Scott nie mógł uwierzyć swoim uszom. Potem swojemu wzrokowi. Kiedy w końcu się uspokoił Derek siedział naprzeciwko niego i Stilesa z najbardziej ponurą miną jaką chłopak kiedykolwiek zobaczył. W najśmielszych snach mu się nie śniło, że historyjka jaką sprzedał mu przyjaciel mogła być w stu procentach prawdziwa.
-Ykhmm...-Stiles odchrząknął i zerknął na przygarbionego Dereka.-Byłeś szczepiony?
Derek posłał mu spojrzenie będące w stanie topić szkło. Stilesa to jakoś nie zniechęciło, ale Scott poruszył się niespokojnie na łóżku.
-Po co go tutaj przyprowadziłeś?-Derek wskazał głową na McCall'a, który próbował przyjaźnie się do niego uśmiechnąć.
Stiles ułożył wargi w ciup.
-To weterynarz. Chciałem wysłuchać fachowej opinii.
-Wątpię czy przeciętnych weterynarzy uczą o wilkołakach.-parsknął Derek, a jego niebieskie spojrzenie omiotło Scotta z góry na dół.
Stiles wzruszył ramionami.
-Potrzebowałem jakiegoś wsparcia koleś.-Stiles założył patykowate ręce na piersi.-Człowiek-pies właśnie wprowadził się do mojego domu.
Scott westchnął. Wciąż nie mógł ułożyć sobie tego wszystkiego w głowie, ale Stiles jak to Stiles nie miał żadnych problemów w przyjęciu istnienia Dereka do świadomości. Mało tego, przyjaciel chyba nawet nie zamierzał wykopać go z domu. Scott powoli się wyprostował i przerwał w pół coraz bardziej napiętą wymianę zdań między przyjacielem a Derekiem.
-Nie masz rodziny?
Derek odwrócił się w jego kierunku, w jego smutnych oczach mignął cień.
-Nie.
Stiles i Scott wyczuli, że za tą odpowiedzią kryje się coś więcej, ale żaden z nich nie miał ochoty naciskać.
-Naprawdę masz zamiar tu zostać?-Stiles w końcu zadał pytanie, które krążyło mu po głowie, a obecność Scotta dodała mu odwagi, żeby w końcu je wypowiedzieć.-Co jeśli się nie zgodzę?
-Nie chcę cię obciążać Stiles.-Derek nieco się przygarbił.
-Czemu nie poszukasz pracy?-Scott przesunął wzrokiem po korkowej tablicy przyjaciela. Wisiało tam kilka ogłoszeń.
-Bycie człowiekiem jest w tym momencie dla mnie niebezpieczne.
-Dlaczego?-obaj, Scott i Stiles równocześnie zadali pytanie.
Derek spuścił wzrok na swoje ręce.
-Są ludzie, którzy polują na takich jak ja. Od jakiegoś czasu rodzina Łowców krąży w tym mieście i już złapali mój trop. Dlatego żyję jako pies.
Stiles odetchnął głęboko. Cztery ściany pokoju zdawały się naciskać na niego i wyduszać powietrze, ale jeden rzut oka na Dereka wystarczył, żeby podjął decyzję.
-W porządku. Możesz tu mieszkać.-Stiles wzruszył ramionami.-Tylko nie rzucaj się ojcu w oczy.
Scott parsknął pod nosem.
-Niby jak chcesz to załatwić? Ukryjesz dwumetrowego kolesia w szafie?
-Ojciec wierzy, że adoptowałem psa. Nikt nie podejrzewa psa o bycie dwumetrowym wilkołakiem.-Stiles przygryzł wargę.-Po prostu siedź w swojej psiej postaci i będzie dobrze. W porządku?
-W porządku.-Derek przywołał na twarz coś na kształt uśmiechu.
A potem przed Scottem i Stilesem ponownie stanął nieco nastroszony husky.
-No to się wkopałeś.-Scott trącił przyjaciela łokciem.
-Och, zamknij się McCall.
Beacon Hills wyglądało tak jak zawsze, ale dla Stilesa siedzącego w ławce i patrzącego w przestrzeń zmieniło się wszystko. W każdym mijanym psie widział potencjalnego wilkołaka, a każdego człowieka zaczął podejrzewać o bycie Łowcą.
-Ocierasz się o paranoję.-wytknął mu Scott kiedy Stiles pokazał mu zeszyt, w którym zamiast zapisywać równania wypisał głównych podejrzanych o bycie Łowcą.
-Daj spokój stary.-Stiles przejechał dłonią po swoich odrastających włosach.-Trafiliśmy na niesamowitą sprawę. Nie jesteś ciekawy kto poluje na Dereka?
-Stiles nie wydaje ci się, że grzebanie w tych sprawach ściągnie na Dereka Łowców?
-Hej.
Obaj podskoczyli słysząc za plecami dziewczęcy głos. Stała przed nimi mocno wkurzona Lydia w towarzystwie Allison Argent. Ciemnowłosa dziewczyna niedawno wprowadziła się do Beacon Hills z rodzicami. Scott nie mógł powstrzymać durnowatego uśmiechu wypływającego mu na usta. Stiles też poczuł, że nieco rośnie mu ciśnienie. Niestety Lydia jakoś nigdy nie potrafiła docenić jego uroku.
-Możecie się odsunąć? Blokujecie szafkę.-Lydia spojrzała na Stilesa jak na irytujący pyłek kurzu.
-Jasne.-Stilinski złapał przyjaciela za ramię i pociągnął w kierunku szatni.
Spojrzenie Allison śledziło ich przez całą drogę.
-Słuchaj.-Stiles zwrócił się do wciąż oczarowanego przyjaciela.-Scott!
McCall zamrugał kiedy Stiles pstryknął mu palcami przed nosem.
-Co..co?
Na usta Stilesa wypłynął złośliwy uśmieszek.
-Zaproś ją gdzieś.
-Hmm? Kogo?-Scott próbował zagrać niewinnego, ale zdradziły go wypływające na twarz wypieki.
-Wiesz dobrze.-Stiles wparował do szatni i strzelił oczami w poszukiwaniu trenera. Widząc, że go nie ma odetchnął z ulgą.-Allison. Jej rodzice wprowadzili się tutaj niedawno. To będzie jak dwa w jednym. Na randce możesz od razu wybadać czy nie jest Łowcą.
-Allison?-Scott zachichotał.-Tak bardzo chcesz pomóc Derekowi, że nawet Allison wydaje ci się zagrożeniem?
Stiles się skrzywił.
-Może hormony już ci się rzuciły na mózg Scott, ale nie pozwól, żeby zaciemniały ci obraz sytuacji. Teraz każdy jest podejrzanym.
Scott tylko pokręcił głową. Mimo to. Zaproszenie Allison na randkę... I tak nie wierzył, żeby się zgodziła.
-Zaproś ją.-Stiles zaplątał się w ściąganą koszulkę.-Mówię serio.
W jego głowie powoli zaczęły obracać się pierwsze trybiki.
Po powrocie do domu pierwsze co zobaczył to Derek rozwalony na kanapie z chińskim żarciem w ręce.
-Wróciłeś?
Stiles zmarszczył brwi.
-Zamówiłem ci jedzenie. Lubisz słodko-kwaśną wołowinę?
Brwi Stilesa się rozprostowały. Nieco.
-Skąd masz na to pieniądze?
Derek spojrzał na niego. Jak zwykle wyglądał jakby przeżywał najgorszy dzień swojego życia.
-Wziąłem z tego co twój tata przeznaczył na psią karmę.
Stiles przejechał dłonią po twarzy. A potem podszedł do stolika, zabrał swoje pudełko i usiadł jak najdalej od Dereka, wbijając wzrok w telewizor. Doszło do niego, że być może zbyt pochopnie zgodził się zaadoptować wilkołaka. Spojrzał w bok. Derek z zapałem śledził losy fikcyjnych bohaterów latynoskiego serialu. Jego niebieskie oczy błyszczały i wydawał się niemal zrelaksowany. Jak pies, szczęśliwy, że gdzieś przynależy. Stiles westchnął i napchał do ust makaronu.
Ok. To było słabe, przyznaję. Niestety dawno oglądałam Teen Wolf'a i pierwszy rozdział wrzuciłam pod wpływem głupiego impulsu, myślałam, że wena mi się na to nie skończy. A niestety wypaliła już po drugim. Przepraszam wszystkich czytających, dla was też postaram się kontynuować. Przepraszam też za dłuuugą nieobecność, ale mam bardzo ciężki okres w życiu i cierpię na brak czasu :/
N.C.
