- AAAAAAAAAAAAAAA ...!!! – rozległo się z małego pomieszczenie, gdzieś na poziomie –2. Beast brutalnie został wyrwany z głębokiego zamyślenia. Dalej siedząc przy monitorze, spojrzał na Logana. On natomiast leżał na leżance stojącej niedaleko obserwatora. Tułów miał lekko uniesiony, oparty na przedramionach. Wzrok zwrócony w jakiś punkt wszechświata. Usta rozwarte w już niemym krzyku. Beast podrapał się po głowie i z wyrazem rozbawienia na twarzy skomentował całą sytuację.
- Ty to masz zapłon.
Na te słowa 15-latek roześmiał się na całe garło. Gdy wreszcie przestał popatrzył na mężczyznę szeroko otwartymi oczami. Powiedział coś niewyraźnie, jakby do siebie...
- Coś mówiłeś ? – zapytał Beast zmieszany.
- Mogłem umrzeć, prawda? – powtórzył chłopiec i spuścił wzrok.
Hank zmarszczył brwi, a usta otworzyły mu się mimowolnie.
- Mogłeś – mówił powoli, zastanawiając się nad reakcją jego przyjaciela.
Nagle usłyszał ciche pociągnięcie nosem, a już po chwili obfita łza uderzyła o pościel. Futrzak położył ciężką łapę na ramieniu drobnego chłopaka. Widok był co najmniej groteskowy.
- Wszystko ok? – zapytał zaniepokojony.
A on tylko rzucił się do przodu i objął go w pasie. Zaczął histerycznie płakać.
- Ja... chlip... tak się... siorb... bałem... Tak się... chlip... bałem – powtarzał pomiędzy kolejnymi szlochami.
Beast stał przez chwilę skonsternowany. Takie reakcji nie mógł przecież przewidzieć. Bo kto mógł. Spojrzał w dół, na ciemną czuprynę, wciskającą się w niego z całej siły i pochlipującą raz za razem. Pogładził go niepewnie po głowie. Czuł, że musi go jakoś pocieszyć.
- Już wszystko będzie dobrze – jednak nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo go okłamuje.