Po zjedzeniu posiłku Jake chciał udać się na górę -do swojego Hamaku. Od kiedy przeniósł się na stałe do swojego avatara po prostu uwielbiał spać. "Muszę się przyzwyczaić do mojego nowego ciała, a ono dawno nie zaznało normalnego snu" tak się tłumaczył zirytowanej Neytiri. Wchodząc na górę napotkał po drodze Enukana z nieciekawą miną.

-Co jest? -spytał.

-Z tym małym jest coś nie tak. Nie chce ze mną rozmawiać. Z nikim nie chce rozmawiać. To chyba niemowa... -powiedział i zszedł na dół. Był wyraźnie wkurzony. Po co w ogóle chciał rozmawiać z tym dzieckiem? Co chciał od niego wydobyć? Jake miał wrażenie, że nie wie jeszcze wszystkiego... -Minął swój ukochany hamak. Podszedł do miejsca, w którym odpoczywał mały przybysz. Leżał w swoim hamaku i wpatrywał się w swoje ręce.

-Cześć -Jake powiedział z entuzjazmem i usiadł obok hamaka malca. Chłopiec milczał i nadal wpatrywał się w swoje dłonie.

-Jak masz na imię? -spytał, ale nadal nie uzyskał odpowiedzi.

-Zrozum, chcemy ci pomóc... -Jake zmarszczył czoło.

-Porozmawiajmy. Jestem Olo'eyectan'em tego klanu... -Mały nadal go ignorował.

-Jestem... Jestem Toruk Macto... -Po tych słowach mały na'vi obrócił się w jego stronę.

-Toruk Macto? -szepnął zachrypniętym głosem. -Jake się uśmiechnął. Udało mu się nawiązać z nim kontakt.

-Tak, Toruk Macto. Jak masz na imię? -zapytał ponownie. Chłopiec jednak nie odpowiedział.

-Co się stało? Gdzie twoi rodzice? -spróbował dotrzeć do niego inaczej.

Mały na'vi spojrzał na Jake'a dziwnie przerażającym wzrokiem, otworzył szeroko usta i z trudem powiedział

-O'kahret.

-Co? Co powiedziałeś? -Jake pochylił się nad malcem. Ten zaś położył się i zamknął oczy. Jake wstanął i natychmiast udał się na dół. Na dole zauważył Mo'at rozmawiającą z Enukanem. Udał się do nich.

-Ale on coś może wiedzieć -Jake usłyszał wypowiedź Enukana. Podszedł do nich i zaczął

-Nasz mały jednak nie jest niemową.

-Jak to? -powiedział Enukan, kręcąc się jakby miał owsiki.

-Spokojnie. Udało mi się nawiązać z nim dialog. Jeśli w ogóle można to nazwać dialogiem... Odezwał się, gdy powiedziałem mu że jestem Toruk Macto. Nie chce wyjawić swojego imienia. W zasadzie powiedział tylko jedno, ale nie bardzo rozumiem... Okaret albo coś...

-Wiedziałem! -krzyknął Enukan z entuzjazmem i wystrzelił na górę jak rakieta.

-Czy ktoś mi wreszcie powie, o co tu chodzi? -Jake odwrócił się do Mo'at.

-Nie obraź się, JakeSully, ale z tą sprawą poradzimy sobie sami -powiedziała i odeszła. Jake głupio się poczuł. W końcu był Olo'eyectan. Nie myślał długo, wyszedł na zewnątrz. Po drodze napotkał Neytiri.

-Jake, gdzie idziesz? -spytała.

-Lecę do piekielnych wrót. Wiesz... Muszę się spotkać z Normem -Neytiri chciała coś powiedzieć, ale Jake już jej uciekł. Wsiadł na swojego Ikrana i wzbił się w powietrze.

Po jakimś czasie Jake doleciał do byłej bazy RDA. Wylądował na placówce dla avatarów. Zszedł ze swojego Ikrana i wszedł przez metalowe drzwi do wnętrza bazy. Otworzył kolejne drzwi i znalazł się w sali, w której po raz pierwszy obudził się jako avatar. Na jednym z łóżek leżał avatar Norma, a nad nim stał Max i przeprowadzał jakieś badania. Gdy Jake wszedł do środka i trzasnął drzwiami, Max aż podskoczył.

-Jezus! Jake, ale mnie przestraszyłeś. Co ty tu robisz? -spytał zdenerwowany. Nagle do sali drugimi drzwiami wkroczył Norm.

-I jak? -powiedział do Maxa -Jake? Co ty tu robisz?

-Cześć. A tak wpadłem... -odparł -Jak twój avatar?

-No właśnie, Max... -Norm spojrzał na Maxa.

-Masz szczęście. 2 miesiące w komorze regeneracyjnej zrobiły swoje. Myślę, że już za parę dni będziesz się mógł bez problemu z nim połączyć -powiedział Max, odwracając wzrok na niebieskiego, 3 metrowego "bliźniaka" Norma.

-Doskonale -Norm się uśmiechnął. Nie wyobrażał sobie życia na Pandorze bez avatara. Myślał nawet nad wstąpieniem do Omaticaya jak Jake.

-Dobrze, muszę iść jeszcze sprawdzić ostatni wykaz -oznajmił Max i wyszedł z sali.

-Norm, mam taką sprawę... -Jake zaczął i usiadł na drugim łóżku.

-Tak?

-Jesteś trochę obeznany w kulturze Na'vi... Wiesz, co to znaczy Okaret? -Norm zastanowił się chwilę.

-Obiło mi się o uszy... Tak, już wiem. O'kahret. Jedna z wielu legend na'vi. Grace opisała ją nawet w swojej książce o Na'vi. Nie powiesz mi chyba, że jej nie czytałeś? -Powiedział Norm, a Jake spojrzał na niego surowo.

-No dobra, dobra... -Norm westchnął i wyszedł z sali. Po chwili przyszedł z grubą książką w rękach, z dużym tytułem na okładce "NA'VI". Norm usiadł na łóżku obok swojego avatara i otworzył książkę, po czym zaczął ją wertować.

-Kultura... Święte miejsca... Legendy... Oamun... O'duanoi... Mam. O'kahret. Drzewo Przeznaczenia. Jedna z najbardziej znanych legend. Powiem ci, te rzeczy są naprawdę bardzo ciekawe. Musisz kiedyś przeczytać tą książkę.

-Dobra dobra, kontynuuj -mruknął Jake.

-Drzewo Przeznaczenia to dla na'vi niezwykłe miejsce. Nikt nie wie, gdzie się znajduje. Od niepamiętnych czasów powstawały wyprawy mające na celu jego odnalezienie -Jake'owi od razu na myśl przyszły filmy ze starej trylogii Indiany Jonesa. Jake uwielbiał te prehistoryczne, przygodowe filmy. W obecnych czasach nabrały one nuty Science-Fiction, ponieważ... Było w nich dość dużo zieleni.

-Czym jest te Drzewo Przeznaczenia? -zapytał.

-Jest wiele wersji. Podobno drzewo te jest odizolowane od "globalnej sieci". Mówią, że dzięki niemu można bezpośrednio nawiązać kontakt z samą Eywą. Wszystkie wersje mówią też, że drzewo te jest najstarszym drzewem na Pandorze i że zapisane są w nim pierwsze informacje o całej ludzkości. Dużo jest tego.

-No bardzo to ciekawe, ale jakoś mało mnie takie rzeczy obchodzą... -westchnął Jake.

-A niejeden Na'vi oddałby życie, aby się tam tylko znaleźć. A tak w ogóle, to dlaczego pytasz o O'kahret? -Norm zamknął książkę.

-Widzisz, wczoraj w lesie znaleźliśmy małe dziecko. Chyba się zgubiło. Nie wiemy, skąd pochodzi, ale według Mo'at wygląda jak członek klanu Czarnej Zmory... Chyba już wiesz, o co chodzi.

Mały chce rozmawiać tylko ze mną. Nie był zbyt rozmowny. Właściwie udało mu się wypowiedzieć tylko te "O'kahret".

-Żartujesz. Klan Czarnej Zmory? O ile mi wiadomo, to on przestał istnieć wieki temu...

-No właśnie -Jake się uśmiechnął.

-Klan Czarnej Zmory to źródło wielu legend. Mówi się, że jego Olo'eyectan i część członków wiedzieli, gdzie znajduje się Drzewo Przeznaczenia. Klasyczna wersja mówi, że wszyscy członkowie klanu zginęli przez jakiś kataklizm. Ale jest też wersja, że wszyscy nawzajem się wymordowali -powodem miała być właśnie tajemnica położenia O'kahret. Obie wersje są dziwne, bo w końcu żadnych ciał nie znaleziono... -dodał Norm.

Jake znał już powód dziwnego zachowania Enukana. Musiał mieć wyjątkowego fioła na punkcie O'kahret, a mały na'vi, rzekomy "członek" klanu Czarnej Zmory mógł wiedzieć, gdzie się znajduje.

-Wiele klanów na'vi organizowało mnóstwo wypraw mających na celu odnalezienie O'kahret. Bez skutku. Wyobraź sobie, że w całej historii klan Jeźdźców zorganizował już około 20 takich wypraw -kontynuował Norm.

-Dużo wiesz... -powiedział Jake.

-Wiesz, dzieci Omaticaya są bardzo rozmowne -zaśmiał się Norm.

-Wielkie dzięki, Norm. Musze już spadać -Jake wstał i udał się w kierunku wyjścia.

-Wpadnij, jak dowiesz się czegoś nowego. Jestem cholernie ciekaw rozwoju sytuacji -powiedział szybko Norm.

-OK -Jake wybiegł na zewnątrz, wsiadł na swojego Ikrana i wrócił do Hometree. Gdy wszedł do środka, zaczął rozglądać się za Enukanem. Nie było go na dole, więc wszedł na górę. Siedział obok hamaku małego na'vi i męczył się, aby z nim porozmawiać. Jake podszedł do niego.

-O, JakeSully! -Enukan ucieszył się na jego widok.

-Nadal nie chce ze mną gadać. Tylko ty umiesz się z nim dogadać, więc...

-Wiem, o co ci chodzi. Spróbuję z nim porozmawiać -Jake odwrócił się do chłopca.

-Hej, mały... Mówiłeś coś o O'kahret -Mały spojrzał na Jake'a.

-Alamutya -szepnął.

-Wiesz, gdzie się znajduje O'kahret? -Enukan spytał.

-Alamutya -Chłopiec powiedział głośniej.

-Alamutya, tak, to miejsce w górach Urah. Tydzień drogi stąd. -Enukan zaczął nawijać -Mamy trop. Musimy jak najszybciej zorganizować wyprawę... -zaczął się wiercić.

-Spokojnie... Na co to nam? Nie zamierzam organizować żadnej wyprawy. Nie wiemy nawet, czy te informacje są prawdziwe -powiedział Jake.

-Przez te dziecko przemawia Eywa, ja to wiem! -Enukan prawie krzyknął.

-Uspokój się... -Jake powiedział, a Enukan tylko wstał z wkurzoną miną i zszedł na dół. Po chwili Jake również wstał i zszedł na dół. Na dole spotkał Tu'an'a.

-Widziałeś Enukana? -zapytał.

-Wyszedł na zewnątrz. Co mu jest?

-Chce, abym zorganizował wyprawę poszukiwawczą O'kahret...

-Można się było tego spodziewać -Tu'an się zaśmiał.

-Od zawsze interesował się tymi sprawami. Wiesz, poszukiwanie nieznanego i tak dalej... Wyobraź sobie, że jako dziecko 2 razy uciekł z domu, a potem tłumaczył się, się poszukiwał Drzewa Przeznaczenia -zaśmiał się znowu i poszedł na górę.

Jake wyszedł na zewnątrz. Zauważył Enukana prowadzącego Pa'li. Podbiegł do niego.

-Co ty wyprawiasz? -zapytał.

-Skoro nikt nie chce iść ze mną, to wyruszę na poszukiwania sam -odpowiedział zimnym głosem.

-Oszalałeś?!

-Może -powiedział i wspiął się na wierzchowca.

-Powiedz mi, po co ci to?

-Nie zrozumiesz tego. Pół życia poświęciłem O'kahret. Muszę wyruszyć -powiedział i odwrócił wzrok na zachodzące słońce. Jake zastanawiał się przez chwilę.

-Dobrze. Zorganizuję wyprawę. Zbiorę ekipę i wyruszymy pojutrze -Jake przewrócił oczami. Enukan nic nie powiedział, zszedł z swojego Pa'li i połorzył rękę na ramieniu Jake'a.

-Dziękuję, JakeSully -powiedział ze spokojem, chwycił swojego Pa'li i wrócił do Hometree. Jake tylko stał w miejscu i wpatrywał się w zachód słońca.

-To będą ciężkie dni... -powiedział do siebie.

Chwilę później udał się do Hometree w celu położenia się spać. Gdy wszedł do swojego hamaku, przyszła Neytiri.

-Już idziesz spać? Nie zaczekasz na mnie? -uśmiechnęła się. Jake westchnął.

-Co się stało? -zapytała.

-Wiem o O'kahret. Ten chłopiec chyba wie, gdzie się znajduje. Powiedziałem Enukanowi, że zorganizuję wyprawę... Mam mało czasu, aby go przekonać, że te całe poszukiwania to głupi pomysł. Nie chcę się stąd ruszać -wzruszył ramionami.

-Jake, jesteś Olo'eyectan. Musisz dbać o swoich ludzi... Jake spojrzał na Neytiri.

-Masz rację. Zrobię to -powiedział z przekonaniem.

-Wyruszę z wami -dodała Neytiri -Nie mogę pozwolić, abyś się tam nudził beze mnie -uśmiechnęła się szeroko i weszła powoli do hamaka Jake'a. Jake nic nie powiedział. Tylko się uśmiechnął.

Ranek. Jake obudził się w hamaku sam -ucieszył się, pierwsza normalna pobudka od dłuższego czasu. Wyszedł powoli z hamaku i zszedł na dół. Zastał duże zbiorowisko członków klanu.

-Co się dzieje? -zapytał się Mo'at i Neytiri.

-Chłopiec zniknął -powiedziała Mo'at od razu.

-Jak to "zniknął"?

-Nigdzie go nie ma. Nikt go nie widział -wzruszyła ramionami. Nagle podbiegł do nich Suvey.

-Chyba go widziałem. Niedawno jakiś dzieciak kręcił się niedaleko lasu. To mógł być on -oznajmił.

-Gdzie go widziałeś? spytał Jake.

-Tam -wskazał palcem.

-Neytiri, chodź -krzyknął Jake ruszając z miejsca. Neytiri pobiegła za nim. Oboje weszli do lasu. Neytiri pochyliła się nad ziemią.

-Widzę świeże ślady. Chodźmy -powiedziała i ruszyła dalej. Kierując się śladami ogarnął ją niepokój. Prowadziły one do niebezpiecznego miejsca, bowiem niedaleko znajdywała się ogromna przepaść. Po paru chwilach las się skończył. Jake i Neytiri 50 metrów dalej ujrzeli przepaść, a na jej skraju stał mały na'vi wpatrujący się w otchłań. Jake już wiedział, co chce zrobić.

-Nie rób tego! -Od razu krzyknął, po czym powoli zaczął kierować się w stronę chłopca. Ten tylko odwrócił głowę w stronę Jake'a.

-Stój w miejscu.

-Nie. Skończę to wszystko -powiedział mały na'vi ze spokojem.

-Jak masz na imię? -spytał ponownie Jake, cały czas bardzo powoli zbliżając się do chłopca.

-Talu... -odpowiedział.

-Talu, nie rób tego, pomyśl o swojej rodzinie -Jake mówił co mu ślina na język przyniosła.

-Nie mam rodziny -odpowiedział chłopiec i odwrócił głowę w stronę przepaści.

-Rozumiem, ja też straciłem rodzinę -powiedział Jake. lekko się jąkając.

-I tak skoczę... -mruknął pod nosem. Jake'a od niego dzieliły już tylko 2 metry.

-Talu, proszę... -Jake nie dokończył. Mały na'vi pochylił się nad przepaścią. Skoczył.