Witam po dłuuuugiej przerwie i zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia.
Enjoy! :)
ROZDZIAŁ II – NOWE TWARZE
Schodziłam po schodach niepewnie, starając się trzymać fason. Sześć miesięcy temu cieszyłabym się, że mogę poznać nowych ludzi. W rzeczywistości zbiegłabym po schodach, by ich spotkać, aby być pierwszą, aby przedstawić się, uścisnąć rękę, rzucić żart. Teraz byłam przerażona, że dadzą mi powód do wspominania. Nie mogłam sobie na to pozwolić. Nie tak wcześnie.
Słyszałam, jak Jenna wita Stefana, który jak sobie przypomniałam, był chłopakiem Eleny. To było wystarczająco przerażające. Spotkałam Elenę może trzy razy i zawsze wydawała się miła. Ale znów – to było wcześniej.
-Och, witaj Damon. – głos Jenny opadł. Mogłabym powiedzieć, że to będzie po prostu długi i trudny wieczór. Dlaczego Jenna, witając Damona, brzmiała tak bez entuzjazmu? Coś ją martwiło. Usłyszałam, że przechodzą do salonu. Zatrzymałam się na dole schodów, wzięłam głęboki oddech i poszłam za nimi.
Od razu zorientowałam się, który z nich to Stefan – nie było trudno. To znaczy, wątpię, żeby Elena była przytulona do jego złego, sadystycznego brata, także to było łatwe. Nie miałam szans, żeby zobaczyć więcej, ponieważ w tym momencie Elena oderwała się od Stefana i podeszła do mnie. Objęła mnie w ciepłym uścisku. Wydawała się szczerze zadowolona z tego, że jestem. Poza tym, zdałam sobie sprawę, że mogła współczuć mi przez mój stan i to, co się ze mną dzieje. Uznałam, że powinnam się z tego cieszyć, bo nie każdy potrafił to zrozumieć.
-Hej, mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku. – szepnęła mi do ucha. – Jeśli potrzebujesz porozmawiać, to wiesz, gdzie jestem.
Cofnęła się i popatrzyła na mnie. Postarałam się o uśmiech. Nie wystarczający, ale było lepiej. Elena odwróciła się i przedstawiła mi Stefana. Był gorący. Mam namyśli, naprawdę gorący. Ale nie w moim typie. Stefan przedstawił się i był bardzo kulturalny, kiedy nagle zesztywniał. Wystraszyłam się, że zrobiłam coś nieodpowiedniego. Podążyłam za jego wzrokiem. W drzwiach stał facet około dwudziestu trzech lat. Był ubrany w czarną skórzaną kurtkę, czarną (a może granatową? Nie potrafiłam powiedzieć) koszulę i czarne dżinsy. Jego koszula była szczelnie zapięta, pokazując, że miał zamiar być poważny. Kiedy mój wzrok dotarł do twarzy, moje serce przestało bić. Jego przenikliwe niebieskie oczy wydawały się przeszywać mnie na wskroś i docierać do mojej duszy. Miał czarne wzburzone włosy (może był Gotem? Było cholernie dużo czarnego!) i wysokie kości policzkowe. Jego usta były ułożone w lekki uśmiech. I oczywiście był zabójczy. To znaczy, źli faceci zazwyczaj tacy są, prawda?
-Hej – powiedział. – Jestem Damon. A ty?
-Em.. – byłam trochę zbita z tropu. – Rhiannon.
-Śliczne imię. – powiedział. – Pozwolisz, żebym nazywał cię Rhia?
Mogę powiedzieć w tej chwili, że nie był tak dobry wewnątrz, jak prezentował się z zewnątrz.
-Przykro mi, ale pozwalam na to tylko moim przyjaciołom. A ponieważ dopiero się spotkaliśmy – nie skracaj. – byłam nieco surowa, ale hej! Był arogancki i potrzebował, by go sprowadzić w dół o poziom lub dwa. Mogłam zaobserwować, że moje słowa właśnie to uczyniły. Stał tam zaskoczony, a nawet trochę zły. Boże, ktoś tu na pewno dostawał zbyt wiele.
- Zamknij usta. – powiedziałam słodko. – Jeszcze złapiesz jakąś muchę.
Jego usta się zamknęły i wyglądał na nieźle wkurzonego. Spojrzałam na Elenę i Stefana. Elena próbowała ukryć śmiech, to było zbyt oczywiste. Natomiast Stefan wyglądał na zmartwionego, jego wzrok przeskakiwał ode mnie do Damona. Martwił się o mnie? Zastanowiło mnie to. Uznałam, że już czas na moją ucieczkę.
-Muszę tylko… - powiedziałam, wycofując się z pokoju. Minutę później zamknęłam się w łazience, oddychając ciężko. Próbowałam sobie wmówić, że powodem mojego niemiłego zachowania wobec Damona była jego arogancja. Ale to było kłamstwo. Zareagowałam tak, ponieważ to mama nazywała mnie Rhia. Damon prawie doprowadził mnie znów do rozpadu na kawałki!
W końcu odzyskałam kontrolę nad moimi emocjami, spuściłam wodę i zeszłam na dół. Przeszłam przez duży i bardzo przestronny salon, by dotrzeć do szklanych drzwi i wyjść na taras. Poczułam słodki zapach grillowanego mięsa i miałam nadzieję, że mój żołądek sobie z tym poradzi. Podeszłam do Jenny i wyszeptałam jej do ucha:
- Wiesz, czy Jeremy przyjdzie? – zapytałam. Kiedy odwiedzałam ich wcześniej, zawsze czułam się lepiej z Jeremym niż z Eleną. Chociaż mogło się okazać, że teraz się zmienił, więc sama nie wiem…
- Właśnie do mnie dzwonił. Będzie w ciągu kilku minut. – powiedziała Jenna, a ja mogłam usłyszeć ulgę w jej głosie. Zastanowiłam się, jak dużo musiała mu zapłacić, żeby wrócił do domu na moją pierwszą noc tutaj. Pewnie tyle, że teraz uświadomiła sobie, że wystarczy mu na tytoń albo cokolwiek innego na co najmniej dwa tygodnie! Podeszłam i usiadłam obok Eleny, która siedziała obok Stefana. Uświadomiłam sobie, o sekundę za późno, że Damon jeszcze nie zajął miejsca.
- Witaj ponownie, Rhiannon.- wyszeptał mi do ucha i prześlizgnął się, by usiąść obok mnie. Wydałam z siebie jęk.
– Jestem ciekawy. – kontynuował. – Powiedziałem, ile?, dziesięć słów do ciebie?
- Tak… - odpowiedziałam powoli, zastanawiając się, do czego to zmierza.
- Więc, dlaczego już mnie tak nienawidzisz? – przycisnął. Przewróciłam oczami.
- Nie nienawidzę cię. – ustąpiłam. – Nie mogę powiedzieć, żebym cię specjalnie lubiła, ale…
- Dlaczego? – Damon spojrzał na mnie szczerze zaciekawiony.
- To skomplikowane.
- Spróbuj.
- Nie.
- Jeśli myślisz, że nie wyłapię skomplikowania, to musi chodzić o coś innego.
- Jestem pewna, że załapiesz bardzo dobrze. – syknęłam. – Chodzi tylko o to, że nie mam ochoty opowiadać historii swojego życia kompletnie obcej osobie!
Już chciał brać odwet, ale uratowało mnie przybycie Jeremy'ego, który wyglądał na zupełnie trzeźwego. Wstałam i podbiegłam do niego. Rozłożył ramiona i mocno mnie przytulił. To było cudowne uczucie być przytulanym przez kogoś, kto cieszył się, że mnie widzi, bo był moim przyjacielem i dba o mnie.
- Fantastycznie cię widzieć, Ree. – powiedział Jeremy.
- Ciebie też, kochanie. – przydusiłam go. To był nasz zwyczaj. Trochę to bolesne, prawda, ale to były nasze małe zawody – kto kogo przydusi mocniej. Jak mówiłam, bolało. Po około trzydziestu sekundach, wygrał. Jak zawsze. Cha, cha. Usiedliśmy i zaczęliśmy plotkować. Byliśmy jak para starszych pań, naprawdę. Ostrożnie unikał rozmowy na temat tego, co wydarzyło się miesiąc temu i byłam mu za to wdzięczna. To była najlepsza rzecz w Jeremym. Wiedział, kiedy użyć właściwych słów.
Było już trochę późno, kiedy wszyscy usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść sałatkę (ponieważ Jenna spaliła całe mięso), gdy poczułam coś, co mnie zaskoczyło. Czułam się jak w domu.
