Beta : Ta Jedyna

Miłego czytania;D

Rozdział III

-Au!A to za co?-Tom pomasował swój łokieć.Co jak co , ale z jej charakterkiem musi się liczyć.

-Za chęć do życia i miłość do ojczyzny?

-Wiesz,że ta ironia nie jest tutaj potrzebna?

-O?Naprawdę?Bardzo mi przykro,ale to nie ja spadłam z miotły,z wysokości...Powiedzmy trzydziestu metrów.

-Jak to w ogóle się stało?-Riddle bardziej zwrócił się do chłopaków,niż do Silmarilien. Wiedział , co mu grozi ,gdy ta wariatka jest wściekł łaby śmiało równać się z Bellatrix.

-Niechcący cię potrącił?Silmy!Słyszałaś ,co mówił Slughorn o używaniu przemocy?-Orion ,podobnie jak Tom, pocierał obolałe miejsce.

-Masz na myśli fragment o tym ,jakie zło przynosi?Czy ten,że nie mogę tego robić?

-Nie było pytania.-Dziedzic Slytherina pomyślał ,iż warto było wracać i poświęcać ,to co osiągnął, tylko dla tego radosnego uśmiechu. A dodatkowo dochodziła jeszcze zwyczajna sprzeczka,ironia i sarkazm. Żyć,nie umierać.

-WYNOCHA!Wszyscy!Ale już!-trójka Ślizgonów wypadła ze śmiechem ze Skrzydła Szpitalnego.-A ty jak się masz , mój drogi?-,,Demon w bieli. Kolejny tego jakże cudownego dnia. I nie ,to nie jest ironia."

-Dobrze,madame Smith. Kiedy będę mógł wyjść,proszę pani?

-Jeśli nic się nie stanie to dzisiaj-odpowiedziała medyczka z uśmiechem.-Przyśle tu kogoś do pomocy.

-Dziękuję pani za fatygę.

-Nie ma za co.


Jeszcze tego samego wieczoru siedział w Pokoju Wspólnym. Wkoło raz po raz rozbrzmiewały śmiechy. Obok niego zasiedli Silme i Abraxas. Mogli rozmawiać godzinami,a żaden temat by im się nie znudził. Boże!Jak on za nimi tęsknił. W końcu jednak prawie wszyscy skierowali się do Dormitoriów. Została tylko Wielka Trójca Slytherinu. Tom nie wiedział ,kto ich tak nazwał,ale nie miał nic przeciwko.

-Tom-Silme wyrwała go z zamyślenia. Moment,dlaczego w ogóle zgadzał się na powrót do przeszłości?A no tak,ona...

-Hmm?

-Co z twoim planem?-zupełnie zapomniał. Choć Silmarilien często nie zgadzała się z jego przekonaniami,mimo wszystko mu pomagała.

-Jakim?

-Z otwarciem Komnaty Slytherina.

Jego serce na moment zamarło.