Rozdzial 3

Rada miasta

Następnego dnia poranek był naprawdę piękny. Powietrze było dość rześkie, a zza drzew można było dostrzec promienie wschodzącego słońca. Wszędzie panował sympatyczny, pobudzający nastrój. Mimo tego, iż nie zmrużyłam oka odkąd wróciliśmy z dość ciekawego przyjęcia, nie byłam zmęczona. Przez większość czasu nasłuchiwałam kroków i dźwięku kołatki. Liczyłam na to, że ktoś się zjawi. Z mocno łomocącym sercem siedziałam na łóżku w mojej sypialni. Zapewnienia Kayli nie za dużo zdziałały. Ciągle obawiałam się najgorszego, co wykazywałam bezsennością. Natomiast matka, z małymi przerwami pomiędzy wejściem do karety a wyjściem z niej, nie otwierała powiek. Zbudziła się dopiero wtedy, gdy wszyscy, których zwołałam pod koniec przyjęcia, zaczęli się schodzić do naszego domu. Wyglądała na dość zaskoczoną taką ilością zebranych. Nawet przystanęła na moment na schodach, na co ja chwyciłam ją za przegub i zaprowadziłam nieprzytomną do stołu, gdzie czekały na nas dwa wolne miejsca. Dwadzieścia par oczu było teraz zwrócone w moją stronę. Wszyscy czekali, aż zacznę mówić, nie zwracając większej uwagi na ledwo siedzącą panią domu, o podpuchniętych oczach i nieciekawym, niedbałym wyglądzie. Rozejrzałam się po zgromadzonych i dostrzegłam Emmę i panią Pretter, które wyglądały trochę na zmęczone oraz na przestraszone. Natomiast siedząca obok nich Kayla, była bardzo wesoła. Zupełne przeciwieństwo tej Kayli, którą wczoraj pomyliłam z Alyson. Kayla wstała, uśmiechnęła się i spojrzała na mnie pogodnie, po czym zaczęła mówić.
- Wczoraj powstała dość nieciekawa sytuacja. Późnym wieczorem, gdy słońce już zaszło, wszyscy myśleliśmy, że wydarzyły się okropne rzeczy. Myśleliśmy, że pan Pretter wraz z córką i pan Roey zostali porwani. Oczywiście to wielka bzdura! Powinniśmy się słuchać nawzajem zanim zaczniemy panikować. Pani Ethan wytłumaczyła mi chwilę po zdarzeniu, co tak naprawdę się stało. Alyson, mój wuj i pan Roey, zgodzili się na pewien układ z rodziną Ethan. Wiadomo, że moja matka - tu Kayla wskazała głową przepiękną panią, siedzącą obok niej. Teraz wszyscy przenieśli wzrok z Kayli na jej matkę - jest wilczycą, a jej rodowe nazwisko to Ethan. Tak, więc jestem spokrewniona z rodziną Ethan i mam do niej pełne zaufanie. - Mówiąc te słowa, spojrzała na kobietę siedzącą z lewej strony jej matki. Była to także urodziwa i znajoma mi pani, którą zobaczyłam wczoraj na skraju lasu. Kobieta uśmiechnęła się pogodnie w stronę Kayli. - Tak, więc starałam się wszystko zrozumieć. Niestety trochę mnie to przerosło, ale gdy rozmawiałam z Alexis, uzmysłowiłam sobie jak bardzo byłam głupia. Przecież Ethanowie nie zrobiliby czegoś, co zagrażałoby ludziom. Po prostu musieli jakoś zadziałać na czarownice, które bez jakichkolwiek powodów miały zamiar przeprowadzić rytuał zagrażający wyginięciem wilkołaków.

Wszyscy milczeli i wpatrywali się z podziwem na Kaylę. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się takiego spokoju po zgromadzonych. Myślałam, że wyznanie o wilkołactwie jakoś wpłynie choćby na część zebranych. Jednak oni byli nadzwyczaj spokojni. Moja matka, tylko spojrzała na Kaylę i z powrotem zamknęła powieki kładąc się na stole.

- Dobrze zrobili – odezwał się ochrypnięty, donośny głos. Spojrzałam na sam koniec stołu i dostrzegłam, że siedzi tam starszy, brodaty mężczyzna. Przeszył wzrokiem każdego, po czym znów przemówił głosem pełnym nienawiści i satysfakcji.

- Czarownice, to najgorszy ród, jaki kiedykolwiek mógł powstać. Oczywiście wampirów nie powinniśmy lekceważyć, ale oni w porównaniu z czarownicami są niczym. Czarownice mają tylko jeden słaby punkt, a nim są ludzie.

- Chwileczkę. - Aż podskoczyłam, gdy usłyszałam znajomy głos, dochodzący z mojej prawej strony. Teraz matka siedziała wyprostowana na krześle i wpatrywała się w mężczyznę wściekle. - Podobno wilkołaki także chronią ludzi. Tak więc to mi nie do końca pasuje. Niby chronią, a jednak jak przyjdzie decydować o ich życiu a ludzkim, wybierają swoje. A jednak, czarownice chcą się poświęcić dla ludzkości.
- Pani czegoś nie rozumie - rzekł mężczyzna, drgając już z wściekłości i coraz bardziej podnosząc głos. - Czarownice nic nie robią dla waszej głupiej ludzkości! A wilkołaki owszem! Gdy panuje zagrożenie zawsze staną po waszej stronie.
- Skąd pan wie, że czarownice nic dla nas nie robią! - ryknęła matka, podnosząc się z krzesła tak, że one przewróciło się na posadzkę z donośnym hukiem. - Może co jakiś czas rzucają zaklęcia chroniące, a my o niczym nie wiemy?
- Matko - powiedziałam łagodnie, ale ona nawet nie zwróciła na mnie uwagi.
- Rozumiem twoją złość, Narcyzo - odezwał się spokojny, łagodny głos. Tym razem była to matka Kayli. - Jednakże czarownice nie miały żadnego prawa atakować nas.
- W takim razie nie mogliście się dogadać? Tylko od razu jakieś zabijanie na szkody oczywiście społeczeństwa - powiedziała matka, teraz już o wiele spokojniejszym tonem.
- Mój brat obiecał mi, że zrobią, co w ich mocy, by jakoś złagodzić sytuację. Chcą postarać się, by nie wynikła z tego jakaś nieprzyjemna sytuacja.
- Miejmy nadzieje, że im się uda - dodała Eldona Ethan.
- Miejmy nadzieje - mruknęła matka, po czym podniosła krzesło i usiadła na nim.
- Chciałabym poinformować, że oficjalnie otwieram Radę Miasta. - Teraz to ja stałam, a reszta przypatrywała mi się uważnie.

- Ma ona na celu uzgadnianie pewnych rzeczy, których nie powinniśmy ogłaszać miastu. Chodzi tu głównie o wampiry, czarownice i wilkołaki. Nie możemy wprowadzić chaosu, więc tylko my będziemy zajmować się tą sprawą. Musimy pilnować, by nikt więcej nie dowiedział się o tych stworzeniach, rozumiecie? - Czułam się dość głupio, określając Kaylę i jej rodzinę "stworzeniami", ale nie wiedziała jak inaczej ich określić. Wymyśliłam tą radę wczoraj, jeszcze na przyjęciu. Uznałam, że słusznie będzie zaprosić do niej ludzi, którzy już coś o tych stworzeniach wiedząc lub mają jakiekolwiek pojęcie. Emma wpatrywała się we mnie ponuro i rzekła:
- W Radzie Miasta panują pewne zasady. Najważniejszą jest tajemnica. Robimy to dla dobra naszych przyjaciół, więc prosimy o zachowanie wszystkich informacji w tajemnicy.
- Nam bardzo odpowiada ten pomysł - powiedziała Kayla, a uśmiech nie znikał z jej twarzy.
- Jest nawet dobry - stwierdził ponuro brodaty mężczyzna.
- W takim razie, na chwilę obecną to tylko tyle. Każdy członek Rady może zwołać wszystkich na zebranie, gdy uzna, że jest to konieczne. Teraz zajmujemy się pokojem między wilkołakami a czarownicami, więc proszę rodzinę Ethan i Pretter o zwoływanie Rady, gdy tylko czegokolwiek się dowiecie. - Spojrzałam na przedstawicielki rodzin, a one kiwnęły głowami na znak potwierdzenia.