PROPOZYCJA

- Erica, mamy gościa. – Jej głos zabrzmiał jakoś dziwnie; przeszył mnie zimny dreszcz. – Trzymam ją na muszce. Przyjeżdżaj.

Pobiegłam do auta. Po chwili jechałam już w stronę centrum. Zatrzymałam się pod naszym domem. Nie zamykając jeepa, ruszyłam ogrodem do tylnych drzwi. Odbezpieczyłam broń. Weszłam do środka.

- Alex?

- Tutaj. – Przeszłam do salonu. Moja przyjaciółka stała z karabinem w rękach.

Na kanapie siedziała Jesse. Poklepałam Alex po ramieniu. Ta jednak nie opuściła broni.

- Co tutaj robisz? – Rozejrzałam się. Stojak na parasole był przewrócony, a lampa rozbita.

- Odwiedzam dawną znajomą, a właściwie znajomego. Znaleźć cię było dosyć łatwo. Mam propozycję.

- Mów.

- Ty zostawisz w spokoju mnie, ja ciebie.

- Nie mam takiego zamiaru.

- Tak właśnie myślałam. Ty zostawisz w spokoju mnie, ja ciebie i twoją koleżankę. Też nie jestem sama.

- Blefujesz. Przysłał cię Adams?

- Nic ci do tego. Connorów mam gdzieś. Chodzi mi o Cameron.

- Dlaczego?

- Bo to cholerny blaszak! – krzyknęła. – I powinna skończyć tak, jak wszystkie blaszaki Connora: na złomowisku. Armię sobie budował, cholerny wariat.

- Uważaj. – Zmarszczyłam brwi.

- Mówię o blaszakach, nie o półblaszakach.

- Co się stało z terminatorami, które przeprogramował?

- Przecież mówię: skończyły na złomowisku. Wszystkie sześć.

- Sześć? – Wiedziałam tylko o trzech.

- Sześć. Theodore, Julie, Marcus, Cameron II, Gavin i Damien. Dał im ludzkie imiona!

Drgnęłam.

- Damien? – wyszeptałam.

- Ponawiam propozycję. – Wstała, nie zwracając uwagi na karabin Alex. – Derek mnie nie obchodzi.

Byłam w szoku. Dlaczego wymieniła Damiena razem z maszynami?... Nie żył?...

- Erica, ona wychodzi.

- Niech idzie – wyszeptałam, osuwając się na kanapę. – Niech idzie.

- A co? – Jesse zatrzymała się w drzwiach. - Jesteś kolejną fanką blaszaków czy co?

- Nie zbliżaj się ani do Connorów, ani do Dereka, ani do Cameron – powiedziała twardo Alex.

- Tak jest, pani Lightwood! – Zasalutowała i wyszła, uśmiechając się szeroko.

- Kłamała! Powiedziała to specjalnie! Nie wierzysz jej, prawda? – Moja przyjaciółka objęła mnie mocno. – Jest dobra w blefowaniu, zapomniałaś? Erica! Erica!

***

- Erica! – Damien od razu mnie dogonił. – Erica!

- Jesse wie! – krzyknęłam ze wściekłością.

- Jak to?

- Kopnęła mnie w jaja. Nie zareagowałam jak facet. Zresztą poczuła, że nic tam nie mam!

Roześmiał się. Odwróciłam się i chwyciłam go za rękaw, przyciskając do ściany.

- To nie jest śmieszne – wycedziłam przez zęby.

I wtedy uderzył mnie wyraz jego oczu. Tak tata patrzył na mamę. Na pewno nawet wtedy, kiedy razem spadali. Spojrzałam na wargi Damiena, żeby nie patrzeć w jego źrenice. Nie pomogło.

- Chyba cię kocham – szepnęłam; moje serce upewniło mnie w tym: biło jak szalone.

- To dopiero jest śmieszne – rzucił, jakbym właśnie nie wyznała mu moich uczuć!

Dotknął mojej twarzy.

- Nie jestem wystarczająco dobry dla ciebie, przykro mi.

Cofnęłam dłoń.

- John jest u siebie – powiedział, wbijając dłonie w kieszenie spodni. – Muszę znaleźć Theo.

Uśmiechał się cały czas tym swoim łagodnym uśmiechem, żeby zniknąć na dwa tygodnie.

***

- ...a w reklamówce jest Czerwony smok na DVD, Erica uwielbiam Fiennesa w tym filmie; paczka popcornu, sześciopak piwa i torebka żelków – wyliczała Alex. – Powinna się uspokoić. Przepraszam, jutro mam egzamin i uczę się przez noc u koleżanki, a ona nie powinna zostawać teraz sama.

- Będziemy mieli na nią oko – zapewnił ją John. – Powodzenia z nauką.

- Erica, słyszałaś?

Siedziałam na kanapie w salonie Connorów, obejmując kolana ramionami. Kiwnęłam głową, wpatrując się w wyłączony telewizor. Alex powiedziała im, że straciłam kolegę-policjanta w czasie akcji.

Pocałowała mnie w czoło na dobranoc i wyszła.

- No dobrze. – John podszedł do telewizora. – Włączamy film, jak tylko zrobię popcorn, okej?

Milczałam. Było mi wszystko jedno.

- Entuzjazm jak się patrzy. – Usiadł obok mnie. Niemal czułam łagodność i współczucie promieniujące z jego ciała.

Położyłam się z głową na jego kolanach. Były twarde, nieco kościste, ale umięśnione, opięte mocno sfatygowanymi, szarymi dżinsami. Z wahaniem dotknął mojej głowy i przesunął dłonią po włosach.

- Płaczesz – powiedział cicho.

Przyłożyłam palce do prawdziwego oka; miał rację.

- Nie ma w tym nic złego – dodał.

- Moje drugie oko nie ma funkcji płakania – szepnęłam.

Jego bliskość uspokajała mnie. Poczułam ciepłe łzy gromadzące się w zagłębieniu przy nosie.

- Damien nie żyje – wyszeptałam.

- Twój Damien? Ten z przyszłości?

- Mój Damien – przyznałam. – Ten z przyszłości.

- Skąd wiesz?

- Jesse mi powiedziała.

- Kim jest Jesse? – zapytał, nadal głaszcząc mnie po głowie.

- Jesse tutaj jest? – Usłyszałam nagle głos Dereka. Jak długo stał w drzwiach?...

- Jest. – Rozpłakałam się, błagając w duchu, żeby już o nią nie pytał.

- Ty kupiłaś dla mnie łóżko? – Derek usiadł na fotelu.

Kiwnęłam głową, przesuwając policzkiem po sztywnych spodniach Johna.

- Złożyłem je z blaszanką. Stoi w bibliotece. Czyli mam gdzie spać. – Uśmiechnął się.

- Ale nie masz już gdzie biegać – powiedziałam. – Ktoś rozpoznał cię w parku i powiadomił policję.

- To znajdę sobie jakieś inne miejsce – zapewnił mnie. – A Jesse bym nie wierzył.

- Dzięki – szepnęłam. – Ten blaszak od Shermana serio sfajczył sobie chipa?

- Tak, ale dosyć już o blaszakach. – John poklepał mnie po ramieniu. – Derek, włącz film. A ty, Erica, następnym razem, jak coś zamówisz, ostrzeż nas. Moja mama dziś o mało nie podziurawiła wozu kurierskiego.

Roześmiałam się.

Nie zmieniłam pozycji aż do napisów końcowych. Nie oglądałam; myślałam. Derek miał rację tak, jak Alex. Nie powinnam wierzyć Jesse. I nawet jeśli Damien zginął, przecież się z nim spotkam w tym czasie. I nawet będę zmieniała mu pieluchy. Muszę się postarać. Mam misję.

- Zabiłaś kiedyś człowieka? – zapytał mnie cicho John, kiedy Derek poszedł wziąć prysznic.

- Człowieka nigdy – odparłam, przewracając się na plecy, żeby widzieć jego twarz.

Milczał.

- Masz szczęście – powiedział po chwili.

Czekałam, aż łazienka będzie wolna. Miałam spać na kanapie. Sarah dała mi śpiwór, a John koszulkę. Tym razem z logo AC/DC. Leżałam w ciemnościach bardzo długo, pogrążona w myślach. Zegar wybił trzecią, kiedy wyszłam z łóżka i na palcach poszłam na górę. Wiedziałam, co muszę zrobić i chciałam to zrobić.

Delikatnie nacisnęłam klamkę. Uchyliłam ostrożnie drzwi biblioteki; w środku panowały zupełne ciemności, ale moje Oko wyraźnie widziało sylwetkę śpiącą na jednoosobowym łóżku. Weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Przez chwilę stałam zupełnie nieruchomo, wpatrując się w Dereka. Mężczyzna spał na plecach, z ramieniem wsuniętym pod poduszkę. Był przykryty tylko do pępka i nie miał na sobie koszulki. Z rosnącym podnieceniem chłonęłam każdy szczegół jego ciała. Przypominał mi Johna i Damiena zarazem.

Zrobiłam krok do przodu i jednym kolanem weszłam na materac. Nie zdążyłam nawet mrugnąć powieką, kiedy poczułam chłodną lufę pistoletu przy skroni. Patrzyły na mnie szeroko otwarte, czujne, lśniące w ciemnościach, znajome, choć nie do końca, oczy. Minęła chwila, zanim cały czas się we mnie wpatrując, schował broń z powrotem pod poduszkę.

- Czego chcesz? – zapytał cicho.

- Przychodzę do ciebie w środku nocy, nie mam na sobie majtek, a ty zadajesz takie pytanie.

Patrzył mi prosto w oczy, jakby nie był pewny, czy to jawa, czy sen. Wreszcie podniósł rękę i przesunął ją po moim nagim pośladku.

- Faktycznie – mruknął.

Przyklękłam na skraju łóżka i nachyliłam się nad Derekiem; zaczęłam go całować. Pieszcząc wargami jego szyję i jabłko Adama, sięgnęłam ręką pod koc. Był miękki.

- Myślałam, że żołnierze przyszłości są zawsze w gotowości – szepnęłam.

- Do walki – uściślił. – Daj mi chwilkę. To przez zaskoczenie.

Objął mnie i zaczął namiętnie odwzajemniać moje pocałunki. Zaczęłam pieścić go dłonią, aż mu stanął. Nie zajęło to dużo czasu. Znowu poczułam rosnące podniecenie. Ściągnął ze mnie koszulkę Johna i jego dłonie raz po raz przesuwały się po moich piersiach, zatrzymując się na bliznach.

Zsunęłam z niego szorty i usiadłam na nim okrakiem. Pomogłam sobie dłonią i po chwili był już we mnie. Przez pewien czas rozkoszowałam się samą świadomością jego bliskości, po czym zaczęłam się unosić i opadać. Jego dłonie zacisnęły się na moich kolanach. Odchyliłam głowę do tyłu, cały czas się poruszając. Uchyliłam lekko wargi, czując zbliżające się szczytowanie. Nagle mężczyzna pode mną drgnął, oddychając nierówno. Spojrzałam mu w twarz; jego oczy błyskawicznie umknęły gdzieś w bok.

- Przepraszam – szepnął zażenowany. – Za szybko. Dawno tego nie robiłem.

- Nie przejmuj się. – Posłałam mu uśmiech.

- Jak jakiś dzieciak...

- Daj spokój, Derek. Nic się nie stało. O mnie się nie martw.

Odgięłam się do tyłu; był miękki, ale nadal go czułam. Znowu zaczęłam się poruszać, tym razem wolniej i dokładniej. Po chwili było już po wszystkim; orgazm jak zwykle przyniósł falę cudownego spełnienia, ulgi i spokoju. Oparłam dłonie o jego brzuch, czekając, aż moje serce nieco zwolni. Po kilku minutach w ciszy wypełnionej tylko naszymi oddechami, wstałam i usiadłam na brzegu łóżka; rozejrzałam się za t-shirtem.

- Zaczekaj... Zostań ze mną.

Spojrzałam na niego, wciągając na siebie koszulkę.

- Nie idź jeszcze – poprosił błagalnie. Niech mu będzie.

- Posuń się. – Położyłam się do niego plecami na wąskim łóżku, czując niemal każdy kształt jego ciała.

Nieśmiało – a przecież przed chwilą trzymał dłoń zaciśniętą na mojej piersi! - objął mnie ramieniem.

- Erica Williams, „stalowa dziewica" i ja – szepnął prosto do mojego ucha – kto by pomyślał.

- Racja – odszepnęłam, wplatając palce w jego ciepłą rękę.

- Po to kupiłaś to łóżko?

Uśmiechnęłam się.

- Nie. Chcę, żebyś był blisko Sary i Johna.

- Jestem przecież.

- Musisz być jeszcze bliżej.

- Postaram się. – Pocałował mnie w kark.

Postanowiłam, że zaczekam, aż zaśnie, a potem wrócę do salonu. Ale kiedy jego oddech wyrównał się zupełnie, a dłoń wysunęła się z mojej, zdecydowałam, że nie będę jak John. Niech obudzi się obok mnie i wie, że jestem po jego stronie. Potrzebuje mnie tak, jak wcześniej Connor.

I Damien, podpowiedział Mózg. Kiedy zamknęłam oczy, widziałam Jego twarz. Czułam, że żyje i wie, że mu wybaczyłam. Już dawno.

A potem przypomniałam sobie Rudą. Mózg rozwiał wszystkie wątpliwości. To nie było mój poziom. Na razie zostawię ją w spokoju. Na razie.

KONIEC CZĘŚCI SZÓSTEJ