Zaczęłam przyglądać się dziwnemu. Wyglądał na zdenerwowanego. Obok niego stał drugi - niższy ciemnowłosy chłopak. Oboje z nienawiścią patrzyli na trzeciego, który był bardzo mały w porównaniu do nich i nosił okulary. Przysunęłam się jeszcze bliżej przerwy pomiędzy murem a żywopłotem aby dokładnie widzieć co się dzieje.

- Zamknij mordę Jack! - krzyknął kolega dziwnego.

Mały, jak się okazało o imieniu Jack wyglądał na przerażonego. Prawdopodobnie ominęła mnie najważniejsza część kłótni. Mimo wszystko było to interesujące. Zaczynałam odkrywać w sobie nowe zainteresowania...

- Jeszcze jedna taka sytuacja, a cię zabiję - odezwał się dziwny. - Właściwie to nie. Będziesz mnie błagał żebym cię zabił.

Zacisnął lewą rękę na szyi Jacka i przypiął go do muru. Szczęka mi opadła. Nie wiem dlaczego, ale to było takie podniecające. Wolną ręką sięgnął do wewnętrznej kieszeni w skórzanej kurtce i wyciągnął pistolet. Szczęka opadła mi jeszcze niżej. Przyłożył broń do skroni małego i zbliżył twarz do jego przerażonego oblicza.

- Zrozumiano? - spytał niskim, ledwie słyszalnym głosem.

- Tak, tak. - Jack był bliski płaczu.

Dziwny szybkim ruchem schował broń i puścił małego. Odwrócił się do drugiego ciemnowłosego i mrugnął porozumiewawczo. Oboje ruszyli naprzód zostawiając Jacka w tyle.

Szybko przesunęłam się lekko w prawo i zaczęłam patrzeć w drugą stronę. Nie chciałam skończyć jak Jack. A może chciałam... Wyrzuciłam tę myśl z głowy bo poczułam dwóch chłopaków przechodzących niebezpiecznie blisko mnie. Serce zaczęło mi szybciej bić. Ścisnęłam scyzoryk w kieszeni i udawałam, że nic nie widziałam.

- A ty mała suko? - usłyszałam znajomy głos.

Nie czułam, że on mówi to do mnie, tak jakbym oglądała całą sytuację z boku.

- O co cho, cho, chodzi? - ledwie wyjąkałam przerażona.

Dziwny złapał za kołnierz mojej koszuli i z łatwością postawił mnie na nogi.

- Już nie udawaj bo z tobą nie będę się tak cackał jak z Jackiem. - popchnął mnie w to samo miejsce gdzie wcześniej groził wspomnianemu chłopakowi.

- Ale ja nie wiem o co chodzi - starałam się bronić.

- Przecież widziałem cię jak się gapiłaś. - dziwny a raczej straszny wybuchnął śmiechem.

Poczułam, że moje stopy unoszą się nad ziemię. Zaczęłam trząść się jeszcze bardziej.

- Caine przestań, pozwól mi chociaż raz coś zrobić. - zwrócił się do drugiego dziwnego i strasznego, który trzymał wyprostowane ręce z rozcapierzonymi palcami przed sobą.

Z powrotem poczułam ziemię pod stopami. Z jednej strony byłam mu wdzięczna, a z drugiej byłam przerażona na myśl co on chce mi zrobić. Jak na zawołanie powtórzył czynności, które wykonywał przy poprzedniej groźbie. Lewą rękę owinął mi wokół szyi tak, że ledwo mogłam oddychać. Czułam zimny mur na plecach, byłam pewna, że jego szorstka powierzchnia zostawi na nich wiele ran. Myślałam, że straszny wyciągnie broń, tak jak to zrobił wcześniej, ale on tylko zbliżył twarz do mojej tak, że mogłam poczuć jego gorący oddech na mojej zimnej skórze. Nie wiedziałam czy jeszcze oddycham czy już zapomniałam o tej błahej czynności. Serce biło mi tak szybko, że dziwiła mnie moja lodowata skóra, która wyglądała jakby nie docierała do niej ani kropla krwi.

- Akurat to co masz do powiedzenia najmniej mnie interesuje - powiedział dziwny wsuwając rękę pod moją spódnicę. - Ale twoja otwarta buzia była bardzo podniecająca.

Wypuściłam cichy jęk.

- Chętnie zamknąłbym ją moim narzędziem cenniejszym niż broń. - przejechał ręką po moim udzie lekko podnosząc materiał moich majtek i opuszczając go tak, że sprawiło mi to ból i dało się słyszeć trzask gumki o skórę nad udem.

Oczy same mi się zamknęły przez nadmiar emocji. Nie wierzyłam, że to się stało. Ciężko oddychałam. Przestałam czuć jego obecność. Mimo stałego przerażenia zasmucił mnie ten fakt. Krzyk wyrwał mnie z transu.

- DRAKE! - prawdopodobnie był to Caine.

- Idę. - odpowiedział spokojnie dziwny, straszny i do tego cholernie gorący.

Próbowałam się opanować, ale było to niemożliwe. Skóra nadal mnie paliła pamiętając jego dotyk. Miałam gęsią skórkę przez jego niski głos. Jego przeszywający wzrok, jego złowieszczy śmiech, jego ciężar przypierający mnie do muru, jego oddech, jego ciepło, jego ręce, jego usta, jego słowa o moich ustach. ON.

Otworzyłam oczy. Zaczerpnęłam powietrza. Spojrzałam się w stronę wejścia do szkoły. Oboje szli już w stronę schodów na górę. Chwilę zajęło mi myślenie o nim. Miałam nadzieję, że nikt nas nie widział. Przeczesałam włosy ręką i zmusiłam swoje nogi do ruchu. Rozejrzałam się, ale nikt nie wyglądał na zainteresowanego tym co działo się za krzakami. Cała się trzęsąc zaczęłam powoli zbliżać się do budynku. Jeszcze kilka razy rozejrzałam się spanikowana i przyspieszyłam. Starając się tym razem nie zostać przyłapana stawiałam delikatnie stopy na schodach. Zamarłam słysząc głosy.

- Co to miało znaczyć? - nie mogłam rozpoznać, który z nich to mówi.

- No co słodka była. Nie mów, że nie mam racji. - tym razem wiedziałam, że to gorący.

Ryzykując wszystko pokonałam jeszcze jeden,

dwa,

trzy schodki.

"Dziś chyba już nic mnie nie zaskoczy." - po wszystkich wydarzeniach dzisiejszego dnia miałam prawo tak pomyśleć.

Drake stał przed Cainem z ręką na jego szczęce i z uśmiechem oznaczającym tylko kłopoty. Wiedziałam o nim tak wiele, a tak mało.

- Wiesz, że nie gustuję w słodkich. - odezwał się beznamiętnie niższy.

- Słodkie dają więcej satysfakcji. - wyszczerzył się jeszcze bardziej Drake. - I głośniej krzyczą.

Przesunął palec wskazujący po torsie drugiego i lekko popchnął. Tamten przewrócił oczami oraz odwrócił się jakby zbyt szybko i wyciągnął klucz. Zeszłam niżej nadal starając się być ciszej niż najlepszy ninja. Myślałam, że bicie mojego serca, które wydawało się być głośne jak młot wszystko zniszczy. Na szczęście tak się nie stało, a jedyny dźwięk jaki dało się usłyszeć z mojej pozycji to przekręcany zamek.

Przysiadłam na schodach i schowałam twarz w dłoniach. Nie mogłam przestać wymyślać nowych scenariuszy o tym co działo się za drzwiami. Nie mogłam też zdecydować czy czuję ulgę, czy zazdrość, czy przerażenie, czy złość. Jedno czułam na pewno - nadzieję, że nikt nas nie widział.

Jeśli czytasz zostaw po sobie znak