Obudziłam się leżąc na łóżku w jakimś pokoju, w którym było potwornie zimno. Na stoliku obok łóżka paliła się lampka rzucająca blade migoczące światło na niewielkie pomieszczenie. Powoli podniosłam powieki i rozejrzałam się wokół, zamrugałam kilka razy, by przyzwyczaić się do panującego tam półmroku. Na brzegu łóżka siedział on. Wpatrywał się we mnie swymi czerwonymi oczyma jarzącymi się w ciemności. A więc to wszystko działo się naprawdę, to nie był wymysł mojej wyobraźni – Sasuke był tam ze mną, tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Ze szczęścia zachciało mi się płakać… W końcu mam swoją szansę, Naruto nie musi dotrzymywać danej mi obietnicy – teraz wszystko w moich własnych rękach!

Otworzyła oczy i od razu skierowała swój wzrok na mnie. Szybko pozbierała się do pozycji siedzącej. Bezgłośnie poruszała ustami, trwając w bezruchu.

- Sasuke-kun… - wyszeptała w końcu, ledwo dosłyszalnie. Siedziała przede mną wystraszona, spłakana i bezbronna, dokładnie taka, jaką ją zapamiętałem.

- Nic się nie zmieniłaś, Sakura…

Zadrżała na dźwięk mojego głosu. Przypuszczałem, że ckliwe powitanie mnie nie ominie, wolałem mieć je już za sobą, toteż gdy powoli przysunęła się do mnie, bez słowa pozwoliłem jej się przytulić. Obejmowała mnie z całych sił, jakby chciała mnie zmiażdżyć tymi swoimi chudymi grabkami. Nie miałem najmniejszego zamiaru odwzajemniać jej uścisku.

- Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę… Tak bardzo za tobą tęskniłam, Sasuke-kun… - wyznała cicho. Pozostawiłem jej słowa bez odpowiedzi. Trwaliśmy tak jeszcze przez chwilę, to pozwoliło jej się uspokoić.

- Daijobu-ka? [jap. 'w porządku?', dop. aut.] – zapytałem po chwili. Pokiwała głową w odpowiedzi, co bardziej poczułem niż zobaczyłem, bo nadal się we mnie wtulała.

- Wystarczy już – jego ton był jeszcze bardziej zimny i obojętny niż kiedyś. Lekko, a zarazem stanowczo odsunął mnie od siebie. Ale ja nie chciałam go puścić, chciałam go tak obejmować w nieskończoność, już na zawsze mieć go w swoich ramionach. Wpatrywał się we mnie, jakby chciał przeszyć mnie na wskroś swym chłodnym spojrzeniem.

- Od teraz jesteś częścią mojej drużyny – padło z jego strony. Nie było to pytanie, ani nawet prośba, a raczej suche stwierdzenie faktu. - Bardzo cię potrzebuję… a raczej twoich medycznych zdolności – poprawił się.

Wielki-i-Wszechmocny Sasuke Uchiha otwarcie przyznający, że potrzebuje czyjejś pomocy? – Nie do wiary! A jednak. Westchnął głęboko, po czym wstał i ruszył w kierunki drzwi. Nie otworzył ich jednak, a zatrzymał się z ręką na klamce.

- Wyśpij się porządnie, jutro rano musisz być wypoczęta – w jego ustach zabrzmiało to prawie jak rozkaz. Wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą w półmroku.

Tej nocy nie potrafiłam jednak zasnąć. Nie miałam pojęcia, ile czasu minęło od chwili, w której Sasuke opuścił mój pokój, w tym zimnie czas potwornie mi się dłużył. Wstałam z łóżka i podążyłam w kierunku drzwi, na które przez małe okno padało światło księżyca. Weszłam do środka i zapaliłam światło. Okazało się, że była to łazienka. Prysznic, wanna, umywalka, toaleta – pomyślałam, że coś tu nie gra. Nie wiedziałam, gdzie się znajdowałam, ale to miejsce wydawało mi się być zbyt „schludne" jak na kryjówkę grupki poszukiwanych nukeninów. Odkręciłam kran w umywalce i, ku mojemu zaskoczeniu, popłynęła ciepła woda. A więc doprowadzano tam prąd i ciepłą wodę – niezwykle luksusowe miejsce jak na kryjówkę! Po przeciwnej stronie pomieszczenia znajdowały się kolejne drzwi. Zaciekawiona podeszłam do nich i uchyliłam je delikatnie, nasłuchując uważnie. Z sąsiedniego pokoju dochodził cichy trzask drewna w kominku. Wetknęłam głowę do środka i rozejrzałam się.

- Nie powinnaś czasem leżeć w łóżku? – usłyszałam z ciemności głos równie chłodny jak temperatura powietrza w moim pokoju.

- S-Sasuke-kun…? To twój pokój? – zdziwiłam się.

- Jak widzisz…

- Mogę wejść?

- Taa…

Zamknęłam za sobą drzwi łazienki i podeszłam do ognia.

- Masz kominek! Mnie też by się przydał, w moim pokoju jest okropnie zimno…

Sasuke dołączył do mnie i usiadł przed kominkiem. Nie odpowiedział, siedział wpatrując się pustym wzrokiem w płomienie. Wyglądało na to, że czymś się przejmował, coś nie dawało mu spokoju.

- Sasuke-kun? Coś się stało? Czemu się martwisz? – zaniepokoiłam się.

- Martwię się z tego samego powodu, z którego cię tu sprowadziłem… Dowiesz się wszystkiego rano – uciął temat.

- Mogłabym tu zostać jeszcze chwilę? I tak nie potrafię zasnąć…

- Możesz nawet spać tutaj jeśli chcesz, musisz wypocząć do rana, a ja już raczej nie zasnę…

- N-Naprawdę, mogę? Arigatou… [jap. 'dziękuję', dop. aut.]

Spędziliśmy jeszcze parę minut grzejąc się przy kominku, po czym poszłam się położyć. Sasuke ułożył się po drugiej stronie wielkiego podwójnego łoża.

- Masz, przykryj się – powiedział rzucając na mnie swoją kołdrę. Chyba usiłował być miły…

- Dzięki… Oyasuminasai [jap. 'dobranoc', dop. aut.], Sasuke-kun – powiedziałam opatulając się szczelnie kołdrą. Pościel pachniała nim. Chwilę później zasnęłam.

Piąta od rana była w swoim gabinecie. Siedziała za biurkiem i, ziewając raz po raz, leniwym ruchem prawej ręki podpisywała kolejne dokumenty podsuwane jej przez Shizune. Nuda unosiła się w powietrzu niczym kurz, ciszę przerywało jedynie ciche pochrumkiwanie TonTon.

- Dużo tego jeszcze zostało? – jęknęła Godaime, ziewając po raz kolejny.

- Przecież dopiero co zaczęłyśmy, Hokage-sama…

- Ughh… Muszę się napić – stwierdziła Tsunade sięgając pod biurko po ukrytą tam butelkę sake i kieliszki – To jak, po maluchu na dobry początek dnia? – zaproponowała swojej asystentce.

- T-Tsunade-sama! Nie powinnaś…!

- Oh, nie marudź, Shizune, raz na jakiś czas mi się chyba należy…

Niespodziewanie gabinet wypełniły kłęby dymu, z których wyłoniło się dwóch ANBU.

- Coś się stało? – zapytała Senjuu, krztusząc się dymem.

- Niestety tak, Hokage-sama… - potwierdził jej obawy jeden z nich.

- Co takiego?

- Rozkazano nam, byśmy obserwowali Sakurę Haruno. Dziś rano poszliśmy zmienić naszych kolegów, ale znaleźliśmy ich nieprzytomnych na dachu jej domu. Najprawdopodobniej stracili pamięć… - wyjaśnił drugi z nich.

- CO TAKIEGO!? – krzyknęła Piąta, wstając z krzesła – Co z Sakurą?

- Nie wykluczamy, że to ona mogła ich obezwładnić, stosując jakieś środki nasenne, które mogły wywołać również zanik pamięci. Przykro nam, ale nie znaleźliśmy Haruno w jej mieszkaniu. Przeszukaliśmy już też całą wioskę wzdłuż i wszerz, ale nie ma po niej ani śladu…

- Kuso [jap. 'cholera', dop. aut.] , to niemożliwe… - zaklęła Tsunade, opadając z powrotem na krzesło – Możecie odejść – odezwała się po chwili do dwójki zamaskowanych ninja.

- Czyżby Sakura opuściła wioskę bez twojej zgody? – zapytała Shizune.

- Dokładnie tak… Zrobiła mi na złość, bo wczoraj się pokłóciłyśmy i zakazałam jej opuszczać Konohę… Ale myślę, że wiem, do kogo poszła…

C.D.N.