Hmm... może zrobiłabym ankietę... taką z pytaniem, które opko ma być pierwsze w eksperymentalnej kolejce "kilka rozdziałów pod rząd".
Tylko, że mam wrażenie, że wiem co by wygrało :v
Jest jeszcze kilka fików w obecnej rotacji, więc mam czas żeby się zastanowić.
A póki co macie rozdziała mondrzy ludzie :v
- Feeeliks, wstawaj, już jesteśmy – powiedział Toris, trącając swojego partnera. Wylądowali już na Heathrow, więc był najwyższy czas wysiadać. Poza tym trochę mu zdrętwiało ramię od użyczania go jako poduszkę.
- Coooo? - wymamrotał Feliks, unosząc głowę. - Ale że już? Dlaczego tak szybko…
- Jest już wpół do drugiej… no dobra, wpół do pierwszej, jeśli spojrzeć na czas brytyjski, ile jeszcze masz zamiar spać? - Litwa przysłonił dłonią usta, żeby ukryć uśmiech. Blondyn miał tak nieszczęśliwą minę, jakby właśnie się dowiedział, że w tym roku święta bożonarodzeniowe zostały odwołane. Jeśli dodać do tego to, jak zaspany był, to wyglądało to doprawdy rozczulająco.
- Do oporu… no dobra, dobra, już wstaję – westchnął Polska, przecierając oczy.
- O której się wczoraj położyłeś spać, że taki niedospany jesteś?
- Dość późno, lepiej żebym ci się nie przyznawał – mruknął Feliks, kierując się wraz z brunetem w stronę wyjścia z samolotu. - Tak się zastanawiam, Liet, dlaczego po prostu nie przyjechałeś do mnie wczoraj, skoro i tak miałeś zamiar lecieć z Warszawy? Wysłałbyś mnie wcześniej spać, uniknęlibyśmy kilku wypadków z rana… pewnie nawet znaleźlibyśmy czas na odrobinę… hmm… zapomnienia…
- Praca – odparł Toris z ciężkim westchnieniem. - Też nie spałem zbyt wiele, najpierw późno wróciłem, a potem musiałem się wcześnie zerwać, żeby polecieć do ciebie.
- Toris, przestań przesiadywać tyle w pracy, jesteś personifikacją Litwy, a nie litewskim wołem roboczym. Weź bądź bardziej konsekwentny w wywalczaniu sobie wolnego, bo za niedługo to chyba zamieszkasz w tym swoim Sejmie…
- Feliks, dobrze wiesz, że to nie jest takie proste…
- Weź mi wytłumacz, co w tym jest takiego skomplikowanego? - zapytał Polak, unosząc brwi w wyrazie uprzejmego zainteresowania. - Czaję, twoi przełożeni za mną nie przepadają, mamrocząc coś o tym, że mam na ciebie zły wpływ, i nie w smak im, że jesteśmy razem, w sumie u mnie jest tak samo. Pomijam fakt, że nic im do tego, bo to prywatna sprawa i to sięgająca dość dawnych czasów. Ciąży nad tobą jakiś wyrok śmierci, jak raz na jakiś czas do mnie wpadniesz, czy jak? Mnie jeszcze łba nikt nie odstrzelił za to, że mam życie prywatne...
- Możemy na razie zostawić ten temat? Nie chcę się kłócić i psuć atmosfery…
- Ciekawe, kiedy twoim zdaniem mamy go poruszyć, bo by się chyba przydało… Poza tym nie chcę się kłócić, tylko żebyś mi wyjaśnił jedną małą sprawę - mruknął Feliks, wzruszając ramionami. - Czasami się zastanawiam, czy nie masz ochoty po prostu ode mnie... odpocząć... że jak już przyjeżdżasz, to dosłownie od święta...
- Feliks, wiesz, że to nie jest tak… ja…
- Podobno nie chcesz teraz o tym gadać – stwierdził Polska tonem ucinającym rozmowę.
Twarz Litwy wykrzywił nieprzyjemny grymas i całą dobrą atmosferę szlag trafił w sekundę. W milczeniu poszli odebrać swoje bagaże i wezwać taksówkę, która zawiozłaby ich do hotelu, w którym zwykle się zatrzymywali w przypadku dłuższych spotkań.
- Przepraszam – mruknął cicho Feliks, kiedy byli już w drodze do hotelu. - Nie chciałem być taki opryskliwy. Twoja sprawa, czym się zajmujesz… skoro nie zajmuję wysokiej pozycji na twojej liście priorytetów, to powinienem się z tym pogodzić, zamiast ciskać się jak małe dziecko.
- Ale ty zajmujesz wysoką pozycję… jesteś pierwszy na tej liście… - powiedział cicho Toris, starając się uchwycić spojrzenie swojego partnera.
- Nie czuję się jakbym był – szepnął Polska, wpatrując się w widoki za oknem. Zbierało się na deszcz… angielska klasyka, przynajmniej odpowiadała jego obecnemu nastrojowi. - Ale… chyba nie powinienem się dziwić, co nie? Czasy się zmieniły, my też się zmieniamy…
- Ale są rzeczy, które się nie zmieniają. - Litwa złapał za dłoń blondyna i zamknął ją pomiędzy swoimi. - Kocham cię, Feliks, mieliśmy po drodze kilka mniejszych i większych kryzysów, ale to się nie zmieniło. Masz rację z tym, że za dużo siedzę w robocie…
- To też się w sumie nie zmieniło. - Na twarzy Polaka zagościł lekki uśmiech. - Zawsze się przepracowywałeś.
- Najwyższa pora coś z tym zrobić – zadecydował Toris. - Obiecuję, że będę bardziej konsekwentnie wywalczał sobie wolne, żeby do ciebie przyjeżdżać…
- Rany… to zabrzmiało tak patetycznie, Liet… Weź poczekaj tych kilka miesięcy do grudnia, będziesz sobie mógł to podciągnąć pod postanowienia noworoczne. Zapisz sobie te słowa i wypowiedz je obserwując płonące resztki tego krawata, jak już poślę go do diabła z jakimś fajerwerkiem – powiedział Feliks, pociągając wolną ręką za przedmiot dyskusji.
- Co żeś się tak uczepił tego krawata? Przecież ci się podobał, sam mi go wybierałeś!
- Dwa lata temu, Liet. - Polska spojrzał na bruneta z politowaniem. - Nosisz go prawie na każdym oficjalnym spotkaniu, raz, że po prostu mi się przejadł, dwa, że najzwyczajniej w świecie się zużył, więc wyprawimy mu godny pogrzeb. - Przekrzywił głowę na bok, zmrużywszy lekko oczy. - Chooociaż… chyba do czegoś się jeszcze może nadać – zamruczał, pociągając za krawat bardziej zdecydowanym ruchem. Toris zdążył tylko jęknąć zaskoczony,nim jego usta spotkały się z ustami Feliksa.
- W sumie… do grudnia jeszcze trochę czasu, w internecie na pewno znajdzie się kilka ciekawych propozycji, do czego można użyć krawata – stwierdził Polska, przerywając pocałunek. - Może jednak to dwudniowe spotkanie nie będzie takie zupełnie do bani.
Litwa przełknął cicho ślinę, czując, jak robi mu się gorąco. Coś mu podpowiadało, że na drugą część spotkania raczej też nie uda mu się wyspać. W sumie ta perspektywa zupełnie mu nie przeszkadzała.
- Już prawie czas, czy wszyscy są gotowi? - zapytał Włochy, przesuwając spojrzeniem po zebranych nacjach.
- Jeszcze nie do końca. Oliver wspominał coś, że skoro przejścia są już gotowe, to musi na szybko przygotować jakiś poczęstunek – odparł Ameryka, machając beztrosko swoim kijem bejsbolowym. - Nathaniel kończy piwo, Loke poszedł szukać zapałek, a dziewczyny są w łazience.
- No i Franek jeszcze nie skończył odmawiać litanii do kurwy nędzy – stwierdził Litwa, wskazując na stojącego obok niego Polskę, który mruczał coś do siebie, wyraźnie poirytowany.
- A dlaczego nie mogli się tym zająć, jak jeszcze trwały przygotowania? - zapytał Luciano, uderzając się ręką w czoło.
- Bo dopiero przed chwilą powiedziałeś mu, że idę razem z nim – odparł usłużnie Tomas.
- Akurat ciebie nie pytałem… jak się nie wyrobią w godzinę, to nie będziemy na nich czekać…
- To lepiej dla mnie, zostanie mi więcej mord do oklepania – uśmiechnął się Allen.
- Możesz zacząć od niego – warknął Franciszek, zezując na Litwina. - Jeśli sprawisz, że zniknie, nie, że zamknie się chociaż na pięć minut, to ci to sowicie wynagrodzę.
- A jak ja wygram, to też mnie wynagrodzisz? - zapytał przekornie Tomas.
- Żadnych bójek – powiedział z naciskiem Włochy na widok szerokiego uśmiechu Ameryki i wyzywającego spojrzenia Litwy. - Przynajmniej teraz.
- To weź albo mnie sparuj z kim innym, albo daj wykonać swoją część roboty samemu, bo nie mogę dać ci gwarancji, że sam mu nie pierdolnę po drodze – syknął Polska.
- Pierdolnąć mu możesz, ale go przypadkiem nie zabij…
- Czyli nie mogę… Dlaczego każesz mi iść akurat z tym idiotą, poza tym, że z czystej złośliwości?
- Przestań narzekać. Jak będziemy po drugiej stronie, to na pewno znajdzie sobie ciekawsze zajęcie niż granie ci na nerwach.
- Do kurwy nędzy i ja pierdolę za co mnie to spotyka…
- Czyli że jedziesz kolejną litanię? - zapytał Litwa, przekrzywiając głowę na bok z zamyśloną miną. - W sumie mamy jeszcze godzinkę, do tego czasu zdążysz ich zmówić chyba ze sto.
- Liet… będziemy potrzebować hektolitrów kawy – mruknął Feliks. Czytał właśnie niedawno otrzymanego SMS-a, zaznajamiając się bliżej z programem obrad. - Chociaż chyba nawet kawa nie pomoże, my tego po prostu nie przeżyjemy.
- Daj spokój, Feliks, nie będzie aż tak źle – powiedział Toris, starając się brzmieć pewnie. W głębi ducha zgadzał się z Polską, bo powoli zaczynał odczuwać skutki małej ilości snu, a pierwsza część spotkania naprawdę nie zapowiadała się zbyt ekscytująco. - Ale kawą faktycznie nie pogardzę.
- Wiem, dlatego od razu przyniosłem dwie – oznajmił Polak, wślizgując się pod parasol i podając brunetowi papierowy kubeczek. - Chociaż wolałbym po prostu się zdrzemnąć…
Po przybyciu do hotelu jedyne, co zdążyli zrobić, to zameldować się i zostawić swoje rzeczy w pokoju, po czym od razu ruszyli do centrum kongresowego, więc o drzemce nie było mowy.
- Poważnie… o której ty się położyłeś, że nadal chce ci się spać? - zapytał Litwa, biorąc łyka kawy.
- Wbrew pozorom nie aż tak późno… nie wiem, co mnie dzisiaj wzięło, może po prostu zapadam w sen zimowy czy coś.
- Albo to przez tę pogodę – Toris wyjrzał lekko spod parasola, żeby spojrzeć w niebo. - Niby bardzo zimno nie jest, ale leje prawie bez przerwy.
- Jesienna chandra to drugi scenariusz, w jaki jestem skłonny uwierzyć.
- Nie wiem, jakim cudem Arthur to wytrzymuje.
- Magia – stwierdził Feliks konspiracyjnym szeptem, grzejąc dłonie swoim kubkiem. - Jak myślisz, będzie dzisiaj jakaś większa kłótnia, czy dopiero jutro spotkanie będzie nieco bardziej… hmm… ożywione?
- Bo ja wiem… niby dziś nie będzie żadnych szczególnie drażliwych tematów, ale to nie byłby pierwszy raz, gdyby awantura zaczęła się… hmm…
- Z dupy – podpowiedział życzliwie Polska. - Z pewnością niewątpliwym plusem będzie brak Rosji na tym spotkaniu, bo przynajmniej nie będziemy się musieli zastanawiać, czy kolejne spotkanie jego i Ameryki skończy się trzecią wojną światową.
Litwa uznał, że bardziej przeszkadzałaby mu perspektywa tego, że jego partnerowi na pewno pogorszyłby się humor. Ivan był bezbłędny w kwestii drażnienia Feliksa. A o ile „rozmowy" Rosji i Ameryki inne państwa starały się załagodzić i kolejna wojna była raczej mało prawdopodobna, o tyle wkurzenie Polski było niemal pewne, przy jego obecnym humorze.
- Może nikt nie zwróci na mnie uwagi, jeśli mi się uśnie na sali obrad? - mruknął Feliks z zamyśloną miną.
- Może… o ile nie będziesz chrapał zbyt głośno.
- Jesteś ostatnią osobą, która ma prawo wypowiadać się na temat chrapania.
- Błagam, tylko nie zaczynaj znowu… - westchnął Toris, kiedy znaleźli się już pod dachem centrum kongresowego.
- Ale to ty zacząłeś temat...
- Sam nie wiem dlaczego i w związku z tym go skończę.
- Wiesz, tak na marginesie, mój ostateczny dowód na to, że potrafisz chrapać jak niedźwiedź, zgrałem ostatnio do formatu mp3.
- Czy chcę wiedzieć dlaczego? - zapytał Litwa, wznosząc oczy ku niebu.
- A tego to ja ci nie powiem, ty powinieneś wiedzieć – stwierdził Polska, wzruszając ramionami. - W marcu robiłem małe porównanie… - mruknął, skrobiąc się po brodzie.
- Jakie porównanie?
- Czy uda ci się wygrać z kosą spalinową…
Toris otworzył usta zdumiony, zastanawiając się, jak ma odpowiedzieć na tą rewelację… miał nadzieję, że to był tylko kolejny głupi dowcip.
- Ale to musiałbyś leżeć na wznak… no i panowie kosili w sumie dość daleko od mojego domu, więc chyba jednak kosa wygrywa.
Czyli to nie był dowcip… Feliks musiał być bardzo znudzony, skoro wykonał takie badania. Z reguły ilość durnych pomysłów jego partnera była wprost proporcjonalna do ilości papierkowej roboty, którą miał się zająć.
- Widzę, że wam się nie spieszyło…
- Cześć, Arthur, widzę, że humor przed spotkaniem ci dopisuje – przywitał się Feliks. - Wybacz, że nie biegliśmy, ale bieganie po deszczu to raczej średni pomysł, zwłaszcza w butach, które nie zapewniają najlepszej możliwej przyczepności.
- W sumie nie jesteście ostatni – westchnął Anglia, machnąwszy na to wszystko ręką. - Właściwie wciąż mieścicie się w pierwszej dziesiątce…
- Och, czyli znowu zaczniemy z opóźnieniem?
- Weź mnie nawet nie denerwuj… człowiek uwija się jak w ukropie, żeby wszystko było gotowe, a ci i tak się będą spóźniać… Dlaczego w ogóle znowu spotkanie jest u mnie?
- Zdaje się, że Alfred to przegłosował.
- Aha…
- Wszystko w porządku, Arthur? - zapytał Toris. Anglik wyglądał na nieco rozkojarzonego i niezbyt skupionego na konwersacji.
- To… nic, czym powinniście się przejmować… takie durne przeczucie.
- Pewnie magiczne, skoro nie chcesz o tym gadać „ze zwykłymi ludźmi" - stwierdził Feliks, przewalając oczyma. - Hmm… to skoro mamy jeszcze czas, to pójdę do kuchni zrobić sobie kolejną kawę.
- Lepiej nie przeginaj z kawą, bo nie dostaniesz nielimitowanych wycieczek do toalety – ostrzegł go Arthur. - Jak w ogóle można to pić?
- Jak się ma w perspektywie dwa dni nudnej debaty, to można.
- Okej, czy wszyscy już wiedzą, co mają robić? - zapytał Włochy. - Mam nadzieję, że tak, bo nie mam zamiaru was niańczyć. I na litość boską, ostrożnie… to ma być tylko mała wycieczka rozpoznawcza, więc jak już komuś obić mordę, to z umiarem. - Odwrócił się w stronę lustra, z którego miał zamiar skorzystać, i uśmiechnął się lekko. - A, i jeszcze jedno… ci co słuchali, powtórzcie tym, co nie słuchali, to co najważniejsze.
- Rany boskie, ileż można gadać? - syknął Feliks, postukując niecierpliwie palcami o blat stołu w sali obrad. - Dajcie już tę przerwę, bo nie zdzierżę…
- Cóż, przynajmniej teraz wiesz, że Anglia mówił poważnie o niewychodzeniu do łazienki w trakcie spotkania – mruknął Litwa, starając się robić jakieś notatki. Marnie mu to szło, bo przez większość czasu starał się nie usnąć. Zastanawiał się, czy nie lepiej było pójść w ślady Feliksa i za cenę walki z własnym pęcherzem zyskać odrobinę więcej przytomności umysłu. Z westchnieniem chwycił za szklankę z wodą, żeby się napić, chociaż przez myśl przemknęło mu pytanie, czy nie lepiej będzie wylać ją sobie na głowę. To by go z pewnością rozbudziło. Wbił wzrok w gładką powierzchnię płynu, zaczynając rozważać ten pomysł nieco dokładniej. Zmarszczył brwi nieco zdziwiony - musiało być z nim naprawdę źle, skoro jego odbicie miało zaczerwienione oczy… i to tak konkretnie zaczerwienione, wręcz zmieniły kolor z niebieskich na czerwone.
- Nie teraz, idioto!
Toris zamrugał parę razy, coraz bardziej zdziwiony. Chyba miał po prostu zwidy, bo po bliższemu przyjrzeniu się stwierdził, że z kolorem jego oczu wszystko jest w porządku.
- Ale o co ci chodzi? - mruknął Litwin, zwracając się do siedzącego obok Feliksa.
- O to, że chcę iść do łazienki i proszę cię, oszczędź mi wykładu pod tytułem „mogłeś nie pić tyle kawy przed spotkaniem" - warknął Polak.
- Okej, rozumiem… ale nie musisz mnie od razu wyzywać od idiotów…
- O czym ty mówisz? Przecież nic takiego nie powiedziałem. - Blondyn spojrzał na swojego towarzysza ze zdziwieniem.
- Przecież słyszałem, jak… w sumie nieważne… pewnie mi się przesłyszało ze zmęczenia.
- No pewnie tak, bo jestem bardziej zajęty walką o zachowanie swojej godności, niż wyzywaniem cię od idiotów… chociaż ci się należy, bo mogłeś po prostu lecieć z Wilna i zdrzemnąć się przed wyjazdem. Kuźwa Ludwig, skończ w końcu pierdolić i ogłoście tę przerwę… - mruknął Polska.
- Niemcy! Niemcy! - odezwał się nagle Włochy, przerywając Ludwigowi długi wywód na temat potrzeby dbałości o czystość wód, powietrza, gleby i innych kwestii dotyczących ochrony środowiska.
- Masz coś do dodania, Feliciano? - zapytał Niemiec, unosząc brwi.
- Niekoniecznie… ale przerwa powinna się zacząć dziesięć minut temu, a ja bym coś zjadł – oznajmił Feliciano z właściwą sobie beztroską.
- Panie Boże, błogosław temu człowiekowi, bo raz na jakiś czas zdarza mu się dokonać czegoś dobrego – jęknął z ulgą Feliks.
- Poczekaj chociaż, aż skończę mówić, nie umrzesz chyba w ciągu kilku następnych minut – westchnął Niemcy, uderzając się ręką w czoło. - Tak? - zapytał na widok uniesionej ręki Polski.
- A ja muszę do łazienki – powiedział głośno Feliks, uznając, że Włochowi trzeba trochę pomóc w negocjacjach. - I obawiam się, że w przeciwieństwie do Feliciano nie dam rady dotrwać do końca twojej przemowy.
- Ale… no dobra… niech już będzie ta przerwa, spotkanie wznawiamy za dwadzieścia minut – zgodził się w końcu Ludwig, kiedy kilka innych państw zaczęło coś przebąkiwać o przerwie.
- Wreszcie – westchnął Polak, podrywając się z miejsca. - To ty się zdrzemnij, Liet, a ja lecę do łazienki, zanim się posikam.
- Mhm… - mruknął Litwa, opierając głowę na ramionach.
- O rany… umieram z głodu – westchnął Feliciano, wchodząc do kuchni. - Tylko dwadzieścia minut to trochę za mało, żeby zrobić coś porządnego… Chyba będę musiał się zadowolić jakąś kanapką.
- Och, skoro robisz jedzenie, to możesz zrobić coś dla mnie.
- Eh? - Zdziwiony Włoch rozejrzał się po pomieszczeniu, w poszukiwaniu osoby, która przed chwilą do niego przemówiła. Jej głos brzmiał dziwnie znajomo...
- Nie jesteśmy zbyt bystrzy, co? No dalej, rozejrzyj się trochę uważniej.
Mimo że Włochowi niezbyt podobał się ten kpiący ton, posłusznie rozejrzał się uważniej. Mimo to w kuchni nadal nikogo nie widział, ponadto miał dziwne wrażenie, jakby ten głos dochodził gdzieś od strony ściany.
- Ciepło… ciepło… coraz cieplej – mówił głos z rozbawieniem. - Iiii… bingo, moje gratulacje!
Feliciano wytrzeszczył oczy ze zdumienia, po czym przetarł je, nie mogąc uwierzyć w to co zobaczył. Z lustra wiszącego nad zlewem przemawiało do niego… jego własne odbicie. Tylko że to jego odbicie było opalone, a jego oczy były jasnofioletowe, w dodatku w odróżnieniu od niego samego, uśmiechał się szeroko. Cofnął się parę kroków, bo jego odbiciu najwyraźniej znudziło się być tylko odbiciem i zaczęło… wychodzić z lustra.
- Ciao! Jestem Luciano, twoje lustrzane odbicie z innego świata – przywitało się odbicie, nie przestając się uśmiechać.
- Ach… umm… ciao… mam na imię Feliciano… - powiedział niepewnie Włoch.
- A więc, Feliciano, bądź tak miły i odpowiedz mi na parę pytań, dobrze? - zapytał Luciano, płynnym ruchem wyciągając z rękawa swój ulubiony nóż.
- O mój dobry Jezu, rada na przyszłość: wyspać się przed międzynarodowym spotkaniem, zamiast polegać na kawie – westchnął Feliks, wychodząc z kabiny w toalecie i podchodząc do umywalki, żeby umyć ręce. - … Albo zaopatrzyć się w pieluchomajtki – stwierdził po chwili namysłu, dochodząc do wniosku, że raczej i tak nie zastosowałby się do własnej rady. - W sumie też bym coś zjadł… hmm… jeśli się nie mylę, to tę marynarkę miałem ze sobą ostatnio, czyli w teorii… - mruknął, przeszukując kieszenie. - Aha! Ja to jednak umiem myśleć przyszłościowo.
W jednej z wewnętrznej kieszeni marynarki udało mu się znaleźć małą paczkę paluszków, niezbyt dużo, ale zawsze pomagało przetrwać piekielnie nudne i długie spotkania. Otworzył paczuszkę, stwierdzając, że lepiej wykończyć przekąskę w samotności, niż ryzykować, że ktoś będzie „chciał jednego", a potem takich ktosiów znajdzie się więcej. Westchnął z zadowoleniem, pogryzając ciasteczka i ciesząc się błogim spokojem, przynajmniej przez chwilę.
- Myślisz, że jak ładnie poproszę, to dostanę jednego? Głodny jestem.
Feliks poczuł falę irytacji, jego chwila spokoju minęła o wiele za szybko, w dodatku najwyraźniej nawet w kiblu nie dało się ukryć przed przekąskowymi sępami. Jednak zanim zdążył chociaż otworzyć usta, żeby odpowiedzieć, ktoś go uprzedził…
- Sam się go kurwa zapytaj!
Polak instynktownie odskoczył do tyłu, bo głos… a właściwie oba głosy dobiegały sprzed niego, a przed nim znajdowały się wyłącznie umywalki i wielkie lustro. Chwilę później rozległ się głośny trzask, towarzyszący pękającej powierzchni owego lustra i wyłoniły się z niego dwie postaci. Właściwie to jedna z nich wyleciała z gładkiej tafli, jakby dostała solidnego kopa w tyłek i wylądowała na podłodze, druga już spokojnym krokiem przeszła po blacie szafki z umywalką, nim zeskoczyła na ziemię.
Tylko, że oprócz tego, że lustro było teraz pęknięte, Feliks nadal miał wrażenie, jakby się w nim przeglądał, bo przed nim stał… on sam. Ten drugi on miał rozczochrane włosy, jasnoczerwone oczy i bliznę w kształcie krzyża na lewym policzku, ubrany był czarną koszulkę z długimi rękawami, dżinsy, a wokół szyi miał owinięty czerwony szalik.
- Ała… mogłeś być odrobinę delikatniejszy…
Dopiero w chwili, kiedy się odezwała, Feliks zwrócił uwagę na tę drugą postać. I doznał kolejnego szoku, bo ten drugi gość wyglądał wypisz wymaluj jak Toris, tylko z ciemniejszymi włosami i - jak się chwilę później przekonał - z ciemnoczerwonymi oczyma. Ten drugi Toris wyglądał, jakby się wybierał na przejażdżkę motocyklem, bo miał na sobie skórzaną kurtkę i spodnie moro z ochraniaczami, zaś jego włosy podtrzymywała materiałowa opaska.
Polska zamrugał kilka razy, po czym spojrzał na paczkę paluszków, którą trzymał.
- Łał… dobry towar – mruknął, sprawdzając, czy przypadkiem ciastka się nie przeterminowały… albo nie miały w składzie jakichś ciekawych dodatków.
- To teraz sprawa wygląda tak… - powiedział jego sobowtór, unosząc do góry dłoń i prostując po kolei cztery palce. - Opcja A: będzie po dobroci. Opcja B: będzie nie po dobroci. Opcja C: urządzę ci piekło, jak się będziesz bardzo stawiał, i opcja D: będzie jeszcze gorzej niż w piekle, bo naślę na ciebie tego kretyna. - Przy wymienianiu ostatniej opcji skinął w stronę swojego towarzysza, który w międzyczasie pozbierał się z podłogi, otrzepując ubranie z kurzu.
- Eee… to ja wezmę koło ratunkowe telefon do przyjaciela – wydukał Feliks, wyciągając z kieszeni telefon i wybierając numer do Torisa.
Jakby komuś chciało się skomentować to może mi podpowie co następne: Smok, Fantastyczne, Dlaczego, czy Burzliwe?
Jakoś nie mogę się zdecydować :v
Ewentualną ankietę do eksperymentu ogłoszę przy kolejnym rozdziale, więc to nie o to teraz chodzi :v
A póki co trzymajcie się ciepło (u mnie ostatnio jest tak ciepło, że można chadzać w krótkim rękawie) i zdrowo.
Ah... no i jeszcze ładny ten fanart do Gasoline (kto wie o co chodzi ten wie ( ͡ᵔ ͜ʖ ͡ᵔ ) ), mam wrażenie, że wspominałam tą piosenkę przy którymś rozdziale Dlaczego? (tak sprawdziłam to XD).
No i klasycznie - do zobaczenia przy następnym rozdziale.
