Uczta powitalna miała zacząć się już za kilka minut. Tom poczuł na plecach dreszczyk ekscytacji, jak za czasów, gdy sam był uczniem Hogwartu. Mimo tylu lat, wciąż pamiętał to miejsce… ale nie tych ludzi.

Centralne miejsce jak zwykle zajmował Albus Dumbledore, ubrany dziś w uroczysty, czerwony strój z cekinami i brokatem.

Po prawej stronie dyrektora siedziała Minerwa MC Gonagall. Jej outfit bardzo przypadł Tomowi do gustu, jako że był poważny, ale i młodzieżowy zarazem. Miała na sobie prawilną szatę marki Adidas przyozdobioną charakterystycznymi trzema paskami. Jej nogi zdobiły błyszczące, białe Superstary, za to na głowie spoczywała tiara z daszkiem w stylu New York Hat. Jedynym elementem biżuterii, oprócz złotego Rolexa, był ciężki łańcuch wykonany z tego samego kruszcu. Już samo to świadczyło o prestiżu i bogactwie, a jednak raperka nie poprzestała na tej ozdobie. Do łańcucha przyczepiony był potężny, ozdabiany brylantami wisior w kształcie liścia halucynoziela. Całości obrazu dopełniały swagerskie okulary przeciwsłoneczne, które oczywiście noszone były wyłącznie ze względu na wygląd, jako że był już późny wieczór.

Riddle przez dłuższą chwilę nie mógł oderwać wzroku od nauczycielki transmutacji, oszołomiony perfekcyjnym doborem elementów ubioru. W końcu jednak przeniósł wzrok na pozostałych nauczycieli. Większość z nich znał już z imienia i nazwiska. Na szczególną uwagę zasługiwał tu Severus Snape – wierny Śmierciożerca, który oczywiście nie mógł mieć pojęcia, że Tom Riddle to tak naprawdę Lord Voldemort.

Przy końcu stołu miejsce zajęła nieznana Tomowi kobieta w gustownym różowym sweterku. Przez chwilę zastanawiał się kto to, ale później jego uwaga została zwrócona na drzwi Wielkiej Sali, które otworzyły się, wpuszczając do środka uczniów.

Rozpoznał rzecz jasna młodego Malfoya, syna wiernych Śmierciożerców, których małżeństwo Tom uratował. Mimo że było to ledwie wczoraj, Voldemort czuł, jakby od tego wydarzenia minęły dobre cztery miesiące.

Zobaczył też Wroga Numer Jeden (czyt. Harry'ego Pottera). Pogrążony był on w rozmowie z dwoma innymi uczniami – dziewczyną łudząco wręcz podobną do Emmy Watson i jakimś rudym chłopcem odzianym w łachmany. Piegi, rude włosy… to pewnie Weasley – domyślił się Tom dumny ze swych umiejętności dedukcji.

Szła z nimi też ruda dziewczynka, której Tom na pewno nigdy w życiu nie spotkał. A jednak na jakimś poziomie świadomości był pewien, że nazywa się ona Ginny Weasley. Ciekawe… Będzie musiał dowiedzieć się, skąd ją zna.

Tymczasem wicedyrektorka wyszła zza stołu i wprowadziła na ucztę pierwszorocznych, by chwilę potem zaprowadzić ich do Tiary Przydziału, która rozpoczęła pieśń. Tym razem zaprezentowała cover jednego z kawałków MC Gonagall pod tytułem „Cztery domy".

[Treść utworu została usunięta ze względu na naruszenie praw autorskich.]

Wreszcie po kilku słowach Albusa zaczęła się uczta. Tom spokojnie jadł schabowego z ziemniaczkami, kiedy poczuł lekką wibrację w kieszeni.

Wyciągnął swoją najnowszą Nokię 3310, aby sprawdzić kto może czegoś od niego chcieć w ten niezwykły wieczór. Zanim jednak zdążył dowiedzieć się czegokolwiek, stał się ośrodkiem zainteresowania zgromadzonych.

– Co to takiego? – zapytała siedząca obok Pomona Sprout.

– Telefon, a co innego? – Tom był zaskoczony jej brakiem wiedzy.

– Wynalazek mugoli?

– Tak sądzę.

– Przecież to nielegalne! – powiedziało kilka osób naraz.

– Waszym zdaniem powiadomienia z Naszej Klasy powinna mi dostarczać sowa? – warknął Tom z irytacją.

– Zaraz, chwileczkę – odezwał się Flitwick, przebrany za krasnoludka z Królewny Śnieżki – Przecież urządzenia mugoli nie działają w Hogwarcie!

– Właśnie, a poza tym taka Nokia i tak nie ma połączenia z Internetem! – dodała nauczycielka mugoloznawstwa.

Jeszcze przez chwilę przekrzykiwali się argumentami, dlaczego Tom nie może sprawdzać Naszej Klasy na telefonie (co właśnie robił), kiedy spod stołu wyskoczyła ta dziwna dziewczyna wyglądająca jak Emma Watson.

– Nasza Klasa została założona 11. listopada 2006, a mamy 1. września 1995!

Tom spojrzał na nią zdezorientowany, ale z pomocą przyszła mu Sybilla.

– To Hermiona Granger – wyjaśniła konspiracyjnym szeptem. – Zawsze jak pojawiają się jakieś niespójności w fabule, wyskakuje nie wiadomo skąd. Przyzwyczajaj się.

Tom jeszcze raz zmierzył dziewczynę wzrokiem, po czym wzruszył obojętnie ramionami.

Nie dane mu jednak było długo cieszyć się spokojem. Dumbledore wstał i rozpoczął przemowę.

– Siemaneczko moi drodzy uczniowie, witam w nowym roku szkolnym! Żeby nie przedłużać powiem tylko, że w tym roku jak zwykle nie ma co walczyć o Puchar Domów, bo i tak Gryffindor wygra – dziesięć punktów dla Gryffindoru za bliznę na czole Harry'ego – ale oprócz tego chcę wam przedstawić nowych nauczycieli. Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami będzie uczyć Wilhelmina Grubbly-Plank, a nowym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią zostaje… – Dumbledore zrobił pełną napięcia pauzę, jak Krzysztof Ibisz, kiedy prowadził teleturniej na Polsacie – …Tom Riddle!

Voldemort wyczarował konfetti, które zaczęło sypać się z sufitu wprost na głowy zebranych.

Nie wszyscy jednak podzielali entuzjazm. Na dźwięk nazwiska „Riddle" Ginny Weasley zerwała się na równe nogi, po czym zaczęła piszczeć i biegać po sali, panicznie wymachując rękami. Wszyscy śledzili ten morderczy bieg w napięciu, aż do momentu, gdy dziewczyna rąbnęła w ścianę i straciła przytomność. Zarówno uczniowie jak i nauczyciele odwrócili się z powrotem w stronę dyrektora.

Cóż, widocznie to normalne w tej szkole – pomyślał Voldemort i zwrócił uwagę na Pottera. Chłopak patrzył na niego dziwnie, nerwowo szepcząc coś do swoich przyjaciół.

Tymczasem Dumbledore kontynuował swój wywód o tym, że nie można wchodzić do Zakazanego Lasu. Tom doskonale znał powód. Księżycowa Polanka, znajdująca się w głębi Lasu, była miejscem najlepszych imprez w okolicach Hogwartu. Oczywiście, że nauczyciele chcieli mieć to miejsce tylko dla siebie. W końcu nie w każdym lesie znajduje się źródełko z procentami (gdzie też Tom nabierał sił, kiedy razem z Quirrellem przybyli do Hogwartu).

– Testy do drużyn Quidditcha – Dumbledore kontynuował swoją mowę – rozpoczną się…

Przerwało mu ciche odchrząknięcie, dobiegające ze strony kobiety ubranej na różowo. Wyszła na środek i stanęła obok Albusa, który to wycofał się do stołu.

– Jako że nie mieliśmy okazji się poznać – kobieta zwróciła się do zebranych – przedstawię się. Nazywam się Dolores Umbridge i przez jakiś czas z polecenia Ministra będę obserwować pracę tej szkoły.

Później rozpoczęła jakąś przemowę, ale Tom nie słuchał, zaaferowany dyskusją na temat nowego sezonu Violetty, która wywiązała się między nauczycielami.

Ciche brawa zdradziły mu kilka chwil później, że przemówienie dobiegło końca.


Tom siedział na bujanym fotelu w swoim skromnym pokoju niedaleko lochów. Mimo pozornego chłodu panującego w pomieszczeniu, udało mu się urządzić je tak, by atmosfera była przyjazna. Wszędzie były teraz robione na drutach serwetki i puchate dywany, a także niezliczona ilość pluszaków i kucyków Pony. Na ścianie tuż nad łóżkiem wisiał wielki plakat z podobizną Dody.

Popatrzył na puste walizki, w których przywiózł bagaże. Wszystko wypakował już wczoraj, a jednak miał dziwne wrażenie, że czegoś mu brakuje.

I kiedy jego wzrok padł na klatkę do przewozu kotów, zrozumiał.

Natychmiast rzucił się w jej stronę, aby wypuścić zamkniętego w środku węża. Jak mogłem zapomnieć?!

Olbrzymi gad z zapiętą na szyi różową obróżką z kokardką wypełzł z transportera i zbliżył się do Toma.

No wreszcie, czekam tam od wczoraj! – powiedziała w języku węży Nikolizydora Afrodyta Gertruda Irminegilda Nefretette Ingeborga (w skrócie N.A.G.I.N.I).

Voldemort westchnął ciężko.

Będę musiał zainwestować w Przypominajkę.