INFORMACJA

Kolejne rozdziały niniejszego tłumaczenia będą publikowane w różnych odstępach czasu, a częstotliwość ich ukazywania się jest w znacznej mierze uzależniona od aktywności czytelników. Aktywność czytelników jest zaś mierzona liczbą konstruktywnych komentarzy do danego rozdziału. Więcej szczegółów można znaleźć w moim profilu, pod spisem tłumaczeń.


oryginał: Eight (link w moim profilu)

autor: Lily Elizabeth Snape (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki



Rozdział trzeci



- Odłóż swoje nowe rzeczy na miejsce - burknąłem do chłopca kiedy wróciliśmy. Możliwe, że był bardziej posłuszny niż początkowo sądziłem: poszedł prosto na górę, a zaraz później usłyszałem skrzypienie szuflad. Rzuciłem na zamrażalnik zaklęcie, aby trzymał zimno, i przyjrzałem się tym kilku produktom, które udało mi się kupić. "Sakramencka wioska, sakramenckie sklepiki..."

- Cholerny sakramencki dom! - warknąłem na cały głos akurat w momencie, gdy chłopak wsunął potarganą czuprynę do kuchni. Potulnie zabrał mi torbę i mleko, po czym zaczął wszystko chować, zupełnie jakby to on był tu gospodarzem. Rozdrażnił mnie tym, chociaż z drugiej strony ucieszyłem się, że przynajmniej ma jakieś zajęcie. Poszedłem do piwnicy, aby uwarzyć eliksir Subtisum.

***

Wymyłem półki, żebym mógł pochować jedzenie jak należy. W brzuchu zaburczało mi głośno, a ból poczułem aż w żebrach. Ostatnio miałem coś w ustach trzy dni temu. Wypiłem tyle wody, ile mogłem w sobie zmieścić bez zwymiotowania jej. Nauczyłem się tej sztuczki dawno temu: żołądek nie boli tak strasznie, jeśli jest czymś wypełniony. Czymkolwiek. Umyłem jakieś stare naczynia, które znalazłem w górnej szafce, mając nadzieję, że pokruszone mydło ługowe do tego wystarczy.

Później zauważyłem, że moje ubrania znowu zaczęły wyglądać jak poprzednio. Biała, świeżo wyprasowana koszula zrobiła się niebieska i wytarta. Po kilku chwilach wszystko stało się o wiele większe, a spodnie znów były szorstkie. Ale przynajmniej nadal były prawie czyste. To już coś. Podwinąłem rękawy i zdjąłem gigantyczne tenisówki, zanim, klaszcząc na kamiennej posadzce bosymi stopami, poszedłem po wodę, żeby wyszorować stół i podłogę.

Przypomniałem sobie historię, którą kiedyś usłyszałem w szkole. Mała, brudna dziewczynka miała niedobre siostry przyrodnie i macochę. "Pewnie jej rodzice też umarli" - pomyślałem i to mnie trochę pocieszyło. Została księżniczkę czy czymś takim, no nie? Musiała tylko zaczekać aż urośnie. Przy sprzątaniu udawałem, że ten człowiek, Snape, był moim strasznym ojczymem, więc, jak będę dorosły, zostanę księciem na wielkim, białym koniu i będę miał złotą koronę.

Kończąc porządki, byłem przekonany, że przyszedł czas lanczu albo może nawet podwieczorku. Mężczyzna nie pojawił się, a ja naprawdę nie miałem pojęcia, gdzie mógł zniknąć na tak długo. Może wyszedł z domu? Uznałem, że lepiej będzie, jeśli i tak przygotuję jedzenie. Mieliśmy tylko masło, mleko, chleb i ser. Ukroiłem grube kawałki pysznego pieczywa i ostrego sera, po czym ułożyłem je na świeżo wytartym talerzu. Kiedy przygotowałem masło i nóż, i nalałem mleko do szklanki, zacząłem się zastanawiać, co dalej. Stwierdziłem, że nie chcę w tej chwili iść na piętro; bałem się, że go obudzę, jeśli spał. Pomyślałem sobie, że powyrywam chwasty w ogrodzie. Szło mi całkiem nieźle, szczególnie biorąc pod uwagę, że nie miałem żadnych narzędzi poza starym kijem od miotły. Nagle ten Snape wyleciał z tylnych drzwi.

- Nie ruszaj ogrodu! - wrzasnął jak opętany.

Rzuciłem to, co miałem w rękach, i odpełzłem do tyłu, potykając się o pień jednej z wierzb.

- Przepraszam pana. Przepraszam! Błagam pana, więcej tego nie zrobię. Przepraszam!

Ukryłem twarz w ramionach, czekając na początek bicia. Ale - znowu - nic takiego się nie stało.

- Przestań lamentować, przecież nie wiedziałeś - stwierdził odrobinę spokojniej.

Wyprostowałem się trochę. Naprawdę zaczął mi się podobać ten mój nowy dom!

- Nie rób tego znowu! - krzyknął. - Już, do środka.

Cóż, wiedziałem, że nie mam co liczyć na jego uprzejmość przez dłuższy czas. Zamierzałem jednak czekać na te momenty, kiedy odpuszczał i mówił prawie tak, jakbym z jakiegoś powodu był trochę ważny.

Otrzepałem się z brudu jak mogłem najlepiej i poszedłem za nim. Usiadł przy stole, żeby jeść, a ja stanąłem przy zlewie, czekając na polecenia. Gdyby żadnych mi nie dał, po prostu umyłbym naczynia, kiedy skończyłby posiłek. Starałem się nie ślinić; chciałem się napić więcej wody z kranu, ale musiałem z tym zaczekać. Czułem, że patrzy się na mnie, i nie śmiałem podnieść wzroku. To by i tak niczego nie dało.

- No? - powiedział.

- Tak, proszę pana? - odparłem cicho. Nigdy nie mówiłem w inny sposób.

- Nie stercz tam, gapiąc się w podłogę! Idź się czymś zająć! - polecił szorstko.

- Tak, proszę pana.

Zabrałem ze świeżo wysprzątanego schowka wiadro, szmatę i szczotkę, a potem poszedłem na górę do łazienki. Najpierw zająłem się wanną i umywalką, starając się jak najlepiej oskrobać je z kamienia i pleśni, chociaż bez odpowiednich środków czyszczących było to trudne. Zimne, połamane płytki na podłodze okazały się niedobre dla moich kolan, które zaczęły krwawić w samym środku szorowania. Podwinąłem więc nogawki spodni, żeby osłonić podrapaną skórę, i pracowałem dalej. Na końcu wziąłem się za zapaskudzoną muszlę klozetową, gdzie zwymiotowałem, gdy już skończyłem ją czyścić. Umyłem szczotkę, ręce i wypłukałem usta, w których miałem paskudny smak, po czym opuściłem łazienkę i wróciłem na parter.

Ten tam Snape wszedł do salonu i spojrzał na mnie, przewracając oczami. Później z wielką, ciężką księgą w rękach znikł za małymi drzwiami znajdującymi się za schodami. Jak ja mu zazdrościłem! Tak bardzo chciałem przeczytać którąś z tych książek, a najlepiej każdą. Najszczęśliwsze chwile u Dursleyów spędzałem na czytaniu w kółko podręczników, kiedy wszyscy byli już w łóżkach. Historia była najlepsza: poznawałem ludzi żyjących daleko stąd w dawnych czasach i wymyślałem historyjki o tym, że z nimi mieszkam. Zbierałem ziemniaki na wielkim, otwartym polu, wygrzewając się w słońcu cały dzień i objadając nimi w nocy z dziesiątką mojego rodzeństwa. Pojechałem do Chin, żeby handlować różnymi wspaniałymi rzeczami i zarobić w ten sposób dużo pieniędzy, za które potem kupiłem wspaniałe prezenty dla mamy i taty. Walczyłem razem z innymi niewolnikami, aby pokonać mojego złego pana; tą bawiłem się najczęściej.

Ale nie miałem już swoich podręczników. Rok szkolny skończył się ledwie tydzień temu, więc własne książki mogłem dostać dopiero za kilka miesięcy. Wróciłem do rzeczywistości i zacząłem szorować jeszcze mocniej, walcząc z gulą rosnącą w moim gardle.

***

Ten dzieciak naprawdę załaził mi za skórę. Byłem zaskoczony przygotowanym dla mnie posiłkiem, uznałem jednak, że zrobił to tylko dlatego, aby uniknąć reprymendy za pożarcie własnego jedzenia zanim zapytał o pozwolenie. Nie żeby musiał pytać... A teraz traciłem przez niego jeszcze więcej czasu, bo musiałem przygotować eliksir na tę jego twarz! "Skoro już tu jestem, mogę równie dobrze uwarzyć coś innego." Wyszedłem z walącej się piwnicy, aby wziąć potrzebną książkę.

Gdy wszedłem do pokoju, bawił się w bardzo ciężką pracę, udając strasznie dobrego dzieciaka. Zapewne wytarzał się w kominku, kiedy jadłem, aby wyglądać na odpowiednio brudnego po tych jego porządkach na niby. Tylko że każde inne dziecko spojrzałoby na dorosłego z głupkowatym uśmiechem, czekając na pochwałę. On rzucił na mnie okiem, lecz zaraz z powrotem skierował wzrok na podłogę. Dziwne. Z drugiej strony nie należało nie doceniać podstępów, w których Potterowie tak się lubowali.

Kiedy Subtusum już wrzało, wróciłem do salonu. Tym razem dzieciak bawił się w kominiarczyka. "Zapewne naoglądał się zbyt wiele tej okropnej "Mary Poppins" w mugolskiej telewizji."

- Chłopcze! - zawołałem, aby powstrzymać go przed robieniem jeszcze większego bałaganu.

Podskoczył, uderzył głową w komin i przewrócił się na palenisko. Spojrzał na mnie; połamane oprawki wisiały smętnie na jednym uchu i widziałem tylko błyszczące zielone oczy unoszące się w morzu czerni.

- Daj mi je! - poleciłem, wyciągając dłoń po okulary. Odsunął się, gdy wyprostowałem rękę i zdarłem mu je z twarzy. - Idź na górę, umyj się. I załóż nowe ubrania, ty mały flejtuchu!

Zrozumiałem, że nie powinienem był tego mówić, kiedy czmychnął dokoła kanapy, byle dalej ode mnie, i pobiegł schodami na piętro. Cholera! Ale te oczy... Kompletnie mnie zaskoczyły.

Poszedłem do kuchni, gdzie okazało się, że dzieciak pomył już naczynia i odłożył je na miejsce. Wyjąłem kruszący się, prawie niezjadliwy chleb i paskudny ser, pokroiłem, rzuciłem na obtłuczone talerze, po czym nalałem chłopakowi mleka, a sobie wody. "Lily zawsze ganiła mnie za mój gwałtowny charakter" - pomyślałem z rozżaleniem. Gdyby tylko była tutaj i opiekowała się tym dzieckiem, nie byłbym w takim stanie.

- Chłopcze! - zawołałem ponownie.

Wszedł, wyglądając dość szykownie w swoim eleganckim, nowym stroju. "Zupełnie jak jego ojciec!"

- Siadaj - poleciłem, wskazując sfatygowany taboret.

Usłuchał z wahaniem. Rzuciłem mu naprawione okulary, a następnie zacząłem jeść. Chwilę później zauważyłem, że on nic nie robił, tylko siedział na brzeżku stołka i gapił się w talerz.

- Jedz! - warknąłem.

Spojrzał na mnie z pełnym wyższości uśmieszkiem na tej jego brudnej twarzy. "Tak jak myślałem, szyderstwo pierwsza klasa. Chleb z serem nie wystarczy jego wysokości."

- Do czegoś takiego nie jesteś przyzwyczajony, co? - spytałem, wykorzystując mój ulubiony sposób mówienia: sarkazm.

- Nie, proszę pana! - odparł ze śmiechem, a w jego kłapiących ustach widać było na poły przeżuty wielki kawał sera.

Miałem dość. Wziąłem oba nasze talerze i wyrzuciłem je do kosza na śmieci. Trzask, z którym się rozbiły, sprawił mi czystą przyjemność.

***

Wysłał mnie do łóżka; żałowałem, że nie jadłem szybciej. Tylko kilka gryzów więcej - albo łyków mleka - i czułbym się całkiem pełny. Zastanawiałem się, co tym razem zrobiłem nie tak, mimo że zastanawianie się było bez sensu. Wuj Vernon nigdy nie potrzebował żadnego powodu, żeby robić to, co robił. Prawdę mówiąc, byłem całkiem zadowolony, że pozwolił mi spać po pełnym wysiłku dniu. Włożyłem na siebie mniej brudne ze starych ubrań, a nowe złożyłem ostrożnie i umieściłem w górnej szufladzie. Chciałem założyć nową pidżamę, ale stwierdziłem, że nie powinienem, dopóki mi nie każe. Przecież zostałem ukarany, choć nie wiedziałem za co. Nie miałem ochoty rozgniewać go jeszcze bardziej.

Mięśnie bolały mnie od ciężkiej pracy. Byłem przyzwyczajony całego mnóstwa obowiązków domowych, ale zadania dawane mi przez ciotkę Petunię nie były tak trudne, bo tam wszystko było zadbane.

W sypialni było duszno i gorąco, więc otworzyłem okno. Zasnąłem w moim kącie, słuchając sów plotkujących między świszczącymi gałęziami.

Następnego ranka obudziłem się przed wschodem słońca. Byłem bardziej zesztywniały niż zwykle, a do tego jeszcze pręgi na moim ciele podrażnił wczorajszy pot. Zaczekałem, aż słońce wyjrzy ponad horyzont, po czym wyszedłem na korytarz. Drzwi do pokoju mężczyzny były otwarte, ale jego nie było w środku. Nie słyszałem go nigdzie w domu. Może wyszedł w nocy? "Mam nadzieję, że nie wróci pijany!" Zadrżałem. Wuj Vernon nie pil zbyt często, ale jak już mu się zdarzyło, to był dziesięć razy gorszy. Umyłem się i napiłem wody z kranu, a później przemknąłem chyłkiem na parter, żeby sprawdzić, czy jest bezpiecznie. Postanowiłem, że lepiej będzie, jeśli nie zostanę przyłapany na leniuchowaniu, więc zabrałem się za sprzątanie kamiennej podłogi przy palenisku. Wczoraj niechcący rozsypałem tam mnóstwo popiołu.

On wyszedł z miejsca, które uznałem za piwnicę, wyglądając, jakby całą noc nie spał. Czy pił? Nie umiałem powiedzieć. Chwiał się, więc może tak było, ale zmęczenie mogło mieć podobne skutki.

Wstrzymałem oddech, czekając na to, co stanie się dzisiaj.



KONIEC
rozdziału trzeciego



Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk

Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).

Anula93 Tak, "Osiem" jest fanfikiem wcześniejszym od "Pierwszego szlabanu Harry'ego", dokładnie o to mi chodziło. Przyznam, że nie mam pojęcia, na kiedy przypadał okres świetności Snape mentorów, bo rzadko przyglądam się datom powstanie konkretnych fanfików, a czytam je dopiero od końca 2007 rok (po angielsku plus minus od drugiego kwartału 2008 roku). Rzeczywiście, dość rzadko w tego rodzaju opowiadaniach Harry ma wrażenie, że jego nowy opiekun wcale nie jest lepszy od Dursleyów, a jeśli nawet, to niewiele. Ale zdarza się. Szczególnie jeśli to nie Severus odbiera Harry'ego, będąc świadkiem jego traktowania przez krewnych, ale Harrym jakimś przedziwnym sposobem trafia do / na Severusa. Chociaż to też zależy. Oczywiście, że nie zostaniesz przeze mnie boleśnie zgładzona za czytanie oryginałów tekstów, które tłumaczę; gdybym chciała Cię za to zamordować, a jednocześnie nie być hipokrytką, musiałabym najpierw zabić siebie, bo ja w taki właśnie sposób zaczęłam czytać fanfiki po angielsku: kończąc lekturę tych, które nie zostały do końca przetłumaczone na polski. Więc spokojnie, nic Cię z mojej ręki złego nie spotka. Przynajmniej nie z tego powodu :-P. Krawiec, że tak zaspojleruję, jest mugolem, blizna Harry'ego nie znaczy dla niego totalnie nic. Siniec na twarzy to już co innego...

Vendelin Ja również lubię ten fanfik za swoisty klimat - może nie jakiś bardzo unikatowy, ale całkiem niezły. Miło mi, że uważasz, iż oddałam go w tłumaczeniu. Severus chyba nie zna zbyt wielu ludzi, więc nie za bardzo ma z kim porównywać zachowanie Harry'ego. Zresztą, jak to mówią, każdy sądzi po sobie, nieprawdaż? Nie najlepiej świadczy to o Snapie... z drugiej jednakże strony, o nim mało co świadczy dobrze. Zapewniam, że Harry żadnego sposobu nie znajdzie - jest do tego psychicznie i emocjonalnie niezdolny, po tym, co zafundowali mu krewni przez te wszystkie lata. Na szczęście Severus w końcu odzyska wzrok. I rozum. Szkoda tylko, że wcześniej zdąży nieźle narozrabiać...

Klio Miło mi, że się cieszysz, wszak nie każde moje tłumaczenie przypadło Ci do gustu ;-). Wiesz, to zależy, co kto woli: niektórym wystarczy sam ogólny sens, inni lubią wiedzieć dokładnie, co jest napisane, a pozostali chcą do tego jeszcze poczuć klimat. Ilu czytelników, tyle wymagań. Czasem, gdy czytam komentarze, śmiać mi się trochę chce, bo jedni chwalą autora / tłumacza za to samo, za co drudzy go ganią. Takie życie. Tak, można powiedzieć, że Snape w miarę szybko zda sobie sprawę z tego, jaki naprawdę jest Harry i co oznacza jego zachowanie. Tylko że rozdziały są na tyle krótkie, że w tekście nie nastąpi to od razu. Ale całkiem niedługo, obiecuję. Brak błędów jest jak najbardziej nieoczywisty - praktycznie mogę się założyć, że jakieś były. I są. I będą. Zawsze tak jest, choćbym nie wiem jak się starała. No trudno. Klio, prawdę mówiąc to, ile będziesz czekała na następne rozdziały, zależy głównie od czytelników i ich komentarzy. Nie twierdzę, że wyłącznie, bo tak nie jest, ale staram się dodawać kolejne części możliwie szybko po tym, jak uzbiera się dziesięć konstruktywnych komentarzy pod poprzednimi. Czasem aż mam ochotę walić głową w ścianę, kiedy patrzę, w jakim tempie zbierają się komentarze pod niektórymi tłumaczeniami... Nic, trudno się mówi i tłumaczy się dalej. Jak nie to, z czego komentowaniem są problemy, to chociażby coś nowego :-P.

Nikola To fakt, te sceny chwytały za serce. Szczególnie opowiedziane z perspektywy dziecka, które nie wie - w przeciwieństwie do nas, prawda? - że wszystko niebawem zmieni się na lepsze, bo jego nowy opiekun wcale nie jest taki zły, jak może się wydawać. Tak, na szczęście Severusowi niedługo przejdzie; przyznam, że nie mogę się doczekać tego rozdziału, bo jest jednym z moich ulubionych w tym fanfiku. Nie miałam nigdy do czynienia z maltretowanymi dziećmi (i cieszę się z tego, bo nie wiem, czy bym to zniosła), podejrzewam jednak, że mogą one myśleć w ten sposób. Przyzwyczajone do kar za najmniejsze głupstwo albo i bez powodu, wolą dmuchać na zimne i nie wychylać się, zachowywać po staremu nawet w zupełnie nowej sytuacji. Tak jest bezpieczniej, przynajmniej według nich. Umysł ludzki jest zadziwiający. To, czy mam świetny gust, w zasadzie zależy od gustu ;-) czytelników - jednym się podobają wybrane przeze mnie do tłumaczenia teksty, innym nie. Cóż, nie wszyscy lubią to samo, nie da się ukryć. Ciszy mnie jednak, że są poza mną osoby, które też lubią to, co ja. A tłumaczenia tekstów wciąż się uczę - myślę, że idzie mi znacznie lepiej niż przez rokiem...

Itheanil Z pewnym zawstydzeniem przyznam, że ja również lubię teksty o Harrym - ofierze przemocy. Może lubię się nad nim użalać albo co... Zachowanie Severusa to, na razie, typowe klapki na oczach. Widzi to, co chce zobaczyć, nic więcej. A może raczej nie widzi tego, czego nie chce... Interpretuje dowody jak mu wygodnie, nie mając zamiaru przyznać nawet przed sobą, że z Harrym jest coś mocno nie w porządku. Na szczęście to się zmieni i to bardzo, bardzo radykalnie. Owszem, w przyszłych częściach ;-).

Siean Riley Yhm, zastraszony Harry nadal pozostaje dzieckiem, marzy (w powyższym rozdziale również to widać), chociaż nie sądzi, aby kiedykolwiek jego sytuacja mogła się zmienić. Różnica w punktach widzenia jest powodem, dla którego lubię "skaczącą" narrację, tzn. przenoszoną z jednej postaci na drugą, nieważne, czy w pierwszej osobie (jak tutaj), czy w drugiej albo trzeciej (jak w "Pierwszym szlabanie Harry'ego" i "Nowym domu Harry'ego"). Świetnie pokazuje to, jak inaczej można spojrzeć na to samo, i wbija do głów - a przynajmniej powinno, moim zdaniem - że nie należy sądzić ludzi po tym, jak my interpretujemy ich słowa i zachowanie, bo przecież mogą one oznaczać coś zupełnie innego. Problem w tym, że nie siedzimy w głowach innych ludzi, więc nigdy nie będziemy mieć pojęcia, o co tak naprawdę im chodzi. Czasem jednak warto się zastanowić. Reakcja na obrażenia Harry'ego będzie piękna. Ale zdecydowanie przebije ją reakcja Harry'ego na reakcję Severusa... Krawiec się jeszcze pojawi, ze trzy razy chyba, bardzo epizodycznie, lecz nie kompletnie bez znaczenia. Beznecie straszna rzecz...

Daimon Frey Tylko dwa rozdziały (no, teraz trzy) i jakie krótkie w dodatku... W sam raz do przeczytania przy porannej kawie ;-). I tu się z Tobą całkowicie zgodzę: nierozmawianie to plaga, z którą należy walczyć (twierdzi osoba, która najchętniej nikomu nie mówiłaby o niczym :-P; nie, przesadzam, swoje zdanie wyrażam często aż nazbyt głośno i pewnie). Miszczuniu mógłby mu pozwolić dojść do słowa, ale Harry i tak nic by nie powiedział, bo nie jest tego nauczony. Wujostwo z całą pewnością nie przyzwyczaiło go do mówienia o jego problemach i bolączkach... czy o czymkolwiek w ogóle, co dotyczyło jego. Severus na szczęście przejrzy na oczy i zmieni podejście do chłopca, ale co Harry z nim wcześniej przeżyje, to jego. Niestety. Tego, co Severus powie, gdy dowie się, że Harry sypia na podłodze, nie zdradzę. To już niedługo, sami się przekonacie, jaki będzie zachwycony. Jeśli zaś chodzi o wprowadzanie w świat magii i radzenie sobie z dzieckiem jako takie, to nie będzie tego jakoś szczególnie dużo. Fanfik jest krótki, a nie będzie chyba zbyt dużym spojlerem, jeśli ujawnię, że tytuł dotyczy całości. No, ewentualnie parę ostatnich rozdziałów jest na granicy, ale to nadal "Osiem". A chciałoby się o tyle więcej...

Katie Tłumaczenie co najmniej w dużej części powinno być OK, chociaż nie gwarantuję, że oddałam wszystko tak, jak autorka by sobie życzyła. No cóż, staram się, w każdym razie. Dzieci bez wątpienia nie potrafią bronić się same - działać powinni przede wszystkim dorośli, którzy mają możliwości przeciwdziałać takiemu traktowaniu. Przyznam jednak, że nie raz i nie dwa czytałam w fanfikach takie historie, gdzie Harry mówił dorosłym, co się dzieje w jego domu, a oni nie reagowali. Zazwyczaj dlatego, że mu nie wierzyli, albo uwierzyli Dursleyom, kiedy ci się bronili przed zarzutami. To straszna świadomość, że po takiej rozmowie dziecko będzie traktowane jeszcze gorzej - bo wypaplało. Nawet jeśli samo niczego nie powiedziało, tylko np. nauczyciel zauważył ślady lub inne objawy. Ja również nie lubię czekać na kolejne rozdziały lubianych fanfików, ale nie mam na tyle samozaparcia, żeby czekać na całość. Prośby o dodanie następnego rozdziału niestety nic nie dadzą - niezmiennie czekam na odpowiednią ilość konstruktywnych komentarzy ;-).

MarisIa Heh, teraz już wszystkie fanfiki (no, poza "Tłuszczem", ale on też pewnie w tym miesiącu dołączy) są nadliczbowe. Nie jest to chyba nic strasznego - wystarczy dziesięć konstruktywnych komentarzy i nowy rozdział za parę dni się pojawi. Kilkanaście słów na temat treści rozdziału w zupełności wystarczy, wcale nie muszą to być jakieś olbrzymie elaboraty. Cóż, trzydziestu dni w tygodniu mieć nie muszę, nawet gdyby były to w większości dni wolne - wystarczyłaby szóstka w totka :-D. Nie musiałabym pracować, tylko całymi dniami czytałabym, pisała i tłumaczyła... Ech, raj na ziemi...

Minaslimme Hm, przyznam, że nie mam ulubionej narracji, tak samo jak nie mam najmniej lubianej. Uważam, że każda ma swoją rolę i spełnia pewne funkcje, na których autorowi akurat w danym tekście najbardziej zależy. Wykonanie w tym fanfiku pierwszoosobowej narracji jest w zasadzie nie moje, tylko autorki; ja jestem wyłącznie tłumaczką w tym przypadku. Ale cieszę się, że "Osiem" skłoniło Cię do zmiany przekonań w tej kwestii. Wszystkie rozdziały tego opowiadania, o ile pamiętam, są równie krótkie. A przynajmniej ich ogromna większość. Severus jest tu - na razie - mocno zaślepiony nienawiścią do Jamesa i patrzeniem na Harry'ego przez pryzmat ojca. Dlatego napisałam w zajawce (czy jak to nazwać) do tego tłumaczenia, że zajął się Harrym chyba z czystego masochizmu - chłopiec nie podobał mu się przecież już kiedy zabierał go od wujostwa. Więc dla przyjemności go do siebie nie brał - ani dla swojej, ani dla Harry'ego przyjemności, jak widać - z poczucia obowiązku raczej też nie, bo się, jak na razie, coś kiepsko z niego wywiązuje. Pozostaje masochizm :-P. Wiem, uparłam się. Nic nie poradzę, Snape mnie wkurza na początku tego fanfika. Rowling, można zauważyć, nie pokazała zbyt dokładnie, jak Dursleyowie traktowali Harry'ego - zapewne nie byli aż tak straszni, jak w wielu fanfikach, gdzie Harry jest dzieckiem właściwie złamanym. Warto zauważyć, że na początku pierwszego tomu (później zresztą też) Harry nie jest zahukanym dzieckiem, pozwalającym się rozstawiać po kątach bez słowa protestu. Jego zachowanie i odzywki (np. o sedesie do Dudleya albo myśli czy też poglądy ujawniane w narracji) naprawdę pasują do Ślizgona, nie brak mu ani odwagi (głupiej czasem, fakt), ani sprytu, i w żadnym wypadku nie przypomina dziecka będącego ofiarą przemocy w rodzinie. Bez wątpienia w kanonie również nie był traktowany dobrze przez wujostwo, lecz do wielu fanfików naprawdę mu daleko.

Kasia Faktycznie, Snape widzi w Harrym Jamesa i nikogo innego... nie chce zobaczyć. Jest świadom, że Lily jest matką chłopca, ale na wszelkie tego typu sygnały zamyka oczy. A skoro Harry to James (owszem, dojdzie do tego, że wręcz dosłownie), to dlaczego miałby go nie podejrzewać o najgorsze? To przecież normalne. I dla Severusa jak najbardziej naturalne. Zaczynam się zastanawiać, czy wiesz, że będą się do siebie zbliżać, bo czytałaś oryginał, czy po prostu przewidujesz taki przebieg fabuły... :-D

Lucjanna Powiem w ten sposób: czytam bardzo dużo fanfików tego rodzaju, ponieważ jest to mój ulubiony "gatunek", że się tak wyrażę, ale rzeczywiście, ten fanfik ma w sobie coś, czego inne nie mają. Może dlatego, że stosunkowo niewielu autorów decyduje się na pokazanie wydarzeń z dwóch różnych punktów widzenia, a już chyba nikt nie dzieli narracji mniej więcej po równo. Są też inne rzeczy w tym fanfiku, które rzadko lub wcale nie pojawiają się w innych (ciekawa jestem, ilu czytelników zaprotestuje, kiedy zostanie pokazana pewna postać kanoniczna w niezbyt... często pokazywanym świetle...). W każdym razie mnie on nie nudzi, bez względu na to, ile podobnych bym nie czytała. Cóż, można powiedzieć, że jestem lekko zboczona na tym punkcie :-P. Zgadzam się z Tobą, że sytuacja Harry'ego jest w tym fanfiku przesadzona, przynajmniej względem powieści. Ale gdyby nie to, Severus nie miałby szczególnego powodu, aby przekonać się do syna największego wroga. I najlepszej przyjaciółki, chociaż to przecież detal. Fabuła, uważam, mogłaby spokojnie istnieć, bo zawiązanie akcji w tym opowiadaniu na to pozwala, powinna jednak iść zupełnie innym torem. Cóż, autorzy fanfiki piszą ;-). I rzadko jest tak, że są to opowiadania w stu procentach zgodne z kanonem.