ROZDZIAŁ II
Wtorek
24 września, 1996r.
10:45am
Nastała jesień jednak, chociaż tylko kalendarzowa to na zewnątrz nic nie zapowiadało rychłej zmiany pogody. Jak i każdego poprzedniego dnia, na dworze słońce świeciło mocno, a pojedyncze chmury zakrywały część nieboskłonu. W Hogwarcie dwójka uczniów pomimo ciepłej pogody zza okiennic, nie patrzyła z radością ku temu dniu. Zarówno dziewczyna jak i chłopak mięli mieszane uczucia, co do całej tej dziwnej sytuacji.
Brunetka westchnęła pod nosem, a szatyn idący u jej boku poprawił okulary spoczywające na jego nosie. Zmierzali w kierunku lochów prosto na pierwszą lekcję Eliksirów z nowym profesorem. Szli w ciszy, oboje wyobrażając sobie przebieg tych dwóch godzin lekcyjnych. Rudzielec nazywający się Ron Weasley w tym roku opuścił grono uczniów uczęszczających na ten przedmiot. Jednak nie on jedyny. Między innymi Neville Longbottom, pomimo pomocy Hermiony, musiał porzucić ten przedmiot. W każdym bądź razie jedna trzecia Trójcy przesiadywała właśnie w PWG i grając śmiała wraz z innymi mieszkańcami domu lwa.
Hermiona i Harry mięli wyższe ambicje, a co za tym idzie ich wyniki szkolne miały wpływ na to czy osiągną swoje cele. Harry Potter od dawna planował swoją przyszłość, jako Auror, tudzież Hermiona Granger pragnęła dostać się na jedyną uczelnię wyższą w świecie czarodziejskim – Xburg. W obu przypadkach do zaliczenia był przedmiot Eliksiry. Dlatego też ta dwójka uczniów w ciszy zbliżała się do sali lekcyjnej.
Gdy dotarli na miejsce gromada Gryfonów już czekała na rozpoczęcie zajęć. Niestety nie była to duża grupa, tylko nieliczni kontynuowali ten przedmiot. Po przeciwnej stronie korytarza natomiast zebrali się uczniowie domu węża. Ci przewyższali liczebnością kilkakrotnie uczniów z domu lwa. Długo czekać nie musieli, gdyż w ciągu następnych kilku minut pod klasę przyszedł profesor. James jednym szybkim i płynnym ruchem ręki otworzył salę, w drugiej trzymając opadły tom. Nie oglądając się za siebie, ruszył na przód pomieszczenia. Przechodząc obok ławek kątem oka zauważył, iż damska część klas rozsiadła się z przodu.
Kiedy wszystko ułożył, a harmider, jaki wystąpił zaraz po wejściu uczniów do klasy ustał, uśmiechnął się kącikami ust. Chwilę potem odwrócił się twarzą w stronę Gryfonów i Ślizgonów. Będąc uważnym obserwatorem nie uszło jego uwadze, że Hermiona Granger, jako jedyna z dziewcząt nie zajęła miejsca na początku sali. Przeciwnie, brunetka wraz z Harry'm umiejscowili się na samym końcu klaso-pracowni, tuż obok okna. Odrywając swoje spojrzenie od dwójki Gryfonów, rozejrzał się po klasie, a moment później uśmiechnął ukazując idealnie proste i białe zęby.
- Witam – zaczął James unosząc nieznacznie brwi – wszystkich. Większość z was pewnie wie, z kim mają przyjemność. Ale dla tych, którzy nie mięli tyle szczęścia zapoznać się z historiami mojej młodości, przedstawię się. Nazywam się James Potter i od dnia dzisiejszego będę waszym profesorem od Eliksirów. - Po klasie rozeszły się szepty, nowy profesor tymczasem oparł się beztrosko o biurko i z założonymi rękoma obserwował salę. - Dobrze. Skoro już rozwiałem wasze wątpliwości, co do mojej osoby to może przeprowadzimy małe zapoznanie? - Dziewczęta siedzące w pierwszych ławkach poruszyły się nieznacznie. Jedna z nich siedziała z głupim uśmiechem na twarzy, nie potrafiąc go ukryć. - W takim razie zaczniemy może... Od tej strony – stwierdził profesor widząc błyszczące spojrzenie jednej z uczennic. Wskazał na nią dłonią, na co dziewczyna wstała dumnie wypinając pierś do przodu.
- Nazywam się Parvati Patil i jestem w Gryffindorze – odpowiedziała szatynka, James posłał jej nieco rozbawione spojrzenie. Dziewczyna usiadła uśmiechając się, gdy wzrok Pottera przesunął się na jej koleżankę.
- Lavender Brown, również Gryffindor.
James przytaknął i w ten sposób rozpoczęła się pierwsza, długa lekcja Eliksirów. Jakieś pół godziny później piwnooki poznał już większą część uczniów, gdy nadeszła kolej blondyna ze Slytherinu. Profesor momentalnie spiął się. Nawet nie zauważył, iż nieznacznie się wyprostował w chwili, kiedy usłyszał jego głos.
- Draco Malfoy, Slytherin – powiedział z dumą w głosie Ślizgon. Jego sylwetka mówiła sama za siebie. Ów blondyn uważał się za lepszego od innych. A jego arogancka postawa i lód w oczach jedynie potwierdzały to.
James na sekundę dłużej zatrzymał wzrok na Ślizgonie. Zauważył również, że jego zachowanie różniło się od tego, które on sam poznał. Chociaż nie do końca, przemknęło mu przez myśl. Tutaj przed nim - w tej klasie - siedział dumny, bogaty arystokrata, Ślizgon czystej krwi, który urodzonych w mugolskich rodzinach gnębił i kpił z nich. Jednak wędrując w głąb wspomnień, mógłby przysiąc na różdżkę, że kiedyś zachowywał się inaczej. Był mniej arogancki, można by powiedzieć, że nieco... spanikowany. Z jego chwili rozmyślań wyrwał go znajomy głos. Potter, więc potrząsając delikatnie głową wrócił do rzeczywistości.
- Przepraszam..?
- E... Harry Potter, Gryffindor – powtórzył przez zaciśnięte zęby zielonooki. W tej jednej chwili Harry miał ochotę rzucić wszystko i zapaść się pod ziemię z zażenowania. A jego czerwona twarz wcale mu w tym nie pomagała. Reszta uczniów spoglądała w jego kierunku, niektórzy ze złośliwymi uśmieszkami, a niektórzy wymieniali komentarze pomiędzy sobą.
- Harry, Harry, Harry... – Zachichotał James. – Przecież my się znamy. Nie musiałeś się przedstawiać, synu.
Twarz Harry'ego przybrała jeszcze ciemniejszą barwę czerwieni, on sam tymczasem zaciskał mocno zęby by nie powiedzieć czegoś, czego mógłby później żałować. Delikatna mgiełka furii po raz kolejny zamajaczyła mu przed oczami.
- Siadaj, - odezwał się po chwili profesor, - pozwól przedstawić się swojej koleżance – dodał kierując wzrok na Hermionę. W momencie, kiedy to zrobił posłał jej kolejny z serii czarujących uśmiechów, za który większość dziewcząt – kobiet – zrobiłaby niemalże wszystko.
Harry opadł ze złością na krzesło. Hermiona z drugiej strony ze stoickim spokojem wstała i skrzyżowała wzrok z profesorem. - Profesor już mnie poznał – powiedziała spokojnie. – Dokładnie kilka dni temu, niedaleko biblioteki.
Po sali przeszła kolejna fala szeptów. James ignorując je kompletnie, zmrużył nieznacznie oczy. Po chwili jednak pozwolił sobie na frywolny uśmieszek. - Wybacz, jeśli nie pamiętam, ale od tamtego dnia poznałem wielu uczniów. Więc..?
- Niech mnie pan nie zrozumie źle panie profesorze, ale jaki ma cel przedstawianie się każdego z nas? Skoro i tak pan nas wszystkich nie zapamięta? – spytała nieco ostrym tonem brunetka. James wciągnął głośno powietrze, ona naprawdę potrafiła być denerwująca. Potter czasami sam miał chwile wątpliwości, czy uczucie, którym obdarzył Monę to na pewno była miłość? Niestety za każdym razem do głowy przychodziła mu tylko jedna odpowiedź: „Tak".
- Dla twojej informacji, moja droga, dziś mamy lekcję organizacyjną, a co za tym idzie nie muszę, ale mogę zapoznać się z uczniami, nieprawdaż?
Granger zacisnęła nieznacznie usta, a po chwili przytaknęła delikatnie. Jak ja tego nie cierpię, krzyczała w myślach. Nie cierpię nie mieć racji! Głupia, głupia, głupia... - Dobrze, więc. Nazywam się Hermiona Granger i jestem w Gryffindorze.
---
12:35pm
Niecałą godzinę później dzwonek ogłosił zakończenie lekcji. Niemalże każdy uczeń w ciągu ułamka sekundy spakował się i wyszedł. Wyjątkiem od tej reguły okazał się być Harry, który specjalnie opóźniał pakowanie, choć na jego ławce pozostał jedynie stary, zniszczony podręcznik od Eliksirów oraz pióra.
- Harry, mógłbyś się nieco pospieszyć? – odezwała się Hermiona obserwując poczynania przyjaciela od jakiś trzech minut. Szatyn jednak tylko ociężale chwycił podręcznik i zaczął go wkładać do torby.
- Hermiona, nie czekaj na mnie – odparł Harry nie odrywając spojrzenia od blatu ławki. Potrząsnął lekko głową. Gryfonka westchnęła.
- Jesteś pewien?
- Tak. Idź, nie krępuj się. Wiem, że chcesz jak najszybciej dojść do biblioteki...
- Jak chcesz, Harry. Do zobaczenia.
Okularnik mruknął w odpowiedzi swoje 'na razie', po czym dziewczyna okręciła się na pięcie i opuściła salę.
- Więc, o czym chciałeś porozmawiać Harry?
Chłopiec z blizną spojrzał znad torby. Jego oczy natychmiast trafiły na sylwetkę Jamesa. Siedział na swoim miejscu za biurkiem całkowicie zrelaksowany, aczkolwiek można było zauważyć, iż przysłuchiwał się krótkiej rozmowie, jaka miała miejsce przed chwilą.
Harry spakował szybko resztę i zamknął torbę, która chwilę później znalazła swoje miejsce na jego lewym ramieniu. - Chciałem spytać, co miała na celu szopka, którą odwaliłeś – spytał zjadliwie zielonooki. Kilka pasm jego czarnych włosów opadło mu na czoło po części zakrywając bliznę w kształcie błyskawicy.
- Nie wiem, o czym mówisz Harry – stwierdził robiąc zaskoczoną minę profesor Potter.
- Już ty dobrze wiesz, o czym! – ryknął ruszając w kierunku biurka. – Nikt na żadnej lekcji organizacyjnej w tej szkole nie 'poznaje' uczniów to po pierwsze. Po drugie: chyba jasno wyraziłem moje zdanie na twój temat, tato. I ostatnie, czego chcesz od Hermiony?
- Harry, – zaczął James kładąc dłonie płasko na blacie i podpierając się na nich, – w regulaminie nic nie jest napisane, że nie można poznać swoich uczniów na lekcji organizacyjnej, więc jak widzisz wszystko, co do tej pory zrobiłem jest dozwolone. Co do wyrażenia 'szopka' jestem pewien, że chodzi o twoją małą żenującą wtopę, ale wiesz, co ci powiem Harry? Sam jesteś sobie winny.
Gdy James skończył jego twarz była oddalona niecałe dwadzieścia centymetrów od twarzy Harry'ego. Oboje mierzyli się wzrokiem przez chwilę, mocno zaciskając usta i mrużąc oczy. Młody szatyn oddychał szybko przez nos, ponownie poczuł jak jego wnętrzności zaczynały swój taniec. Po chwili coś przykuło jego uwagę, więc zgrzytając zębami, wycedził.
- A Hermiona? Co masz do niej? Nie wszyscy są ślepi. – Harry wziął głęboki oddech. – Niektórym może wydać się podejrzane, że interesujesz się swoją uczennicą, wiesz?
- Absurd! Nie mam bladego pojęcia, o czym ani o kim mówisz! Poza tym lepiej martw się o siebie, Harry, - sarknął profesor, - a teraz wyjdź zanim powiesz coś kompletnie kompromitującego.
- Zaczynam się poważnie zastanawiać nad tym jak moja mama mogła z tobą wytrzymać.
Harry pokręcił z niedowierzaniem głową, James posłał mu dość jednoznaczny smirk.
- Mam swoje zalety – zabrzmiała odpowiedź. Po tym młody szatyn wyszedł z sali trzaskając drzwiami.
---
4:24pm
- Harry...
Harry Potter zmierzał do Wielkiej Sali. Jak na złość ruchome schody przemieściły się zaraz, gdy postawił na nich stopy. I w ten sposób teraz przeklinając pod nosem musiał obejść cały zamek by dojść na posiłek. Może mały jogging dobrze mi zrobi?, zastanawiał się poprawiając torbę. Przynajmniej trochę ochłonę zanim pojawię się wśród ludzi, dodał w myśli po chwili.
- Harry...
Prawda była taka, że Harry Potter po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co zrobić. Złość, gniew, bezradność i uczucie zdrady kotłowały się w nim. Gryfon sam nie wiedział, czy w ogóle miał ochotę cokolwiek zjeść, czy to miało jakiś sens?
- Harry..!
- Co?!
Szatyn odwrócił się gwałtownie na pięcie, o mało nie przewracając się. Jego spojrzenie zatrzymało się na znajomej sylwetce, aczkolwiek chłopak nie miał najmniejszej ochoty na żadne rozmowy. A już tym bardziej nie teraz, nie tutaj i nie z nią.
- Chciałam z tobą porozmawiać – odpowiedziała jedwabnym głosem dziewczyna. Zbliżając się do Gryfona jej długie, proste, czarne włosy delikatnie kołysały się z jej chodem.
- Wybacz Cho, ale nie jestem w nastroju na rozmowy – odparł oschle. W szczególności nie z tobą, dodał w myślach. Bez drugiego spojrzenia odwrócił się i ruszył w głąb korytarza.
- Chciałam cię przeprosić—
Zatrzymał się.
-... I miałam nadzieję, że mi wybaczysz za to, co stało się w zeszłym roku, Harry.
- Naprawdę myślisz, że zwykłe przepraszam wystarczy? – spytał ze złością w głosie. Wzrokiem powędrował na kamienną posadzkę. – A co z Cedrikiem? – dodał nagle.
Cho Chang zmarszczyła nos, po chwili zacisnęła usta w wąską linię. - Wiesz masz rację Harry. Nie jesteś w nastroju na żadne rozmowy – zironizowała nieznacznie, głos jednak miała nadzwyczaj spokojny.
- Jak myślisz, dlaczego? – Potter odwrócił się twarzą w stronę Krukonki. Powoli zaczął kroczyć w jej stronę. – Przychodzisz do mnie po prawie pół roku i przepraszasz? Gdzie byłaś po aferze z Pokojem Życzeń? I wiesz, co? Założę się, że tobie nie zrobili kompletnie nic]! Żadnego szlabanu, odjęcia punktów, nic! Pewnie od samego początku pracowałaś w tej małej grupce Umbridge—
Gdy Potter wypluwał z siebie całą złość, twarz Cho przybrała nienaturalną barwę czerwieni, a jej klatka piersiowa zaczęła poruszać się w zastraszającym tempie.
- Nie masz prawa, Harry. Nie masz prawa...
Na twarzy Gryfona pojawił się krzywy grymas.
- I to, że ty masz zły dzień – kontynuowała Chang biorąc uspokajający oddech – nie oznacza, że możesz wyładowywać się na innych.
- To dzięki tobie, Cho, Gwardia Dumbledore'a miała kłopoty—
- A ja do niej należałam, Harry! – wrzasnęła nagle Krukonka. Po chwili pokręciła głową z niedowierzaniem wypisanym na twarzy. – Nigdy nie sądziłam, że jesteś taki—
- A ja nie sądziłem, że zadawałem się ze zdrajczynią!
W korytarzu rozległo się nieme echo uderzenia. Chwilę później Harry trzymał dłoń na piekącym policzku, a Chang próbowała – z marnym skutkiem – powstrzymywać łzy.
- Nie zdradziłam! Przeklęta Umbridge wraz ze swoją małą świtą w jakiś sposób się dowiedziała, że Gwardia Dumbledore'a miała spotkania w Pokoju Życzeń! Tego dnia się spóźniłam, zasiedziałam się w bibliotece, Harry! Już miałam wejść, gdy oni mnie złapali! To nie była moja wina, to mógł być każdy nawet ty!
- Być może, - odezwał się po chwili Potter nadal masując policzek, - ale to nie zmienia faktu, że jeśli bylibyśmy lepiej przygotowani... Gdyby spotkania były kontynuowane to... Syriusz wciąż by żył.
- Black? Syriusz Black? Więc to o to chodzi, Harry? Uważasz, że to przeze mnie zginął?
Chang pociągnęła nosem, a dłonią wytarła strużki łez, które pociekły wzdłuż jej policzków. Spuszczając wzrok pokręciła głową, sprawiając tym samym, że włosy zakryły całkowicie jej twarz. Po krótkiej chwili milczenia dziewczyna zawróciła się i zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
Harry patrząc na jej oddalającą się sylwetkę mógł z łatwością stwierdzić, że płakała. Jej ramiona drżały, a dłonie powędrowały w kierunku twarzy. Jednak, gdy była w połowie korytarza zatrzymała się opuszczając ręce by te zwisały obojętnie wzdłuż ciała. Nagle zwróciła twarz ku Gryfonowi zaciskając dłonie w piąstki.
- Wiesz, co Harry? – Dobiegł go jej chłodny ton głosu. – Skoro ty mnie obwiniasz za śmierć Blacka to, dlaczego ja nie miałabym zrobić tego samego za śmierć Cedrika? W końcu to ty jesteś chłopcem, który przeżył... I zdradził nie próbując mu pomóc, uratować go...
Po tym dziewczyna na powrót ruszyła swoją drogą, nie oglądając się za siebie. Harry tymczasem stał na krawędzi furii i frustracji. Dzień robi się coraz ciekawszy, pomyślał z ironią. - Cho, stój! – krzyknął za Krukonką, ta jednak nie zwracała na niego uwagi. – Chang, słyszysz!
---
5:17pm
- Ej, stary, widziałeś może Harry'ego? – spytał Weasley tuż po wejściu do Pokoju Wspólnego. Wrócił właśnie z małej wyprawy dookoła zamku w poszukiwaniu Harry'ego, który nie pojawił się na obiedzie.
Neville Longbottom, który grał w Eksplodującego Durnia, odwrócił się w kierunku rudzielca. - Harry'ego? Jasne, że widziałem. Siedzi cały czas w dormie, swoją drogą nie wyglądał najlepiej – odpowiedział Gryfon. Niestety przeoczył mały szczegół, że właśnie teraz była jego kolej w grze. Więc zaraz, gdy wrócił do Eksplodującego Durnia – gra eksplodowała.
- Dzięki, Neville.
Ron poklepał lekko po ramieniu Gryfona, aczkolwiek tak by samemu nie ubrudzić się czarną farbą. Następnie kręcąc głową skierował się do przyjaciółki. Hermiona siedziała przy jednym ze stolików entuzjastycznie rozmawiając z Ginny.
- Jesteś pewna, że go nie było przy stole? Może usiadł na drugim końcu?
- Hermi... – wtrąciła kręcąc z pobłażaniem głową młoda Weasley. – Znasz Harry'ego, dlaczego miałby siadać na drugim końcu stołu, ech?
- Po prostu, Ginny, martwię się o niego! Kto wie czy znowu nie wpakował się w tarapaty! – stwierdziła ciężko wzdychając Hermiona. Ruda uśmiechnęła się w jej kierunku uważnie obserwując ją swoimi niebieskimi oczami.
- Hermi, Hermi... – Westchnęła ostentacyjnie przewracając oczami Ginny. – Przestań się o niego zamartwiać, osiwiejesz z wrażenia. I wiesz, co? Pozwolę sobie dodać, że siwy z całą pewnością nie jest twoim kolorem. Możesz mi wierzyć na słowo.
- Dzięki za szczerość, Ginny. Zapamiętam na przyszłość by nie pokazywać ci się na oczy, gdy na karku będę miała pięćdziesiątkę – sarknęła w odpowiedzi Granger. Zmarszczyła przy tym nos i ściągnęła brwi w skupieniu.
Ruda otwierała usta w odpowiedzi, gdy tuż obok niej pojawiła się sylwetka jej brata. Stanął z szerokim uśmiechem na ustach i spojrzał po dziewczętach by po chwili skrzyżować ręce na klatce piersiowej.
- I zagadka rozwiązana – odezwał się Ron, na jego twarzy wciąż pałętał się szeroki uśmiech.
- Dowiedziałeś się gdzie jest Harry?
- Oczywiście siostro, wątpisz w moje umiejętności?
- W Quidditchu, tak – odparła beztrosko Ginny, a usta wygięła w zwycięski uśmieszek. Uśmiech Rona zniknął w ciągu ułamka sekundy.
- Bardzo śmieszne – sarknął.
- Wiem, braciszku.
- Więc gdzie on jest? – wtrąciła Hermiona. Rudy spojrzał w jej stronę.
- Neville twierdzi, że cały czas siedzi w dormitorium.
- To, na co jeszcze czekasz?! Ruchy, Ron! Przyprowadź go tutaj! Raz, raz..!
- Ginny... – warknął Ron ostrzegawczo, jego siostra uśmiechnęła się słodko i zatrzepotała rzęsami.
- Dam ci buzia—
Zanim Ginny zdążyła dokończyć ręce Rona wystrzeliły w górę, a głową zaczął nerwowo kręcić na prawo i lewo.
- Oszczędź mi tego! Idę! – wtrącił Gryfon szybko, po czym nadal kręcąc głową zniknął na schodach prowadzących do dormitoriów chłopców.
- Więc – zaczęła Ginny myśląc szybko nad jakimś tematem – co sądzisz o całej tej sytuacji?
Hermiona spojrzała z zakłopotaniem na przyjaciółkę. - To znaczy?
- Oj, nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię Hermi! Nie codziennie – uważany za martwego – ojciec Harry'ego Pottera zmartwychwstaje!
Weasley zaobserwowała nieznaczną zmianę w Gryfonce przy wspomnieniu o nowym profesorze. Hermiona spięła się, a wzrok skupiła na własnych dłoniach.
- A co mogę o tym sądzić Ginny?
- Gdybym wiedziała, to bym chyba nie pytała, ech?
Starsza Gryfonka wzruszyła ramionami i spojrzała w oczy młodszej. - Uważam, że ta sytuacja jest nieco... przerażająca.
- Przerażająca?! – wtrąciła szybko z niedowierzaniem w głosie ruda. – Jak ktoś taki jak James Potter może być przerażający? Szczerze, Hermi... – zakończyła z półuśmiechem.
- Sama pytałaś, Ginny. Poza tym och wybacz, że nie skaczę z radości na jego widok tak jak te wszystkie dziewczyny dookoła. To jest... – Zadrżała. – Nienormalne. One go nawet nie znają, ba! Tym bardziej ja nie mam bladego pojęcia, jakim jest człowiekiem, na Merlina!
- Chyba nie przypadł ci do gustu, ale nie tobie jedynej. Harry najwidoczniej też za nim nie przepada. Nie rozumiem go... – stwierdziła Ginny ostatnie zdanie mrucząc pod nosem.
- Dziwisz się? – spytała marszcząc brwi Granger. Jej bursztynowe spojrzenie ponownie trafiło na morskie młodej Gryfonki.
- Tak – odpowiedziała szczerze ruda. Wzdychając zaczęła – Osobiście uważam, że tata Harry'ego jest miły, zabawny i... czarujący. Nie wspominając o tym, że jak na swoje lata to całkiem nieźle się trzyma – zakończyła z figlarnym błyskiem w oku.
- Ginny! – syknęła z oburzenia brunetka.
- I widać, że zainteresował się pewną brunetką o bujnych, kręconych włosach z Gryffindoru.
Gdy z ust Ginny wydostało się ostatnie słowo twarz Hermiony zrobiła się blada, a oczy przybrały rozmiar piłeczek golfowych. Nie długo jednak brunetka pozostała w tym stanie, w ciągu kilku sekund przypomniała sobie sytuację mającą miejsce nieopodal biblioteki i na jej bladych policzkach pojawiła się krwista czerwień.
- Ginny ostrzegam cię—
- Hermi, wyluzuj! Po prostu cię wkręcam, to wszystko! – zaoponowała szybko młodsza Gryfonka. Ale zainteresowałaś mnie swoją postawą, czyżby faktycznie coś miało miejsce?, dodała w myśli. – Swoją drogą ponoć dzisiaj mieliście z nim pierwszą lekcję?
Granger wzięła głębszy oddech, a po chwili przytaknęła.
- I jak było?
- Dziwnie – odparła wzruszając ramionami Gryfonka. – Dzisiaj mięliśmy 'lekcję organizacyjną' albo jak to profesor Potter określił 'zapoznawczą'. Za dużo się nie działo. – Dziewczyna zmarszczyła nos z irytacji. – Nie licząc faktu, że zmarnowaliśmy całe dwie godziny Eliksirów by podać swoje imię, nazwisko i dom, z którego jesteśmy. Jakby nie mógł wziąć w dłoń dziennika i sprawdzić, doprawdy – prychnęła pod nosem. – Po prostu pięknie, całe dwie godziny, Ginny! Przez ten czas zdążylibyśmy opracować, co najmniej trzy nowe wywary, a być może nawet uwarzyć jeden albo dwa..!
Ginny przewróciła oczami. Jakie to typowe, pomyślała chichocząc pod nosem. - Hermi, a ty tylko o jednym.
- Tak, śmiej się Ginny! Jeszcze wspomnisz moje słowa, że trzeba było się uczyć, kiedy był na to czas!
Młoda Weasley roześmiała się, a Hermiona chcąc ją upomnieć otwierała już usta, gdy w polu widzenia obu dziewcząt pojawił się Ron. Natychmiast umilkły widząc rudego schodzącego po schodach od dormitoriów chłopców. Chłopak drapał się po czuprynie, a jego mina mówiła sama za siebie. Jego twarz przypominała wykutą z litego kamienia, a na czole znajdowała się głęboka zmarszczka, która zawsze pojawiała się, gdy Ron myślał nad czymś ciężko.
Gryfon w ciągu kilkunastu kolejnych sekund znalazł się przy stoliku dziewczyn. Jego wzrok skupiony na jednym punkcie świadczył o głębokim zamyśleniu chłopaka. I tak podpierając jedną rękę na drugiej myślał pukając palcem wskazującym prawej ręki o policzek.
Gryfonki wymieniły spojrzenia, a po chwili obie zatrzymały je na rudym.
- Ron, gdzie masz Harry'ego? – spytała Ginny kukając za plecy brata.
- Ekhm... – Odchrząknął. – Dziewczyny mamy problem – stwierdził po chwili.
- Problem? Coś się stało? – wtrąciła się do rozmowy Hermiona.
- Er... Widzicie chodzi o to, że... Byłem w dormitorium, ale Harry'ego nigdzie nie było – powiedział po chwili Ron. Granger spuściła wzrok i ściągnęła brwi w niepokoju.
- Może był w toalecie, sprawdzałeś? – zapytała Ginny marszcząc brwi, jej brat przytaknął.
- I co?
- Co, co? Nic! Nie było go tam i nie mam bladego pojęcia gdzie on może być.
- A byłeś na boisku Quidditcha?
- Jasne, tam poszedłem najpierw Ginny.
- I jesteś całkowicie, kompletnie pewien, że go gdzieś tam nie przeoczyłeś?
- Tak, jestem całkowicie i kompletnie pewien Ginny. Wzrok mam w pełni sprawny tak dla twojej informacji—
- Nie powiedziałabym.
Weasley przybrał swoją pozycję obronną, czyli założył ręce na klatkę piersiową. Po chwili posłał swojej siostrze wściekłe spojrzenie. Chwilowo przy stoliku nastała nienaturalna cisza.
- Peleryna – mruknęła pod nosem brunetka. Rodzeństwo zwróciło swoją uwagę na nią. – Oczywiście! Jak mogłam o tym wcześniej nie pomyśleć? – oświadczyła wstając.
- Hermi, gdzie idziesz? – spytała młoda Weasley również wstając.
- Ron, Harry nadal trzyma mapę huncwotów w swoim kufrze?
Rudy zastanowił się chwilę. - Przypuszczam, że tak. A czemu pytasz?
- Będzie potrzebna – zabrzmiała odpowiedź. Następnie Gryfonka ruszyła w kierunku schodów prowadzących do dormitoriów chłopców. Tuż za nią podążało rude rodzeństwo.
- Miona, nadal nie powiedziałaś, po co ci będzie potrzebna mapa huncwotów – odezwał się Weasley idąc za przyjaciółką. Nagle poczuł cios w żebra. – Oww! Za co to było?!
Ruda Gryfonka przewróciła oczami. - Wiesz, Ron, – zaczęła kręcąc głową, - czasami zaczynam się zastanawiać czy ty, aby na pewno jesteś ze mną spokrewniony?
Ron posłał siostrze kolejne mordercze spojrzenie, które ta zignorowała machnięciem dłoni.
- Poza tym przypuszczam, że Hermi tu obecna chce wykorzystać mapę by odnaleźć Harry'ego, prawda Hermi?
Brunetka idąca z przodu zatrzymała się przed drzwiami do jednego z wielu dormitoriów. - Bingo, Ginny – odpowiedziała uśmiechając się do przyjaciółki. Wyciągnęła rękę w stronę klamki, gdy...
- Whoa! Whoa!
Ron zatarasował swoim ciałem wejście i stanął z uniesionymi dłońmi w górze. – Wy chcecie tam wejść? – zapytał marszcząc brwi, na jego czole pojawiła się zmarszczka. Gryfonki przytaknęły. – To jest zabronione w regulaminie! Nie możecie tam wejść!
Hermiona przymknęła z irytacji powieki. - Naprawdę, Ron. Mógłbyś od czasu do czasu poczytać Historię Hogwartu. Zawiera wiele ciekawych informacji, wiesz? Między innymi, dlaczego dziewczyny mogą wejść do dormitorium chłopców, a chłopcy nie mogą do dormitoriów dziewczyn.
Ginny zaśmiała się pod nosem, mina jej własnego brata była przepiękna! Ów rudy stał z szeroko otwartymi oczami i zaciśniętymi ustami, a jego twarz przybrała barwę jego włosów. Ron niemalże ciskał gromy oczami w stronę starszej Gryfonki, na co tamta jedynie westchnęła ciężko.
- Rozumiem, że niektórzy lubią przypominać słup soli, Ron, ale ja do nich nie należę. Więc jeśli byłbyś na tyle dobry i pozwolił mi wejść, i wziąć to, po co tu przyszłam to byłabym wdzięczna – sarknęła Gryfonka.
Ron wziął dwa głębokie oddechy, po czym z niechęcią wysunął się spomiędzy drzwi. Nie czekając dłużej Granger nacisnęła klamkę i po chwili ostrożnie weszła do środka. Za nią Ginny i Ron. Obie Gryfonki rozglądały się przez chwilę dookoła, przy czym brunetka zatrzymała wzrok niemalże natychmiast na kufrze Harry'ego. Młoda Weasley tymczasem nadal rozglądała się dookoła z ciekawością, raz po raz sięgając po różne, dziwne przedmioty. Ron, który stał z założonymi rękoma w przejściu mógł jedynie obserwować poczynania Gryfonek.
- Więc to tutaj mój braciszek sypia – odezwała się Weasley zwracając w stronę brata. – Przytulnie.
- Też się cieszę, że ci się podoba.
- Czy podoba nie powiedziałabym – stwierdziła Ginny siadając na pierwszym lepszym łóżku. – Stanowczo za duży burdel jak dla mnie – dodała wskazując na podłogę, na której leżało niemalże wszystko. – Jednak zastanawia mnie fakt, z kim tu koczujesz. Nawet ty nie byłbyś w stanie sam zrobić takiego bałaganu.
- Święte słowa – mruknęła od siebie Hermiona nadal przeszukując kufer przyjaciela.
- Widzisz, Hermi też tak sądzi – powiedziała ruda uśmiechając się szeroko do brata. Ron posłał jej kolejne zirytowane spojrzenie.
- Wiesz Ginny ostatnio zrobiłaś się strasznie dowcipna – sarknął Weasley.
- Mam to po braciach.
- Ha, ha, ha.
- No Ron, powiedz! Uchyl rąbka tajemnicy, z kim tu, co noc balangujesz!
Rudy przewrócił oczami. - Jak wiesz, siostrzyczko, ten pokój zajmuję ja i Harry—
- To już wiem – wtrąciła Ginny. – Miałam na myśli, kto mieszka z wami, tutaj, w tym burdelu na kółkach...
Ron westchnął ciężko. - Neville i Dean, wystarczy?
- No to teraz powiedz mi, jakie bala—
Nim młoda Weasley zdążyła dokończyć zdanie, Hermiona wtrąciła się głośno krzycząc. - Mam!
Ginny podeszła do podekscytowanej Gryfonki. Tamta stuknęła różdżką o mapę mówiąc coś równocześnie i pergamin zmienił się w mapę Hogwartu. Brunetka szybko wzrokiem przeskanowała okolice w poszukiwaniu przyjaciela.
- I jak? Gdzie on jest? Znalazłaś go Miona?
Granger opuściła nieznacznie mapę, a po chwili ta upadła na podłogę. W następnej sekundzie dziewczyna odwróciła się gwałtownie na pięcie i wycelowała różdżkę w pobliską ścianę. Rodzeństwo wymieniło zdziwione spojrzenia. - Accio peleryna niewidka Harry'ego Pottera!
Ron i Ginny ponownie spojrzeli po sobie, jednak zaraz zrozumieli. Pod przeciwległą ścianą siedział chłopiec, który przeżył. Gdy lśniący materiał znalazł swoje miejsce w dłoni starszej Gryfonki, Harry odwrócił wzrok.
- Jasna cholera, Harry! – krzyknął Ron na widok siniaka na policzku szatyna. – Kto ci tak przyłożył?
- No i widzisz, Hermi. Mówiłam, że niepotrzebnie się martwiłaś – powiedziała ruda Gryfonka kładąc dłoń na ramieniu przyjaciółki.
- Wstawaj stary zanim dostaniesz wilka albo coś innego podobnego... - Ron podszedł do Gryfona, tamten aczkolwiek nie wykonał żadnego ruchu. - No dalej, Harry – pospieszył przyjaciela.
- Zostaw Ron – mruknął okularnik w odpowiedzi. Weasley uśmiechnął się szeroko.
- Dzięki Merlinowi! Już się bałem, że ktoś ci powybijał wszystkie zęby.
Potter uśmiechnął się pod nosem, na co Ron klasnął w dłonie odwracając się w stronę dziewczyn.
- Chodź Hermi, zostawmy ich – stwierdziła młoda latorośl Weasley'ów widząc spojrzenie brata. Poklepała Hermionę po ramieniu. – Hermi? - Ginny spojrzała na Gryfonkę, jednak nie było widać jej twarzy gdyż miała ją całkowicie zakrytą swoimi bujnymi, brązowymi lokami. - Hermi? – powtórzyła niepewnie uważnie przyglądając się brunetce.
W międzyczasie Harry wstał z lodowatej podłogi i również spojrzał na Gryfonkę o brązowych włosach. Robił to nie pierwszy raz, mógłby nawet powiedzieć, że lubił na nią patrzeć. I od samego jej wejścia do dormitorium wiedział, że na jej twarzy jasno widziałby wypisaną determinację, koncentrację i spokój. Jednak teraz stała w nieswoim dormitorium kompletnie nie reagując na otoczenie.
- Miona? – dołączył Ron, on również zauważył nagłą zmianę zachowania przyjaciółki. Nagle starsza Gryfonka uniosła twarz i zatopiła swoje spojrzenie w zielonych tęczówkach Harry'ego.
- Nigdy więcej tak mnie nie strasz, – odezwała się po chwili, spokojnie, - zrozumiałeś?
Hermiona podeszła do szatyna, Potter zacisnął usta w wąską linię. Ron i Ginny po raz kolejny spojrzeli po sobie wzruszając ramionami.
- Nie zrozum mnie źle, Hermiona, ale może po prostu chciałem pobyć sam? – odpowiedział dziwnie niskim głosem Harry.
- To trzeba było nam powiedzieć, Harry! – oburzyła się Gryfonka. – A nie znikać bez słowa! Był taki moment, że naprawdę myślałam, że coś ci się stało. Chciałam już iść do Dumbledore'a spytać czy nie wie, co się z tobą dzieje! Na szczęście Ginny i Ron powiedzieli, że najpierw sami powinniśmy cię poszukać—
- Za dużo się mną przejmujesz – warknął delikatnie okularnik opuszczając wzrok. – Dla odmiany mogłabyś pomartwić się o kogoś innego. Czasami nawet mam dziwne wrażenie, że gdziekolwiek ja pójdę ty też tam będziesz. Może po prostu ja mam już tego dosyć?!
Ginny podczas krótkiego przemówienia Gryfona chwyciła nieświadomie brata za łokieć. Ron tymczasem wygiął usta w zdziwieniu. Sam kilkakrotnie był świadkiem 'wybuchu' przyjaciela, ale zazwyczaj to była jego własna wina. Jednak tutaj, teraz Harry niemalże wykrzyczał Hermionie prosto w twarz, żeby go zostawiła w spokoju. Prawie jakby dawał jej znak, aby się od niego odczepiła raz na zawsze...
- I żeby było lepiej – kontynuował wściekle Harry. Brwi zmarszczył mocno, a dłonią wskazał na swój – wciąż otwarty – kufer. – Wpadasz tutaj w histerii i zaczynasz grzebać w moich rzeczach szukając mojej mapy huncwotów, Miona! Rozumiem, że się o mnie martwiłaś, – chociaż zupełnie nie widzę powodu do zmartwienia, – ale to już przeszło wszelkie granice!
Brunetka stała jak spetryfikowana patrząc na wściekłe oblicze przyjaciela. Usta miała lekko uchylone aczkolwiek nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Lejący się materiał pelerynki, który wciąż trzymała w dłoniach, zsunął się z jej palców i opadł na podłogę. W pokoju nastała nieprzyjemna cisza, żaden z nastolatków nie odezwał się słowem. Ron wraz z Ginny nadal stali na uboczu z szokiem ewidentnym na ich twarzach. Harry oddychał ciężko, a jego klatka piersiowa poruszała się w zastraszającym tempie, dla kogoś z boku mogłoby się wydawać, że chłopak dostał ataku tajemniczej choroby.
Hermiona po krótkiej chwili przełknęła ślinę i starała się powstrzymać łzy. Osobiście wiedziała, że źle się czuje, od momentu, kiedy wszystko, co powiedział Harry dotarło do niej. Zrozumiała, co miał na myśli i tą ją zabolało... mocno.
- Przepraszam, Harry, – odezwała się łamiącym głosem, - za wszystko, co zrobiłam. Wiesz..? Trzeba było powiedzieć, że nie życzysz sobie abym była w pobliżu. Przez ten cały czas... – zakończyła z zawiedzeniem w głosie.
Dziewczyna, pomimo iż nie poruszyła żadnym mięśniem to cała drżała. Jej dłonie nawet zaciśnięte w piąstki nie mogły przestać się trząść. Spoglądając po raz ostatni szatynowi w oczy, odwróciła się wprawiając swoje bujne loki w ruch. Moment później wyszła z pokoju. Ginny przygryzając dolną wargę spojrzała kątem oka na brata, a następnie na Harry'ego. Z jej obserwacji wynikało, że tylko ona spostrzegła łzy spływające po policzkach Gryfonki, gdy ta wychodziła w pośpiechu z dormitorium.
- Wstydziłbyś się Harry – odezwała się ruda kręcąc z dezaprobatą głową. Nieświadomie wbiła palce boleśnie bratu w ramię, na co Ron wykrzywił usta w grymasie. – Co ci takiego zrobiła, hm..? To, że była twoją najlepszą przyjaciółką przez prawie sześć lat?
- Nie rozumiesz to się nie wtrącaj, Ginny.
- Muszę Harry, Hermiona jest też moją przyjaciółką, wiesz? – sarknęła puszczając brata. Jej ognisty temperament dał o sobie znać, bowiem policzka przybrały barwę włosów, a oczami ciskała mordercze spojrzenia w stronę starszego Gryfona. - I dla twojej informacji, Harry, - kontynuowała, – pewnie o każdego z nas by się tak samo martwiła. Tak naprawdę wcale nie jesteś aż taki specjalny abyś był wyjątkiem – zakończyła zjadliwie.
Jej ruda czupryna delikatnie poruszała się z każdym oddechem. Założyła ręce na klatce piersiowej czekając na odpowiedź. Harry jednak nie odezwał się słowem tylko patrzył twardo na twarz siostry przyjaciela.
- Szkoda słów – syknęła ze złością odwracając się na pięcie. Po chwili i ona zostawiła chłopców samym sobie.
- Przegiąłeś stary – zabrzmiał w pokoju głos Rona. I chociaż kierował owe słowa do przyjaciela to nadal wpatrywał się w zamknięte drzwi dormitorium, którymi nie tak dawno wyszły dwie wściekłe dziewczyny.
Potter westchnął ciężko i przetarł dłonią zmarszczone czoło. Czuje zbliżającą się migrenę, przeszło mu przez myśl, gdy siadał na swoim łóżku. Weasley odwrócił się do przyjaciela, przyglądał mu się przez chwilę. Jego czerwona dotychczas twarz teraz była blada jak ściana, a zielone oczy wypełnione wściekłością były smutne. Nie zastanawiając się dłużej, Ron dosiadł się do przyjaciela.
Harry tymczasem siedział ze spuszczoną głową obserwując dłonie, które nerwowo pocierał. - Schrzaniłem wszystko – powiedział po chwili ciszy. Ściągnął okulary i przetarł oczy wolną dłonią.
- Wiesz... zawsze myślałem, że to ja wszczynam kłótnie, ale teraz... Teraz wiem, że nie chciałbym trafić na twój zły humor – zażartował lekko rudy chcąc podtrzymać na duchu przyjaciela. Zaczął się rozglądać po pokoju. Potter założył okulary i spojrzał na niego.
- Co ja mam teraz zrobić? – spytał Harry marszcząc brwi.
- Przeprosić.
- Łatwo powiedzieć, Ron. Znając Hermionę— Ona nawet na mnie nie spojrzy, a co dopiero wysłucha.
- Przykro mi to mówić, Harry, ale sam się w to wpakowałeś.
Weasley wstał, podszedł do miejsca, w którym leżała mapa huncwotów i peleryna niewidka. Podniósł je, po czym podał przyjacielowi.
- Wiem – mruknął okularnik w odpowiedzi.
- No, a teraz powiedz, kto ci tak przyłożył. Wolę wiedzieć, kogo omijać na przyszłość. Swoją drogą twoje pół twarzy wygląda niezbyt zdrowo, stary, zupełnie jakby sklątka tylnowybuchowa się nią zajęła.
- Dzięki, Ron – odpowiedział Harry wrzucając mapę i pelerynę do kufra.
- Jeszcze jedno, Harry, czy wygląd twojej twarzy ma coś wspólnego z twoim dzisiejszym nastrojem?
- Po części, tak.
- Po części? To jest tego więcej?
- Nawet nie masz pojęcia, Ron – odparł Potter. Podszedł do okna, a chwilę później oparł czoło o gładką powierzchnię szyby.
- Gadaj! – rozkazał Ron.
- Cho Chang.
- Co? Chang? A co ona ma z tym wszystkim wspólnego?
- To – odparł szatyn palcem wskazując na policzek.
Rudy zagwizdał pod nosem. - Czym sobie zasłużyłeś na taką nagrodę, ech..? Już wiem..! Chciałeś powtórkę z zeszłego roku, co..?
Harry posłał mordercze spojrzenie przyjacielowi. - A w życiu nie! – oburzył się. – Po prostu spodziewała się nieco innej reakcji z mojej strony na przeprosiny.
- Przeprosiny? – Brwi Rona powędrowały w górę. – I co ona chciała powtórkę z zeszłego roku, a ty nie?
Potter zwiesił głowę i roześmiał pod nosem. - Ron, a tobie tylko jedno w głowie.
- Mi? Nie... Nie! Sam powiedziałeś, że oczekiwała innej reakcji. Skąd, więc możesz wiedzieć, czy aby ona faktycznie nie chciała powtórki z zeszłego roku? Chociaż dalej nie mam bladego pojęcia, w którym momencie do gry wchodzi... no wiesz.
- Nie wiem Ron, możliwe. Ale powiedz mi, co mam teraz zrobić... Hermiona już nigdy się do mnie nie odezwie...
- Szczerze? – spytał Ron, Harry przytaknął. – Nie mam bladego pojęcia, stary.
- Dzięki za pocieszenie... A ty? Jak ty to robiłeś, że zawsze pomimo wszystko Hermiona ci wybaczyła?
- Ja? Hm..? Zastanówmy się... Nie wiem – stwierdził pokrótce wzruszając ramionami. – Przepraszałem, chodziłem za nią, znowu przepraszałem, później trochę błagałem, kupowałem jej Czekoladowe Żaby... Właściwie to powtarzałem te czynności do skutku.
- I?
- I zawsze mi powtarzała, że nie da się przekupić Czekoladowymi Żabami.
Chłopcy roześmiali się.
- Naprawdę kupowałeś jej Czekoladowe Żaby? – spytał ze zdziwieniem w głosie Harry.
- Na honor Gryffindora – odparł Ron kładąc jedną dłoń na piersi, a drugą unosząc w powietrze.
- Przecież Hermiona nawet nie lubi Czekoladowych Żab!
- Serio?
Weasley zdziwił się, Harry przytaknął z rozbawieniem w oczach.
- Nie wiedziałem... – mruknął sam do siebie Ron. – Więc to, dlatego ich nigdy nie brała!
Nagle rudy zmarszczył brwi i zaczął przyglądać się Harry'emu spod przymrużonych powiek. - Jak to się stało, że ty to wiesz, a ja nie? – zapytał po chwili.
Potter uniósł brwi. - Mówiła o tym w trzeciej klasie, Ron. Jest uczulona na ciemną czekoladę.
- Naprawdę? Musiało mi wylecieć z głowy – stwierdził po chwili drapiąc się po głowie.
- Jasne...
--- --- ---
Środa
25 września, 1996r.
8:09am
Harry siedział w Wielkiej Sali na śniadaniu, jednak pomimo żywych rozmów dookoła on nie miał nastroju do zabaw. Wzdychając ciężko powędrował wzrokiem na postać Gryfonki o bujnych, kręconych włosach. Przypominając sobie poprzedni dzień jego usta wykrzywiły się w grymasie. Po wyjściu Hermiony, a następnie Ginny z dormitorium chłopców dnia wczorajszego nie czuł się najlepiej. Aczkolwiek po kilku godzinach rozmowy z Ronem, Gryfon przekonał go, aby próbował przeprosić. I cóż, Harry próbował, jednak to nie przyniosło oczekiwanego skutku.
Potter właśnie wtedy stwierdził, że nie cierpi, kiedy Hermiona jest tak cholernie uparta. I tak po ciężkiej nocy, dzień dzisiejszy niewiele się różnił od poprzedniego. Hermiona nadal umiejętnie go ignorowała. Przeklinając w myślach swój temperament, westchnął, a po chwili zwiesił głowę nad miską wypełnioną płatkami śniadaniowymi.
- Świetnie – mruknął smętnie pod nosem biorąc w dłoń łyżkę.
- Coś mówiłeś? – zapytał siedzący obok Ron. Pochłaniał przy tym takie ilości pożywienia, że Harry z wrażenia uniósł nieznacznie brwi.
- Nie – burknął Harry w odpowiedzi.
- I dobrze, że nic nie mówi. Po tym, co zrobił dziwie się, że Hermiona w ogóle może wytrzymać w jego towarzystwie – dołączyła Ginny, która siedziała po lewicy brata. Posłała przy tym znaczące spojrzenie Potterowi.
Weasley westchnął ciężko, a Harry zmrużył groźnie oczy. Znowu się zaczyna, pomyślał Ron zwieszając głowę. Od dnia poprzedniego w przeciwieństwie do cichej konfrontacji pomiędzy Harry'm i Hermioną, to konfrontacja między Harry'm i Ginny bywała głośna i cóż... męcząca.
- Ginny zostaw – wtrąciła półgłosem Hermiona.
- Ale Hermi—
- Ginny, proszę.
- Och, dobrze – stwierdziła ruda, po chwili jednak ponownie spojrzała na Pottera. – Ale i tak od tego nie uciekniesz – dodała, po czym zajęła się swoim posiłkiem.
- Co mamy pierwsze? – spytał po kilku minutach Harry, Ron wzruszył ramionami.
- A skąd ja mam to wiedzieć? – odpowiedział Gryfon pakując cały bekon w usta. Ginny na to syknęła pod nosem z niesmakiem.
- Jesz jak prosie – odezwała się po chwili kierując słowa do brata, tamten jedynie przewrócił oczami.
- Nikt ci nie każe patrzeć jak jem – odparł Ron.
- Wiem, że nikt mi nie każe, ale niestety ty braciszku plujesz na taką skalę, że mało, kto tego nie zauważa... Chyba tylko, Puchoni się przed tym uchronili...
Rudy przełknął ciężko kęs udka z kurczaka by po chwili posłać wściekłe spojrzenie siostrze. - Nie przesadzasz trochę Ginny?
- Nic z tych rzeczy, bracie, stwierdzam po prostu fakt. Nawet Fred i George potrafią się lepiej zachowywać przy stole.
- Bo są starsi! – zaoponował szybko Weasley.
- A ty nawet jak będziesz stary i spróchniały, Ron, to i tak będziesz dalej mlaskał na skalę całego Londynu!
- Ginny... – warknął ostrzegawczo rudy.
- Ron...
- Hej, hej... tylko bez pojedynków – wtrąciła nagle Granger.
Siedząc obok rodzeństwa Weasley'ów z łatwością można było dostrzec atmosferę, jaka się pojawiła. Hermiona, kątem oka spostrzegła, że Ginny zdążyła wyciągnąć różdżkę pod stołem, więc musiała przeciwdziałać katastrofie. Jakby już teraz było mało, pomyślała wzdychając. Chwyciła Weasley za dłoń, w której trzymała różdżkę.
- Oho – ho, czyżby kłopoty w raju?
Czwórka Gryfonów odwróciła się w stronę stołu Ślizgonów.
- Kryzys Świętej Trójcy? Wyczuwam złe wibracje – zironizował blondyn uśmiechając się kpiąco.
- Stul mordę, fretko – warknęła ruda Gryfonka.
- I kto tu, kogo wyzywa od fretek, wiewióro!
- Głupi, pucołowaty, bufon!
- Ruda małpa!
- Argh, niech ja tylko—
Ginny zaczęła nerwowo szukać po kieszeniach szaty, Malfoy w tym czasie roześmiał się drwiąco. Po chwili jednak Ślizgon zatrzymał spojrzenie na ciemnowłosym Gryfonie.
- Co jest Bliznowaty, blizna boli? Masz minę jakby hipogryf ci na stopę nadepnął.
- Malfoy przestań – wtrąciła Granger. Blondyn zwrócił się w jej stronę z grymasem na twarzy.
- Nie przypominam sobie abym do ciebie mówił.
- A ja chciałam ci przypomnieć, że jesteś w Wielkiej Sali i wszystko widzi profesor Dumbledore.
- Już chyba większej głupoty palnąć nie mogłaś, Granger. – Ślizgon roześmiał się pod nosem, a wraz z nim kilku innych. – Stół nauczycielski jest za daleko by ten stary piernik widział, a co dopiero słyszał, co tu się dzieje.
- Zamknij się – wtrącił groźnie Harry.
- Och, o wielki i potężny Wybraniec znowu rusza na ratunek? – zakpił Malfoy, Potter zazgrzytał zębami.
- Nikt nie rusza nikomu na ratunek, Malfoy! – sarknęła marszcząc nos Ginny. – Poza tym to tobie prędzej będzie potrzebna pomoc – dodała.
- To było ostrzeżenie, Malfoy. Jeszcze jedno słowo na kogokolwiek i przysięgam, że wtedy nawet twoi goryle mnie nie powstrzymają – oświadczył twardo Harry.
Ślizgon wzdrygnął się posyłając wyzywające spojrzenie Gryfonowi. Po chwili blondyn wstał, a na jego ustach pałętał się kpiący uśmieszek. - No dalej Potter. Boisz się, że drogi Drops tym razem ci nie uratuje tyłka, co?
Harry nic nie odpowiedział, jedynie wstał zaciskając raz po raz pięści.
- Tak jak myślałem, tchórzysz. Wiesz Bliznowaty? To już ci brudni i biedni Weasley'owie by bronili swojego honoru, ba nawet szlamcia Granger, ale ty—
- Błonia – warknął ostro Potter, następnie szybko wyszedł z Wielkiej Sali. Blondyn posłał kolejny drwiący uśmieszek w kierunku pozostałej trójki Gryfonów.
- Życzcie mu powodzenia, przyda mu się – powiedział Ślizgon i chwilę potem również wyszedł szybkim krokiem z sali.
Gdy tylko drzwi zatrzasnęły się z hukiem za plecami Malfoy'a przez stół Gryffindoru i Slytherinu przeszła fala plotek. Nastąpiło to w tak niewyobrażalnie szybkim tempie, iż zanim Hermiona zdążyła zrobić cokolwiek jakiś siedzący poblisko Gryfon szepnął do sąsiada: „Bijatyka, Malfoy - Potter, błonia". Po tym brunetka zerwała się z miejsca, a zaraz po niej Ron i Ginny. Możliwe, że Hermiona pokłóciła się z Harry'm, ale w tym jednym momencie to się nie liczyło. Gdyby ktoś kiedykolwiek się pytał, co jest największą słabością Hermiony Granger, to otrzymałby następującą odpowiedź – przyjaciele. Cokolwiek by się nie stało, zawsze służyła pomocną dłonią.
Nim Gryfoni się obejrzeli zbliżali się do wyjścia.
- Ugh, dlaczego ja zawsze muszę się tak o niego martwić?
- Znasz moje zdanie na ten temat, Hermi, ale nie widziałaś gdzieś mojej różdżki? – spytała Ginny uważnie przyglądając się przyjaciółce.
Hermiona westchnęła ciężko i przewróciła oczami, aczkolwiek chwilę potem trzymała w dłoni różdżkę młodszej Gryfonki. Weasley już chciała zapytać skąd ją miała, gdy brunetka zaczęła mówić.
- Musiałam ją skonfiskować, dla twojego dobra Ginny. Kto wie, jaką historię wymyśliłby tym razem profesor Snape... Pewnie wyszłoby na to, że to ty zaatakowałaś Malfoy'a od tyłu, kiedy on spokojnie jadł śniadanie... Nie mogłam do tego dopuścić, wybacz.
Ruda przytaknęła z uśmiechem na twarzy i odebrała różdżkę, moment później uderzył w nią podmuch wiatru, który posłał jej długie włosy w powietrze. Całą trójką znaleźli się na hogwarckich błoniach i rozglądali przez moment dookoła. Ku ich niezadowoleniu nigdzie nie mogli dojrzeć sylwetki ich przyjaciela ani też blondyna ze Slytherinu.
- Ron. Ron!
Weasley zwrócił się do przyjaciółki. - Tak?
- Musisz nam pomóc, skup się, dobrze?
Ron zmrużył powieki i zacisnął nieznacznie usta. - Jakbym już teraz nie pomagał – odburknął.
- Oczywiście, że pomagasz – zaczęła Granger. – Chodzi o to, że ty jesteś chłopakiem i pewnie wiesz gdzie Harry poszedłby jakby chciał komuś dać nauczkę, a nie chciałby, aby ktokolwiek to widział.
- Hermiona?
- Tak?
- To się nigdy nie uda – stwierdził Gryfon zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Oczywiście, że się uda! Ty i Harry jesteście prawie nierozłączni. Na pewno ci kiedyś powiedział o takim miejscu.
- Dobra, – oznajmił Ron wzdychając, - ale pójdę tam sam, ok..?
Dziewczyny zmarszczyły brwi.
- Ron, nie mamy czasu na głupoty – zaoponowała ostro Ginny, Hermiona przytaknęła.
- To nie jest głupota, Ginny! Jak myślisz, dlaczego nigdy wam tego miejsca nie pokazaliśmy? – sarknął przez zaciśnięte zęby rudy.
- Nie wiem... Może trzymacie tam świerszczyki albo Merlin jeden wie, co! Ale mnie... nas, to nie obchodzi w tym momencie Ron. Bo właśnie teraz właśnie tam prawdopodobnie jest Harry z Malfoy'em!
- Ginny spokojnie – stwierdziła Hermiona, położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki. – Zrobimy tak, Ron ty idź tam i zobacz, co się dzieje. My tutaj poczekamy, pospiesz się.
Ron wypuścił oddech, który nieświadomie wstrzymał. - Dobra, ale nie idźcie za mną – powiedział odwracając się i ruszając gdzieś w kierunku Zakazanego Lasu oraz pobliskiej chatki Hagrida.
- To było świetne, Hermi – odezwała się po chwili Ginny. – Chodźmy, teraz nas już nie usłyszy – dodała próbując ruszyć w ślady brata. Zatrzymała ją jednak Hermiona ciągnąc delikatnie za ramię i kręcąc głową.
- Nie, Ginny. Ufam Ronowi, poradzi sobie.
- Chciałaś chyba powiedzieć, że poradzi sobie, jeżeli wcześniej sam nie dostanie z Drętwoty...
- Dobrze, w takim razie... Jeżeli za piętnaście minut Ron się nie pojawi to wyjdziemy mu naprzeciw, może być?
- Pięć minut – zaoponowała ruda, brunetka ponownie pokręciła głową.
- Piętnaście.
- Nie, pięć.
- Dziesięć.
- Pięć – oświadczyła twardo Ginny, oparła ręce na biodrach.
- Och, niech ci będzie, siedem może być?
- W porządku – stwierdziła ruda uśmiechając się szeroko.
Po tym obie rozglądały się przez pewien czas aczkolwiek po pierwszych dwóch minutach usiadły na stopniach przy wejściu do zamku. Pomiędzy Gryfonkami zapanowała przyjemna cisza przerywana tylko szelestem liści drzew z Zakazanego Lasu i cichym pluskiem pobliskiego jeziora. Nagle jednak usłyszały jakby ktoś z daleka wołał ich imiona. Obie rozpoznały ten głos, chociaż brzmiał on nieco inaczej niż zazwyczaj, był nierówny i szorstki oraz należał on do nikogo innego jak Rona.
Szybko rozglądając się dookoła, Ginny spostrzegła figurę wyłaniającą się z obrzeża Zakazanego Lasu i zaraz, gdy go zobaczyła klepnęła przyjaciółkę w ramię po chwili wskazując dłonią w tamtym kierunku. To był on, najlepszy przyjaciel i brat, biegł szybko w ich stronę. Gołym okiem widać było, że wymagało to od niego wiele wysiłku gdyż dwa razy potknął się po drodze. Kobiece intuicje Gryfonek obudziły się i podpowiadały im, że coś jest nie tak, więc nie czekając chwili dłużej obie ruszyły w stronę Gryfona.
- Hermiona! Ginny!
- Ron! – odkrzyknęła Hermiona.
Gdy Granger zbliżała się do przyjaciela nagle stanęła w miejscu, a jej dłoń powędrował nad usta, które otworzyła w niemym niepokoju. Młodsza Gryfonka również się zatrzymała, kiedy spostrzegła, że Hermiona została w tyle. Spojrzała na nią z zaskoczeniem.
- Hermi, co jest? – spytała. Granger jednak tylko pokręciła delikatnie głową, a po chwili odsunęła dłoń od ust.
- Ron! – powtórzyła brunetka, Ginny obejrzała się na brata. Zaraz, gdy to zrobiła wstrzymała oddech i nieświadomie zrobiła kok w tył.
- Ron! – powtórzyła po raz kolejny Gryfonka, a w czasie, gdy to zrobiła Weasley dobiegł do dziewczyn. Cały się trząsł, a spojrzeniem biegał po całych błoniach.
- Czy to jest... To, co myślę, że jest? – zapytała cicho Weasley wędrując oczami od dłoni Rona poprzez jego szatę aż do linii jego szczęk.
- Ron, gdzie jest Harry? – wtrąciła spokojnie Hermiona, ona również obrała tą samą linię wizji co ruda. Ron podszedł bliżej.
- Hermiona, Ginny musicie iść wezwać Pomfrey i Dumbledore'a, szybko!
- Ron! – zaoponowała Granger, powoli zaczynała się bać o stan swojego ciemnowłosego przyjaciela. – Gdzie jest Harry? – zapytała spokojnie, chociaż jej głos zadrżał, a w oczach zalśniły łzy.
- Czy to... To jest krew Harry'ego? – zapytała w końcu Ginny.
- A wygląda na krew Harry'ego? – sarknął w odpowiedzi jej brat, po chwili zwrócił się do Hermiony. – Wezwijcie Pomfrey na skraj Zakazanego Lasu, dalej sama znajdzie drogę... Ja muszę wracać...
- Skoro to nie jest krew Harry'ego to znaczy, że... Och, Merlinie! Malfoy! Ron, co tam się wydarzyło, mów!
- Hermiona, nie teraz, proszę—
- Ronald! Masz mi w tej chwili powiedzieć, co się stało!
- Miona, Malfoy jest w bardzo, bardzo... poważnym stanie. Nie chcesz mieć go chyba na sumieniu, prawda?
- Masz rację, ale... Co z Harry'm?
- Jest w porządku, nic mu nie jest. To mogę już iść?!
- Moment – wtrąciła Ginny, spojrzenia pozostałej dwójki zatrzymały się na jej osobie. – Dlaczego nie wysłałeś patronusa do profesora Dumbledore?
Ron zamrugał szybko. - Er... Nie pomyślałem...
- Ronald! – warknęła ostrzegawczo Granger. – Już wiem, co zrobimy – zaczęła biorąc uspokajający oddech. – Słuchajcie, ja wyślę patronusa z wiadomością do dyrektora, a w międzyczasie, ty Ron zaprowadzisz nas do Harry'ego.
- Hermiona, zapomniałaś już, co mówiłem o tamtym miejscu?
- Ron, a ty masz już taką sklerozę, że zapomniałeś, co ja ci na ten temat powiedziałam? – dołączyła się ruda zakładając ręce na klatce piersiowej.
W chwili, kiedy Ginny z Ron argumentowali na ten temat, Hermiona wysłała patronusa z wiadomością.
- Dobra, nie mamy czasu do stracenia – odezwała się brunetka odwracając do rodzeństwa. Weasley na to wymamrotał coś niezrozumiale pod nosem.
- Co to było? – dociekała Ginny, Ron przewrócił oczami.
- Chodźcie – stwierdził Gryfon.
Po tym Weasley zaczął biec w kierunku Zakazanego Lasu z dziewczynami na ogonie. Ku zdziwieniu obu Gryfonek 'sekretne miejsce' Harry'ego wcale nie znajdowało się tak daleko jak się tego spodziewały. Dostrzegły również, że w tamtą stronę skierowane były pojedyncze ślady krwi, które lśniły w blasku słońca na trawie.
- Uważajcie na krzewy – powiedział idący z przodu Ron. Przyjaciółki przytaknęły i chwilę później zniknęły pośród gęstwiny krzaków.
Ron nie potrafił się powstrzymać i uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Pomimo tej niezbyt przyjemnej sytuacji, chciało mu się śmiać. Nigdy wcześniej nie przypuszczał, że nadejdzie taki dzień, w którym to właśnie on, Ronald Weasley, nadejdzie z odsieczą Malfoy'owi. Piekło zamarza, a ja się martwię, jaką ocenę dostanę z eseju z Transmutacji, stwierdził sarkastycznie idąc przed siebie. Wkrótce potem rudy Gryfon postawił stopę w 'sekretnym miejscu', które już nie było sekretne wcale. Wzdychając ciężko wskazał na dwie postacie, które się tam już znajdowały.
Pierwszą był Draco Malfoy, Ślizgon leżący na ziemi, która powoli nasiąkała jego własną krwią. W pierwszym momencie dziewczyny nie widziały jego twarzy, gdyż miał ją zwróconą w przeciwnym kierunku. Aczkolwiek z całą pewnością mogły powiedzieć, że oczy miał zamknięte, a z kącika jego ust również płynęła wciąż ciepła ciecz.
- O Merlinie... – wydostało się półszeptem z ust Hermiony.
Blondyn leżał na plecach, a z olbrzymiego nacięcia na klatce piersiowej i brzuchu sączyła się krew. Szata w tych miejscach wydawała się przykleić do skóry chłopca. Nieopodal, na pobliskiej skale siedział za to szatyn z okularami na nosie trzymając głowę w dłoniach. Będąc pogrążonym w myślach nie spostrzegł przybycia trójki Gryfonów.
- Harry – odezwał się podchodząc do przyjaciela rudy, położył mu dłoń na ramieniu – zaraz przyjdzie tu Dumbledore i przyprowadzi Pomfrey. Wszystko będzie w porządku, zobaczysz.
Potter nie odpowiedział nic, jedynie trochę pokręcił swoją czupryną. Ginny na własną rękę rozglądała się po tymże miejscu, a Hermiona zbliżyła się do ciała Ślizgona. Gdy dotarła na wyciągnięcie dłoni, ukucnęła. Następnie ostrożnie przyciskając dwa palce do szyi Malfoy'a sprawdziła jego puls. Jeszcze oddycha, przeszło jej przez myśl. Wiedziała jednak, że profesorowie naprawdę muszą się pospieszyć. Po chwili odsuwając dłoń w tył, Granger spojrzała na twarz Ślizgona. Zauważyła wtedy, że kiedy zimne oczy blondyna były skryte za powiekami, a ust nie wykrzywiał w grymasie naprawdę był przystojny. Jak na Malfoy'a oczywiście. I ja to pomyślałam, skarciła się w myśli. Z jej chwili rozmyślań wyrwała ją jednak para silnych ramion ciągnących ją w tył.
Hermiona nie będąc przygotowaną na to upadła boleśnie na pośladki, a w chwili następnej posłała wściekłe spojrzenie Weasley'owi.
- Co ty myślisz, że robisz?! – oburzył się Ron, jego twarz poczerwieniała.
- Sprawdzałam czy w ogóle było, po co powiadamiać profesora Dumbledore by przyprowadził ze sobą panią Pomfrey – odparowała szybko brunetka i wstała.
- Naprawdę? – zironizował Gryfon zakładając ręce na klatce piersiowej. – To pewnie musi być jakiś nowy sposób! Bo nie wiedziałem, że śliniąc się na widok kogokolwiek można sprawdzić czy żyje czy nie!
- Słucham? – spytała twardo Granger. Z niedowierzania zmarszczyła groźnie nos. – Czy ja dobrze usłyszałam, co powiedziałeś?
- Całkowicie.
Po tym Weasley wypiął pierś w przód i uniósł wysoko głowę tak, że Gryfonka musiała patrzeć w górę by utrzymać kontakt wzrokowy.
- Wiesz, Ron? Malfoy jest, jaki jest, ale w tej kwestii muszę przyznać rację Hermi.
Rudzielec na ten komentarz spojrzał na siostrę z niedowierzaniem, tamta posłała mu tylko złośliwy uśmiech.
- Ron nie patrz tak na mnie! – syknęła po chwili gapienia się Ginny. – Sam musisz mi przyznać rację. Ty przy nim gaśniesz bracie...
Granger kręcąc z pobłażaniem głową wyłączyła się z dalszej kłótni. I pomimo nadal czerwonej ze złości twarzy skierowała swoje kroki do ostatniej osoby, która podczas całego incydentu nie odezwała się słowem – Harry'ego. Uspokajając oddech nadchodziła ciężkimi krokami, które nie zwiastowały nic dobrego.
Ciemnowłosy Gryfon bynajmniej nadal siedział w niezmienionej pozycji. Ktoś mógłby go posądzać o szósty zmysł, intuicję, cokolwiek, aczkolwiek chłopak dobrze wiedział, że lada chwila u jego boku pojawi się Hermiona i będzie zadawać milion pytań na sekundę. W tym momencie nie był pewny czy jest na to gotowy. Dlatego też słysząc zbliżające się kroki, nie musiał zgadywać, że to właśnie ona.
- Odejdź – powiedział szorstkim tonem. Dźwięk kroków ustał jednak dopiero kilka chwil później.
- Harry – zaczęła powoli i spokojnie Hermiona – spójrz na mnie.
Potter wzdychając ciężko posłuchał jej. - Odejdź – powtórzył stanowczo, Gryfonka położyła dłonie na biodrach.
- Nie mam takiego zamiaru – oświadczyła. – A teraz, proszę cię abyś powiedział mi, co tutaj się stało.
- Hermiona, proszę – odparł, dziewczyna pokręciła głową.
- Nie. Czy ty nie widzisz, w jakim stanie jest Malfoy! Bój się Merlina, Harry, on umiera!
- Ja nie chciałem—
- Co tutaj się stało? – rozbrzmiał cierpki głos Minerwy McGonagall. – Na rany Merlina!
- Pomponio, zajmij się proszę panem Malfoy'em – dołączył głos Albusa Dumbledore.
Pielęgniarka natychmiast pospieszyła do miejsca, gdzie leżał Ślizgon. Kilkakrotnie machając różdżką nad ciałem chłopca zwróciła się do dyrektora. - Żyje, chociaż stracił dużo krwi. Będzie musiał spędzić kilka dni w Skrzydle Szpitalnym.
Dumbledore przytaknął, a Pomfrey zaczęła lewitować nieprzytomnego Malfoy'a do zamku.
- Czy ktoś może mi wytłumaczyć jak to możliwe, że pan Malfoy znalazł się w takim stanie? – zaczęła dociekać opiekunka domu lwa uważnie obserwując całą czwórkę Gryfonów.
- Jak nie wiadomo, kto... To chodzi o Pottera – włączył się kolejny głos. – Mam rację, prawda Potter?
Harry po raz pierwszy od wejścia profesorów uniósł twarz, by po chwili spojrzeć groźnie na Snape'a.
- Czy to prawda Harry? – wtrącił Albus.
- Przykro mi panie profesorze, ja tak naprawdę nie chciałem nic mu zrobić – stwierdził szatyn, po czym powędrował wzrokiem w miejsce gdzie leżał nieprzytomny Ślizgon. Ale i tak go nadal nienawidzę, dopowiedział w myśli.
- Zdaje sobie pan sprawę, panie Potter, że zaklęcie, którego użył było czarnomagiczne – odezwała się znowu McGonagall. – Skąd w ogóle je pan wziął, panie Potter?
Harry wzdrygnął się aczkolwiek nie udzielił odpowiedzi, jedynie zwieszając głowę w dół.
- Muszę przyznać szczerze, że zawiodłeś mnie Harry – powiedział dyrektor wzdychając ciężko. – Aczkolwiek przypuszczam, że gdybyś wiedział jak działa to zaklęcie to byś go nie użył.
- Ma pan rację panie profesorze, nie użyłbym go.
- Minerwo, Severusie pozwólcie na słówko – stwierdził przyglądając się uważnie swojemu uczniowi Dumbledore, po czym dłonią wskazał na pobliskie puste miejsce. Trójka profesorów zniknęła z pola widzenia uczniów.
- Stary użyłeś... czarnej magii – oświadczył słabo Weasley, którego oczy przypominały wielkością piłeczki pingpongowe. – Nie wiedziałem, że te zaklęcia mają taką siłę!
- Ja również, Ron.
- Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć, a mi nie mówicie? – wtrąciła Hermiona.
Chłopcy wymienili spojrzenia, a po chwili Ron wzruszył ramionami kręcąc głową w stronę Harry'ego.
- Harry skąd znałeś takie zaklęcie? – dociekała dalej Granger posyłając mu twarde spojrzenie.
- Są rzeczy, o których nie musisz wiedzieć – zabrzmiała odpowiedź Pottera.
- Domagam się wyjaśnienia, teraz! – syknęła starsza Gryfonka, a swoje piwne oczy zatopiła w postaci rudego przyjaciela. – Ron, ty na pewno coś wiesz, mów!
- O nie, Miona! Co to, to nie! Nie możesz mi rozkazywać! – zaoponował szybko Weasley, jego uszy przybrały barwę czerwieni.
- Nie rozumiesz? Obojętnie skąd lub, z czego Harry wziął to zaklęcie... ono jest niebezpieczne! Czy ty naprawdę tego nie widzisz, Ron? To czarna magia!
- Poza tym, – dołączyła ze smirkiem na twarzy Ginny, – jeśli nie powiesz w tej chwili, co wiesz na ten temat, to... Masz gwarantowane, że mama się dowie o wszystkim...
- Nie zrobisz tego Ginny! – zawył żałośnie Ron blednąc trochę.
- Założysz się?
- Więc jak Ron? – spytała Hermiona. Weasley wtedy przygryzając wargi posłał przepraszające spojrzenie przyjacielowi.
- Dobra, wygrałyście! Więc... Na początku tego roku Harry znalazł w Pokoju Życzeń stary, nieco podniszczony podręcznik do Eliksirów, a że sam nie miał to go wziął. Na pierwszej stronie był podpisany przez niejakiego Księcia Półkrwi, kimkolwiek był... Tak się złożyło, że ten, kto go używał był geniuszem, a swoje wymyślone czary i pomysły warzenia wywarów zapisywał w środku... Przypuszczam, że Harry chciał po prostu wypróbować jeden z nich—
- Wypróbować?! – syknęła przez zaciśnięte zęby wściekła Granger. – Wiecie, czym to się mogło skończyć? Malfoy mógł zginąć!
- Ale nie zginął – odezwał się Harry wzdrygając się. W momencie, kiedy nikt nie zwracał na niego uwagi, wstał.
- Harry, jak ty możesz tak spokojnie o tym mówić?
Pytanie brunetki zawisło w powietrzu, a Potter próbując ominąć odpowiedzi na nie, wyminął ją.
- Nie ma mowy – zaoponowała szybko dziewczyna i dzięki kilku krokom dotarła do ciemnowłosego Gryfona, po czym odwróciła go w swoją stronę. – Masz mi oddać tą książkę – dodała, gdy trafiła wzrokiem na zielone oczy przyjaciela.
- Co?
- Słyszałeś mnie Harry, nie udawaj, że nie.
- Nie.
- Bez dyskusji.
- Nie to znaczy nie, Hermiona! – syknął Potter. – Poza tym, po co ci ona? Boisz się czegoś?
- Niczego się nie boję Harry—
- A ja myślę, że tak – wtrącił szatyn poprawiając gwałtownie okulary. – Boisz się, że dzięki pomocy zawartej w tej książce, ty już nie będziesz panną idealną. Ale wiesz, co Hermiona? Mam to gdzieś! I to, chociaż raz ja będę w czymś lepszy od ciebie!
Granger czuła, że na jej policzkach pojawiły się dwie czerwone plamy, ale nie przejmowała się nimi w tej chwili. Zaciskając piąstki, stała posyłając wściekłe spojrzenia w stronę przyjaciela. - To nie o to chodzi! – wycedziła, a po chwili dodała. – To będzie oszustwo, jeżeli będziesz korzystał z 'pomocy' na lekcjach!
- I co z tego? Będę miał lepsze oceny.
- Co jest z tobą nie tak, Harry? – spytała w końcu Hermiona słabo, gdy poczuła się pokonana. Harry na to uniósł wysoko brwi w geście niedowierzania.
- Co jest ze mną nie tak? Co jest z tobą nie tak! – zawył.
- Ze mną Harry Potterze jest wszystko w jak najlepszym porządku. I nie odwracaj kota ogonem, bo dobrze wiesz, że to i tak ci nie pomoże!
Tymczasem stojące nieopodal rude rodzeństwo przyglądało się kłócącej parze.
- Kłócą się jak stare małżeństwo – stwierdził Weasley biegając wzrokiem od Gryfonki do Gryfona i na odwrót. Zaraz chwilę potem chwycił się za obolały bok posyłając wściekłe spojrzenie siostrze. – Oww! To bolało!
- Ciesz się, że oni tego nie słyszeli. Oberwałbyś znacznie mocniej...
- Och, tak? To jak wytłumaczysz mi to, że teraz jesteś skora do rozmowy ze mną? Hm..? – sarknął marszcząc brwi Harry.
- Wybacz Wybrańcu, - zaczęła ironizować Hermiona, – że wczoraj nie miałam ochoty na twoje towarzystwo. Jednak tak się składało, że to właśnie ty wczoraj na mnie nakrzyczałeś za to, że chciałam cię znaleźć!
- Hipokrytka! Jeśli mnie pamięć nie myli to właśnie wczoraj sama powiedziałaś, że zacytuję „nie muszę się więcej martwić, że będziesz w moim pobliżu"! A tu, co? Niespodzianka!
- Nie wkładaj mi w usta słów, których nie powiedziałam! Bo tego nie powiedziałam, zupełnie to przeinaczyłeś, Harry!
- Nieprawda!
- Prawda!
- Nie jestem taki głupi, Hermiona!
Zaszklone oczy brunetki zamrugały szybko. Jednak ta akcja jedynie spowodowała, że po jej policzkach zaczęły spływać słone łzy. Będąc na skraju gniewu i złości zacisnęła z całej siły usta. - Nienawidzę cię! – krzyknęła po chwili.
- I dobrze.
- Dobrze!
- To, czemu wciąż tu jesteś?
- Bo ty nie masz prawa mi rozkazywać i będę gdzie będzie mi się żywnie podobało!
- Świetnie.
- Jak myślisz już skończyli? – zapytał uważnie przyglądając się dwójce najlepszych przyjaciół Ron.
- Nie sądzę, Ron.
- Dlaczego?
Ginny przewróciła oczami. - A wyglądają jakby skończyli? – odpowiedziała pytaniem na pytanie równocześnie wskazując na dwójkę Gryfonów.
- Dla mnie to wyglądają jakby mieli w każdej chwili znowu zacząć – stwierdził Weasley.
- Ach wciąż tu jesteście, dobrze. – Rozbrzmiał głos dyrektora Hogwartu. Podszedł do grupy Gryfonów z profesorami tuż za nim.
- Tak panie profesorze? – spytał niepewnie Harry, Albus na to uśmiechnął się.
- Harry, postanowiliśmy, że z powodu tego, co się stało zostanie odjęte sto pięćdziesiąt punktów oraz dostaniesz trzy miesięczny szlaban u pana Filcha. Osobiście uważam, że to powinno oduczyć cię korzystania więcej z tego czaru.
- Oczywiście, panie profesorze. I dziękuję.
- Co do pana Malfoy'a, mam prośbę – oznajmił Dumbledore oglądając się na pozostałą trójkę Gryfonów. Po chwili jednak jego niebieskie oczy zatrzymały się na postaci brunetki, a na ustach pojawił się uśmiech. – Panno Granger, profesor Snape poprosił mnie abyś w międzyczasie, kiedy pan Malfoy będzie w SS robiła mu niezbędne notatki, by mógł szybciej nadrobić zaległości. Oczywiście, jako podziękowanie dostaniesz dodatkowe punkty dla swojego domu.
Hermiona przełknęła ślinę, a następnie szybko zgodziła się.
- W takim razie, zostawimy was teraz samych. Mam nadzieję, że nie spotkamy się więcej w takich okolicznościach – stwierdził Albus, po czym podążył w stronę wyjścia. Jednak tuż przed wejściem w zarośla odwrócił się. – Zapomniałbym. Muszę niestety odjąć po piętnaście punktów każdemu z was za przebywanie na terenie Zakazanego Lasu. I byłbym wdzięczny, gdybyście już więcej tutaj nie przychodzili.
Po tym dyrektor zniknął pośród krzewów, a opiekunowie domów za nim pozostawiając w tyle bardzo zaskoczonych uczniów. Kiedy ostatnie szelesty zarośli ustały pomiędzy Gryfonami nastała grobowa cisza. Ginny raz po raz spoglądała na brata, a Ron na dwójkę swoich najlepszych przyjaciół. Pierwszy, któremu ta cisza zaczęła przeszkadzać był Harry. Dlatego też spoglądając spod byka na Gryfonkę o bujnych, kręconych lokach zapytał.
- Zwariowałaś?
Hermiona spojrzała twardo na szatyna. - Nie miałam innego wyjścia, Harry!
- Zawsze jest jakieś wyjście, Hermiona, a już tym bardziej dla ciebie! Poza tym, Malfoy tyle lat cię gnębił, a ty teraz sama do niego pójdziesz i mu notatki będziesz przynosić!
- Możesz próbować zmienić temat, Harry, ale ja nadal chcę tą książkę – oświadczyła hardo Granger zakładając ręce na klatce piersiowej.
Potter pokręcił głową. - Nic z tego – odparł chłodno.
- Harry—
- Hermiona, nie! Poza tym, po co ci ona, hm..? Co byś z nią zrobiła? Przeczytała? – sarknął.
- Dla twojej informacji, nie. Nie przeczytałabym jej tylko odniosłabym do profesora Dumbledore. Zaklęcia, które są w niej zapisane są zbyt niebezpieczne, nie wspominając o tym, że czarnomagiczne! Zdajesz sobie sprawę, Harry, co by to było gdyby ta książka wpadła w niepowołane ręce?
- Czy tylko ja jeden zauważyłem dziwną bierność Snape'a? – wtrącił głośno podirytowanym głosem Ron. Osobiście miał nadzieję, że kiedy zarzuci jakiś temat to odwróci uwagę przyjaciół od kolejnej zbliżającej się kłótni.
- Ja również to zauważyłam – dodała od siebie Ginny. Gryfonka przyglądała się przez chwilę Hermionie i Harry'emu. Stwierdziła wtedy, że niektóre sprawy powinny być rozwiązywane osobiście i, że szczera rozmowa pomiędzy tamtą dwójką naprawdę jest konieczna. Ron najwidoczniej tego nie spostrzegł, bo drapiąc się po głowie westchnął.
- To – zaczął koślawo Ron – idziemy na lekcje?
To widać zadziałało, gdyż Hermiona potrząsnęła swoją bujną czupryną. Ginny wtedy przewracając oczami zdzieliła go w łeb.
- Oww! – mruknął Weasley chwytając się za tył głowy. – Za co to było tym razem?!
- Czasami jak coś palniesz – skwitowała ruda wzdychając.
- Musimy się pospieszyć – odezwała się Granger. – Mamy tylko dwadzieścia minut do pierwszych zajęć – dodała szybko.
Ginny wybrała sobie właśnie ten moment by zadziałać. - Właśnie Ron! Chodź, pomogę ci w pakowaniu! – powiedziała entuzjastycznie chwytając brata za łokieć i ciągnąc go w stronę wyjścia.
- Ale Ginny! Ja nawet nie mam torby! – zaoponował w połowie drogi rudy.
- To ci jakąś zrobimy – odparła ze słodkim uśmiechem Ginny. I chwilę później posyłając ostatnie wyzywające spojrzenie Harry'emu zniknęła pośród krzewów ciągnąc brata ze sobą.
Harry i Hermiona stali przez jakiś czas w ciszy. Żadne z nich się nie odezwało słowem bojąc się zakłócić spokój, jaki zapanował. Oboje zwalczali w sobie wszystkie emocje, które pojawiły się w ciągu ostatnich dwóch dni. Cóż prawda była taka, że ani ona ani on nie byli przyzwyczajeni do takich skoków nastrojów. Od śmiechu po płacz. Od szczęścia po frustrację.
Pierwszy krok zrobiła Hermiona, która przymknęła na moment powieki by chwilę potem je otworzyć. Spojrzała wtedy swoimi piwnymi oczami na sylwetkę przyjaciela i coś ją tknęło. Zobaczyła wtedy, że Harry nie wygląda lepiej od niej. Stał tam lekko przygarbiony ze zwieszoną głową.
- Dlaczego się kłócimy o takie drobnostki? – spytała cicho obserwując przyjaciela. Tamten spojrzał na nią swoimi zielonymi oczami, które widziała tyle razy.
- Nie wiem, przepraszam.
- Dobrze wiesz Harry Potterze, że jeśli coś cię gnębi i nie daje spać po nocach, to zawsze masz wokół siebie przyjaciół, którzy ci pomogą—
- Wiem, Hermiona tylko...
- Tylko, co Harry?
- Po prostu niektóre sprawy muszę przemyśleć w samotności, to wszystko.
- Uciekasz...
- Słucham?
- Uciekasz Harry... Od nas od wszystkiego...
- Wcale nie uciekam! – sarknął Potter nieco podnosząc głos. – Jestem Gryfonem, przeklętym chłopcem, który przeżył... Wybrańcem! Ja nie mogę uciec!
- Każdy może, – mówiła spokojnie, – Gryfon czy nie... I ty to właśnie robisz.
Potter odwrócił się gwałtownie plecami do dziewczyny tak, że nie widziała jego twarzy. - Po prostu chciałem raz podjąć decyzję samodzielnie. Całe moje życie to jedna wielka farsa, Hermiona... Nie widzisz? Nie mam rodziny—
- Masz – wtrąciła cicho.
-... A jedyna osoba, która mi po nich pozostała została zabita. A najgorsze jest to, że to wszystko moja wina... Za to, że Voldemort dowiedział się o tej durnowatej przepowiedni!
- Harry – szepnęła Hermiona podchodząc do Gryfona, tamten jednak pokręcił głową, więc stanęła. Serce jej się łamało na dźwięk jego smutnego głosu. Nigdy wcześniej Harry nie mówił w ten sposób, dlatego też ogarnął ją nagły przypływ strachu. Łzy cisnęły się do jej oczu, jedna powoli spłynęła wzdłuż policzka.
- Nigdy nie chciałem tego wszystkiego! Nie chciałem być Złotym Chłopcem, nie chciałem mieć tej przeklętej blizny na czole! Chciałem po prostu być normalny... Żyłem w świadomości, że jestem sierotą, a jedyna rodzina spokrewniona ze mną mnie nienawidzi... A tutaj, teraz... Po tylu latach dowiaduję się, że on – człowiek, który był moim ojcem—
- I nadal nim jest, Harry.
- Nie!
Potter w końcu zwrócił się do Hermiony. W jego oczach widziała łzy, które jedna po drugiej płynęły po jego policzkach. Przełykając gorzkie krople zacisnął pięści i zmarszczył brwi. - Jego nie ma i nigdy nie było. Wszystkie te opowieści o moich rodzicach nie są warte funta kłaków! Same kłamstwa!
- Harry...
- Hermiona – zaczął ocierając rękawem szaty twarz – po prostu zostaw mnie w spokoju. Na jakiś czas...
- Jesteś pewien? – spytała przymykając powieki. Dwie łzy spłynęły po jej policzkach, Harry jednak tego nie zauważył, ponieważ brunetka zwiesiła głowę bezradnie.
- Tak.
Hermiona przytaknęła nieznacznie i nie podnosząc twarzy zaczęła odchodzić. Poczuła się pokonana i zmęczona, a jej oczy piekły ją niemiłosiernie. - Harry – odezwała się łamiącym głosem – abyś tego później nie żałował – stwierdziła, po czym odeszła.
Kiedy szelest liści ustał, Potter westchnął ciężko. Nic nie było tak jak miało być, zresztą jak zwykle. Ostatnimi czasy, zauważył, że wszystko zaczęło się sypać niczym babki z piasku. Powoli i stopniowo, ale skutecznie. Tak jak właśnie teraz, w tej jednej chwili. Harry miał dziwne przeczucie, że coś się skończyło. Coś, czego już nigdy więcej nie będzie mógł naprawić, zupełnie jakby nie było odwrotu.
Bolało, kiedy widział Hermionę. Jej zawsze ciepłe i pełne werwy oczy, w tej jednej chwili zrobiły się zimne i puste. Nie mógł znieść tego widoku, dlatego się odwrócił, to bolało zbyt mocno. Jednak w głębi wiedział, że sam do tego doprowadził. Teraz stał tępo patrząc się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą była. Zaczął się zastanawiać nad dziwnym dreszczem, jaki go przeszedł w momencie, kiedy odwróciła się i odeszła. Nagle zrobiło się zimno, pusto i cicho.
Wiedział, dlaczego... Bo został sam. On i tylko on. Jedyną osobę, która zawsze się o niego martwiła wyrzucił właśnie ze swojego życia. Przynajmniej na razie, tak mu się wydawało. Mało jednak wiedział o tym, że los przyszykował dla niego przykrą niespodziankę i być może już nigdy nie spotka swojej najlepszej przyjaciółki.
Pośród zieleni Zakazanego Lasu i cichego szelestu drzew, Harry'ego dopadła chwila melancholii. Szatyn biorąc kilka uspokajających oddechów spojrzał w górę. Prosto w czyste, jesienne niebo. Delikatny podmuch wprawił w ruch rozczochraną fryzurę Gryfona, jednak jemu to nie przeszkadzało. Można by powiedzieć, że rozkoszował się tą chwilą ciszy i spokoju. Miejscem, które jest z dala od tego całego zgiełku i harmideru; miejscem, w którym jest tylko Harry'm, zwykłym nastolatkiem... Jednak pośród wszystkich pesymistycznych uczuć, rozczarowania, smutku, bólu, znalazł jedno, które go zaskoczyło, ale równocześnie sprawiło, że na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech. Była to ulga, z jakiego powodu nie potrafił dokładnie powiedzieć.
Może jednak faktycznie potrzebuję chwili samotności? Może to mi pomoże, pomyślał. I tak mając mieszane uczucia, ruszył do zamku.
A/N: Witam, z tej strony autorka. Wiem, że pairing James/Hermiona nie jest typowy... Jednak jeśli ktokolwiek choć odrobinę się zainteresował tą historią proszę review. To nic nie kosztuje, a na pewno doda mi to sił i ochoty do dalszego ciągu tego opowiadania. Druga sprawa - piszę o tej parze bowiem uważam, że byłoby to możliwe! Skoro w trzeciej części Harry'ego Pottera pojawił się zmieniacz czasu to czemu podróż w czasie (wieloletnia) nie mogłaby być możliwa? Poza tym zawsze ciekawiła mnie istnie matczyna miłość Hermiony do Harry'ego, LOL. Dziękuję BestMuggleEver za to, że mnie nie pobiła ani nie zlinczowała za ten pairing, nawet nie masz pojęcia jak twój komentarz mi pomógł, xD.
Ach, chciałabym zwrócić uwagę, że rating na tą historię jest M tylko ze względu na przyszłe rozdziały :P Swoją drogą ciekawa jestem, że nikt wcześniej nie pomyślał o tak ogromnych i nieskończonych możliwościach FANonu xD Na razie wiem, opowiadanie dłuży się i nie wnosi nic ciekawego. Akcja rozkręci się dopiero później, a najbardziej w momencie kiedy Hermiona i Draco (o tak o nim nie zapomniałam ;P) przeniosą się do przeszłości. Nie wiem także czy powinnam, ale dziękuję Eos rosy-fingered za pięknego one-shota z Ginny/Syriuszem. Oby takich było więcej... Niestety tak jak i para JP/HG; GW/SB jest przez wielu po prostu krytykowana. Choć ciekawym jest fakt, że łączenie Hermiony Granger bądź Ginny Weasley z kimś takim jak Severus Snape cieszy się całkiem niezłym powodzeniem... (nie żebym miała coś przeciwko Sevciowi; jest on jedną z moich ulubionych postaci - poza tym ja tam w mojej główce mam swoją wersję SS; wcale nie lukierkowego i słodkiego tylko sarkastycznego, trochę władczego oraz przede wszystkim chytrego *sigh*).
No to byłoby tyle jak na razie! Niech moc będzie z wami!
