Quatre musiał się pośpieszyć. Wufei mógł wrócić w każdej chwili a on nie skończył pakować ich rzeczy. Wiedział, że jeśli chińczyk wróci do domu a rzeczy nie będą gotowe, zgotuje mu istne piekło. Nie sądził, żeby jego ciało mogło znieść cokolwiek. Od nocy w której Wufei przyłapał go na wyznaniu miłości do Trowy, chińczyk zmienił się. O ile to możliwe stał się jeszcze bardziej wściekły i gruboskórny. Od tamtej chwili traktował Quatre z większa okrutnością niż zwykle. Blondyn zdawał sobie sprawę, że wszystko jednak zaczęło się od innej nocy. Nocy w której nakrył Duo i Wufei'a.
Po tym wydarzeniu jego życie zmieniło się diametralnie i to wcale nie na lepsze. To zdarzyło się pewnej nocy, w której Quatre odkrył jak naprawdę nieludzki jest Wufei. Blondyn zastanawiał się jak to się stało, że nigdy nie zauważył drzemiącego w chińczyku okrucieństwa. Przecież nazywał go przyjacielem, pracował razem z nim, zapraszał do swojego domu. Przez ten cały czas nie podejrzewał, że za Dr. Jeckyll, czai się prawdziwe życie Mr Hyde. Jak mógł przegapić coś takiego? Prawda, chińczyk nie był gadułą, właściwie odzywał się tylko wtedy, kiedy uważał to konieczne. Ale coś powinno ostrzec Quatre, choćby jakiś mały sygnał dający znać o tym okrucieństwie kryjącym się wewnątrz czarnookiego. Niestety nic nie zauważył, aż do pewnej feralnej nocy.
To był pierwszy raz, kiedy uderzył go Wufei. A dokładniej pobił go tak, że blondyn nie mógł już więcej się bronić. I wtedy po raz pierwszy go zgwałcił. I wtedy Quatre po raz pierwszy krwawił. Patrząc wstecz, blondyn przypominał sobie jakie okropne były jego tortury, ale te nowe metody, które chińczyk stosował były o wiele gorsze. Wcześniej wszystko było czysto fizyczne. Bicie, klepanie no i oczywiście gwałcenie. Ale, po nocy, kiedy Quatre wyznał swoją miłość do Trowy, Wufei zmienił metody działania.
Teraz chińczyk próbował zranić blondyna w sposób, który nie zostanie tak szybko wyleczony, jak rany na ciele. Wydawało się, że sam gwałt ciała już mu nie wystarczał. Chciał także zgwałcić umysł Quatre. Blondyn czuł, ze chińczyk jest bliski osiągnięcia swojego celu. Obecnie za każdym razem Wufei zmuszał araba do wsłuchiwania się w jego własne ciche jęki, które później krzyczały w jego głowie. Do tego dochodziły liczne obelgi z ust chińczyka i zwroty, które towarzyszyły oświadczeniom miłości. Quatre nie wiedział co boli bardziej te wszystkie poniżenia czy sadystyczne wypowiedzi z fałszywymi opiniami.
Wiedział na pewno, że jeżeli Wufei będzie to kontynuował, jego dusza rozpadnie się na milion kawałków i przepadnie w nicość. A jeśli ktoś próbowałby pozbierać te wszystkie kawałki, nie dało by się ponownie stworzyć osoby, której życie warte było by istnienia. Teraz był niczym układanka w cienkiej ramce. Wkrótce jednak rama, która trzymała wszystkie fragmenty układanki miała pęknąć i jeśli nikt jej nie pomoże, cała układanka rozsypie się bezpowrotnie.
Złamane ramie blondyna już się zagoiło, podobnie jak podbite oko. Ale to były tylko te zewnętrzne objawy. W zeszłym tygodniu dostali wiadomość, że mają przyłączyć się do innych w nowej kryjówce. Zbliżała się jakaś poważniejsza misja, która wymagała zaangażowania się wszystkich pilotów. Quatre okropnie ucieszył się na tę wiadomość. Wufei na pewno nie będzie niczego próbował w obecności pozostałych chłopaków. Wtedy blondyn uwolni się od niego chociaż na chwilę a później może uda mu się odejść.
Kiedy Wufei dostrzegł, że blondyn nieco odżył zaczął być go jeszcze mocnej i częściej. To było pewnego rodzaju ostrzeżenie. Całe ciało Quatre pokryte było siniakami z wyjątkiem twarzy.
Chińczyk bardzo uważał, żeby czasem go tam nie uderzyć nie chciał narobić widocznych śladów, które świadczyły by o znęcaniu się nad arabem. Blondyn wiedział, że bicie było jedynym sposobem pokazania przez Wufei'a jego fizycznej przewagi nad nim.
Kiedy Quatre skończył upychanie rzeczy do swojej walizki zapiął ją i postawił obok drzwi wyjściowych. Postanowił przejrzeć jeszcze raz pokój żeby upewnić się czy aby na pewno wszystko spakował. Kiedy miał pewność, że potrzebne rzeczy są w walizkach, usiadł i postanowił zaczekać na Wufei'a. Normalnie dla zabicia czasu poczytał by książkę lub pograł na skrzypcach. Ale teraz żadna z tych rzeczy nie mogła sprawiać mu radości.
Nie był w stanie czytać już tych wszystkich bezsensownych historii w których wszystko dobrze się kończy. Nie mógł przyjmować do wiadomości opowieści o szczęściu, kiedy jego życie było tylko ponurą egzystencją. Z chęcią wziąłby skrzypce w rękę i skomponował utwór, który oddaje jego nastrój, ale Wufei zauważył jaką sprawiało to radość blondynowi i zabrał mu je. Później kazał Quatre patrzeć jak rozbija jego ukochany instrument na kawałki i wyrzuca go do śmieci. Wtedy strasznie zabolało to blondyna, ale patrząc na to teraz utrata skrzypiec była niczym w porównaniu z tym co stracił do tej pory.
Na szczęście nie musiał długo czekać na chińczyka. Zaledwie po paru minutach usłyszał jak otwierają się drzwi. I na ułamek sekundy przez jego głowę przeleciało kilka pomysłów. / Mogę uciec teraz. Uderzę Wufei'a krzesłem i ucieknę zanim ten się ocknie. Albo mogę uciec przez okno. Znam tyle miejsc w których mógłbym się schronić. Mogę przecież walczyć/ Jednak czuł jakby jakaś niewidzialna siła trzymała go w tym miejscu/Dlaczego nie mogę od niego uciec? Czy ma aż taką władzę nade mną? Znam jego sekrety, mogę powiedzieć o nich innym, zakładając, ze znajdę ich zanim Wufei znajdzie mnie./
Ostatnia myśl całkowicie skupiła uwagę blondyna. /Wufei na pewno zaraz by nie odnalazł. Przecież powiedział, że należę do niego. Nigdy nie pozwoliłby mi odejść i nie ważne jak daleko bym pobiegł on zawsze by mnie złapał. Albo co gorsze dorwałby innego z pilotów. Heero by tego nie zniósł. Zawsze wydawał się być taki silny, ale po Duo zmienił się. Zupełnie tak jakby ktoś wyssał z niego życie. Teraz był prawie jak zombie. Wykonywał misje niemalże z tą samą precyzją co zawsze, ale widać było, że jego życie straciło większy sens. Późnej przyszedł by czas na Trowę.
Miał wrażenie jakby ktoś chwycił go za serce i próbował wyrwać je z klatki piersiowej. Quatre na samą myśl o tym jak Wufei mógłby znęcać się na Trową poczuł rozdzierający ból, niemal nie do zniesienia. / Nie. Nigdy na to nie pozwolę. Wolałbym umrzeć niż narazić, któregokolwiek z nich na takie cierpienie. A dopóki żyję muszę ich chronić, i tak nie mam już wiele do stracenia./ Monolog Quatre został przerwany przez zbliżające się w jego kierunku głosy. /Dziwne. Z kim Wufei mógłby rozmawiać? Przecież nikt z moich znajomych czy rodziny nie wie gdzie jestem. A Wufei nie ma tu przyjaciół, których mógłby zaprosić. Więc kto to może być? /. Nagle blondyn spojrzał w górę i ujrzał stojącego w drzwiach chińczyka.
Wufei jak gdyby nigdy nic stał przy futrynie i patrzył na Quatre. Był zadowolony, kiedy zobaczył w oczach blondyna strach. Po chwili ponownie zwrócił się do swojego rozmówcy. / Dobrze, jest tutaj. Dzisiaj kropla przepełni czarę goryczy. Zmiażdżę go i sprawi, że będzie mój i tylko mój. Nigdy nie będzie tak jak kiedyś, teraz nadszedł nowy czas. Nie mogłem mieć Duo, ale będę miał Quatre. Po dzisiejszej nocy będzie należał wyłącznie do mnie./ Quatre zaczął lekko drżeć, kiedy Wufei przeszywał go wzrokiem.
/Teraz pora zadać ostateczny cios/ pomyślał chińczyk.
"Wiesz, dzisiaj jest nasza ostatnia noc w tym domu. Pomyślałem, że warto by był to jakoś uczcić. W tym miejscu kryje się tak wiele wspomnień. Więc stwierdziłem, że ten nasz ostatni sex tutaj warto by było jakoś urozmaicić i zaprosić do zabawy kogoś zupełnie nowego."
Nacisk Wufei'a na słowo „sex", przyprawił blondyna o dreszcze. Wiedział, że cokolwiek chińczyk zaplanował na ten wieczór było jego zgubą. Quatre miał tylko cichą nadzieje, że jakoś przez to przejdzie. Blondyn próbował nie pokazywać jak wielką nienawiścią pałała do czarnookiego. Przez ten czas spędzony z chińczykiem nauczył się, że opór jedynie rozwściecza i bardziej podnieca Wufei'a.
Obecnie zamiast płakać na głos, płakał w środku. Za każdym razem, kiedy Wufei gwałcił go, krzyki wypełniały jego umysł. Quatre zapłacił za swoją nie współpracę później, ale mimo wszystko było warto. To był jego własny sposób na walkę. Jeśli nie mógł wykrzyczeć swojej nienawiści to przynajmniej mógł uwolnić ją w swojej głowie. To było niewielkie zwycięstwo, ale mimo wszystko zwycięstwo.
Wufei był rozbawiony obserwując jak lęk w Quatre rośnie. Pozwolił blondynowi przez chwilę przeanalizować jego słowa po czym kontynuował dalej. „Chcę, żeby dzisiejsza noc był wyjątkowa. Tak bardzo wyjątkowa, żebyś NIGDY nie mógł o niej zapomnieć"
Powiedział z uśmiechem po czym skinął ręką na kogoś. Osoba ta podeszła bliżej i stanęła za chińczykiem. Po chwili Wufei odsunął się na bok i wpuścił do pomieszczenia innego mężczyznę. Chłopka o czarnych długich włosach wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Po chwili chińczyk podszedł bliżej blondyna.
„W-Wufei? Co się dzieje? zapytał Quatre po czym przeniósł wzrok na obcego mężczyznę „Kto to jest?"
Wufei spojrzał na nieznajomego, a jego usta wygięły się przebiegły uśmiech „ To jest twój wielbiciel Quatre. Słyszał o twoich „talentach" i już nie może się doczekać kiedy je wypróbuje."
Quatre był wciąż zdezorientowany całą to sytuacją. „Nie rozumiem. Nie wiem kto to jest, Ja nie..." przerwał i spojrzał na Wufei'a w nadziei, że wszystko mu wyjaśni.
„Och, mój niewinny mały Quatre" zadrwił chińczyk po czym pochylił się i szepnął do ucha blondyna: „Nie znam tego człowieka, przypadkowo spotkałem go na ulicy. Dziś wieczorem będzie cię pieprzyć. Nie tylko twoje ciało, ale także twój umysł, a ja będę się temu przyglądał. Mam zamiar siedzieć tu obserwować jak uszczęśliwia cię całą noc. Jest dość duży, więc może trochę zaboleć, ale to przecież nic takiego dla kogoś takiego jak ty. Może jeśli będziesz wystarczająco dobry, pozwolę ci possać siebie później. A tymczasem wskakuj na łóżko i rozłóż nogi. Pokaż jaką jesteś dobrą dziwką."
Po tych słowach ostatnie elementy układanki duszy Quatre rozpadły się. Tylko jedna cząsteczka nadziei i życia sprawiały, że jeszcze nie znikł. Blondyn wstał i zaczął powoli rozpinać guziki swojej koszuli. Kiedy uporał się już z wszystkimi, wysunął z niej ramiona. Następnie pochylił się ściągając buty i skarpetki. potem ponownie się wyprostował i rozpiął spodnie. Podszedł do łóżka, po drodze zostawiając spodnie i bokserki. Ostatecznie położył się na nim szeroko rozstawiając nogi.
,,Grzeczny chłopiec" zaszydził Wufei i usiadł na krześle. Po chwili zwrócił się do obcego mężczyzny. ,,Cóż" rzucił „jest twój"
Nieznajomy prześledził wzrokiem, każdy centymetr ciała Quatre. Następnie zwrócił się do Wufei'a. „Jesteś pewny, że mogę go wsiąść? I tak już wygląda na nieźle pobitego"
Mało powiedziane, że był nieźle pobity. Począwszy od szyi cała kremowa skóra Quatre pokryta była siniakami i ranami.
„No pewnie!" odpowiedział Wufei „możesz z nim robić co chcesz, nie będzie z tobą walczył. Jest kurwą i lubi to"
Mężczyzna skinął głową, a mała iskierka błysnęła w jego oczach. Odwrócił się do leżącej na łóżku postaci i oblizał wargi. Widząc ten gest, Wufei wiedział, że wybrał odpowiednią osobę, która będzie dla Quatre „darem".
Właśnie był w mieście, kupował prowiant, próbował wymyśleć jaki byłby najlepszy sposób, aby całkowicie zniszczyć psychikę blondyna. Kiedy wchodził do sklepu, natknął się na nieznajomą męską prostytutkę. Chłopak odwrócił się do niego i szepnął, że ostatnim razem został straszne zgwałcony przez mężczyznę. Wufei słyszał o tym człowieku także od innych męskich dziwek. Jedna z nich powiedział Wufei'owi, że koniecznie musi spotkać się z tym człowiekiem, ponieważ mają podobne gusta i świetnie by się dogadali.
Oczywiście Wufei, uderzył go za tą bezczelną uwagę, ale kiedy ponownie podsłuchał rozmowę pomiędzy nimi, wiedział, że mężczyzna o którym rozmawiali był tym którego szukał. Wkrótce dowiedział się, że facet ten lubi młodych chłopców a ponad wszystko uwielbia znęcać się nad nimi. Wtedy już wiedział, że właśnie ten człowiek będzie idealny do wykonania jego podłego planu, zniszczenia Quatre.
Obcy mężczyzna zaczął powoli się rozbierać. Ten lekki szelest ściąganych ubrań był ogłuszającym dźwiękiem dla Quatre. Krzyki, które zwykle wypełniały głowę blondyna, ucichły. Teraz nie słyszał już nic. /Czym ja się stałem/ szepnął arab przymykając powieki. Nagle poczuł zagłębienie na łóżku spowodowane ciężarem drugiego człowieka. Po chwili mężczyzna wspiął się na jego ciało. Czuł ja obce ręce badają jego ciało i ściskają boleśnie jego sutki. Jednak nie zareagował. Pomimo, że odczuwał co dzieje się z jego ciałem był jakby obok tego wszystkiego.
Zamknął się w sobie. Wydawało mu się, że stoi obok i przygląda się jak jego cało zostaje gwałcone. Czuł, że zaraz zostanie uderzony. /Zasługuje na to/ szepnął.
„Czekaj!"- krzyknął Wufei
To słowo, to zwyczajne słowo z ust chińczyka sprawiło, że Quatre nieco się ożywił. Nagle poczuł mały promyczek nadziei i znów znalazł się w swoim ciele. /Może Wufei powstrzyma go. Może on naprawdę się o mnie martwi. Może zdał sobie sprawę, że tym razem posunął się za daleko./ Quatre na chwilę wstrzymał oddech czekając na dalsze słowa chińczyka.
„Wszędzie, ale nie w twarz" Wufei zgasił nadzieje w oczach blondyna.
Obcy chrząknął na znak, że zrozumiał. A migocący kawałek nadziei, który pozostał jeszcze w Quatre teraz rozpadł się bezpowrotnie na kawałki. Teraz blondyn nie potrzebował opuszczać swojego ciała. Był w nim i nie widział już powodu aby odseparować się od niego. Quatre mechanicznie podążał za instrukcjami mężczyzny. Wszystko czego żądał obcy było spełniane. Nagle mężczyzna zszedł z Quatre tak by ten mógł zmienić swoją pozycję ciała. Blondyn klęknął na kolanach i oparł dłonie o łóżko, teraz był skierowany twarzą w stronę siedzącego na krześle Wufei'a. Obcy facet stanął za Quatre, chwycił dłońmi oba półdupki araba i rozszerzył je. Nagle jego penis podwoił swój rozmiar. Bez ostrzeżenie próbował wejść w blondyna. Ale Quatre był tak ciasny i zupełnie do tego nie przygotowany, a członek mężczyzny tak duży, że jego działania były zupełnie bezcelowe. Po kilku próbach Quatre w końcu przestał napinać mieście a obcy natychmiast zanurzył się całkowicie w ciele araba. Nagle zatrzymał się, rozkoszując się wyśmienitym tyłkiem blondyna. Po czym znowu zaczął go pieprzyć, coraz mocniej i mocniej. Quatre wiedział, że był rozdarty, czuł krew, która wolnym strumieniem spływała po jego nogach. To nie była dla niego żadna nowość. Posiadał bowiem bardzo smukły odbyt, więc prawie za każdym razem krwawił.
Wufei wydawał się tym faktem bardzo zachwycony. Nigdy nie używał wazeliny, zauważając, że więcej zabawy jest kiedy Quatre sam ją produkuje. Drobne ciało blondyna chwiało się w tą i z powrotem, kiedy mężczyzna szybko wchodził i wychodził z niego. Obcy prawie już dochodził a jego pchnięcia stały się coraz głębsze. Po chwili spuścił się wewnątrz Quatre. Ogarnięty orgazmem bezwładnie położył się na blondynie. Jednak szybko podniósł się nie chcąc zużyć swojej nowej zabaweczki zbyt szybko. Po czym spojrzał na swojego teraz wiotkiego penisa, który pokryty był krwią.
Przeniósł wzrok na Wufei'a „ Dam dzieciakowi chwilę na odzyskanie sił, a sam pójdę się obmyć"
Wufei machnął ręką w kierunku łazienki. Nieznajomy wstał i wszedł do środka. Chińczyk podszedł do bezwładnie leżącego na łóżku Quatre. Złapał za podbródek blondyna i uniósł jego głowę, tak aby ich spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się z satysfakcją, na widok tego co zobaczył w tęczówkach araba. A raczej tego czego w nich nie było. Bogactwo jego spojrzenia jakby przeminęło. Jego gorliwość i jasność także. Oczy straciły umiejętność współczucia, kruchość oraz uczucia, które kiedyś w nich migotały. Teraz oczy Quatre pozbawione były jakichkolwiek emocji, witalności i życia.
Wufei wpatrywał się w blondyna i wiedział, że wygrał. Chłopak został złamany, pokonany. Pomimo tego nie był w stanie teraz mu odpuścić. Oglądanie jak ktoś pieprzy Quatre było dla niego nowym doświadczeniem i musiał przyznać, że strasznie go to podniecało. Teraz to on chciał blondyna. Chińczyk puścił podbródek araba, pozwalając tym samym, aby jego głowa opadła na łóżko. Wufei szybko pozbył się swojego ubrania i położył się obok Quatre. Następnie ręką mocno uderzył go w jeden z pośladków. Blondyn, jakby na ten znak podniósł się, tak , że znowu znajdował się w pozycji „na pieska"
„ Nie. Odwróć się. Chcę patrzeć w twoje oczy kiedy będę cię pierdolił" powiedział jednym tchem Wufei.
Był zniecierpliwiony, tak bardzo chciał już znaleźć się w arabie. Quatre posłusznie położył się na plecach. Wufei nie marnując czasu szybko zarzucił nogi blondyna na swoje barki. Po chwili gwałtownie wszedł w niego. Pomimo, że Quatre był tak bardzo rozciągnięty a krew spływał po jego nogach, chińczyk nie miał żadnych oporów i brnął coraz głębiej. Jego penis był coraz dalej o on wciąż wpatrywał się w blondyna.
„Kocham cię Quatre" powiedział z obrzydzeniem w głosie chińczyk.
Blondyn tylko tępo patrzył na czarnookiego. Wufei czuł, że nie zajmie mu dużo czasu zanim osiągnie orgazm, ale chciał żeby blondyn też go miał. Chciał znów zobaczyć w błękitnych oczach blondyna wstyd.
Sięgnął ręką pomiędzy ich ciała i chwycił penisa Quatre. Zaczął wścieknie poruszać ręką w górę i w dół. Wufei wiedział w jaki sposób dotykać blondyna, żeby niemal natychmiast stał się sztywny. Chińczyk wpychał swojego członka coraz głębiej i głębiej równocześnie wykonując ruchy pompujecie ręką, która trzymał penisa araba. Wkrótce mięśnie Quatre napięły się a z jego członka wydostało się nasienie wprost na rękę czarnookiego. Napięcie mięśni spowodowało lekkie ściśnięcie penisa Wufei'a i w połączeniu z wspomnieniem jak obcy pieprzył Quatre spowodowało, że chińczyk osiągnął orgazm. Po raz drugi w trakcie tej nocy, Quatre został wypełniony spermą.
Chińczyk szukał w oczach blondyna jakiegokolwiek śladu emocji jednak nic nie zobaczył. Wyszedł z Quatre i zrzucił jego nogi z barków. Później spojrzał na swoją dłoń pokrytą lepką biała substancją. „Zliż to" zażądał i podsunął rękę pod twarz blondyna.
Quatre posłusznie otworzył usta i zaczął lizać palce czarnookiego. Jeśli obrzydzało to blondyna zupełnie tego nie pokazał. Zrobił to co mu kazano. Kiedy dłoń chińczyka była czysta zabrał ją i z pogardą spojrzał na araba. Po chwili odszedł od łóżka i ubrał spodnie.
Nieznajomy przyglądał się większości poczynań pozostałej dwójki. Po obejrzeniu jak dwóch pięknych chłopców pieprzy się, ponownie był twardy. Wiedział jednak, że gdyby ponownie wziął blondyna ten mógłby tego nie przeżyć. Spojrzał w kierunku ciemnowłosego chłopka. Wufei domyślił się, że nieznajomy chce jeszcze raz posiąść Quatre. Ale blondyn potrzebował przerwy, nie mógł teraz tego zrobić.
Chińczyk nie chciał niczego więcej, tylko oglądać jak blondyn jest pieprzony. A później sam chciał w niego wchodzić. Ale to mogło zabić Quatre. W końcu zdecydował się na kompromis „Dajmy mu chwilę, żeby się umył. Później wróci i zrobi nam laskę. Wtedy odzyska nieco sił i będziemy mogli zacząć drugą rundę. Po tym wszystkim, nie chcemy złożyć go zbyt wcześnie"
Obcy zgodził się. To co mówił czarnooki miało sens. A po obejrzeniu jak blondyn ssał palce chińczyka, nie mógł już doczekać się , kiedy zatopi swojego penisa w miękkich różowych ustach Quatre. Nagle blondyn wstał i udał się do łazienki. Kiedy mijał Wufei'a, ten chwycił go i przyciągnął do siebie. Następnie wsunął język do ust blondyna i zaczął długi i mokry pocałunek. Chwilę później chińczyk odsunął się od niego i pchnął go w stronę łazienki. Quatre podtykał się o dywan, ale szybko złapał równowagę.
„Jak patrzę na ciebie robi mi się nie dobrze", powiedział „ale właśnie dlatego cię kocham" Słowa Wufei'a ociekały sarkazmem i nienawiścią.
Wszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi. Oparł się o umywalkę, nie mając siły samodzielnie stać. Dopiero po kilku minutach uznał, że już uda mu się umyć. Wszedł pod prysznic i odkręcił chłodną wodę. Zaczął powoli myć swoje poranione ciało. Po chwili wyszedł i osuszył się ręcznikiem. Wciąż jednak był brudny, ale jakie to miało znaczenie? Krwawienie w końcu udało się zatrzymać, jednak wciąż był tak bardzo obolały. Energiczne pocieranie ręcznikiem przynosiło mu nieznaczną ulgę, ale jednak przypominało o wszystkich ranach i siniakach.
Jeśli chodziło o wewnętrzny ból, cóż nie mógł sobie za bardzo pomóc. W każdym razie wiedział, że będzie coraz gorzej. Quatre wytarł ręcznikiem zaparowane lustro. Twarz, którą w nim zobaczył była jedynie zewnętrzną warstwą, która pozostała po jej właścicielu. Wiedział o tym tylko blondyn. Dla innych wszystko będzie wyglądać tak samo./ Czy naprawdę myślałem, że będę wyglądał jakoś inaczej? Jakby dzisiejsze wydarzenia w jakiś sposób mogły zmienić mnie fizycznie?/ Zaczął przekręcać twarz z jednego boku na drugi.
Przecież teraz nie było tak jak zwykle. /Czy spodziewałem się gigantycznego tatuażu na moim czole z napisem „dziwka Wufei'a"?. Czy dlatego, że Wufei zabrał mi ten ostatni oddech życia, miało by być to widoczne na mojej twarzy? Nie wiem. Czuję się inaczej, tak pusto. Nie mogę uwierzyć, że niczego nie widać./ Quatre jednak nie zauważył pustki w swoich oczach. Nie zauważył jak przytłoczone było jego ciało, zupełnie jakby dźwigał cały ciężar świata na barkach. / Powinienem krzyczeć, płakać, cokolwiek. Powinienem czuć coś. Dlaczego więc nic nie czuje? Zupełnie jakbym był pusty. Człowiek z pustym wnętrzem./
Odłożył ręcznik i podszedł do drzwi. Doskonale wiedział co czeka go po drugiej stronie. Wufei i ten facet. Wiedział też co się wydarzy. Tamci będą go wykorzystywać do upadłego. /Przecież na to zasługuje. Kto inny by mnie teraz chciał?/ Próbował wykreować w głowie obraz Trowy. Jednak nie był w sanie. Nie mógł nawet przypomnieć sobie zielonych oczu chłopaka. Jego postać wymykała się blondynowi niczym końcówka cudownego snu. Może tak było lepiej. Czasy kiedy marzył przeminęły, teraz musiał zaakceptować obecną sytuacje.
Kiedy nie potrafił znaleźć nadziei nawet w obrazie Trowy, domyślił się że Wufei go złamał. Rozrzucił kawałki duszy Quatre na cztery strony świata. Teraz nic ani nikt nie mógł sprawić, żeby wróciły na swoje dawne miejsce. Blondyn otworzył drzwi i wyszedł z łazienki. /Tym właśnie się stałem. To jest to co muszę robić/ Blondyn powtarzał te zdania w kółko, jakby wpadł w trans. Drobny arab wszedł do sypialni a tym samym do piekła, które już na niego czekało.
Nieznajomy wstał z krzesła, na którym do tej pory siedział. Pociągnął Quatre tak aby znajdował się pomiędzy dwoma stojącymi obok siebie siedziskami, na których siedział on i Wufei. Następnie zmusił blondyna aby klęknął. Quatre pochylił się i wziął do ust obcego penisa. Zniecierpliwiony mężczyzna chwycił araba za tył głowy i zaczął zagłębiać się w jego gardle. Quatre zaczął szamotać się nie chcąc się udusić, ale mężczyzna wydawał się zupełnie tym nie przejmować. Blondyn czuł na sobie wzrok Wufei'a, wiedział, że tylko jak skończy z obcym będzie musiał zając się penisem chińczyka. Quatre czuł, że ten schemat będzie powtarzać się całą noc. Nie mylił się tak też się stało.
Wufei i nieznajomy na zmianę pieprzyli blondyna a później kazali mu ssać ich penisy. Przekazywali go sobie niczym martwą zabawkę do seksu. Aż w końcu opadli z sił, kiedy pierwsze smugi światła pojawiły się na niebie. Quatre był zbyt zmęczony, żeby zasnąć. Poszedł więc wziąć prysznic. Później ubrał się i usiadł na parapecie przy oknie. Patrzył jak nadchodzi nowy dzień, a cała natura budzi się do życia. Normalnie czułby strach, ale dziś było inaczej.
Oczy Quatre utkwiony były w dalekim punkcie gdzieś na horyzoncie. Było to miejsce, gdzie czuł się szczęśliwy a jego życie maiłoby jakąś wartość. Było to miejsce, którego nie był w stanie zlokalizować. / Niedługo znowu zobaczę Trowę/Blondyn próbował wywołać w sobie jakieś emocje, uczucia. Na próżno./Powinienem coś czuć. Miłość, strach, tęsknotę, cokolwiek./Jednak nie czuł nic./Czym się stałem?!/
Kilka godzin później obudził się Wufei. Od razu rozejrzał się po pokoju, chcąc zobaczyć gdzie jest Quatre. Usatysfakcjonowany, że blondyn nie ruszył się z miejsca, obudził nieznajomego. Obcy po chwili ubrał się i wyszedł razem z chińczykiem z domu. Nie minęło kilka minut kiedy Wufei był już z powrotem. Kiedy wszedł do pokoju zauważ, że Quatre wciąż siedzi w tym samym miejscu i ani o centymetr nie zmienił swojej pozycji. Wyglądał jak piękna rzeźba. Jego ciało oświetlone promieniami słonecznymi wydawało się niemal idealne. Jednak chińczyk nie zauważył tego piękna. Za bardzo zajęty był triumfowaniem swojego sukcesu. Wufei uśmiechnął się w duchu. /Wczoraj w nocy okazał się znacznie lepszy niż się tego spodziewałem. Jest mój na zawsze./
„Chodźmy" powiedział po chwili.
Quatre posłusznie wstał i razem z chińczykiem wyszedł za drzwi. Następnie chwycił obie walizki i zaniósł je do samochodu. Była to pół-ciężarówka i dwoma ogromnymi przyczepami, na których leżały przykryte płachtą Gundamy chłopków. Quatre zastanawiał się czy Sandrock jest w dobrej formie, przecież nie pilotował go od tak dawna. Wufei sam realizował misje przydzielone jemu i blondynowi. Nie mógł pozwolić, żeby jego mała zabawka miała możliwość ucieczki, a tym bardziej żeby takie pomysły krążyły po jego głowie.
Blondyn usiadł po stronie pasażera a walizki położył za siedzeniem. Po chwili Wufei uruchomił silnik i ruszyli w drogę. Czekało ich dwadzieścia godzin jazdy, nie wspominając, że musieli znaleźć odpowiednie miejsce do przechowywanie Gundamy w pobliżu ich nowego domu. Pomimo tego powinni dotrzeć na miejsce jeszcze przed innymi. Quatre jeszcze parę dni wcześniej był strasznie podekscytowany tym, że wszyscy znowu się spotkają. Teraz nie chciał z nikim się widywać.
Po około trzech godzinach jazdy Wufei położył rękę na kolanie blondyna. Powolnym ruchem zaczął zmierzać ku górze. „Co powiesz na szybki numerek Quatre?" spojrzał na araba pożądliwie.
Chińczyk zacisnął dłoń a jego palce wpiły się w skórę araba. Quatre bez większego przejęcia zaczął powoli odpinać guziki przy swojej koszuli. Wufei spojrzał na niego. „Załóż to z powrotem" Rzucił natychmiast chińczyk „ Tylko żartowałem. Boże zaledwie cię dotknąłem a ty już wskoczył byś na moje kolana. Jesteś taki łatwy. Nie masz ani odrobiny moralności?"
Wufei zabrał rękę z obrzydzeniem a Quatre pawie bezszelestnie zapinał koszulę. Resztę drogi jechali w zupełnej ciszy.
W końcu chińczyk dojechał do leśnej drogi około kilometra od ich nowego domu. Wysiedli z samochodu i rozładowali swoje Gundamy. Bardzo dokładnie je ukryli i ruszyli w stronę domostwa. Po chwili byli na miejscu. Dokładnie zbadali teren wokół domu i zajrzeli przez okna do jego wnętrza. Kiedy uznali, ze wszystko jest w porządku weszli do środka.
Wewnątrz Wufei i Quatre dokładnie zbadali każde pomieszczenie upewniając się, że jest bezpiecznie. Nie mieli za dużo do roboty, bowiem dom był mały i słabo wyposażony. Znajdował się tu maleńki kącik kuchenny połączony z jadalnią, która z trudem mieściła drewniany stół z czterema niedopasowanymi krzesłami. Był tam też salon, który nadawał się jedynie jako miejsce zamieszkania dla pająków. Stała tam zatęchła sofa i pokryte kilkucentymetrowym kurzem krzesła. Co prawda mieli tam zostać tylko przez jakiś czas, ale miejsce było naprawdę okropne. Zeszli w dół wąskim korytarzem gdzie znajdował się jeden pokój. Pośrodku niego stało wielkie królewskie łoże z podartą pościelą. Tuż obok łóżka stało stare biurko i zniszczony fotel oraz dwa gnijące kredensy.
Quatre zaczął rozpakowywać walizki a ubrania układał w jednym z kredensów. Tymczasem Wufei na komputerze sprawdzał jakie są i kiedy mają rozpocząć się nowe misje. Kiedy blondyn uporał się z rzeczami, poszli z powrotem do kuchni, żeby poszukać czegoś do jedzenia. Po przeglądnięciu zatęchłej lodówki i wszystkich szafek okazało się, że są zupełnie puste. / No trudno, właściwie to nie jestem głodny. Jeśli Wufei jest może wyjść i coś przynieść/ Quatre z góry założył, że w tym miejscu będą panowały takie same zasady jak w poprzednim domu, którego był więźniem. Nigdy nie wolno było mu wychodzić, pod żadnym pozorem. Nowy dom był bardzo mały więc nie miał dużego wyboru co do miejsca w którym mógłby przebywać. Po chwili namysłu ruszył do salonu.
Blondyn usiadł na jednym z zakurzonych krzeseł i postanowił zaczekać, aż przybędą kolejni piloci. I nie ważne jak szybko by tu dotarli i tak było już za późno.
