Rozdział drugi:

St. Helens, miejsce gdzie żył mój ojciec, było naprawdę małym miastem. Tak małym, że prawdopodobnie żyło tu tylko kilka setek tysięcy ludzi.

Kiedy tata przyszedł by mnie powitać, padało. Cudownie. Zmieniłem przeprowadzkę do zawsze słonecznej Ameryki na życie w tym czyśćcu, gdzie zawsze pada.

- Arthur- ojciec, Albert Kirkland, szorstko mnie przywitał, wciąż mając na sobie swój mundur. Był komendantem policji w tej ponurej wiosce.

- Tato – odpowiedziałem, kiwając głową. Albert nie był osobą przejawiającą emocje. Domyślam się, że mam to po nim.

- Err – witaj. Mam dla ciebie niespodziankę, która czeka na ciebie w domu– powiedział Albert, odwracając wzrok. Dom. Trudno było uznać to miejsce za dom.

- Niespodziankę? - spytałem. Pokiwał głową, wciąż na mnie nie patrząc. To było oczywiste, iż ma nadzieje, że mi się spodoba.

Mój ojciec mieszkał w starej, nudnej kamienicy w centrum miasta. Ponieważ w St. Helens nie ma lotniska, przyjechaliśmy z sąsiedniego miasta. Tata i ja jechaliśmy w jego radiowozie. Samochód odstawał od otoczenia, ale próbowałem to ignorować. Podczas krótkiej przejażdżki nie zamieniłem z ojcem ani słowa, więc spałem do czasu, aż nie znaleźliśmy się na podjeździe i nie zauważyłem od razu czekającego na mnie prezentu. Tata potrząsnął mną, żebym się obudził. Ocknąłem się, a moja szczęka opadła.

- Sa…samochód? Tato, dajesz mi samochód? - spytałem zszokowany. Zgoda, nie wyglądał na fajne auto. To była bardziej ciężarówka... stara [naprawdę sędziwa] ciężarówka rdzewiejąca wokół kół. Spodobała mi się.

- Pomyślałem, że może będziesz ją chciał – wymruczał Albert.

- Dzięki – odpowiedziałem, podchodząc do ciężarówki.

- I będziesz mógł jeździć nią do szkoły. – Ciągnął dalej Albert. Skrzywiłem się. Szkoła. To oznaczało przebywanie w budynku pełnym ludzi i prawdopodobnie wróżek [chociaż zapewne będę jedynym uczniem, który może je zobaczyć... jak zwykle], którzy będą zbyt zajęci i irytujący, by się z nimi zaprzyjaźnić.

- Tato – zacząłem, ale urwałem widząc jego surowe spojrzenie. Syn komendanta policji pójdzie do szkoły, choćby nie wiem co.

- Zaczynasz jutro – powiedział tonem kończącym dyskusję i wszedł do domu.

Po prostu świetnie.