam czy z bólu czy z żalu za swój błąd.
- Lestat…- jęknęłam, gdy ból przybrał na sile. Od początku był silniejszy niż zawsze, ale teraz ledwie powstrzymywałam się przed kolejnymi próbami wyrwania się.- Lestat…- powtórzyłam- Nie dałbyś rady mi wybaczyć…? Wiem, że zrobiłam źle, ale…
Przerwałam, gdy nie dostałam odpowiedzi. Dodatkowo doszłam do wniosku, że trudno jest wybaczyć komuś, kto chciał cię zabić. Ale to wampir! Lestat wiedział, że nie jestem w stanie nic mu zrobić! To się nie liczy!
- Zaśnij.- usłyszałam jego szept i zaskoczyła mnie łagodność, którą w nim usłyszałam, zupełnie nie pasująca do sytuacji. Zamknęłam oczy prawie mimowolnie.
