blackwolf1998: Dzięki za komentarz :) Bez szczegółowego zdradzania fabuły mogę tylko powiedzieć, że w tym fanfiku relacje między Voldemortem i Harry'm to dość skomplikowana sprawa i bóle blizny to dopiero początek ;) Miłego czytania!

Prawdziwy koszmar

- Musimy natychmiast go stąd zabrać. - warknął Snape wzmacniając uścisk na ramieniu Harry'ego.

Nagle chłopak zorientował się, że nie dociera już do niego to, co dzieje się wokół; świat stał się falującym morzem barw i dźwięków. W głowie zaczęło mu się kręcić jeszcze bardziej, niż poprzednio.

- Wiedział pan, że oni nadchodzą? - spytała Ginny przerażonym głosem. Snape z trudem opanował chęć przewrócenia oczami.

- Oczywiście, że wiedziałem. - odparł ostro. - Stojąc tu i dyskutując tylko marnujemy czas. Nimfadoro, masz odeskortować pana Weasley'a, jego siostrę i pannę Granger do Kwatery Głównej. Za Pottera odpowiadam ja.

Tonks zmierzyła go podejrzliwym wzrokiem.

- Czyje to polecenie?

Snape uniósł brew.

- Dumbledore'a. - stwierdził chłodno.

Nagle rozległe pole, na którym się znajdowali, wypełniły krzyki; studenci, idąc za przykładem aurorów, chwycili różdżki i niespokojnie wycelowali je na oślep w każdym kierunku. Tonks i Kingsley, również uzbrojeni, pobiegli do Szalonookiego, który już zaczął dzielić ludzi na małe oddziały bojowe. Serce Snape'a zamarło, a jego uścisk na ramieniu Harry'ego znów się wzmocnił.

Severus Snape nie był tchórzem. Wręcz przeciwnie.

Odkąd pamiętał wystawiał się na niewyobrażalne niebezpieczeństwa – z pewnością był więc przygotowany na taką sytuację! Często znajdował się przecież w dużo gorszych okolicznościach.

Prawda jednak była taka, że teraz, patrząc na Harry'ego, który kulił się z bólu, czuł jedynie panikę. Zaledwie sekundy dzieliły go od zdradzenia swojej tożsamości jako szpiega; kiedy Voldemort dowie się, że jest zdrajcą, nie tylko zabije Pottera, ale jego również się pozbędzie. Snape'owi ciężko było to przyznać, ale Dumbledore miał rację: los czarodziejskiego świata był w rękach tego niedorosłego chłopaka, który musiał wypełnić swoje zadanie, ale z pewnością nie osiągnie celu sam. Tego właśnie momentu obawiał się Severus Snape – momentu, gdy będzie musiał dotrzymać obietnicy danej Dumbledore'owi i przysięgi złożonej wiele lat temu Lily; musi ochronić jej syna, bez względu na konsekwencje.

- Profesorze!

Zduszony okrzyk córki Weasley'ów wyrwał go z zamyślenia. Snape pociągnął Harry'ego za ramię i obrócił się w miejscu, ale upadł tylko ciężko na kolana pociągając za sobą chłopca.

- Zaklęcia antyaportacyjne! - jęknęła dziewczyna potwierdzając obawy Snape'a.

Zanim ktokolwiek zdołał pojąć, co się dzieje, powietrze zaroiło się od miotanych zaklęć i klątw. Polanę wypełniły zielone i czerwone błyski; ludzie z krzykiem rzucali się na ziemię i szukali schronienia. Zorganizowane grupy w jednej chwili zamieniły się w zdjęty przerażeniem motłoch. Aurorzy kazali młodszym dzieciom szukać kryjówek, ale starsi uczniowie z różdżkami w rękach walczyli na śmierć i życie u boku dorosłych. Jedynymi ludźmi, którzy wśród tego chaosu wydawali się wrosnąć w ziemię, byli śmiertelnie blady profesor Snape, zdezorientowany Harry i oszołomiona Ginny.

- Panno Weasley, niech się pani ukryje! - rozkazał Snape popychając ją, bynajmniej nie delikatnie. Dziewczyna zawahała się przez moment spoglądając na Harry'ego, ale Snape dodał Natychmiast! z taką wściekłością, że biegiem ruszyła w kierunku pociągu, by znaleźć jakieś schronienie.

Harry z widocznym trudem stanął prosto i spojrzał przed siebie. Jego strach był dla Snape'a niemal namacalny.

Śmierciożercy.

Było ich więcej, niż Snape kiedykolwiek widział, nawet na zgromadzeniach Voldemorta. Odwrócił się i zorientował, że otoczyli cały obszar.

Do działania skłonił go dopiero głos, który usłyszał ponad panującym dookoła bitewnym hałasem.

- Zabierz Harry'ego i uciekaj!

Mężczyzna obrócił się i ujrzał Lupina, który biegł do nich z jakimś kawałkiem metalu w dłoni. Rzucił go Snape'owi, a ten złapał go zwinnie wolną ręką. Metal błysnął niebiesko i Snape poczuł znajome, nieprzyjemne szarpnięcie w okolicy pępka.

W powietrzu wybuchnął strumień czerwonego światła. Harry ujrzał z daleka, jak uderzenie odrzuca na ziemię Neville'a i pokiereszowaną Lunę Lovegood i jak Ron, Hermiona i Ginny znikają w chmurze dymu. Wszędzie wokół ludzie walczyli, a Snape chciał, żeby uciekli? Chłopak krzyknął w przypływie furii, ale Lupin wyciągnął dłoń, chwycił go za rękę i w tej samej chwili cały świat wywrócił się na drugą stronę.

Harry upadł na ziemię z bolesnym chrupnięciem. Znów jęknął, ale ból w jego bliźnie złagodniał i teraz pozostało już tylko pulsowanie z tyłu głowy. Snape chwycił go i szorstko dźwignął na nogi.

- Niech mnie pan puści! - warknął Harry wyrywając ramię z uścisku i chwiejnie się prostując. - Musimy tam wrócić!

Snape skierował na niego płonący wzrok. Harry cofnął się o parę kroków, onieśmielony gniewem, jaki dostrzegł w oczach Mistrza Eliksirów.

- Nie bądź idiotą, Potter. Zabiliby cię w mgnieniu oka.

- Ale Rona i Hermionę mogą sobie zabijać, tak? - odkrzyknął Harry; jego słowa były niewyraźne, a obraz przed oczami drżący i zamglony. Potrząsnął głową próbując skupić wzrok na drwiącej twarzy Snape'a. Ten milczał przez kilka chwil, a następnie stwierdził oschłym tonem:

- Są mniej cenni. A teraz chodź.

- Severusie! - upomniał go z boku Lupin. - Są cali i zdrowi, Harry. Tonks zabrała ich do Kwatery Głównej. Dałem im świstoklik, zanim przybiegłem do was.

- Czy też się tam wybieramy? - wymamrotał Harry czując, jak ból w tylnej części czaszki powraca z pełną siłą. Zakręciło mu się w głowie, a kolana ugięły. Lupin wyciągnął ręce i złapał go pod ramionami, a następnie delikatnie położył na ziemi. Snape wciągnął niecierpliwie powietrze.

- Doskonały moment na utratę przytomności, Potter. - prychnął. - Lupin, gdzie dokładnie przeniósł nas ten świstoklik?

- Do lasu na obrzeżach Hogsmeade. Jeśli skierujemy się na wschód, powinniśmy dotrzeć do stacji kolejowej.

Snape skinął krótko głową i odwrócił się. Harry był wdzięczny w duchu, że mężczyzna daje mu chwilę, by się pozbierać, ale gdy ogarnęła go fala mdłości tak silnych, że musiał odwrócić się i zwymiotować w pobliskie krzaki, zrozumiał, że w najbliższym czasie nie da rady gdziekolwiek się ruszyć – przeszywające łupanie w czaszce na pewno mu na to nie pozwoli. Krew wciąż spływała po jego szyi i to uczucie sprawiało, że czuł chłód w żołądku. Rytm krwawienia był zgodny z biciem jego serca; Harry pozwolił, by jego głowa opadła na ziemię, ale para rąk chwyciła jego ramiona w mocnym uścisku.

- Harry? - Lupin wpatrywał się w niego z troską w oczach.

Szum w uszach Harry'ego nie pozwalał mu się skupić.

- Moja głowa... - zdołał jedynie wymamrotać.

Lupin spojrzał na Snape'a.

- Nie możemy go ruszać w tym stanie. - powiedział niespokojnie. - Tonks z pewnością wróciła już do zamku; czy mógłbyś ruszyć przodem i dać znać Zakonowi gdzie jesteśmy? Powinniśmy być tutaj bezpieczni.

Remus ostrożnie podniósł Harry'ego tak, by oprzeć go plecami o pień jednego z drzew.

- Możesz na mnie spojrzeć, Harry?

- … jestem zmęczony.

Snape uniósł brwi.

- On potrzebuje Poppy. - powiedział i wycelował różdżkę w kierunku zamku; z jej końca wystrzeliła piękna, srebrna łania. Snape wyszeptał do niej kilka słów i patronus zgrabnie ruszył przed siebie między drzewami. Minęło kilka minut niezręcznej ciszy. Lupin dostrzegł, jak Snape przeciera czoło ręką, która najwyraźniej drżała.

- Wysłałem do zamku wiadomość, że jesteśmy bezpieczni i gdzie się znajdujemy. - powiedział nagle Mistrz Eliksirów. - Ktoś zaraz powinien się tu zjawić.

Remus uniósł brwi; jego oczy wciąż śledziły drżącą dłoń Snape'a.

- To pewnie twój największy koszmar: utknąć na końcu świata ze mną i Harry'm jako jedynym towarzystwem. - stwierdził.

Usta Snape'a drgnęły lekko.

- Potter jest w tej chwili w takim stanie, że żadne z niego towarzystwo.

Lupin przełknął starając się zlikwidować uścisk w gardle, zanim zadał następne pytanie.

- Czemu Voldemort kazał Śmierciożercom zaatakować pociąg, Severusie? - przesunął się nieco i rzucił ukradkowe spojrzenie na Harry'ego; chłopiec wciąż był przytomny, ale zdawał się uważnie obserwować coś bardzo, bardzo odległego. Lupin przeniósł ponury wzrok znów na Mistrza Eliksirów. - Jak mógł myśleć, że nie wyjdzie na jaw fakt, że to jego dzieło?

Oczy Snape'a błyszczały, ale nie z powodu triumfu, jak u innych Śmierciożerców; jego ramiona opadły, jakby pod wpływem chłodu, i mężczyzna westchnął – cicho, głęboko. Światło księżyca nadawało jego skórze woskowy odcień. Remus nie mógł oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak.

- To już nie jest kwestia zachowywania tajemnicy. - odpowiedział Snape i objął ręką miejsce, w którym na jego ciele wytatuowany był Mroczny Znak. - Dla Czarnego Pana strach jest kluczem do manipulowania ludźmi. Atak na pociąg ma być dowodem na to, że Dumbledore traci kontrolę.

Lupin wiedział o tym wszystkim rzecz jasna, ale usłyszenie tych słów z ust kogoś innego było jeszcze gorsze, niż sama świadomość. Znów spojrzał na Harry'ego, który miał teraz zamknięte oczy i zmarszczone brwi.

- Harry, otwórz oczy. - szepnął klepiąc go lekko w policzek. - Nie możesz zasnąć.

- Remus, czuję coś dziwnego w piersi... - wymamrotał Harry. Oczy Lupina rozszerzyły się; Snape spoglądał w kierunku zamku z coraz większym niepokojem.

- Połóż się. - powiedział Remus łagodnie. Harry'emu nie trzeba było tego dwa razy powtarzać; z pomocą Lupina obrócił się na bok i położył głowę na kupce liści. Ten ruch jednak okazał się błędny, gdyż w następnej chwili poczuł w sercu nieznośny ból, który chwycił je niczym żelazna obręcz. Świat wokół niego stał się wirującą mieszaniną dźwięków i barw. Jego ręce i nogi zaczęły podrygiwać, jakby chciały odnaleźć wspólny rytm i zmusić serce, by znów zaczęło bić regularnie. Jak przez mgłę poczuł starające się go przytrzymać ręce i usłyszał skierowany do siebie głos, aż w końcu, po ostatnim, koszmarnym zawrocie głowy, wszystko wokół pogrążyło się w ciemności.