Ok. Witam ponownie. :D
Dzisiejsze dwa rozdziały mają mocny poślizg czasowy. Jednak macie teraz na pożarcie, rozdziały o Kuro i Shiemi.
Zmienił się nieco nasz poziom wiedzy na temat AnE. Uważam, że ostatni rozdział był naprawdę sympatyczny szkoda, że nowe aktualki wchodzą tak rzadko. (Miałam rację co do tego jak się skończy powrót z Kyoto :P )
Rozdział 3
Autor: Liluf
Shiemi & Rin
Była już późna noc, gdy jasnowłosa dziewczyna zamknęła szufladę z przyborami do szycia. Najciszej jak mogła przemknęła korytarzem. Pisnęła cichutko, gdy niechcący uderzyła stopom w skrzynkę z butelkami wody święconej. Zagryzła wargę i poczerwieniała lekko powstrzymując cisnący się jej na usta krzyk bólu. Powoli doszła do swojego pokoju. Wypuściła powietrze z płuc i do skakała na jednej nodze do łóżka.
- Nii? - Pisną jej Chowaniec cichutko.
- Nic się nie stało Nii-chan. –Powiedziała masując palce lewej nogi – Widzisz? Już przestało boleć.
Podniosła nogę i dla demonstracji poruszyła palcami.
Chowaniec pisną jeszcze raz wesoło i położył się ponownie w swoim małym akwarium na trawie.
Było to mocno kontrastujące z pogodą na zewnątrz, bowiem śnieg sypał już od paru dobrych dni. Temperatura też była mocno obniżona.
Shiemi mimo tego, że jej ogród w chwili obecnej nie wyglądał jak kolorowy obraz, nucąc radośnie, zawiązała kokardkę na małym pudełku. Kiwnęła głową jakby sama sobie odpowiadała na jakieś pytanie, po czym wślizgnęła się szybko do łóżka i już chwilę później spała.
Uśmiech wciąż błąkał się na jej delikatnej twarzy.
Rin ziewną i skulił się lekko, gdy zimny wiatr zwiał z drogi płatki śniegu prosto w jego twarz. Jego nos był nieco czerwony, a mina niewyraźna.
- Ciągle nie rozumiem, dlaczego nie wziąłeś szalika bracie. Demony z swoją ciepłolubną naturą nie są przyzwyczajone do tak niskich temperatur.
- Ee. Przecież szaliki są takie obciachowe! Tylko stare babcie teraz noszą szaliki. – Rin sugestywnie popatrzył na swojego brata, który miał biały szalik z emblematem akademii. – I głupi okularnicy. – dodał
-Bracie!
- A co nie mam racji? – Rin uwiesił mu się na ramieniu szczerząc zęby. – Gdyby nie to, że to wymagany strój egzorcysty zostawiłbyś ten obciachowy szalik głęboko w szafie.
Yukio strząsną ramię brata ze swojego ramienia.
- Nie zapomnij, że jak chcesz zostać egzorcystą to będzie to także wymagany strój dla ciebie.
Rin zaśmiał się.
- Ty za to zapominasz okularniku, że rzadko który egzorcysta ubiera się w to nudne wdzianko. Ja sam zdam się na swoją inwencje twórczą i stworze swój własny strój!
Rin pobiegł na środek mostu i oparł nogę na murku patrząc w dal jakby właśnie wpatrywał się w swoją świetlaną przyszłość.
- Będę miał płaszcz w kolorze indygo. Taki bajerancki! Z srebrnym zamkiem i szklanymi guzikami. Do tego takie genialne czerwone spodnie jak Ultraman! Zawsze chciałem mieć skórzane gatki. I do tego…
- … będziesz wyglądał jak Klaun. – Dokończył spokojnie Yukio.
- Nieprawda! Idiota! Po prostu nie znasz się na modzie i już! Głupi okularnik!
-Rin! Yuki-chan!
Obrócili się do tyłu. W ich stronę przez most biegła Shiemi. Jej oddech tworzył mgiełkę dokoła twarzy.
- O! Shiemi, dzień dobry! – Rin od razu zapomniał o złości na brata i energicznie machał w stronę dziewczyny.
- Dzień dobry. – Blondynka skłoniła się lekko, po czym od razu skierowała wzrok w stronę starszego z braci.
- Mam coś dla ciebie Rin-kun.
- D-dla mnie? Naprawdę nic nie potrzebuję.
Dziewczyna jednak już wyciągnęła pudełko z kieszeni i wysunęła je w stronę przyjaciela.
Ten z lekkim rumieńcem na policzkach przyjął pudełko i powoli odpakował podarek. W środku znajdowało się coś… dziwnego. Przede wszystkim rzucały się w oczy kwiatki. Na zielony materiale było ich pełno, każdy innego kształtu i koloru.
Rin ostrożnie wyją z pudełka coś, co wyglądało jak jedna pończocha. Uśmiechną się jednak do dziewczyny widząc, że ta go uważnie obserwuję.
-Eeee… Dziękuję. – powiedział po prostu udając głupka, aby się nie wydało, że niema pojęcia. CO TO JEST?
Dziewczyna automatycznie rozpromieniła się cała.
- Cieszę się, że ci się podoba. Pracowałam nad tym do późna w nocy. Sam mówiłeś kiedyś, że o wiele bardziej wolisz, gdy twój ogon jest na wierzchu, a teraz jest zimno, więc pomyślałam sobie, że z tym przynajmniej nie będziesz marznąć!
Przez chwile panowała cisza.
Rin wciąż uśmiechał się głupkowato.
Należy myśleć pozytywnie! Przynajmniej zagadka tajemniczego podarku się rozwiązała. Dostał golf na ogon! Tylko… dlaczego dźwięk pochodzący od strony Yukio podejrzanie brzmiał jak parsknięcie śmiechem? Rin natychmiast zgromił brata wzrokiem jednak ten poprawiał swój szalik z niewinnym wyrazem twarzy.
- Coś nie tak? – Schiemi popatrzyła na nich zmartwionymi oczami.
-Nie, nie! Wszystko ok!
Przynajmniej ona tu była w pełni zadowolona…
- To przymierz od razu. Jeszcze wprowadzę poprawki jakby nie pasował.
- Ten no wiesz nie jest dzisiaj, aż tak zimno i… - Jego głos z każdym słowem stawał się coraz cichszy by w końcu przejść do cichego mamrotania. Jednak pod podekscytowanym wzrokiem dziewczyny westchną i ostrożnie mając cichą nadzieję, że jakieś wyższa siła go podratuje w tej krytycznej chwili i nie będzie musiał zakładać tego cholerstwa wyglądającego jak chora wizja sukienki lalki Barbie na swoją część ciała. Niestety najwyraźniej dzisiaj wszystkie bóstwa zajmujące się ratunkiem istot myślących wzięły sobie wolne, całkowicie olewając jego osobę, bo już po chwili na jego ogon był naciągnięty dziwny obiekt w kolorach tęczy.
- Pasuję idealnie! - Schiemi była zachwycona! Rin raczej nie. a już tym bardziej Yukio, który po komentarzu „Coś mówiłeś na temat obciachowych wdzianek?" Oberwał od brata w głowę z taką siłą, że było wymagane zakładanie szwów.
