Rozdział 3

Dni do pierwszego września były wypełnione zabawą, rozpieszczaniem przez wszystkich dorosłych. Każdy dorosły starał się jak mógł, żeby spędzić z nimi jak najwięcej czasu, nawet Severus. Ten ostatni oczywiście udawał, że dba o przygotowanie ich do szkoły, ale tak naprawdę musiało być dla niego bolesne, że będzie mógł z nimi bardzo rzadko spędzać czas. Jako nauczyciel nie może sobie pozwolić na spoufalanie z uczniami. Harry bardzo się stresował przydziałem, zresztą Draco pod maską pewności drżał ze strachu przed dostaniem się do Hufflepuff'u. Siedzieli właśnie w salonie w domu Malfoy'ów gdy rozpoczęła się dyskusja o Hogwarcie.

-Ja to na pewno będę w Slytherin'ie! W końcu cała moja rodzina tam była.

-Ja nie wiem, moi rodzice byli w Gryffindor'ze. Ale ja nie chcę tam, ja chcę być z wami. A ty Nicole?

-Ja…co?- oderwała wzrok od książki z rodzajami tarcz kopułowych- Ach…dom. Pewnie Ravenclaw, ale nie wiem. Gdzie zostanę przydzielona tam będę. Moja mama była podobno w Gryffindor'ze.

Harry jakby trochę uspokojony, wrócił do gry w szachy z Draco. Wujek z ciocią przypatrywali się chwilę całej trójce. Westchnęła, starannie włożyła zakładkę w książkę i odłożyła ją na stolik do kawy i podeszła do fortepianu. Wielu czarodziejów pochodzenia mugolskiego uważało, że gra na instrumentach to niemagiczne zajęcie. Dziwiło ich kultywowanie przez czysto krwistych tradycji nauk muzycznych, jednak wszystkich bez wyjątku zachwycało granie Mozarta czy Chopina, czarodziei, których rody słynęły z zamiłowania do sztuki. Niewielu z magów umiało magicznie grać, ale ci, którzy opanowali to, mogli wpływać na emocje, jak i zmuszać do działania swoich słuchaczy. Nicole choć nie miała predyspozycji do drugiego, to opanowała manipulacje emocjami, głównie pozytywnymi, agresja i nienawiść nie leżały w jej naturze więc trudno jej było je wywołać. Gdy zaczynała grać, ludzie porzucali swoje zajęcia i tak jak teraz, Malfoy'owie i Harry, zasłuchiwali się.

Pierwszy września

Od samego początku gdy weszli na dworzec zaczęli ją irytować, zachowywali się jak jej ochroniarze i jeszcze zmówili się z wujkiem Lucjuszem, więc nie mogła nawet popchać własnego kufra. Chociaż z tego ostatniego się cieszyła, tradycja tradycją, ale nie dałaby rady pchać tak ciężkiego wózka. Na stacji pożegnali się z Malfoy'ami, którzy mimo prób zachowania kamiennej twarzy jednak ukazali wzruszenie, a następnie weszli do pociągu. I tu zaczęła się szopka, Draco kazał im chwilę poczekać i zniknął z własnym kufrem zapewne szukając przedziału. Po kilku minutach wrócił już bez bagażu, zabrał jej kufer, pozwalając jej nieść swojego kota. Oczywiście zamiast iść normalnie to musieli ją otoczyć, w końcu w przedziale pozwolili jej siąść przy oknie, a nie między nimi. Pytaniom czy jej wygodnie czy czegoś nie chce, czy może zgłodniała, nie było końca, stwierdziła zatem, że się prześpi. Dla złośliwości oparła się o Draco, który dziś wchodził na wyższy poziom w okazywaniu troski, i tu okazało się, że była bardziej zmęczona niż jej się wydawało i obudziła się na czterdzieści minut przed przyjazdem. Zmienili szatę wierzchnią na szkolną, chwilę pogawędzili o Hogwarcie i musieli już wychodzić. Wyszli na ciemny peron i zamrugali by przystosować się do ciemności.

-Pirszoroczni! Pirwszoroczni!- rozległ się krzyk gdzieś w okolicy wyjścia ze stacji.

-Chodź, Niki.- usłyszała głos Harry'ego przy uchu i poczuła jego dłoń ciągnącą ją ku głosowi wzywającemu pierwszoroczniaków. Gdy doszli do grupy przerażonych jedenastolatków zobaczyli wielkiego człowieka o gęstej brodzie. Wyglądał dość dziko i Nicole poczuła lekki niepokój, jednakże skupiła się na rozmowie jakiejś dziewczynki obok. Sposób w jaki ta opowiadała i jej postawa biło wymądrzaniem się, ale i niepewnością.

-Czytałam, że zazwyczaj do Hogwartu jedzie się powozami, ale pierwszoroczni płyną łodziami.

Tak w tym był cały problem, Nicole panicznie bała się wsiadać do łodzi, raz już wsiadła na lekcji etykiety i bliskie zaznajomienie się dnem nie było tym czego pragnęła. Umiała pływać, ale rośliny, które porastały środek jeziora, owinęły się wokół jej nóg nie ułatwiały jej zadania. Została wyciągnięta przez wściekłego ogrodnika, który wziął ją za jakiegoś dzieciaka z sąsiedztwa i nim pomyślał sprał ją. To sprawiło, że strach ogarnął ją całkowicie i od tamtego czasu nie zbliżała się do łodzi.

-Nicole! Nicole! Nie słuchasz mnie. Co się stało? Musimy iść.

-Przepraszam, zamyśliłam się.

Draco rzucił jej zatroskane spojrzenie i poszedł za grupą. Dotarli nad wodę, a strach wzbierający w dziewczynce, zablokował jej możliwość mówienia. Jednak grzecznie wsiadła do łodzi z Draco, Harrym, Zabini i Nott'em. Gdy łódka dotknęła drugiej strony jeziora, praktycznie wyskoczyła z niej i weszła na schody. Słyszała szepty o Harry'm. Nie zdziwiło jej wystąpienie z grupy jednego dzieciaka by przywitać się ze sławnym Chłopcem, Które Przeżył.

Harry

Martwił się o Nicole, wydawało mu się, że widział strach w jej oczach gdy stali na peronie. Był tak zamyślony tym, że nie zauważył rudego chłopca, który stanął koło niego.

-Cześć, ty jesteś Harry Potter?

-Tak.

-Och! Super! Pokaż bliznę!

-Nie uważam, że muszę pokazywać bliznę by potwierdzić swoją tożsamość.

-No weź, ona jest fajna! Chciałbym taką.

-Chciałbyś by Voldemort uczynił cię sierotą, a później próbował ciebie zgładzić .

Poczuł delikatną dłoń w jego, Draco zaś stanął tuż koło niego.

-Yyyy przepraszam, nie pomyślałem.

-Tak, faktycznie, nie pomyślałeś. To było bardzo nie taktowne…

-Witam w Hogwarcie, proszę ustawić się w pary i pójść za mną. W Wielkiej Sali macie stanąć w rzędzie przed podestem, Gdy wyczytam czyjeś nazwisko, ma usiąść na stołku. Zostanie on dołączony do jednego z czterech domów: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Każy dom ma swoją zaszczytną historię i z każdego wyszli na swiat słynni czarodzieje i znakomite czarodziejki. Tu, w Hogwarcie, wasze osiągnięcia będą chlubą waszego domu, zyskując mu punkty, a wasze przewinienia będą waszego domu, który przez was utraci część punktów. Dom, który osiagnie najwyższą liczbę punktów przy końcu roku, zdobędziecie Puchar Domów, co jest wielkim zaszczytem. Mam nadzieję, że każde z was będzie wierne swojemu domowi, bez względu na to, do którego zostanie przydzielone.

Nicole

Weszli w ciszy przez drzwi, a później przez następne. Na Nicole, Wielka Sala, nie zrobiła już wrażenia, widziała ją tysiące razy. Jej wzrok skierował się na stół dla nauczycieli, i spojrzała w czarne oczy wujka i wreszcie się kompletnie uspokoiła, była bezpieczna. W tym czasie Tiara Przydziału rozpoczęła piosenkę o czterech domach, założycielach. Teraz wystąpiła profesor McGonagall, trzymając w ręku długi zwój pergaminu.
-Kiedy wyczytam nazwisko i imię, dana osoba nakłada tiarę i siada na stołku. Abbot, Hanna!
Z szeregu wystąpiła dziewczynka o różowej buzi i jasnych mysich ogonkach, nałożyła tiarę, która opadła jej prawie na nos, i usiadła. W chwilę później...
-HUFFLEPUFF! - krzyknęła tiara.
Przy stole po prawej stronie rozległy się oklaski i okrzyki aplauzu.
-Bones, Susan!
-HUFFLEPUFF! - wrzasnęła znowu tiara, a Susan usiadła obok Hanny.
-Boot, Terry!
-RAVENCLAW!
Tym razem rozległy się wiwaty przy drugim stole na lewo, gdzie kilka osób powstawało, by uścisnąć rękę Terry'emu.
"Brocklehurst, Mandy" też powędrowała do Ravenclawu, ale "Brown, Lavender" pierwsza trafiła do Gryffindoru, a "Bulstrode, Milicenta" znalazła się w Slytherinie. Póżniej była wymądrzająca się dziewczynka, która trafiła do Ravenclawu i jeszcze kilka osób.

-Malfoy, Dracon!

-SLYTHERIN!

Uśmiech na twarzy Draco był pokrzepiający.

-De Mortiel, Nicole!

„Witaj moja droga, niezwykła moc, chęć uczenia się i ambicja, i to poświęcenie. Ta skrytość, nie chcesz by twoje tajemnice były poznane. Myślę, że będzie ci dobrze z twoim przyjacielem"

-SLYTHERIN!

Uspokojona usiadła obok Draco, przez twarz wujka przebiegł uśmiech, sama poczuła szczęście, była z blondynem w jednym domu, na dodatek głową tegoż domu był jej chrzestny. Myśli przerwało jej nazwisko Harry'ego. Tiara rozmawiała z nim, ciekawe, ona specjalnie nie odpowiadała, chciała trafić tam gdzie pasowała.

-SLYTHERIN!

Cisza aż dzwoniła w uszach. Głośny aplauz ich domu rozbrzmiał jak fajerwerki, czysto krwiści znali Harry'ego z domu Malfoy'ów więc cieszyli się. Ale reszta Sali wyglądała jakby runęło wszystko w co wierzyli.