Sam obudził się i mruknął cicho. Nie miał ochoty wstawać. Powoli przekręcił się na bok, zakopując się bardziej w pościeli. Powoli pozwalał sobie na budzenie się. Jego umysł przypominał mu o tym co się wczoraj działo. Sam rzucił pod nosem wiązankę przekleństw i otworzył oczy. Wiedział, że cokolwiek czeka go dzisiaj nie będzie przyjemne. Nie chodziło o fizyczny ból, który powoli do niego docierał, a o informacje. Dzisiaj znów będzie kontynuował ten dziwny koszmar w świecie wróżek, czarodziei i innych dziwactw.
Już leżąc w miękki łóżku zorientował się, że nie da rady wrócić do starej rzeczywistości. Nie miał za złe luksusu, w jakim się znalazł. Wręcz przeciwnie. -Obudziłeś się?- Sam usłyszał nad sobą pytanie i spojrzał na blondyna. Od razu rozpoznał pana domu, który wczoraj przyniósł go tutaj.
-Tak.- odpowiedział krótko. Na stoliku nocnym pojawiła się taca z jedzeniem i piciem. Sam wpatrywał się w nią przez chwilę z poziomu pościeli, a potem z wahaniem wyciągnął rękę w jej stronę. Dotknął tacy nadal starając się zrozumieć dlaczego świat dookoła niego zwariował. Po chwili bezproduktywnego myślenia postanowił dać sobie spokój. Uwagę skupił na swojej dłoni, na której znajdował się duży siniak.
-Pomogę ci usiąść i zjesz śniadanie. Co ty na to?- Lucjusz wyciągnął do niego ręce. Pomógł mu usiąść, uważając by nie zrobić mu krzywdy. Sam zdziwiony spojrzał na tacę, która ustawiona została na jego udach. Poza szklanką soku i herbatą znajdował się na niej talerz pięknie ułożonych naleśników. Czuł się jakby trafił do ekskluzywnego hotelu. Ostrożnie zabrał się do jedzenia. Bał się zarysować nożem porcelanę, która wyglądała na okropnie drogą. Zdecydowanie zbyt ekskluzywną jak dla niego.
-A potem czeka mnie rozmowa.- mruknął do siebie między kolejnymi kęsami naleśników, które były chyba najlepszym co w życiu jadł. Nie było to trudne do osiągnięcia, Sam nigdy nie jadł domowego jedzenia. To, co dostał teraz bardziej przypominało mu coś, co mógłby dostać w restauracji, ale i tak był wdzięczny. Doskonale wiedział, że jest tu nie bez powodu. Niemożliwym było, żeby mężczyzna, który wyglądał na tak wpływowego i bogatego przypadkowo znalazł się w biednej dzielnicy robotniczej i małym miasteczku. Był pewien, że miał w tym jakiś cel i niedługo się o tym przekona. W końcu skończył posiłek i wypił szklankę herbaty, sok zostawiając na później. Odstawił tacę na stolik. Mężczyzna sięgnął po fiolki, leżące na półce i podał mu je. Sam od razu podziękował sobie w duchu za zostawienie soku. Ktokolwiek wymyślił te lekarstwa skupił się na ich działaniu, a nie smaku.
Lucjusz usiadł na brzegu łóżka, na kolanach kładąc plik dokumentów. -Pewnie podejrzewasz, że chcę porozmawiać i nie jesteś tu przypadkowo.- chłopak kiwnął, popijając sok powoli.- Wolisz konkretnie czy na spokojnie?
-Gwałt czy informacje?- chłopak uśmiechnął się z lekką kpiną, na co mężczyzna jedynie uniósł brew. -Konkretnie. Po wczorajszych magicznych kijach chyba będę w stanie przyjąć wszystko.
-Jesteś naszym synem.- Lucjusz spojrzał na chłopaka, który wydawał się zaskoczony. Nie był to jednak szok, ani żadna inna gwałtowna reakcja.
-To była zadziwiająco normalna informacja. Jak na to, czego mogłem się spodziewać.- przyznał Sam po kilku minutach ciszy.- Jesteście pewni?
Lucjusz w ciszy podał mu wczorajszą kartkę, a raczej coś, co za nią wziął. To był coś zdecydowanie grubszego, ale nie był w stanie tego nazwać. Drzewo genealogiczne narysowane było czerwonym tuszem. -Severus pobrał ci trochę krwi, ale byłeś tak zaabsorbowany zaklęciem, że nawet nie zarejestrowałeś. Co do bólu to pamiętaj, że dałem ci wczoraj eliksir przeciwbólowy. - blondyn wytłumaczył mu wszystko z delikatnym uśmiechem. Potem otworzył cienką teczkę i podał mu coś, co wyglądało na dokument. Dokładnie przeczytał akt urodzenia i porównał go z drzewem.
-Czyli mam na imię Leolin.- Lucjusz skinął głową mimowolnie, choć chłopak nie podniósł nawet głowy znad papierów. -Draco widziałem wczoraj, prawda?- tym razem spojrzał na niego. -Macie jakiś fetysz dotyczący zwierząt.
Tym razem blondyn parsknął śmiechem.- Od dawna jesteś taki pyskaty?- spytał go, a Sam skinął głową.- Jak chcesz, żebyśmy cię nazywali? Nie licz, że się stąd wyrwiesz. Moja żona była tu już chyba z dziesięć razy, pytając czy już się obudziłeś. W końcu wygoniłem ją na zakupy z Draco, ale niedługo powinni wrócić. Oboje bardzo chcą cię poznać.
-Nie dziwię się. To w końcu moja matka i brat. Podejrzewam też, że nie oddaliście mnie z własnej woli.- Lucjusz westchnął ciężko. Kiwnął głową.
-Zostałeś porwany. Żadne z nas nie wiem jak i kiedy, ale nie ważne jak długo szukaliśmy nie mogliśmy cię znaleźć. W końcu udało się, w sumie przez zupełny przypadek. Dostaliśmy prośbę o uzupełnienie jakiś papierów w ministerstwie i magia musiała wygenerować twój aktualny adres zamieszkania. W ministerstwie powiedzieli, że był jakiś problem i mieliśmy szczęście.- Lucjusz uśmiechnął się i spojrzał na niego.- Ktoś jednak nie chciał, żebyśmy cię znaleźli. Stąd te ciemne włosy i ciemniejsza cera.- Lucjusz niepewnie wyciągnął dłoń w jego stronę. Sam spokojnie czekał na cokolwiek miało nadejść. Uśmiechnął się, czując dłoń na swojej głowie. -Jak chcesz, żebyśmy cię nazywali?
-Leolin. Tak mnie nazwaliście. Nie będę udawał, że łatwo będzie mi się przyzwyczaić, ale nie ma sensu zmieniać teraz tych wszystkich papierów.- Lucjusz zabrał dłoń i uśmiechnął się. -Rozumiem, że mój wygląd to sprawa… magii. Przepraszam, ciężko się do tego przekonać. Jeśli wy jesteście czarodziejami to ja pewnie też i…
-Nie przejmuj się na razie magią. Na wszystko mamy czas. - mężczyzna chwycił ostatni pełny flakonik z szafki. Spojrzał na niego przez chwilę.
-To powinno zdjąć wszystkie zaklęcia jakie ktoś na ciebie nałożył. Niestety nie mam pojęcia kto to zrobił.- powiedział mężczyzna. Jego ton był niemal przepraszający i Leo miał ochotę powiedzieć mu, że nic się nie stało. Nie mógł być na nich zły. Z takim domem na pierwszy rzut oka widać było, że mogli sobie pozwolić na gromadkę dzieci i nadal mieliby pieniądze na przyjemności. -Weź go raczej za kilka godzin przed snem. Na razie może zabiorę cię na mały spacer po domu. Nie możemy cię tylko przemęczać przez ten uraz głowy. Tylko najpierw weź prysznic. Ubranie czeka na pralce.
Leo wstał powoli i ruszył do drzwi, które mężczyzna wskazał mu gestem. Po drodze z ostrożności trzymał dłoń na każdym meblu lub ścianie, które miał w zasięgu. Po krótkim prysznicu w dość nowoczesnej łazience i ubraniu się w przygotowane rzeczy Leo wyszedł na zewnątrz. Chciał podwinąć sobie nogawki, ale za każdym razem, gdy próbował się schylić robiło mu się niedobrze. -Gotowy?- Leo skinął lekko głową i przyjął podane ramie.
Damo okazał się jeszcze większy niż przypuszczał, ale nie miał bardzo skomplikowanego rozkładu. Dowiedział się, że byli w skrzydle prywatnym i było jeszcze drugie przeznaczone dla gości. Blondyn wyjaśniał mu wszystko spokojnie, ale Leo dał sobie spokój z zapamiętywaniem dziwnych pokoi. Wolał wiedzieć, gdzie jest kilka tych, z których będzie korzystał na co dzień.
-Potem przeniesiemy cię do sypialni bliżej naszych. Trzeba ją wyremontować.- mężczyzna zamilkł na chwilę.-Nie zmienialiśmy jej odkąd zniknąłeś. Nie wiem jak zniesiemy wejście tam, ale nie przejmuj się. Damy radę.
-Może ją zniszczę? Wejdę tam z młotkiem czy czymś takim. -zaproponował Leo cicho. Nie miał pojęcia jak miałoby to pomóc. Widział jak jego ojciec porusza ustami, ale nie mógł nic usłyszeć. -Hm?
Lucjusz spojrzał na niego zaskoczony, ale po chwili uśmiechnął się.- Pewnie mówiłem za cicho, co? Przepraszam. Masz uszkodzony słuch. Musimy cię potem zabrać na jakieś porządne badania, bo zaklęcie diagnostyczne nie jest aż tak zaawansowane. Co do pokoju to zobaczymy. Chyba raczej my powinniśmy się uporać z tym wszystkim. - Leo uśmiechnął się. Wiedział, że to kolejny problem, ale jego życie było wystarczająco pogmatwane. Najpierw musiał wyzdrowieć i zdjąć te zaklęcia, które na nim były. Nie miał pojęcia o co z nimi chodziło.
W końcu wyszli na zewnątrz i Leo zachwycony rozejrzał się po ogrodzie. Nigdy nie widział takiej ilości kwiatów i roślin. Do tego dalej zauważył szklarnie. Było popołudnie, ale miał ochotę spędzić tu resztę dnia. -Twoja mama uwielbia to miejsce. Cały czas znajduje nowe rośliny, głównie w lesie niedaleko i hoduje je tutaj. Niektóre kwiaty są jadalne i kończą na talerzu.
Leo cieszył się ze spaceru. Świeże powietrze i słońce sprawiało, że czuł się lepiej. Rozglądał się dookoła, uważając by nie potknąć się na kamiennej ścieżce. Miał ochotę spędzić tu resztę dnia. Obaj odwrócili się, słysząc za sobą kroki.- Czyżby mój mały braciszek wstał z łóżka?- Leo spojrzał na wyższego chłopaka. Spodziewał się kolejnego komentarza, ale Draco uśmiechnął się lekko.- Jak się czujesz?
-Całkiem nieźle. Nie mogę się schylać, ale spacer pomógł.- odpowiedział spokojnie. Mężczyźni poprowadzili go do środka.- Zgubię się tu.
-Jeśli się zgubisz zawołaj Mróżkę. To skrzat domowy, małe stworzenie, które pomaga w domu.- Draco otworzył drzwi na balkon. W salonie czekała na nich pani domu. -Żyją obaj, niepotrzebnie się martwiłaś.
-Dobrze, dobrze. Nie narzekaj już tak. A teraz muszę zobaczyć swoje maleństwo.- Narcyza podeszła do chłopaka i przytuliła go do siebie. Leo nie protestował. Przymknął oczy, pozwalając się głaskać. Miał wrażenie, że Draco zaraz też zacznie go głaskać i zamieni się to w jakiś inicjacyjny rytuał. Kobieta w końcu puściła go i uśmiechnęła ciepło.- Mam dla ciebie trochę ubrań. To oczywiście tylko kila rzeczy, ale uznaliśmy z Draco, że potrzebujesz czegoś, co nie jest o pięć rozmiarów za duże. Kierowaliśmy się raczej twoim wyglądem po wzięciu eliksiru.
-Mój brat zdecydowanie jest ładniejszy.- Draco usiadł na kanapie i uśmiechnął się szeroko. Matka zgromiła go wzrokiem.- No co? Jestem bardzo miłym człowiekiem.
-W dodatku skromnym.- dodał Leo sarkastycznie, wywracając oczami.
-Skromność to moje drugie imię.- przyznał Draco, rozkładając się na kanapie.
-Trzecim byłoby przystojny, ale do tego musiałbyś poprawić twarz.- Draco spojrzał na niego zaskoczony.
-Dobra, to zdecydowanie mój brat.- skwitował z uśmiechem. Leo pokręcił głową, ale zaraz tego pożałował. Został posadzony na kanapie i przymknął oczy. Poczuł jak Draco przysuwa się i opiera o siebie. -Oddychaj i nie zemdlej nam tu. Wolno ci mdleć jedynie na mój widok.
-Jestem twoim bratem. Albo masz spaczone poczucie humoru albo psychikę.- Leo uśmiechnął się, zamykając oczy. Poczuł dłoń na swojej głowie.- Czy jeśli zostałem pogłaskany przez wszystkich w domu to jestem już częścią rodziny?
Wszyscy zaśmiali się cicho i Leo poczuł jak klatka Draco wibruje. W tym momencie cieszył się, że nie jest już w tamtym domu. Tam nadal leżałby w piwnicy na starym materacu, pewnie po niewielkim posiłku. Teraz opierał się o brata, który chyba nie miał zamiaru go puszczać. Dostał posiłek, a do tego czekała go kolacja. Nawet jeśli byłaby w połowie tak smaczna jak naleśniki to i tak będzie świetnie.- Chcesz spać?- usłyszał głos Draco.
-Nie, poleżę sobie. Wygodny jesteś.- mruknął do niego. Poczuł jak Draco wciąga go na swoje kolana i głaszczę po plecach.- Jak będziesz tak dalej robić to usnę.
-Śpij ile chcesz. Jesteś lekki, więc zaniosę cię do łóżka w razie czego.- tym razem ton Draco pozbawiony był sarkazmu czy ironii. -Niedługo będzie kolacja. Masz ochotę na coś konkretnego?
-Zjem wszystko.- odpowiedział, otwierając oczy. Spojrzał na Draco, który opierał się wygodnie o kanapę. Narcyza podeszła do niego i położyła na jego kolanach torbę.
-Powiedz czy ci się podobają. Nie wiedzieliśmy co lubisz. Jak pójdziemy do krawca to wybierzemy to, co będziesz chciał.- Kobieta usiadła obok nich. Leo sięgnął do torby i wyciągnął kilka normalnych bluzek i dwie pary spodni. Jedne długie, drugie trzy-czwarte.
-Chciałem ci wybrać bieliznę w serduszka, ale mama się nie zgodziła.- Leo spojrzał na Draco sceptycznie.- Dokładnie tak się na mnie spojrzała. Ja przeczuwam, że to następny hit modowy.
-Przeczuwam, że poczucie stylu jest potrzebne do typowania trendów.- Leo odgryzł się mu. - Ale ubrania są dobre. Nie będą mi sprawiały tyle problemu.
Chłopak niemal krzyknął, gdy na środku pokoju pojawiło się małe stworzenie. Jego uszy były bardzo długie i niemal zamiatały o podłogę. Skrzat oznajmij im, że kolacja czeka. Ojciec pomógł mu wstać powoli i wszyscy ruszyli do jadalni. Leo usiadł obok swojego brata i spojrzał na pusty stół. Zmarszczył brwi, ale po chwili na obrusie pojawiło się kilka półmisków. Zafascynowany patrzył jak szklanka napełnia się ciemnym sokiem. Powoli wziął ją do ręki i upił łyk. Uśmiechnął się, czując sok porzeczkowy. Wyglądało na to, że każdy z domowników dostawał to, co najbardziej mu smakowało.
Po posiłku został odprowadzony do pokoju i zostawiony samemu sobie. Z zaciekawieniem rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie było tu wiele rzeczy, ale to była jedynie sypialnia gościnna. Gdy się obrócił na podłodze stały już jego zakupy. Nadal zadziwiało go ile ci ludzie byli w stanie dla niego zrobić nie znając go. Wydali na niego pieniądze i Leo był wdzięczny za dach nad głową. Czuł ciepło w klatce piersiowej i uśmiechnął się. Umył się i przebrał w piżamę, a potem wrócił do łóżka.
Położył się na pościeli i zamknął oczy, jednak nagle przypomniał sobie o flakoniku. Sięgnął po eliksir i spojrzał na przelewający się niebieski płyn. Spojrzał w górę, słysząc jak drzwi otwierają się i spojrzał na Draco. Blondyn był już w swojej piżamie, która składała się jedynie ze spodni. -Coś się stało?
-Nie, ja tylko…- Draco zaciął się i wszedł do pokoju. Usiadł obok niego na łóżku.- Przez te wszystkie lata tyle razy zastanawiałem się co by się stało, gdybyś nagle wrócił. Chciałem mieć brata. Przez te wszystkie lata chciałem kogoś, z kim mógłbym się bawić. Ten dom jest wielki, ale strasznie szybko staje się potwornie nudny. Brakowało mi cię.
-Hej.- Draco spojrzał na niego, wyrwany z monologu.-Jestem tu teraz. Nie mam zamiaru się stąd ruszyć.- blondyn uśmiechnął się. Leo obrócił się na drugi bok i poklepał miejsce obok siebie.- Jak wyzdrowieję będziesz mógł mi mówić o czym tylko chcesz.
-Dzięki.- Draco uśmiechnął się. Spojrzał na fiolkę.- Wypij to. Chcę swojego brata z powrotem.
Leo spojrzał na fiolkę i usiadł na chwilę. Gdy wyjął korek usłyszał pyknięcie. Nie myśląc dłużej wypił zawartość. Nie poczuł żadnych nagłych efektów poza okropnym smakiem. Położył się obok swojego brata i spojrzał na niego. Nigdy jeszcze nie leżał z kimś w jednym łóżku. Draco przyciągnął go do siebie i przytulił do siebie. -Dobranoc braciszku.
-Dobranoc.- Leo uśmiechnął się i wtulił w niego. Miło było czuć czyjeś ciepło i nie przejmować się tym, że zostanie zrzucony z łóżka. Poczuł jeszcze delikatny pocałunek na czole i usnął spokojnie.
[+++]
No dobra, dobra.. Zobaczymy jak będzie dalej. Na razie mam nadzieję, że rozdział się podoba.
