3
Mądrość
Harry spojrzał na profesora eliksirów, kompletnie porażony tym, co usłyszał. Nie mógł uwierzyć, że on i ten wysoki czarodziej mieli wspólne umiejętności. Ulżyło mu, że nie popada w obłęd, jednak nie wiedział, co myśleć o tym myśleć.
— Wężousty? Co to znaczy?
— Tak się określa czarodziejów, którzy potrafią rozmawiać z wężami — wyjaśnił Snape, ponownie zabierając się do rozcierania małej dłoni.
Harry jedynie się skrzywił.
— Zegnij palce, proszę. — Harry wykonał polecenie i mężczyzna skinął głową. — Przywróciłem w nich krążenie, ale jeszcze przez pewien czas mogą być zesztywniałe.
— Czy pan jest jedynym w Hogwarcie, który potrafi rozmawiać z wężami? — zapytał mały Gryfon.
— Poza tobą, tak. Zazwyczaj tę umiejętność posiadają uczniowie Slytherinu, pierwszym Wężoustym był Salazar Slytherin, jeden z czwórki założycieli Hogwartu. Czy kiedykolwiek, przed przybyciem do szkoły, rozmawiałeś z wężem?
Większość Wężoustych od wczesnych lat życia szukało towarzystwa węży i nawiązywało z nimi kontakt.
— Ee, taa. Raz w zoo widziałem boa dusiciela. To były urodziny Dudleya. I użyłem magii, żeby go uwolnić, a mój kuzyn znalazł się na jego miejscu za szybą. Wąż… Zdawało mi się, że słyszałem, jak coś mówił, ale ciotka Petunia krzyczała tak głośno, że nie jestem pewny co… A potem wuj Vernon złapał mnie i odciągnął. Nigdy już więcej nie rozmawiałem z tym wężem — odpowiedział Harry powoli, starając się przypomnieć sobie to, co wydarzyło się rok temu. Miał wrażenie, jakby minęło znacznie więcej czasu.
— To by tłumaczyło twoją dezorientację. Niemniej jest dziwne, że Gryfon, zazwyczaj całkowite przeciwieństwo Ślizgona, odziedziczył tę umiejętność. — Severus rzucił Harry'emu badawcze spojrzenie.
Harry przełknął głośno, zastanawiając się, czy powinien wyjawić Snape'owi, że Tiara Przydziału miała go przydzielić właśnie do Domu Węża.
— Ja .. ee.. wie pan… — zaczął niepewnie.
Severus ujął jego drugą dłoń, wyraźnie rozdrażniony.
— Wykrztuś to wreszcie, smarkaczu!
— Na początku Tiara chciała, żebym został Ślizgonem, ale…
— Ona przeważnie nie zmienia zdania.
— Ja… ee, poprosiłem ją, by nie trafić do Slytherinu. — Harry przełknął nerwowo.
— Dlaczego? — Tym razem Snape obrzucał go gniewnym spojrzeniem — Czyżbyś jak twój świętoszkowaty tatuś myślał, że Dom Węża nie zasługuje na twoją szanowną osobę? — zadrwił Snape.
— Nie! To nieprawda! Ja… Lubię węże!
** To dobrze, mój mały** wtrącił olbrzymi, złoty wąż. **Inaczej nie urodziłbyś się z tą umiejętnością.**
— Naprawdę? — wyszeptał Harry, zerkając na piękne zwierzę. — Jakim sposobem jesteś w stanie mnie zrozumieć, jeśli nie… mówię w języku węży?
Wielki wąż zdawał się być rozbawiony, jeżeli węże potrafią wyrażać takie emocje.
**Chłopcze, czyżbyś nie wiedział, kim jestem? ** Ogromna głowa obróciła się w stronę Severusa. **Czyżby twój mistrz nie nauczył cię o moim gatunku, mały czarodzieju?**
— Uczę go jedynie eliksirów, Czcigodna. — Severus pozwolił sobie zaprotestować, jednocześnie czując, że się zaczerwienił pod wpływem przygany węża. — Nie wiedziałem nawet, że jest Wężoustym do tej chwili, w innym razie otrzymałby wszystkie potrzebne informacje o rozmaitych rodzajach magicznych węży.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się nieznacznie, gdy usłyszał syk wydobywający się z ust Snape'a, choć dla niego brzmiał jak najbardziej poprawna angielszczyzna z niewielką ilością dodatkowych spółgłosek syczących.
— Więc, kim jesteś?
Wąż spojrzał na niego, kołysząc się zaledwie stopę od jego głowy.
** Jestem wężem złoto – kryziastym, dzieckiem Quetzalcoatl i Gai, Matki Ziemi i Ojca Niebios. Służyłam Apollinowi swymi radami i wiedzą w dziedzinie medycyny, kiedy był jeszcze młodym bóstwem. To on dał mi imię: Mądrość i pod tym imieniem jestem znana po dziś dzień. Jedną z moich mocy jest władanie językami. Prawdę mówiąc, jestem bliższa smokom, niż wężom, z racji tego, że jestem stałocieplną istotą. Lubię jednak zapaść w sen zimowy i tak przetrwać to straszne zimno. Jak ja tęsknię za jaskinią w Delfach. Słońce było tam takie przyjemne i ciepłe. Ale… cóż, wszystko się kiedyś kończy. Tutaj przynajmniej nikt mnie nie zaczepia co chwilę, błagając o uzdrowienie od błahostek jak naderwany paznokieć po poważne schorzenia jak na przykład choroby serca. I nikt nie chce zdobyć mojej skóry, ani mojego jadu. Tak czy inaczej, witajcie w skromnych progach mojego domu, mili przyjaciele.** Skłoniła się krótko.
— Jesteśmy niezwykle wdzięczni, że udało nam się znaleźć tę jaskinię, w przeciwnym razie zamarzlibyśmy na śmierć — przyznał Severus. — Albo stalibyśmy się posiłkiem krwikotów.
** S-s, krwikoty mają czelność polować na moim terytorium?! Trzeba się ich pozbyć raz na zawsze!** syknął gniewnie wąż.
Harry nie rozumiał połowy tego, o czym rozmawiali. Krwikoty? Quetzalcoatl nie był przypadkiem bogiem Majów?
— Nie rozumiem. Czym są krwikoty i jakim cudem bóg Majów znalazł się w Grecji?
Mądrość roześmiała się łagodnie, zabrzmiało to jak leciutko bulgoczący syk.
**Biedactwo! Taki skonfundowany, ale nic dziwnego, mocno uderzyłeś się w głowę. Krwikoty to hybrydy stworzone przez złych czarnoksiężników, które żyją, by atakować i pożerać dobrych czarodziejów, takich jak ty. Jeśli chodzi o mojego pana, to bóg nie jest ograniczony ludzkim postrzeganiem czasu i przestrzeni. Może podróżować, gdzie i kiedy chce. Całkiem przydatna umiejętność.** Mądrość uniosła się o parę stóp, przyglądając się jak Severus ponownie ujął dłoń chłopca.** Z kim mam przyjemność?**
Pierwszy odezwał się mały Gryfon:
— Jestem Harry Potter, a to mój profesor eliksirów, Severus Snape.
** Miło was poznać. Minęły setki lat, odkąd prowadziłam interesującą rozmowę z istotą ludzką. Mnóstwo dwunożnych obawia się takich jak ja i uważa, że dobry wąż to martwy wąż. Głupcy! Węże mają dobroczynny wpływ na otoczenie, a w każdym razie robią więcej dobrego, niż ludzie. To ja wraz z moimi siostrami i braćmi nauczyłam Asklepiosa jak właściwie uzdrawiać i poić nieszczęsnych pacjentów leczniczymi miksturami z ziół i proszków. Nazywano mnie i moje siostry Pytiami, jak Grecy przeinaczyli słowo pyton, choć niebyt fortunne to było określenie, bo jestem jadowitym wężem dusicielem.**
— Ale myślałem, że nie ma czegoś takiego i wąż może być tylko jadowity, albo tylko dusić — mruknął zaskoczony chłopiec.
Mądrość wysunęła swój rozdwojony język w jego kierunku.
** Czy w swoim krótkim życiu widziałeś wszystkie istoty chodzące i pełzające po ziemi? Mój gatunek jest jedyny w swoim rodzaju pośród wszystkich węży, Harry. Mogę unieruchomić ofiarę w uścisku mojego ciała, a żeby ją sparaliżować wystarczy niewielkie ukąszenie. Mój jad jest zabójczy dla istot zrodzonych z Ciemności, lub jej oddanych. W innym przypadku to silny eliksir o mocy uzdrawiania. Dawno temu, do świątyni Delhi przychodzili ludzie prosić kapłanki o niewielką fiolkę mojego jadu – wężowego mleka, jak go nazywali. Uważali je za lekarstwo na wszelkie dolegliwości, co, rzecz jasna, było do pewnego stopnia… przesadą.**
— W takim razie, jakim sposobem w mitologii greckiej jest mit o tym, że Apollo pokonał węża? — zdziwił się ponownie Harry, przypominając sobie opowieści snute przez nauczycielkę w szkole podstawowej.
** Pokonał mnie?! Dziwne snujecie bajania, śmiertelne istoty.** Mądrość wyglądała na wielce rozbawioną. ** Dwunożni zawsze muszą nas pokonać, zabić. Też coś! Apollo nie miał absolutnie żadnego powodu, aby walczyć ze mną, miał we mnie oddanego przyjaciela. Nauczyłam go sztuki uzdrawiania, roztropności i rozważania sytuacji przed podjęciem jakiekolwiek decyzji. Doradzałam mu w wielu sprawach. To były czasy, kiedy węże traktowano niemal z boską czcią i namaszczeniem. Nikt nas nie zabijał ani nie polował na nas. Dopiero później to się zmieniło i zaczęto się nas bać, określając mianem sług Ciemności i zła. Od tamtej pory ludzie próbują nas wytępić.**
— Och! — Westchnął mały Gryfon. Palnął głupstwo i było mu z tego powodu wstyd, ale nie mógł znać prawdy, bo niby skąd? — Dlatego się tu ukrywasz?
** Częściowo, ale nie tylko z tego powodu. Lubię samotność. A tu jestem bezpieczna. Nawet jeśli ludzie wciąż tępią węże, do mojego domu mogą wejść jedynie ci, którzy są obdarzeni wężomową, inni nie mają szans go nawet dostrzec.**
—Serio? Naprawdę tylko profesor Snape i ja jesteśmy zauważyć tę jaskinię? — upewnił się Harry. Ucieszył się, że nikt go tu nie znajdzie, choć dzielenie tej kryjówki i to w dodatku ze Snapem trochę zepsuło mu tę radość.
Mądrość pokiwała głową. Harry nagle poczuł ostry ból dłoni, kiedy Severus ścisnął jego palce. Dzięki masażowi już nie były takie sztywne, ale chłopiec miał wrażenie, jakby ktoś mu je rozgniatał w moździerzu. Próbował wyrwać obolałą dłoń z uścisku mistrza eliksirów, jednak bez skutku.
— Ała! Mógłby pan być choć trochę delikatniejszy? Miażdży mi pan palce!
Snape posłał mu ostre spojrzenie.
— Nie miażdżę ci palców, Potter. Masuję je mocno, aby przywrócić w nich krążenie. No, powiedz mi dlaczego nie zostałeś Ślizgonem?
— Bo Ron powiedział, że Sam-Wiesz-Kto był w Slytherinie i zamordował moich rodziców. A Malfoy zachowywał się jak ostatni palant! — warknął chłopiec, a potem pisnął z bólu, czując naprawdę nieprzyjemne mrowienie w masowanych palcach. — Nie ma pan przy przypadkiem sobie eliksiru przeciwbólowego?
— Potter, nie zwykłem nosić w kieszeni całej apteczki podczas wieczornego obchodu — westchnął Snape i wracając do masażu drobnych dłoni, po chwili dodał nieco kąśliwie: — Nie zdążyłem zajrzeć do skrzydła szpitalnego. Wiem, że to boli, ale niestety musisz wytrzymać jeszcze trochę.
Harry mimowolnie drgnął i próbował cofnąć rękę. Prawa dłoń bolała go bardziej niż lewa.
— Łatwo panu powiedzieć.
** Być może będę mogła pomóc** zaproponowała Mądrość. Rozwinęła swoje długie ciało tak, aby częściowo ułożyć się obok małego Gryfona. **A teraz, moje dziecko, spójrz mi w oczy ** powiedziała łagodnym, śpiewnym tonem. Przysunęła głowę do chłopca, a jej szmaragdowe oczy z sekundy na sekundę stawały się coraz większe, przykuwały uwagę coraz bardziej.
Harry miał wrażenie, że zaraz zaśnie, ale nie mógł wzroku oderwać od tych lśniących, hipnotycznych oczu.
** Właśnie tak, patrz na mnie.** Powoli owinęła się wokół chłopca, otulając go łagodnie. W wężowym uścisku było mu tak ciepło jak nigdy przedtem. ** Och, dziecko, cały jesteś przemarznięty. Niedobrze, bardzo niedobrze. Rozluźnij się i weź głęboki wdech.** Nagle odrzuciła kołnierz do tyłu i na twarz Harry'ego wystrzeliła biała mgiełka. Gdy zrobił, jak nakazała, poczuł narastającą senność i uporczywy ból znikł. Całkowicie.
— Jak dobrze… — wymamrotał sennie.
— Jeśli mogę spytać, Czcigodna, co zrobiłaś?
** Pod kołnierzem mam gruczoły produkujące substancję usypiającą i uśmierzającą cierpienie. Moja mgiełka wprowadziła go w stan zamroczenia, możesz się nim zająć bez zadawania mu dodatkowego dyskomfortu. To przez mróz, zgadza się?**
Severus skinął głową.
— Wybiegł w burzę śnieżną bez żadnej cieplejszej odzieży. Czasami się zastanawiam, czy ma odrobinę rozsądku pod tą czupryną!
Wąż zachichotał.
**Tak to już jest z małymi, niezależnie od gatunku. Ja się zastanawiam do tej pory, czy część z moich młodych beze mnie dożyłaby do swojego pierwszego zrzucenia skóry, takie były lekkomyślne. Ale właśnie dlatego potrzebują naszej opieki, prawda, Severusie?**
Snape musiał sie zgodzić z Mądrością, metodycznie masując palce Harry'ego do chwili, aż skora nabrała zdrowszego, różowawego koloru.
— Przynajmniej już temu małemu idiocie nie grozi amputacja palców.
Jednym machnięciem różdżki zajął się skaleczeniem na głowie chłopca i upewnił się, że nie ma wstrząśnienia mózgu.
** Jesteś utalentowanym uzdrowicielem.**
— Tak sobie, znam tylko podstawy, Czcigodna.
Mądrość pokręciła głową i syknęła z przyganą:
** Skromność ci nie przystoi, Severusie. Jesteś potężnym czarodziejem jak większość uzdrowicieli. Taka natura Wężoustych.**
— Być może. Znam jednak jednego, który nie uzdrowił nigdy żadnej istoty.
Wąż spojrzał na niego zaintrygowany.
— Nazywał się Tom Riddle, ale wszyscy go znają jako Lorda Voldemorta, najmroczniejszego z czarnoksiężników tych czasów. Oswoił kobrę królewską imieniem Nagini.
** Nieciekawa sprawa. Niemniej nawet Wężouści mogą przejść na stronę mroku. Być może zanim stał się czarnoksiężnikiem, miał predyspozycje na uzdrowiciela. Teraz jednak jest bardzo niebezpieczny. Tacy jak on zazwyczaj stanowią ogromne zagrożenie.**
— I tak jest, wierz mi — mruknął czarodziej, wzdrygając się na samą myśl o krwawych i okrutnych rozrywkach Czarnego Pana. Wiwisekcja wybranych nieszczęśników była jedną z nich.
Mądrość spojrzała na niego i syknęła łagodnie:
**Bardzo cię skrzywdził, prawda, moje dziecko?**
Severus odwrócił głowę, nie przywykł do przyznawania się do swoich słabości, nawet wobec tej niezwykłej istoty, która emanowała zrozumieniem i niespotykanym ciepłem. Nie chciał jej litości.
— Sam wybrałem ścieżkę, którą idę.
Mądrość przysunęła głowę do niego i wbiła w niego wzrok.
** Są wybory i wybory, Severusie. Czasami nie mamy na nie wpływu i tak jest w twoim przypadku. Wierzę, że wybrałbyś inaczej, jeśli okoliczności ci sprzyjały.**
— To nie umniejsza zła, jakie wyrządziłem.
** Ani tego, którego padłeś ofiarą. Wszyscy dokonujemy złych wyborów, czarodzieju, nikt nie jest ideałem, nawet taka niemal nieśmiertelna istota jak ja** przyznał wąż, kładąc wielką głowę na ramieniu mistrza eliksirów i muskając językiem jego policzek. To wystarczyło, aby mężczyzna poczuł przypływ spokoju. Wyciągnął dłoń i dotknął łusek, gładszych od najdelikatniejszego jedwabiu i tak cudownie ciepłych.
— Takie ciepłe.
**Istotnie, moje ciało wydziela tyle ciepła, ile akurat potrzeba. Nie zamęczaj się przeszłością. Ona i tak nie wróci. Zastanów się nad tym, co zrobić, aby teraźniejszość stała się wolna od błędów z przeszłości. Tak, jak to uczyniłeś z tym chłopcem.**
Severus spojrzał na drzemiącego smarkacza i w jego sercu pojawiła się iskierka współczucia.
— To był mój obowiązek go uratować przed samym sobą.
** Obowiązek, który sam sobie wyznaczyłeś. Tu tkwi różnica** odparła Mądrość i odwróciła głowę w stronę Harry'ego, aby znów opadła na niego usypiająca mgła. **Zajmij się jego stopami, a ja przypilnuję, żeby się nie poruszył i nie czuł bólu.**
— Dziękuję, Czcigodna.
I Severus zabrał się do pracy. Zdjął buty i skarpetki dziecka, ujawniając sinawe, miejscami kredowo białe stopy. Ponownie użył zaklęcia, aby przywrócić właściwe krążenie w przemarzniętych kończynach. A następnie zaczął żmudny masaż.
Mądrość przyglądała się mu z aprobatą.
Powinien był zostać uzdrowicielem, pomyślała. Miał znakomite wyczucie, choć skryte za sarkazmem i szorstką powierzchownością. Musiał sam wiele przecierpieć. Tyle wyrzutów sumienia i podważania decyzji, które podjął dawno temu.
Jedną z jej zdolności było odbieranie aur istot żyjących i to, co zobaczyła w tej należącej do Severusa bardzo ją zasmuciło i rozgniewało zarazem.
Nad iloma grobami płakałeś samotnie, Severusie? Ile jeszcze win jesteś w stanie wziąć na siebie, zanim twoje serce zamieni się w lód? Najkrótsza noc w roku to czas obdarowywania i ocieplenia mimo przenikliwego zimna na dworze, zapomniałeś już? Obawiam się, że zarówno ty, jak i Harry potrzebujecie tyle ciepła, ile będę mogła wam ofiarować nie tylko, by ogrzać wasze ciała, ale i poranione dusze.
Spojrzała na młodszego z czarodziejów i syknęła cicho, przyglądając się jego aurze. On również został naznaczony przez Mrok, jako maleńkie dziecko i od tamtej pory wielokrotnie stawiał czoła złu.
Biedny malec, znać ból i cierpienie w tak młodym wieku. Ale być może ktoś będzie w stanie ci pomóc, mały czarodzieju. Potrzebujecie się nawzajem, choć o tym jeszcze nie wiecie. On jest najlepszy. To najzacieklejszy obrońca, jakiego kiedykolwiek będziesz potrzebować. I kocha cię, Harry, choć nie wie o tym i nie potrafi tego zrozumieć.
Mądrość nie zdradziła głośno nic z tego, o czym myślała. Dobrze wiedziała, kiedy zachować milczenie. Czas okaże, czy jej przewidywania się sprawdzą.
Severus nie przerywał masowania i poprawiania ukrwienia w kończynach Harry'ego, dziękując w duchu, że złoty wąż uśpił smarkacza. Nie chciał mu sprawiać dodatkowego bólu. Nie lubił krzywdzić dzieci, zbyt wiele widział jako szpieg Dumbledore'a wśród śmierciożerców. Im było wszystko jedno, komu zadają ból. Krzyki i łzy cierpiących sprawiały im niekłamaną przyjemność, a on, mimo odrazy czynami zwyrodnialców, musiał do nich dołączyć i skalać umysł oraz duszę czarną magią.
Nie życzę nikomu oglądać to, czego byłem świadkiem. To, co uczyniłem w imię Jasnej Strony magii mogłoby wstrząsnąć najtwardszym z aurorów i nikt nie byłby w stanie tego zrozumieć, dopóki nie stanął na moim miejscu i nie musiał podjąć tych decyzji co ja. Teraz jednak, w przypadku tego małego idioty, ból oznacza życie i zamiast okaleczać, ratuję.
Harry jęknął, ale ciało Mądrości przytrzymało go, nim miał możliwość się szarpnąć. Mistrz eliksirów skończył masować z prawą stopą i powtórzył wszystko raz jeszcze koncentrując się na lewej.
W tym czasie, na zewnątrz jaskini śnieg nieprzerwanie padał, pokrywając Zakazany Las puchową kołderką. Wejście do schronienia zostało zasypane i nawet krwikoty nie mogły ich wyczuć.
Severus przerywał uzdrawianie Pottera na parę chwil, aby przetrzeć zmęczone oczy i dać odpocząć własnym dłoniom. Sam odczuwał skutki szalonego biegu w zamieci, mimo że wewnątrz jaskini było całkiem znośnie, to w piersi czuł przykry ucisk i kłucie. Po raz kolejny zaczął żałować, że nie ma przy sobie eliksiru pieprzowego. Po jego zażyciu nie musiałby przerywać co parę chwil, żeby wyczyścić nos.
Mężczyzna zastanawiał się, która to może być godzina i oszacował, że najprawdopodobniej jest w okolicach piątej rano. Nikt z mieszkańców Hogwartu nie wie, co się wydarzyło, ani nie zauważono jeszcze nieobecności ich obu, ale Snape postanowił wysłać patronusa, jak tylko skończy. W ten sposób uniknie niewątpliwej paniki, poszukiwań albo i nawet oskarżeń, że porwał Harry'ego Pottera.
**Źle się czujesz, Severusie?**
— Nie, to tylko niegroźne przeziębienie. Nic poważnego — uspokoił ją. — Prawie już skończyłem.
W tym momencie Harry otworzył oczy, zamglone, na wpół przytomne spojrzenie omiotło wnętrze jaskini i chłopiec wymamrotał:
— Gdzie jestem? Nie w mojej komórce pod schodami… może w piekle? Ciocia Petunia zawsze mówiła, że to najlepsze dla mnie miejsce.
Snape podniósł wzrok na dziecko, zaniepokojony.
— O czym ty mówisz, Potter? — zerknął na węża i mruknął: — Co z nim? To ta substancja?
** Niestety tak. Moja mgła ma pewne skutki uboczne odczuwane dość mocno przez istoty śmiertelne. W mniejszym lub większym stopniu przeżywają raz jeszcze to, co już się wydarzyło. Wszystko to, co dobre i… złe.**
— Urojenia czy prawda?
** Oczywiście, że sama prawda, moje dziecko**
Severus dopiero wtedy pojął i skrzywił się.
Potter zamknięty w komórce pod schodami? Co to ma, u licha, znaczyć? I to, że skończy w piekle zdaniem jego ciotki? Co prawda, nie dziwi mnie to. Petunia zawsze była paskudną jędzą, teraz musi być jeszcze gorsza.
Jednak to, co Harry powiedział po chwili, wstrząsnęło nim i poruszyło go do głębi.
Rozdział niebetowany.
