Wciągnęła mnie ta historia, nie powiem. :D Korzystając z ferii staram się pisać jak najwięcej, ale też jak najlepiej. Miło jest zobaczyć całkiem sporą liczbę wejść-mam nadzieję, że fic przypadł do gustu, bo zamierzam publikować kolejne rozdziały.
Podróż? Jaka znów podróż? Miałam nikłą nadzieję, że tym razem moje spiczaste uszy się mylą, niestety – było to mało prawdopodobne. Jeszcze przed chwilą trwałam w przekonaniu, że dotknęłam dna i nic gorszego nie może mnie spotkać… Myliłam się.
Na język cisnęło mi się tysiąc pytań. Dokąd? Po co? Na jak długo? Chciałam wykrzyczeć Legolasowi w twarz, że to niesprawiedliwe, że nie może mnie opuścić w takim momencie. Zamiast tego jednak z moich ust wydobyło się tylko piskliwe „Man le bennich?"
Książę odwrócił się, a ja aż westchnęłam, kiedy zobaczyłam jego zbolałą minę – tym razem nawet nie próbował jej przede mną ukryć. Po chwili ruszył wolno w stronę okna, wbijając spojrzenie w swoje skórzane buty. Nie odrywając od nich wzroku oparł się o szeroki parapet i przetarł zafrasowaną twarz dłonią. „Muszę na pewien czas opuścić Leśne Królestwo. Aktualnie nie ma tu dla mnie miejsca." Jego słowa nie miały najmniejszego sensu. Przecież był dziedzicem tronu, jedną z najważniejszych osób w Mirkwood… Jak to „nie ma dla niego miejsca?" Podniosłam się do pozycji siedzącej, potrząsając głową z niedowierzaniem. „Alhenion." – powiedziałam, zakładając jednocześnie za uszy niesforne rude kosmyki. Przyjaciel oderwał zmartwione spojrzenie od swoich stóp i przeniósł je na mnie. Ból malujący się na jego twarzy był nie do zniesienia, dawno nie widziałam go w takim stanie. Oparłszy łuk o ścianę, Legolas podszedł do mnie i przyklęknął przy łożu . „Widzisz..." – Zaczął. – „Mam do wypełnienia pewną misję. Chcę na pewien czas odizolować się od życia w zamku i moich codziennych zmartwień. Mam wyruszyć na północ w poszukiwaniu niejakiego Obieżyświata z ludu Dunedainów; nie mam pojęcia, ile mogłoby to potrwać."
Znów byłam bliska płaczu. Irytowała mnie własna słabość – dotychczas nie znałam siebie od tej strony.
Poczułam jak głos więźnie mi w gardle, więc skupiłam się na cienkim warkoczyku, który zaplatałam od jakiegoś czasu na paśmie swoich włosów. By uniknąć łez, zapytałam krótko „Ir?" Na twarzy Legolasa pojawiło się zakłopotanie. „Jak najprędzej." – Wzruszył ramionami. – „Przed wyjazdem chciałem jednak dopilnować osobiście twojego powrotu do zdrowia. Bo widzisz, miałem wyruszyć tuż po bitwie, jednak na wieść o twoim ciężkim stanie, postanowiłem poczekać – nie miałem serca zostawić cię bez słowa pożegnania."
Nie wytrzymałam. Nagle poczułam jak smutek ustępuje miejsca gniewowi i po raz kolejny przestałam myśleć racjonalnie. „A teraz masz serce mnie porzucić?! Opuścić w momencie, w którym potrzebuję cię najbardziej? Le gweriach nin, Mellon!" - Wysyczałam, mrużąc oczy.
O nie. Nie powinnam była tego mówić. Zwracałam się przecież nie tylko do przyjaciela, ale i swojego pana. Po raz kolejny nie udało mi się zapanować nad emocjami, musiałam to jakoś naprawić. Zanim jednak zdołałam wymamrotać jakiekolwiek przeprosiny, Legolas podniósł się z podłogi jak poparzony i w oka mgnieniu znalazł się przy otwartym oknie.
„Na wszystkie świętości, Tauriel! Zdecyduj się w końcu!" – Powiedział podniesionym głosem, wbijając we mnie ciężkie spojrzenie niebieskich oczu. „Jeszcze niedawno nie cieszyło cię zbytnio moje towarzystwo. Co sprawiło, że postanowiłaś zmienić zdanie?"
Wtedy wszystko zrozumiałam. Stało się dla mnie jasne, że książę zdecydował się na tę podróż, by zapomnieć choć na jakiś czas o nieodwzajemnionej miłości. By zapomnieć o mnie. Poczułam, jak na policzki wypływa mi rumieniec, ale szybko zakryłam go, przerzucając włosy na ramiona. Nie mogłam dać po sobie poznać, że domyśliłam się prawdziwych motywów wyprawy – to najlepsze rozwiązanie dla nas obojga. Legolas, ku mojej uldze, przeniósł wzrok na widok za oknem. Między nami zapanowała niezręczna cisza, którą poczułam się zobowiązana przerwać.
„Goheno nin, Hîr vuin." – Wyszeptałam ze spuszczoną głową. Było mi naprawdę wstyd, że zachowałam się tak dziecinnie. Powinnam w końcu nauczyć się trzymać język za zębami, moja lekkomyślność w końcu mnie zgubi.
„Nic się nie stało. To ja powinienem cię przeprosić. To karygodne, że naskakuję na ciebie po tym, co przeszłaś. Ú-moe edaved." – Wzrok księcia złagodniał, a na jego ustach pojawił się uśmiech, który spróbowałam odwzajemnić. Z dozą zadowolenia stwierdziłam, że tym razem wyszło mi to lepiej, niż ostatnio.
Srebrnowłosy elf podniósł swój łuk, po czym na zmianę naciągając i puszczając jego cięciwę, kontynuował poważnym tonem: „Myślę, że powinniśmy na pewien czas się rozstać, Tauriel. Zauważyłem, że moje towarzystwo zaczęło ci ciążyć, a nie chciałbym być dla ciebie jakimkolwiek problemem. Dla mnie też przyda się trochę samotności, bym mógł w spokoju przemyśleć parę spraw. Tak chyba będzie najlepiej."
Miałam ochotę krzyczeć, że jego towarzystwo jest najlepszym, co może mnie teraz spotkać. Powiedzieć o mojej rozmowie z królem i wytłumaczyć się z nagannego zachowania. Tym razem postanowiłam jednak zachować się tak, jak należy i nie pozwolić dojść do głosu emocjom.
„Masz rację." – Przytaknęłam. – „Tak będzie najlepiej."
Zachęcam do zostawiania reviews-każdy z nich jest dla mnie na wagę złota!
Man le bennich? - Co takiego?
Alhenion. - Nie rozumiem.
Ir? - Kiedy?
Le gweriach nin, Mellon! - Zdradziłeś mnie, przyjacielu!
Goheno nin, Hîr vuin. - Przepraszam, panie.
Ú-moe edaved. - Wybacz mi.
