Chłopak osunął się na chodnik, a rzeczy z jego plecaka rozsypały się. Derek instynktownie pospieszył w tamtym kierunku, ale nim zdążył stanąć między Stilesem a Jacksonem rozległ się pełen złości warkot.
Whittemore chyba zamierzył się na omegę, bo nagle został pociągnięty do tyłu za podniesioną pięść i nikt inny, jak chłopak z plakatu stał teraz nad alfą samemu błyskając czerwonymi tęczówkami. Powietrze zrobiło się tak gęste, że Derek nie mógł prawie oddychać. Nieznajomy oczywiście był o wiele starszy od nich i teraz w ciągu sekund dał im odczuć, jak bardzo jego siła rozwinęła się przez te lata.
- Miguel! – krzyknął nagle Stiles. – Nic mi nie jest. Możesz go puścić – poprosił omega.
Młody mężczyzna spojrzał na Jacksona z wyraźnym obrzydzeniem, gdy odpychał go od siebie.
- Nic ci nie jest? – spytał Miguel z niedowierzaniem. – Czuję krew, twoją krew. Zabrać cię do szpitala? – spytał alfa podchodząc do Stilesa i Derek z niedowierzaniem obserwował jak mężczyzna podnosi ostrożnie jego omegę na nogi i zaczyna oglądać rozcięcie z tyłu głowy.
- Nie wyskakuj do mnie z całym swoim alf-izmem – sarknął Stiles, odpychając jego ręce, a potem zaczerwienił się, gdy zorientował się, że patrzy na nich cała szkoła. – To mój kuzyn! – pisnął Stiles i Derek od razu usłyszał kłamstwo w jego głosie.
Miguel przewrócił oczami i parsknął.
- Kuzyn? Poważnie? – spytał mężczyzna, obejmując Stilesa ramieniem.
Omega nie stronił od dotyku. Pozwolił nawet alfie na oznaczenie się zapachem, czego Derek nagle nie mógł znieść. Wszystko było nie tak. Nie chciał, żeby Stiles nosił na sobie jego zapach, ale inny alfa też nie mógł tego mieć.
Jackson musiał oprzytomnieć, bo warknął coś pod nosem, co podejrzanie brzmiało jak groźba i Miguel nagle spojrzał na Whittemore'a.
- Oskarżę cię o napaść – sarknął Jackson, rozcierając rękę.
- Kiedy zaraportuję, że jako alfa znęcałeś się nad omegą, zapomnij o innej pracy jak cieć w tej szkole – odwarknął Miguel. – Jeśli usłyszę od Stilesa, że kiedykolwiek na niego krzywo spojrzałeś, zrobię to. Do trzech lat mam pełne prawo wnieść oskarżenie – wyjaśnił mu bardzo powoli i Jackson zbladł.
- Miguel – jęknął Stiles. – Radzę sobie sam.
- Nie kwestionuje tego. Bardziej mnie interesuje, gdzie jest ten tchórzliwy gówniarz, który powinien faktycznie stawać w twojej obronie – warknął Miguel prześwietlając tłum.
Derek instynktownie wyczuł, że chodzi o niego i zesztywniał, gdy zdał sobie sprawę, że faktycznie obowiązkiem każdego alfy było bronienie swojej omegi. Nie potrafił powstrzymać wstydu i już za to był na siebie wściekły. Jego hormony znowu wyrywały się spod kontroli.
- Kto spędził z tobą Pares de la Luna, Stiles? – spytał Miguel, marszcząc brwi. – Mam nadzieję, że nie zaprosiłeś go na tę pełnię, bo jeśli tak, to chcę zamienić słowo z tym tchórzliwym gnojkiem. Powinien być doczepiony do twojego boku – dodał.
- Na miłość boską! – jęknął Stiles. – Nie rób scen. Idziemy z Ericą i jej chłopakiem na pizzę. Pogadamy tam. I po jaką cholerę czekałeś przy moim samochodzie? Nie mogłem się tam dostać przez twoich pieprzonych fanów – zaczął marudzić.
Miguel uśmiechnął się krzywo, gdy pochylił się, aby podnieść jego plecak.
ooo
Derek przestał żałować, że Boyd zaprosił go na pizzę. Coś wewnątrz niego krzyczało, że powinien postawić się Miguelowi i odebrać Stilesa, ale bardziej racjonalna część jego mózgu podpowiadała mu, że to i tak nic nie da. Omega nie odstępował tego obcego alfy nawet na krok , a Derek powoli tracił cierpliwość.
Stiles zamówił jakieś niebotyczne ilości jedzenia i Erica wydawała się równie zainteresowana pochłonięciem dwóch porcji, co on. Miguel wydawał się szczerze rozbawiony.
- Niedługo pełnia – stwierdził mężczyzna, jakby to, cokolwiek tłumaczyło i może tak było w rzeczywistości.
- Och, zamknij się – sarknął Stiles, ale bez jadu w głosie.
- Jestem tylko zazdrosny, bo nie przybierasz na wadze. Erica też wygląda świetnie – rzucił, jakby nigdy nic i Boyd wyraźnie stężał.
Derek, jako jedyny siedział samotnie na swojej ławce i wcale nie czuł się dobrze z tym, że ramiona Stilesa i Miguela stykają się na całej długości. Stilinski wydawał się początkowo skrępowany jego obecnością, ale po chwili, po całości uprawiał już niewielki flirt ze swoim przyjacielem.
- Yhym… A twoje mięśnie wcale nie są powodem do zazdrości – stwierdził Stiles. – Jak zamierasz się doktoryzować, skoro wszystko, co o tobie słyszę to albo jesteś na wybiegach Europy, albo ćwiczysz? – spytał retorycznie.
- Dlatego przenoszę się z powrotem do Beacon Hills – powiadomił go Miguel lekko i Derek poczuł, że robi mu się gorzej.
Do tej pory sądził, że Stiles jest pewnikiem. Miguel jednak zmieniał wszystko. Stiles w jednej sekundzie mógł mieć partnera na pełnię. Chętnego, starszego, przystojnego. Kogoś, kto nie traktował go jak małego, wrednego gówna.
- Tata będzie wniebowzięty – odparł Stiles całkiem szczerze i Erica też wydawała się szczerze zadowolona.
Boyd zesztywniał jeszcze bardziej, a Miguel popatrzył na chłopaka Reyes z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
- Erica to piękna kobieta, kolego. Bardzo specjalna, ale to już wiesz. Kiedy dowiedziałem się, że Stiles i Erica są po lutowej pełni nie mogłem, nie wpaść poznać ich partnerów – wyjaśnił mężczyzna. – Nie jestem żadnym zagrożeniem, o ile będziesz traktował ją właściwie.
- O Boże – jęknął Stiles. – Poważnie zrobiłeś właśnie tę gadkę? Tata Erici już mu groził. Ja mu groziłem!
- To teraz mamy komplet – odparł Miguel, puszczając mu oczko.
Erica przewróciła oczami.
- Grożenie nie było konieczne. Nie zamierzam jej skrzywdzić – odparł całkiem poważnie Boyd.
Miguel uśmiechnął się szerzej, gdy nie usłyszał w jego głosie kłamstwa.
- Więc ten dupek na parkingu… - zaczął mężczyzna.
- Jest tematem do porzucenia – wszedł mu w słowo Stiles. – Wychodzę do toalety – dodał szybko, podnosząc się nim, ktokolwiek zdążył zareagować.
Miguel nie skomentował jego wyjątkowo oczywistej ucieczki. Odczekał chwilę nim pochylił się nisko nad stołem.
- O co chodzi z jego alfą? – spytał szybko i Erica przygryzła wargę. – Nie ma żadnego? Kiedy rozmawiałem z nim kilka dni temu, wydawało mi się, że coś jest nie w porządku, ale nie chciał mi powiedzieć. Daj mi jakąś wskazówkę. Wiesz, że on jest mistrzem wyparcia, ale to nie jest odpowiednia pora. Pełnia robi sporo bałaganu emocjonalnego – westchnął Miguel.
Erica westchnęła.
- To nie jest twoja sprawa. Jesteś alfą, nie zrozumiesz – rzuciła dziewczyna enigmatycznie, a potem starała się sztucznie uśmiechnąć, co tylko pogorszyło sprawę.
- Nie wymawiaj się tym gównem – syknął mężczyzna. – Nie znalazł nikogo? O to chodzi? Jesteście tak bardzo w gorącej wodzie kąpani – dodał, kręcąc głową.
- Stiles… - zaczęła Erica i urwała. – Nikt go nie zaprosił – powiedział w końcu z wahaniem. – I nie chcę plotkować. Nie chcę wchodzić w jego prywatne sprawy – dodała z większą pewnością w głosie. – Nie chciał o niczym rozmawiać, ale przez cały tydzień zachowywał się dziwnie.
- Nie powiedział ci – stwierdził Miguel, a Erica pokręciła przecząco głową. – Ale chyba masz jakieś pojęcie…
- Dla alf jest inaczej – powiedziała w końcu dziewczyna i Derek zmarszczył brwi.
Pewnie nie powinien się przysłuchiwać całej rozmowie, ale jakoś nie mógł się zdobyć na to, żeby odejść. Erica rzucała jemu i Boydowi nerwowe spojrzenia, ale nie wyprosiła ich otwarcie, więc zacisnął zęby i starał się przypomnieć sobie jak najwięcej z tamtej nocy.
- Dla was jest inaczej. Dla mnie było inaczej – wyjaśniła Erica. – Ludzie opowiadają takie okropne rzeczy o Stilesie, że jest dziwakiem i… - urwała, ściskając mocniej dłoń Boyda. – A Stiles ma mega dobre serce. Myślę, że jakiś dupek go wykorzystał – powiedziała w końcu i Derekowi zrobiło się niedobrze.
- Jak? – spytał Miguel. – Nie spytał o zgodę?
- Nie – zaprzeczyła Erica. – Szeryf był w domu przez cały czas. Wystarczyłoby, żeby krzyknął i koleś nie dotarłby do posterunku w jednym kawałku – odparła dziewczyna i po plecach Dereka przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
Nigdy nawet nie zainteresował się tym, gdzie ojciec Stilesa był. Może nawet słyszał ich w nocy.
- Myślę, że ktoś z innej szkoły nie znalazł partnera i przyszedł do Stilesa. Alfa w potrzebie. A wiesz, że Stiles nie wykopałby nikogo, kto potrzebowałby pomocy – wyjaśniła Erica. – I Stiles pewnie myślał, że wiesz… Rano porozmawiają albo coś, ale pewnie obudził się a kolesia nie było – dodała cierpkim tonem. – Tak sądziłam do zeszłego tygodnia.
- Co? – zdziwił się Miguel.
- Myślałam, że Stiles nie znał imienia tego alfy i wiesz… Wstydził się – wzruszyła ramionami. – Ale teraz sądzę, że to któreś z popularnych dzieciaków jak Boyd i Derek – ciągnęła dalej. – Mam taką hipotezę, że ten pierwszy raz Stilesa nie był dobry. Gdyby był dobry, pochwaliłby się – dodała niepewnie. – Scottowi albo tobie. A on zagryzł wargi i nic nie mówi. A do tego, to pomieszało się z jego lekami i teraz… - urwała z westchnieniem. – Nie chciał rozmawiać o tym kolesiu, a w tamtym tygodniu poszedł spytać go o tę pełnię i Stiles wyglądał na załamanego… Nie, że koleś mu odmówił, ale bardziej zawstydzonego, że w ogóle poszedł zapytać – zakończyła.
- Zabiję go – warknął Miguel, chyba w lot pojmując w czym rzecz.
Derek nie bardzo orientował się w sytuacji. Wszystkie migawki, które miał dowodziły raczej, że Stiles miło spędził noc. Na pewno rano był usatysfakcjonowany i wciąż lekko pobudzony. Derek wyczuwał to, gdy wychodził. Cały pokój śmierdział seksem i na pewno obaj dochodzili.
- To sprawa Stilesa – powiedziała Erica.
- Co jest sprawą Stilesa? – spytał bezpośrednio zainteresowany, stając nagle koło ich stolika. Chłopak z wahaniem wsunął się na miejsce koło Miguela. – Co tak umilkliście? Plotkowaliście o mnie? – zażartował, ale w jego głosie była jakaś taka dziwna nuta, która sugerowała, że jednak właśnie tego się obawiał.
Derek nie bardzo wiedział jak powinien się teraz zachować. Słowa Erici wciąż przewijały mu się w głowie, dręcząc go. Starał się jakoś zestawić obrazy ze sobą, ale nic z tego nie wychodziło. Był półprzytomny z żądzy, gdy dotarł do domu Stilesa, wtedy w nocy. I to wcale go nie usprawiedliwiało.
Nie wiedział, dlaczego nie czuł pociągu do Stilesa wcześniej. To musiała być pełnia i jej efekt na jego logiczne rozumowanie. Inaczej nie mógł i nie chciał tego tłumaczyć. Słowa Cory przewijały się wraz ze wszystkim, co ostatnio słyszał i dostrzegł, że Miguel spogląda na niego z zainteresowaniem.
Stiles jednak rozproszył ich, rozlewając napój.
- Chryste, tak bardzo cię przepraszam – powiedział Stilinski.
Miguel nie wyglądał na obrażonego faktem, że jego spodnie są lepkie od słodkiego napoju.
- Zaczyna się? – spytał alfa.
Stiles spojrzał na niego w nieskrywanym przerażeniu. Derek przypomniał sobie nagle, co słyszeli o biologii omeg. Nie przywiązywał do tego większej uwagi, niż musiał. Peter twierdził, że instynkt poprowadzi ich wszystkich jak zawsze. W czasach, gdy wciąż mieszkali w lasach nie było szkoły, a jednak wszyscy wiedzieli, co robić.
Stiles musiał czuć się źle. Omega naturalnie łaknęła dotyku. Widać to było po tym jak Erica instynktownie przysuwała się do Boyda. Wydawało się to dziwnie piękne.
Stiles, jednak siedział sztywno przy stole. Jego ręce drżały.
- W Stanach nie mówimy o tym w taki sposób – sarknął Stilinski, wciąż rumieniąc się wściekle.
Derek słyszał jak szybko biło jego serce. Chłopak wydawał się skrępowany. Zapewne jego obecnością. Może Erica nie powiedziała mu o tym, że wybierają się na pizzę większą grupą. Nie mógł powstrzymać lekkiej irytacji na samą myśl, że omega mógł go tutaj nie chcieć.
- Dzikusie – dodał Stiles i brzmiało to flirciarsko.
- Mówiłam ci – powiedziała Erica nagle. – Mówiłam ci, że cały czas sobie dogryzacie w ten dziwny sposób – dodała dziewczyna.
Stiles przewrócił oczami, nie zwracając uwagi na alfę, który spoglądał na niego rozbawiony.
- Młode omegi flirtują z przyzwyczajenia – powiedział Miguel.
- A, co ja mówiłem? – spytał retorycznie Stiles. – Dzikus. Pewnie nadal w Meksyku przerzucacie swoje omegi przez ramię i zmierzacie w stronę jaskiń.
Miguel nie wyglądał na urażonego, ale szczerze rozbawionego. Szybko jednak spoważniał, przesuwając w stronę Stilesa swój talerzyk z frytkami. Omega mógł nawet tego nie zauważyć, ale Derek doskonale dostrzegł podtekst w tym geście. W ten sposób opiekowano się partnerem. I może Miguel był serdecznym przyjacielem obojga, ale jednak posuwał się za daleko.
Stiles jednak promieniał, gdy poświęcano mu uwagę, i to było równie nieprzyjemne, ponieważ nie promieniał w stronę Dereka. Twarz chłopaka notorycznie była skierowana w kierunku Miguela, jakby czekał na kolejne zaproszenie do słownych przepychanek. Omega zdawał się je uwielbiać, a co dziwne nie poddawał się autorytetowi starszego alfy.
Na parkingu z przezwyciężeniem tej instynktownej kwestii mieli problem wszyscy. Nie chodziło już czy było się omegą czy alfą. Miguel miał w sobie siłę, która na nich dopiero czekała wraz z dorosłością, na której progu stali. Księżyce oraz dobieranie w pary było jednak pierwszym etapem, który miał udowodnić czy są faktycznie zdolni do stworzenia czegoś trwałego.
- Ten alfa przed szkołą – zaczął alfa niby bez związku.
- Jackson – wtrącił Stiles, napychając usta frytkami.
Chłopak pacnął Ericę lekko w rękę, gdy ta próbowała podkraść mu jedzenie.
- Często cię zaczepia? – spytał Miguel.
Stiles wzruszył ramionami.
- Zależy, co określasz mianem często – stwierdził chłopak, kompletnie nie zainteresowany tematem.
Oczy Miguela błysnęły ostrzegawczo czerwienią.
- Młode alfy są mocno kierowane hormonami i popędem – podjął alfa.
- Jakbym nie zauważył – sarknął Stiles.
Możliwe, że odnosiło się to bezpośrednio do Dereka. Jednak wolał tak tego nie odbierać.
- W końcu jednak wyciągają głowy z tyłków – poinformował go Miguel. – Dlatego cykl nie trwa jednej pełni czy dwóch – dodał.
Stiles zakrztusił się nagle i spojrzał na alfę załzawionymi oczami.
- Myślisz – kaszlnął. – Myślisz, że Jackson mnie chciał? – spytał omega z niedowierzaniem. – To raczej nie było dokazywanie na zasadzie 'zauważ mnie'. Poza tym on ma Lydię, koleś – poinformował go Stiles.
- Omegę, która nie jest nim w ogóle zainteresowana? – prychnął Miguel. – To nie tak, że wszystko nie może jeszcze ulec zmianie. Nie jesteś zobligowany do spędzenia drugiej pełni z alfą, z którym spędziłeś pierwszą.
- Wezmę to pod uwagę – rzucił Stiles sucho. – Jednak dość o mnie. Gdzie zamierzasz zamieszkać w Beacon?
