Zatrzasnęła za sobą z impetem ściągając nawet butów weszła do salonu i otworzyła na oścież drzwi od barku. Bez zastanowienia wyciągnęła szklankę i butelkę martini. Wypełniła szkło półprzeźroczystym płynem i wypiła jednym haustem wycierając dłonią usta. Wypuściła głośno powietrzezsuwając przemoczone buty. Opadła na kanapę nie wypuszczając z rąk butelki ani szklanki. Przymknęła ła głęboko, starając uspokoić się dostatecznie, aby móc wszystko powoli i dokładnie przeanalizować. Znowu sobie nalała,lecz tym razem delektowała się trunkiem nie wypijając go od razu.
Westchnęła, wracając myślami do dzisiejszego feralnego popołudnia.
-Pan chyba kpi.. - warknęła, momentalnie siadając naprzeciw mężczyzny. Uśmiechnął się mimowolnie, widząc, że zdołał ją zainteresować.
-Ależ nie Granger, ja się tylko od zawsze zastanawiałem dlaczego godłem Gryffindoru nie jest kurczak. - skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na niego gniewnie.
-Czy naprawdę, nie ma Pan ciekawszej rozrywki? Bo o ile mnie pamięć nie myli jest październik, miesiąc w którym Hogwart funkcjonuje, a Pan jest w nim zastępcą dyrektora, a to chyba zobowiązuje, czyż nie? - nie odrywała od niego wzroku, chciała mu dać do zrozumienia, że jej strach odszedł wraz z zakończeniem szkoły, a on stał się tylko wyblakłym wspomnieniem.
-Cóż za odkrycie, owszem – spojrzał przez okno – jest październik – uśmiechnął się ironicznie, widząc jej zdegustowaną minę – a tak na poważnie, mam wolne – rozsiadł się wygodnie w fotelu biorąc do ręki kieliszek z winem – znudziło mnie już uczenie coraz większej bandy głąbów pokroju Longbottoma – widząc, że dziewczyna już otwiera usta, aby obronić kolegę ze szkoły zaproponował – Wina? - unosząc kieliszek do góry, aby mogła przyjrzeć się dokładnie krwisto czerwonej cieczy.
-Nie, dziękuję, nie piję – skłamała zaciskając mocno zęby. „Im mniej będę mówiła, tym mniej absurdalna wyda się ta rozmowa.."- pokrzepiła się w myślach dziewczyna, i upiła łyk kawy którą przed chwilą podał jej kelner. Mężczyzna wzruszył tylko ramionami i skosztował wina. Przymykając lekko oczy, delektował się jego smakiem i intensywnością. Hermiona, podnosząc głowę znad parującego płynu, od razu zwróciła uwagę na zachowanie swojego byłego profesora. Widziała przyjemność i rozluźnienie, malujące się na jego bladej twarzy. Ruch nadgarstka, i delikatny okrąg zataczany równomiernie przez brzegi kieliszka fascynowały ją. Nieprzyzwyczajona to takiego widoku, rozchyliła lekko usta ze zdziwienia, czuła się jakby tym drobnym gestem hipnotyzował ją, a jego długie i smukłe palce wprawiające płyn w falisty ruch, sprawiały, że poczuła się jak dziecko które przy ulubionej kołysance może zasnąć długim i spokojnym snem. Utkwiła wzrok w kieliszku, chcąc zarejestrować każdy jego ruch. Patrząc, rozmarzonym wzrokiem na to co profesor robi ze szkłem, nie zwróciła uwagi, że czarne jak smoła oczy przyglądają się jej z ironicznym uśmiechem. Obserwował jak wodzi wzrokiem za okręgami tworzonymi przez jego delikatne ruchy, jak przygląda się zafascynowana krwistoczerwonym falom obmywającym brzegi kieliszka. Pełne, lekko rozchylone usta sprawiały, że wyglądała jak małe niewinne dziecko podziwiające zaskakującą magiczną sztuczkę.
Wypiła kolejny kieliszek, krzywiąc się znacznie. Musiała wyprzeć z umysłu skazę, jaka została po ich dzisiejszym spotkaniu. Jednak wspomnienie uporczywie wracało, nabierając z każdą chwilą większej intensywności.
Minęło dziesięć minut zanim któreś z nich się odezwało. Rozbawiony mężczyzna, zatrzymał dłoń w której znajdował się kieliszek. Płyn zawirował jeszcze parę razy i na kształt morza uspakajającego się po burzy ustał.
-No, już dobrze Granger, przestań traktować mnie jak Boga, wiem, że moja uroda jest zniewalająca, ale jak na jedno popołudnie wystarczy. - zreflektowała się. Dopiero teraz zrozumiała, że od dłuższego czasu siedzi w bezruchu i bezmyślnie gapi się na kieliszek który tak zgrabnie poruszał się w jego dłoni. Odchrząknęła, szybko spuściła wzrok i oblała się szkarłatnym rumieńcem.
-Przepraszam Profesorze, jednak proszę mi uwierzyć, aby zasłużyć na uwielbienie trzeba czymś się wyróżnić. Pan nie ma takiego szczęścia. - skupiła się na swoich dłoniach, które co chwilę układała ze zdenerwowania w innej pozycji. Zaśmiał się krótko odstawiając kieliszek.
-Panno Granger, proszę mi uwierzyć, że im do człowieka trudniej jest dotrzeć, tym jest cenniejszy. - pochylił się lekko w jej stronę - A Pani, chyba nie może o mnie powiedzieć nic więcej poza tym co pozwalam Pani wiedzieć. I tym się od siebie różnimy,ponieważ ja, potrafię w tym momencie wyczytać wszystko z Pani oczu, a Pani nie potrafi z moich wyczytać nic- uśmiechnął się ironicznie widząc jej zdenerwowanie. - Więc, proszę sobie teraz odpowiedzieć -kontynuował - kto jest cenniejszy..
Trafił w samo sedno. Poczuła, jakby ktoś wylał jej kubeł zimnej wody na głowę. „Niedocenienie..."- tylko to teraz do niej docierało. Reszta jej myśli była spowita ciężką mgłą.Patrzyła nieobecnym wzrokiem na stół. Nie wiedziała, jak ma się teraz zachować, ani co powiedzieć. Ból po ostatnim wydarzeniu dopiero nadszedł. Zbyt niespodziewanie, nie odepchnęła go. Przyjęła, bez protestu. Profesor odchylił się na krześle zakładając ręce za głowę. „Jedno stwierdzenie, a ile satysfakcji." - pomyślał biorąc kieliszek do ręki upijając spory łyk.
-A więc jak już mówiłem Panno Granger.. - nie chciała go już słuchać, cały dobry humor prysnął i ustąpił miejsca goryczy. Wstała, nie odzywając się chociażby jednym słowem. Zebrała rzeczy i założyła kurtkę. - Granger, czy ciebie nikt nie nauczył dobrych manier? - warknął widząc, że go całkowicie nie słucha.
-Niech Pan sobie sam odpowie na to pytanie.. - odparła, kierując się w stronę wyjścia.
Nie zatrzymał jej. Chociaż widział,że jego słowa wywarły na niej większy wpływ niż zamierzał, to postanowił zostawić w spokoju. Wiedział, że człowiek czasami powinien pozostać sam ze swoimi myślami. Złożył ręce i spojrzał przez okno na postać oddalającej się kobiety. Silny wiatr, który zerwał się podczas ich spotkania rozwiewał jej włosy, jednak ona szła dalej całkowicie nie zwracając na to uwagi. Kiedy zniknęła za najbliższym rogiem, pomimo przewijających się ludzi nadal patrzył w miejsce w którym stracił ją z oczu Zaintrygowało go bardzo jej zachowanie. Nie spodziewał się po niej tego wszystkiego, co mu dzisiaj zaprezentowała. Dopiero, kiedy pierwsze krople deszczu zaczęły ściekać po kawiarnianej szybie otrząsnął się z tych wszystkich niedorzecznych myśli.
-Bezsens – podsumował upijając spory łyk wina.
Szła zatłoczoną ulicą nie zważając na deszcz. Ludzie dookoła biegali, przykrywając głowy darmowymi gazetami które otrzymali za rogiem, jednak ona jakby ich nie zauważała. Dla niej, liczyły się teraz tylko jej myśli.
Odstawiła szklankę, czując, że zapiła pierwszą falę goryczy i złości. Spojrzała na zegarek,dochodziła ósma, a pogoda za oknem z każdą minutą ulegała pogorszeniu. Westchnęła ciężko, opadając na kanapę. „Dlaczego dopiero osoba postronna,niemająca pojęcia o sprawie potrafiła mi otworzyć oczy? Nie chcę być bezwartościowa.. Nie pozwolę, aby ktoś pokroju Ronalda,zabrał mi wartość. To nie tak, miało wszystko wyglądać.." -westchnęła podnosząc się z kanapy.
Podeszła do okna opierając głowę o zimną szybę. Przymknęła oczy, jednak widziała jak jej oddech tworzy delikatną mgiełkę na szybie. „im do człowieka trudniej jest dotrzeć, tym jest cenniejszy." - jego słowa cały czas krążyły jej w myślach.
-Chcę być cenna, i wartościowa dla innych.. - szepnęła, spoglądając na opustoszałe ulice. Ciemność ją inspirowała, a rytm wystukiwany przez deszcz o parapety budował podwaliny wiary w zmianę i oczyszczenie. Uśmiechnęła się do siebie kiedy błyskawica rozświetliła niebo.
-Szansa na nowy początek.. - szepnęła z zadowoleniem, zbierając ze stołu naczynie wraz z butelką.
Ten dzień, sprawił, że postanowiła postawić kropkę w swoim życiu, i odwrócić kartkę. Od teraz chciała wszystko zacząć budować od nowa, musiała odzyskać swoją wartość, aby już nigdy nie musieć słuchać umoralniających uwag. Zainspirowana ciemnością, postanowiła postawić pierwsze kroki w stronę lepszego jutra.
