Carlos, gdzie jesteś?

Czułam niepokój, w mojej głowie powstawały najróżniejsze scenariusze. Od najgorszego, że oboje zginęli, co pod wieloma względami wydawało się raczej niemożliwe, biorąc pod uwagę zwinność i celność Carlosa i szybkość Jill, po nie mniej gorsze, że oto zaszyli się gdzieś w jakimś zacisznym miejscu, żeby oddawać się urokom pośpiesznego, namiętnego seksu. To było możliwe. Jill nosiło dzisiaj jak kotkę podczas rui, a i Carlos mógł stęsknić się za rozkoszą, jaką niesie tylko bycie naprawdę blisko z piękną kobietą. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w piersi.

Zazdrość? Więc to jednak miłość.

Miłość. Śmieszne słowo. Dla każdego oznacza coś innego.

Spuściłam nogi na podłogę i podeszłam do barku. Fantomas wszedł w swoją rolę, bo stał z miną znawcy technik barmanów i czyścił jakąś szklankę zszarzałą ściereczką. Usiadłam obok Kosiarza, który popijał coś z kubka. Kawę, jak podpowiedział mi mój nos. Już miałam poprosić o kubek mocnej czarnej, kiedy drzwi do lokalu skrzypnęły głośno i przeciągle. Odwróciłam się. Przepuszczając Jill po gentlemeńsku przodem, do pomieszczenia wszedł Carlos. Oboje wymienili ostatnie zdania, kończąc jakąś rozmowę. Kobieta roześmiała się wdzięcznie, a mężczyzna jej powtórował. Wyglądało na to, że byli w dobrych humorach.

Kosiarz pierwszy zareagował, mierząc rozanieloną parkę groźnym wzrokiem.

- Olivera, „o zmierzchu" znaczy „o zmierzchu", zgadza się?

- Tak, sir. – Carlos udając skruchę, zrzucił kamizelkę i razem z bronią odłożył ją na blat obok mojego paska. – Ale… zabłądziliśmy.

Stolik obok mnie wybuchnął gromkim śmiechem.

- Więc to tak się teraz nazywa! – zakrzyknął rozbawiony Shark.

- Panowie, panowie! – Carlos uspokajająco uniósł ręce do góry. – Jakkolwiek dwuznacznie to zabrzmiało, naprawdę zabłądziliśmy.

- Miasteczko jest większe niż sądziliśmy. – Jill ściągnęła z siebie bluzę; jej biały podkoszulek był dziwnie wymięty. – Krążyliśmy i krążyliśmy. Cudem trafiliśmy tutaj.

Zmierzyłam ją wzrokiem. Czy te rumieńce na policzkach to pamiątka po nieziemskim szczytowaniu czy może to po prostu efekt chłodnego wiatru?... Spojrzałam na Carlosa. Wyglądał normalnie. Podszedł do baru.

- Krwawą Mary – rzucił tonem stałego klienta i spojrzał na mnie; jego seksowne usta rozszerzyły się w uśmiechu. – Tęskniłaś, Alice?

Zmarszczyłam brwi.

- Jeszcze jak! – Usłyszałam rozbawiony głos Sharka. – Nawet prysznicu bez ciebie wziąć nie chciała.

- Naprawdę, kochanie? – zapytał Carlos przymilnie i nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, jego ciepłe wargi musnęły moją skroń. – Jestem już, możemy działać.

Zerwałam się ze swojego miejsca jak oparzona. Bez słowa zniknęłam w korytarzu. Chwyciłam plecak i weszłam do łazienki, zamykając za sobą drzwi, klucza w zamku jednak nie przekręciłam.

Łazienka okazała się naprawdę niezła tak, jak mówił Kosiarz. Szary marmur wyglądał bardzo elegancko i luksusowo. Pomieszczenie miał kształt prostokąta. Naprzeciwko drzwi było duże okno z mlecznego szkła. Po lewej stronie stała futurystyczna kabina prysznicowa w kształcie futerału na lornetkę, a obok niej umywalka z lustrem, zaś po prawej w podłodze ział duży, prostokątny otwór będący wanną.

Skusiłam się na kąpiel, dlatego rzuciłam plecak pod ścianę i podeszłam do wanny. Odkręciłam czerwony kurek bez nadziei na gorącą wodę, ale strumień okazał się przyjemnie ciepły. Opłukałam dawno nie używany marmurowy zbiornik i zatkałam odpływ gumowym korkiem ze srebrnym łańcuszkiem. Usiadłam na brzegu wanny i sięgnęłam do sznurówek. Dopiero teraz dostrzegłam stojące obok mnie plastykowe buteleczki. Szampon, płyn do kąpieli, sól o zapachu morskim, peeling brzoskwiniowy. Niezłe wyposażenie. Podniosłam płyn do kąpieli. Data ważności upłynęła pół roku temu, ale byłam gotowa zaryzykować. Zapach róży.

Ściągnęłam buty i odstawiłam je pod ścianę, wpychając do środka skarpety. Wstałam i ściągnęłam z siebie spodnie. To samo zrobiłam z t-shirtem. Ubrania rzuciłam niedbale na podłogę i boso w samych majtkach ruszyłam w stronę lustra. Było zakurzone, przetarłam je więc dłonią i zobaczyłam swoje niewyraźne odbicie. Patrzyły na mnie czujne, niebieskie oczy. Były dziwnie puste i smutne tak, jakby wcale nie szalała we mnie burza uczuć. Westchnęłam i wróciłam do wanny, która zdążyła się wypełnić w całości wodą. Dolałam sobie płynu i zmąciłam wodę dłonią. Biała, puszysta piana pojawiła się od razu. Dawno nie miałam takiego luksusu. Kąpiel. Już sama nazwa brzmiała cudownie po tych wszystkich trudach podróży. Ściągnęłam majtki i ostrożnie weszłam do wody. Niezbyt ciepła, ale bardzo przyjemna. Zanurzyłam się cała, kładąc się na dnie. Leżałam tak do momentu aż zabrakło mi powietrza. Wnurzyłam się i zebrałam włosy z twarzy. Otworzyłam oczy.

Przede mną stał Carlos. Na jego twarzy malował się zawadiacki uśmieszek.

- Dlaczego na mnie nie poczekałaś? – zapytał z udanym wyrzutem, siadając na podłodze obok.

- Długo tu jesteś? – zapytałam, siadając na dnie wanny i opierając się plecami o jej brzeg; piana zakrywała całkowicie moje ciało oprócz ramion.

- Ty podglądałaś mnie, więc teraz moja kolej. – Zanurzył dłoń w wodzie i zebrał pianę, a potem śmiesznie zdmuchnął ją z powrotem do wanny.

Założyłam nogę na nogę i wystawiłam je z wody, opierając piętę o brzeg zaraz obok mężczyzny. Ten ruch nie uszedł uwadze Carlosa, bo od razu sięgnął dłonią do mojej łydki i przesuwając palcami po mokrej skórze, uśmiechnął się łagodnie.

- Czy ty i Jill… - zaczęłam nerwowo; ciekawość zżerała mnie niczym jakiś pasożyt.

- Co ja i Jill? – zapytał niewinnym tonem.

- Byliście razem?

- Na zwiadach? Tak, przecież szef nas tak podzielił.

- Przestań! Wiesz, o co mi chodzi!

Wiedział, ale specjalnie się ze mną droczył.

- Czy to zazdrość przemawia przez ciebie, Al?

Nigdy jakoś nie lubiłam tego „Al". Prychnęłam.

- A więc jednak. Skoro tak, wiedz, że nie rzuciłem się na Jill, kiedy zniknęliśmy za pierwszym zakrętem. Do niczego nie doszło. Zresztą, Jill nie zdradzała na mnie najmniejszej ochoty, a i ja nie naciskałem. Poza tym – znowu przesunął palcami po mojej łydce – mam ciebie, moją najpiękniejszą Alice…

Uśmiechnęłam. To właśnie chciałam usłyszeć.

- Wiesz – zaczął nadal głaszcząc moją nogę – powiedziałem chłopakom, że idę się zdrzemnąć, więc z łaski swojej, bądź cicha…

Zachichotałam.

Carlos zostawił moją nogę i położył się na brzuchu wzdłuż dłuższego brzegu wanny. Jedno ramię położył sobie pod głową, zaś drugie wyciągnął i zanurkował nim pod wodę. Poczułam dotyk jego palców na swoim pępku. Jego dłoń przesunęła się niżej. Spojrzałam mu w oczy i nasze spojrzenia spotkały się. Uśmiechnął się zawadiacko i nie odrywając wzroku od moich oczu, wsunął dłoń między moje uda. Moje ciało zareagowało od razu. Po chwili poczułam, jak wsunął we mnie kciuk. Miał wprawne palce, których ruchy powoli i nieubłagalnie doprowadzały mnie od ekstazy. Przygryzłam usta, zaczęłam drżeć, co najwyraźniej było dla niego znakiem do przyśpieszenia ruchów. Kiedy balansowałam na granicy niemal bolesnego podniecenia i cudownego szczytowania, chwyciłam jego dłoń pod wodą i przycisnęłam ją do swojej kobiecości. Orgazm przeszył mnie niczym błyskawica, zalewając falą ciepła i rozkoszy. Jęknęłam. Carlos roześmiał się łagodnie. I wtedy chwyciłam go pod ramię i pociągnęłam do wody. Wpadł do wanny z głośnym pluskiem, zupełnie się tego nie spodziewając. Objęłam go i przycisnęłam do siebie.

- Mała diablica – szepnął mi prosto do ucha. – Teraz mam całe ciuchy mokre.

- No cóż… - odszepnęłam mu namiętnie; uniosłam lekko kolano i wsunęłam mu między nogi; był twardy.

Moje wargi szybko znalazły jego usta i zaczęliśmy się całować. Czułam ciężar jego męskiego ciała.

Nagle rozległo się głośne pukanie w drzwi.

- Alice? Alice! – Od razu rozpoznałam głos Motorka.

- Tak? – odpowiedziałam, patrząc w oczy leżącemu na mnie Carlosowi.

Mężczyzna nie wydawał się zbity z tropu. Przeciwnie: jego usta zaczęły pieścić moją szyję.

- Jest tam Carlos?

Oboje znieruchomieliśmy. Spojrzałam rozgniewana na Carlosa. Ten jednak wzruszył ramionami.

- Jest. – Przełknęłam ślinę. – Myje… zęby. Nad umywalką.

- To dobrze. – Głos Motorka dziwnie zadrżał. – Coś się dzieje. Dwa samochody wjechały do miasta. Błysnęły tylko reflektorami, ale szef mówi, że mogą wrócić. Nie wiemy, kto to może być… Dlatego… lepiej żebyśmy wszyscy byli w gotowości. Szef rozkazał.

- Już idziemy – rzucił Carlos, wcale jednak nie ruszył się z miejsca.

Doszedł nas odgłos kroków Motorka, kiedy pobiegł korytarzem. Spróbowałam zepchnąć z siebie Carlosa.

- To nie zajmiemy się teraz mną? – zapytał smutno.

- Nie! Sam słyszałeś.

- Szkoda. No cóż, przynajmniej kąpiel mam dziś z głowy.

Wstał i ciężko wyszedł z wanny. Cały ociekał wodą, co wyglądało dość komicznie. Roześmiałam się.

- Myłem zęby, tak? – zapytał. – Dlaczego nie mogą wiedzieć, że… jesteśmy ze sobą?

- To by zepsuło morale w oddziale – odpowiedziałam zgodnie ze starą, wojskową prawdą. – Zazdrość rozbiłaby nasz zgrany zespół. A tak, reszta myśli, że ma u mnie jakieś szanse i jest ok. Nie warto zabierać chłopcom nadziei.

- Ale jesteśmy ze sobą, tak? Nieoficjalnie?

- Tak, panie Olivera.

Uśmiechnął się do mnie.