Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale ten rok to praktycznie nauka, nauka, nauka. Na zmianę z remontem. Teraz w Święta udało mi się troszkę odetchnąć, zatem… w wasze ręce oddaję nowiutki rozdzialik. Enjoy!
Akt II Iji
Kiedy się obudził, na stoliku koło łóżka zauważył kartkę, na której napisano w pośpiechu:
Minoru,
przepraszam, ale muszę pilnie wyjść – moi studenci pobili się i wysłali nawzajem do szpitala. Dowiem się, co z nimi i wrócę do ciebie. Jeśli jesteś głodny, obiad jest w kuchni, trzeba go tylko odgrzać. Jeśli nie umiesz, poczekaj na mnie. Pozwiedzaj dom, ale proszę, nie wychodź poza posiadłość. Nie chcę, żebyś się zgubił albo zranił w jakikolwiek sposób. Nie wpuszczaj nikogo i uważaj na siebie.
Minato
Westchnął, po czym udał się do łazienki, gdzie wziął prysznic. Następnie, odświeżony, zszedł na dół. Nie był głodny, nie miał ochoty na czytanie albo telewizję… Po chwili zastanowienia uznał, że polecenie nieopuszczania posiadłości nie obejmuje wyjścia do dojo. Zatem otworzył drzwi na taras i wyszedł na zewnątrz. Przeszedł kawałek i wszedł do budynku treningowego. Nie wiedział, dlaczego tak go tu ciągnie, jakby jakiś wewnętrzny głos przekonywał, że tutaj dowie się czegoś ważnego. Rozsunął drzwi, ściągnął buty i wszedł do środka. Znalazł się w ogromnej sali wyłożonej na środku matami. Sklepienie znajdowało się dość wysoko. Przez umieszczone pod nim okna wpadały promienie słoneczne, oświetlając znajdujące się pod jedną ścianą tarcze strzelnicze i zgromadzony pod inną spory zbiór broni.
Przystanął przy stoliku z kunai'ami. Wziął jeden do ręki. Zimny metal zaciążył mu w ręce. Obrócił go kilka razy i odłożył. Spojrzał przed siebie.
Zdało mu się, że widzi na środku sali ubranego w strój jounina wysokiego szatyna o srebrnych oczach, klęczącego przed może pięcioletnim blondynkiem. Tłumaczył mu coś, pokazując kunai. Następnie podał go dziecku i wskazał na tarczę. Maluch rzucił broń, jednak ta nie przeleciała nawet połowy trasy, jaką powinna była pokonać. Mężczyzna podniósł go i podszedł do chłopczyka, chwycił go za ramię i przejechał kunai'em po jego policzku. Trysnęły krew i łzy, rozległ się wrzask bólu.
- Zrobię jedno cięcie za każdym razem, kiedy nie trafisz w tarczę! – warknął brunet, stając nad chłopczykiem i podając mu kolejny kunai, nic sobie nie robiąc z jego łez.
Minoru potrząsnął głową. Wizja zniknęła. Powoli ruszył na środek sali, stąpając ostrożnie po matach. W którymś momencie potknął się o krzywo ułożoną i wylądował na miękkiej nawierzchni, wdychając nosem jej zapach. Przed oczami stanęła mu inna scena.
Siedmioletni blondynek o sześciu bliznach na policzkach podniósł się z trudem z ziemi, patrząc z rozpaczą na stojącą przed nim piękną kobietę o długich czarnych włosach i zimnych zielonych oczach, ubraną w tradycyjny strój ANBU.
- Nie robisz postępów! – warknęła. – Za karę będziesz dzisiaj trenował do końca doby, czyli przez następne dziesięć godzin!
- Ale ma… – urwał , kiedy kobieta spoliczkowała go siarczyście.
- Nie waż się tak do mnie mówić! Mówiłam ci, jak masz się do mnie zwracać, tak? Natychmiast przeproś!
- G…Gomen, aruji. Ja… ja…
- TY musisz zostać ukarany – przerwała mu zimno, chwytając go za włosy i rzucając twarzą na ziemię. zapach maty wdarł się do jego nosa. Chwilę później świsnął bat i rozległ się bolesny wrzask.
Minoru zerwał się gwałtownie z ziemi, kręcąc rozpaczliwie głową i oddychając szybko. Nie wiedział, co to było, ale czuł ból dziecka z wizji. Bardziej psychiczny niż fizyczny. I rozpaczliwą świadomość, że dla nikogo nie jest ważny, nikt go nie chce. To uczucie wypełniało go do tego stopnia, że z rozpaczy zacisnął mocno wargi. O tym, że je przegryzł, zorientował się dopiero, kiedy poczuł metaliczny smak krwi w swoich ustach. Świadomość samotności wzmogła się z kolejną wizją.
Ośmioletni blondynek leżał przykuty do stołu, z trudem łapiąc powietrze. Czuł krew, spływającą mu do gardła. Splunął nią kilka razy, po czym zerknął na stojących nad nim mężczyzn, ubranych w fartuchy medyków i trzymających w rękach jakieś strzykawki.
- Nie jesteś człowiekiem! Jesteś narzędziem! Masz obowiązek być posłusznym, wykonywać rozkazy! – warknął jeden z nich. Drugi uśmiechnął się zimno, mówiąc:
- Nie przejmuj się, zrozumie. Na razie wracajmy do badań.
Chwilę później blondynek znowu wrzasnął z bólu.
Minoru potarł oczy pięściami. Nie chciał tego widzieć, nie chciał! To… to było takie bolesne i bliskie zarazem… Cofnął się kilka kroków, niechcący strącając łokciem kilka katan. Szczęk jednej uderzającej o drugą sprawił, że przed jego oczami pojawił się kolejny obraz.
Ciemny las. Szczęk dwóch katan. Na środku leśnej polanki walczyło dwóch shinobi. Jeden rosły i potężny, ubrany w strój jounina, na jego czole lśniąca opaska Kusa Gakure. Drugi – ubrany w strój ANBU, jego twarz zasłaniała czarna maska pumy. Był niski, wyglądał niczym dziesięcioletnie dziecko, jednak kataną machał o wiele lepiej niż przeciwnik. Nic dziwnego więc w tym, że wkrótce go zabił. Wówczas na polankę weszli czekający dotąd w ukryciu ANBU.
- Wracamy do wioski – zarządził dowódca, kiedy trupowi odebrano zwoje, które były przyczyną ataku. Zerknął na stojącego bez ruchu chłopca. – Jak wrócimy, udasz się na trening, 42-sn. Czy to jasne?
- Hai, teishu – chłopiec skłonił posłusznie głowę, po czym bez protestów ruszył z pozostałymi. Jego dusza wyła z bólu, choć powtarzał sobie, że nie ma prawa czuć, bo jest narzędziem, a nie człowiekiem.
Minoru opadł na kolana, oddychając szybko. Nie, nie… NIE! Niech te wizje odejdą, on nie chce ich oglądać, nie chce czuć bólu tego dziecka, nie chce słyszeć jego krzyków, smakować jego słonych łez, czuć zapachu jego krwi… Kręcił rozpaczliwie głową, odganiając od siebie te obrazy. I nagle jego wzrok padł na jedną z zwalonych wcześniej katan. Długa, lekka, doskonale wyważona… Jej pochwa była bogato zdobiona delikatnym wzorem liści oraz kwiatów. Na pierwszy plan wybijał się jednak przecudnej urody feniks. Była piękna i wyjątkowa. Jej widok w jednej chwili sprawił, że rzeczywistość po raz kolejny się rozmyła.
Identyczna katana wisiała na innej ścianie. Właśnie sięgała do niej mała rączka dwuletniego blondynka. Nagle silne męskie dłonie złapały go w pasie i uniosły do góry. Pisnął z zaskoczenia.
- Co robisz, skrzacie? – zapytał wesoły i ciepły męski głos. – Jesteś jeszcze za mały, żeby używać katany dziadka.
- Aje ja ściem! – krzyknął maluch, machając nóżkami. Mężczyzna roześmiał się, po czym przytulił dziecko do piersi.
- Kiedy będziesz starszy – zapewnił, całując złotą czuprynkę. – A teraz pójdziemy na huśtawki. Co ty na to?
- YATTA! – chłopczyk zarzucił mu rączki na szyję, patrząc z uwielbieniem na trzymającego go wysokiego blondyna o błękitnych, pełnych miłości oczach. – Jeśteś najlepsi, tatiusiu!
Wizja rozwiała się, kiedy po policzku Minoru popłynęła łza.
- Tatusiu… – szepnął z bólem, po czym osunął się nieprzytomny na matę.
Minato wrócił do domu, kręcąc głową na głupotę swoich uczniów. Kakashi i Obito chyba nigdy nie zaczną współpracować. Pogodził się z tym. Ale gdyby chociaż przestali dążyć do wysłania się nawzajem na tamten świat…
Wszedł do kuchni, gdzie zastał nietknięty obiad. Czyżby Minoru ciągle spał? Udał się na górę i ostrożnie uchylił drzwi do pokoju chłopca tylko po to, by ze zdumieniem odkryć, że go tam nie ma. Ruszył z powrotem na dół, wołając:
- Minoru? Minoru, gdzie jesteś?
Cisza. Przerażająca cisza. Poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła. Czyżby Iwa dowiedziała się o chłopcu i porwano go, by dobrać się do niego? Będą go torturować? Zabiją go?
Kiedy później o tym myślał, musiał przyznać, że nawet przez chwilę nie przeszły mu przez głowę podejrzenia, którymi wcześniej podzielił się z nim Sarutobi: o tym, że chłopiec może być szpiegiem. I że teraz skorzystał z okazji i uciekł. Nie. On już przywiązał się do tego chłopca. Ufał mu i troszczył się o niego. A teraz szalał ze zmartwienia, bo nigdzie nie mógł go znaleźć! W końcu dostrzegł otwarte drzwi na taras. Ruszył w kierunku dojo. Przy drzwiach zobaczył buty Minoru i poczuł, jak zalewa go ulga. Znalazł go! Co za szczęście, nic mu nie jest! Wszedł do środka, chcąc udzielić mu reprymendy za doprowadzanie wuja do stanu przedzawałowego i zabrać go do domu. Zamiast tego zobaczył leżącego na ziemi blondynka. Strach ponownie podszedł mu do gardła. Dopadł do nieprzytomnego chłopca, wołając:
- Minoru! Minoru, co się stało? Minoru! – obejrzał dokładnie całe ciało dziecka upewniając się, ze nie jest ranne, po czym zabrał je do domu, gdzie położył je do łóżka. Zauważył przy tym, że blondynek ma gorączkę, więc wyszedł po zimny kompres. Kiedy wrócił, chłopiec rzucał się w łóżku, płacząc i krzycząc w kółko „Nie!" Minato złapał go za ramiona, przytrzymując w łóżku. Zaowocowało to głośniejszym wrzaskiem, w którym teraz wyraźnie słychać było rozpacz.
- Cii… Minoru, spokojnie, to tylko ja – mężczyzna usiadł na skraju posłania, tuląc i kołysząc chłopca. Szeptał uspokajające słowa i głaskał go, starając się ukoić go, zmniejszyć jego strach. W końcu ten oprzytomniał na tyle, by zorientować się, że ktoś go trzyma. Szarpnął się więc ze strachem, wołając płaczliwie:
- N-n-nie… p-pro-proszę… j-ja bę-będę… g…grze-grzeczny!
- Cii… Nie masz się czego bać, Minoru. Jesteś bezpieczny, nikt cię nie skrzywdzi – zapewnił Minato, patrząc uważnie na skulone dziecko.
- Minoru? Nie numer 42-sn? Ale… zaraz, moment! Przecież to… – chłopiec podniósł głowę, spoglądając na niego pełnymi łez oczami. – Wujek?
- Cieszę się, że jeszcze mnie pamiętasz – mężczyzna uśmiechnął się lekko, by zaraz zapytać poważnie – Co to było? Czego się bałeś? Minoru…
- Ja… ja… – blondynek siąknął kilka razy nosem, po czym wyszeptał pustym głosem – To nie jest moje imię. Ja nie mam imienia.
- Posłuchaj, rozumiem, że cię to męczy, ale nie naciskaj. Przypomnisz sobie swoje imię i…
- JA NIE MAM IMIENIA! – wrzasnął chłopiec. – Straciłem je, kiedy miałem pięć lat i umarł mój tata! Wszystko wróciło… wszystko… Ale ja nie chcę, to boli… Zabierz to! Ja nie chcę pamiętać! Nie chcę!
- Spokojnie, cicho, wszystko będzie dobrze – Minato przytulił go mocno, kołysząc delikatnie. W końcu, kiedy wyczuł, że blondynek się uspokoił, zapytał – A więc… mówisz, że straciłeś imię, kiedy miałeś pięć lat… To jak nazywano cię później?
- Numer 42-sn – cicha odpowiedź sprawiła, że błękitne tęczówki mężczyzny rozszerzyły się z szoku i zdumienia.
- CO?
- Kiedy się urodziłem, Rada Wioski zdecydowała, że należy zmienić mnie w broń, narzędzie do walki. Mój tata się nie zgodził, zapowiedział, ze jeśli spróbują to zrobić, to on mnie zabierze i opuści osadę. A był najlepszym shinobi w wiosce. Przy ilości ninja, jaka tam była, jego strata byłaby czymś niepowetowanym. Odstąpiono od pomysłu. Niewiele pamiętam z pierwszych lat, ale to, co mam… to moje jedyne szczęśliwe wspomnienia. Tata kochał mnie i robił wszystko, żebym miał beztroskie dzieciństwo… Kochałem puszczać z nim latawce w parku. Zabierał mnie tam codziennie. Bawiłem się z innymi dziećmi, zawiązywałem pierwsze przyjaźnie… Aż nadszedł atak ze strony Iwa. Odparto go, ale mój tata… on… Wówczas powrócono do projektu sprzed lat. Nie miałem już nikogo, kto by mnie obronił. Zaczęto mnie trenować i to nie w normalny sposób. Karano mnie za każde, najdrobniejsze nawet potknięcie czy wolne postępy… jednocześnie eksperymentowano na mnie. Pierwszy raz zabiłem, mając siedem lat.
- Kami-sama… – Minato patrzył na chłopca ze zgrozą. Ta historia… to było coś… niepojętego i strasznego. Jak można zrobić coś takiego małemu dziecku?
- Nie chciałem tego robić, ale grozili, że w przeciwnym razie zabiją mnie. Od tamtej pory oprócz treningów i eksperymentów dołączyły misje. Ranga A, S i wyższe. Zawsze wykonywane samodzielnie, z oddziałem ANBU pilnującym, żebym nie uciekł. Powoli… przestawałem się buntować. W końcu dzięki pomocy dawnego przyjaciela mojego taty uciekłem. Od prawie pół roku nie robię nic innego, ale… nie mam już sił, by robić to dłużej – zakończył zmęczonym głosem.
- Nie musisz już uciekać, Minoru – zapewnił mężczyzna. – Od teraz mieszkasz ze mną i NIKT nie ma prawa cię skrzywdzić. A jeśli spróbuje, najpierw „pogada" sobie ze mną.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale". A teraz chodź, musisz w końcu zjeść obiad – Minato wstał i skierował się w stronę drzwi. Zatrzymał się jednak i odwrócił, kiedy usłyszał ciche:
- Wujku?
- Hm?
- Arigato.
Podczas kiedy chłopiec jadł, Minato skontaktował się z Hokage. Ten zjawił się wkrótce potem wraz z młodą blondynką o błękitnych oczach. Yamanaka Izumi, jedna z najlepszych członków Wydziału Przesłuchań i Tortur. Przeszli razem do salonu, gdzie siedział już Minoru. Kobieta zajęła miejsce obok niego, uśmiechając się i mówiąc łagodnie:
- Hej, skarbie. Jestem Izumi. Nie bój się, nie skrzywdzę cię. Chcę tylko sprawdzić…
- …czy nie stanowię zagrożenia dla wioski – odparł spokojnie chłopiec, patrząc na nią poważnie. – Rozumiem. Jak chce pani to zrobić?
Nie spodziewała się tak dojrzałego zachowania, podobnie jak Minato i Sandaime, którzy usiedli na drugiej kanapie. Sarutobi od razu dostrzegł troskę w oczach starszego Namikaze. Uśmiechnął się w duchu. Tak, Minato już zdążył przywiązać się do tego dziecka. Hokage cieszyło to tym bardziej, że lepiej niż ktokolwiek inny widział, jakich szkód dokonują w psychice starszego blondyna wojna i samotność. Pięć lat temu w wojnie stracił ojca, cztery lata wcześniej matkę. Nie założył własnej rodziny, a mimo tego, że miał sporo znajomych i przyjaciół, raczej z nikim nie miał naprawdę mocnych więzi. Zatem ten chłopiec mógł być dla Minato darem losu. Byle tylko nie okazało się, że to szpieg albo… gorzej.
- KAMI-SAMA! – wykrzyknęła w tym momencie Izumi, gwałtownie odskakując od chłopca.
Słowniczek
Iji (jp.) – Wspomnienia
Aruji (jp.) – Pani, Władczyni
Teishu (jp.) – Pan, Władca
