I nadchodzę z kolejnym przetłumaczonym rozdziałem - mam nadzieję, że idzie mi coraz lepiej xD W każdym razie, nie obraziłabym się za jakieś opinie dotyczące mojej skromnej pracy. Nie trzeba być zarejestrowanym na portalu ff, aby wystawić komentarz ^^


- Wiesz, że powinniśmy być tam już wczoraj? Jesteśmy spóźnieni – zrzędził Ed, rozglądając się za Dumbledorem.

Szczerze, to uważał tego starca za kogoś strasznego – nawet, jeśli spotkali się dopiero pierwszy raz*. Nadal był sceptyczny względem magii; o ile był nią zainteresowany, o tyle była dla niego po prostu głupia. Po co machać naokoło patykiem, ze wszystkich rzeczy, aby dostać to, czego się chce, kiedy można użyć alchemii? Prawda, magia najwidoczniej 'wykraczała' poza Prawo Równej Wymiany ( 'fakt' w który wysoce wątpił), lecz bez różdżki była kompletnie bezużyteczna. Alchemia może być stosowana praktycznie wszędzie, dopóki masz coś, czym można pisać. Co zasadniczo oznacza wszędzie, ponieważ jest możliwe użycie krwi jeśli nie masz nic innego pod ręką – doskonałym przykładem była stara pieczęć Ala. No, chyba że jesteś zapieczętowany w zbroi – czy czymś podobnym – i nie masz krwi. Lecz to już inna kwestia.

W każdym razie, magia była nielogiczna. Weźmy na przykład zaklęcia przyzywające. Skąd pochodzi, do diabła, rzecz, którą przywołałeś? Po prostu stworzyłeś ją i już? Czy może pochodzi z jakieś innego miejsca? I gdzie wysyła ją czar usuwający? Po prostu znika? Czy też wraca tam, skąd ją wziąłeś? Żaden z tych tak zwanych 'czarodziei' nie zakłopotał się zainteresowaniem tymi kwestiami? Najwidoczniej nie, z tego co Ed mógł zaobserwować.

- Przestań narzekać – nakazał z irytacją Mustang. Część owej irytacji wynikała z przyznania racji towarzyszowi podróży, inna zaś z tego, iż wspomniany towarzysz nie potrafił powstrzymać się od lamentowania.

- Dlaczego miałbym, do cholery? Doskonale wiesz, tato, że to nie moja wina, że jesteśmy spóźnieni. Ty jesteś temu winien, pamiętasz? – zripostował sarkastycznie młodszy Alchemik.

Zaczął tytułować Roy'a „tatą" przeszło miesiąc temu. Podczas trzymiesięcznego okresu przygotowawczego mieszkał w jego apartamencie, żeby przystosować się do życia z nim, biorąc pod uwagę to, że będą dzielić kwaterę przyznaną im w Hogwarcie. Jako profesor Roy automatycznie dostał swoje własne mieszkanko i dla Eda oczywistym było zostać ze swym niby-ojcem. Żaden z nauczycieli, nawet Dumbledore, nie wiedział o tym, że tak naprawdę nie są spokrewnieni; Fuhrer Grumman rozmyślnie pominął owy fragment informacji, rekomendując tych dwóch staremu dyrektorowi. Dlatego też dwójka ta była mocno naciskana na to, aby sekret wyglądał tak realistycznie, jak tylko się dało. Oboje byli zaskoczeni sytuacjami, kiedy Ed nazywał go „tatą", a Roy odpowiadał bez większego zastanowienia – jednakże większy szok nadszedł, gdy młodszy Elric również przyłączył się do tego dziwacznego zwyczaju.

- W każdym razie, gdzie jest ten stary pierdziel*? – warknął Mustang, nie mając zbytniego szczęścia w dostrzeżeniu Dumbledore'a.


*Nie jestem pewna, czy to zdanie dobrze brzmi. Jeżeli ktoś ma lepszy pomysł, jak przetłumaczyć to: "Frankly, he had found the old man creepy, ever since they had first met." - byłabym wdzięczna za informacje ^^

*"Fart" oznacza "pierdziel" naprawdę i nie chciałam nic w tym zmieniać xD

Mam nadzieję, że się podobało.