Przepraszam, że tak późno. Komputer mi siadł i nawet to piszę na cudzym. Ten rozdział dzieje się w kilku miejscach i czasach, mam nadzieję że się połapiecie. Występuje sporo postaci, na które nie musicie zwracać większej uwagi, bo prawdopodobnie nie wrócą. No to powodzenia. W Hogwarcie chyba nic się nie dzieje, jest to jeden z rozdziałów wyjaśniających, jakich jeszcze kilka będzie.

Cztery lata wcześniej, Azkaban

-Nie, nie miałam z kim zostawić dzieci! - denerwowała się Izabela, tuląc Syriuszka. - Mąż pracuje, a nikt nie chce zająć się dwojgiem dzieci!

-No to niech je pani zostawi ze mną. - zaproponował auror. - Sam mam pięcioletniego syna. A pani może iść odwiedzić... hm...

-Szwagra. - podpowiedziała Izabela.

-Właśnie, szwagra. Chodźcie, maleństwa, wujek się wami zajmie. - auror wziął Syriuszka na ręce i posadził sobie Anię na kolanach. - Są w dobrych rękach, pani Izabelo.

Izabela weszła do budynku więziennego i szybko znalazła celę szwagra.

-Siri... szarlotkę przyniosłam... - szepnęła tak cicho, żeby żaden z pozostałych więźniów tego nie słyszał. Syriusz, wychudzony i zrezygnowany, w jednej chwili wydał się o osiem lat młodszym facetem z jasnym sensem życia.

-Szarlotkę? Z bitą śmietaną?

-Oczywiście.

W tym samym czasie jakiś drobny kształt przemierzał korytarz więzienia. Rozglądał się czujnie. Gdy dotarł do końca korytarza, wyczuł go jakiś dementor. Więzienną ciszę rozdarł krzyk.

-Mamaaaaaaaaaaaaaa!!!!

-Ania!- krzyknęła Izabela i rzuciła się w stronę swej córki i dementora, który już zrzucił kaptur.

-Expecto Patronum!- wrzasnęła Izabela, myśląc o wszystkim dobrym, co jej się zdarzyło, zwłaszcza o ślubie z Regulusem i narodzinach obojga dzieci. Z jej różdżki wytrysnął srebrny kot. Dementor się cofnął.

-Ania! - Izabela przytuliła córkę, trzęsącą się ze strachu. Dziewczynka wciąż miała świeże wspomnienia najgorszych chwil swojego trzyletniego życia. Dzień, w którym mama poszła nie wiadomo gdzie i długo nie wróciła. Dzień, w którym zgubiła ulubionego misia.

-Facet, ja cię zabiję!!!- wrzasnęła Izabela w stronę śpiącego aurora, który natychmiast się obudził.

-Co? Gdzie? - rozejrzał się. Syriuszek wciąż leżał w jego objęciach.

-Ty...! Przez ciebie mało brakowało, a moją córkę pocałowałby dementor! Miałeś ich pilnować!

-Pilnowałem...- auror wciąż słabo się bronił, wiedząc, że przegrał. Czuł się winny. Dementor... mógł pocałować tę kruszynkę...

Osiem lat wcześniej, Rzeszów

Izabela zaportowała się tuż przed rzeszowską siedzibą Kirane, gdzie odbywała wolontariat1 jako początkujący Czytacz. Weszła do budynku, który dla mugoli był urzędem pocztowym, a dla czarodziejów siedzibą Kirane, i skierowała swe kroki do szatni. Jednym słowem, ten dzień, ciepły jak na początek listopada, zapowiadał się na zwykły dzień dla wolontariuszki Kirane, jak i dla wielu innych osób. Ale wolontariuszka Kirane myliła się, jak również pewien student.

Tenże czas, Białystok

Regulus zajął już miejsce przy biurku, spodziewając się po prostu kolejnego dnia spędzonego przed południem na babraniu się w zaklęciach, po południu na wykładach na Kosmopolitycznym Uniwersytecie Powszechnym w Augustowie, a wieczorem- na treningu Twardziela2 w Dolinie Rospudy. Jak bardzo się mylił, dowiedział się gdy tylko otrzymał „Proroka Codziennego", którego prenumerował, żeby wiedzieć, co się dzieje w jego kraju. Spojrzenie na pierwszą stronę sprawiło, że niemal zemdlał.

„Zaaresztowano niebezpiecznego mordercę, Syriusza Blacka"

„Mój brat nie może być mordercą!" – pomyślał Regulus. – „Wczoraj3 napisali, że upadł Czarny Pan, a dzisiaj…"

Regulus chwycił pióro i na kawałku pergaminu nakreślił drżącą ręką kilka słów.

„Izabelo- aresztowali Syriusza. W sobotę lecę do Azkabanu, postaram się czegoś dowiedzieć. Całusy, Reggy."

Sowa z listem poleciała na południe. Regulus długo na nią patrzył, póki całkiem nie znikła.

„To teraz do roboty", pomyślał.

Tenże czas, znów Rzeszów

Izabela zajęła pozycję Czytacza. Starszy Czytacz, Magdalena, poprawiła ją odrobinę.

-Teraz spokojny wdeeech i wyyydech. Wdech-wydech. – instruowała Magda. – a teraz skup się na miejscu. Wiesz, że przydzielono ci Anglię, i wiesz, który kawałek… możesz się skupić na osobie, jeśli kogoś tam znasz… a teraz rzuć zaklęcie… i pamiętaj, wdech-wydech, spokojnie…

leksijo, pomyślała Izabela. Skupiła się na Syriuszu, swoim szwagrze in spe.

To, co zobaczyła, było gorsze niż cokolwiek, co zobaczyła kiedykolwiek. Kiedykolwiek myślach Syriusza cały czas przewijało się słowo niewinny. Z pewnością cierpiał, Izabela wyczuła rozpacz, i jeszcze świeże wspomnienia- Lily i James Potter martwi, Harry diabli wiedzą gdzie…

-Izabelo! Izabelo! IZABELO!!! – przebiło się do niej jak przez mgłę.

Izabela zorientowała się, że leży na podłodze, krzyczy i cała się trzęsie. „Musiałam spaść z krzesła", pomyślała.

-Izabelo, co się stało? – zapytała Magda, kucając obok Izabeli, która już zdążyła się nieco podnieść.

-Mój kolega… aresztowany… niewinny… drugi nie żyje… jego syn… zaginiony… - Izabela próbowała powiedzieć jak najwięcej.

-Łukasz, przynieś gorącej herbaty i wkrop do niej sok z nari. – zarządziła Magda. – Izabela musi się uspokoić. Zapewne zobaczyłaś coś strasznego. – zwróciła się do młodszej koleżanki. – Brak ci doświadczenia, jak wiesz. Jak tylko Łukasz przyniesie ci herbatę, wypijesz i opiszesz to, co widziałaś, zgoda?

Izabela kiwnęła głową. Wciąż się trzęsła.

-Moje pierwsze Czytanie wyszło podobnie. – powiedziała Magda. – weszłam za głęboko i znalazłam straszne rzeczy, zdrady, morderstwo, kradzieże…

-To nie to… - powiedziała Izabela. – Mój przyjaciel został aresztowany. Niewinnie.

-Aha. Słyszałam o tym angielskim więzieniu. Łamią wszelkie prawa człowieka. Jeżeli się stamtąd wychodzi, to tak zezwierzęconym, że się już nigdy nie umie żyć w ludzkim społeczeństwie. Większość umiera z głodu lub rozpaczy. Karmią ich tak, że pożal się Boże. W Etiopii mają więcej żarcia. A ci dementorzy… ich obecność wysysa dusze powoli, bardzo powoli, lecz nieodwracalnie. Zabierają najlepsze myśli i wspomnienia, zostawiając tylko czarną rozpacz. Na ile został skazany twój przyjaciel? – zapytała Magda.

-Nie miał procesu. – jęknęła Izabela. – trzeba coś z tym zrobić!

-Wypij, Izabelo. – Łukasz przyniósł herbatę. – później opiszesz, co widziałaś, i wyślemy kogoś do Londynu.

Izabela kiwnęła głową. Wypiła herbatę niemal jednym haustem. Sok z nari zadziałał, dziewczyna od razu poczuła się lepiej i uznała, że jednak coś można zrobić. Coś trzeba zrobić. Wzięła do ręki długopis4 i zaczęła szybko pisać. Słowa same przez nią przechodziły. W suchych słowach, nitkach długopisowego tuszu, kryło się rozgoryczenie, rozpacz, bunt, poczucie niesprawiedliwości i cała paleta innych emocji. Nie przerwała pisania ani na sekundę, póki nie skończyła.

-Pokaż. – powiedziała Magda. Przeczytała tekst. – Myślę, że damy to do PMK.

Londyn

Grzegorz Harecki, Twardziel, i Katarzyna Dabska, Mieszacz, uzyskali możliwość rozmowy z ministrem magii. Teraz domagali się procesu dla Syriusza Blacka. Minister był oburzony. Jak mogli chcieć czegoś takiego! Twierdzili, że Black jest niewinny. Zupełnie jakby nie było naocznych świadków! Szaleńcy, po prostu szaleńcy. Coś o nielegalnych animagach gadali, o Czytaczach…

-Mój czas jest drogi, proszę państwa. Nie mogę sobie pozwolić na rozmowę z każdym szaleńcem, nawet jeśli ma odznakę Kirane5. – zakończył rozmowę nieuprzejmie minister.

-Wobec tego żegnamy pana. Aha, i zmniejszyliśmy hodowlę smoków i pluszków, eksport będzie mocno ograniczony. – zapowiedziała pani Dabska.

Okolice Augustowa – Dolina Rospudy

Po treningu Twardzieli większość studentów udała się do akademika. Zostało tylko dwóch: Regulus i jego kolega z łóżka obok, Michał Kaban, nadający się wyłącznie na Twardziela. Kaban ciągle trenował, a Regulus patrzył ponuro na rzekę. Odbijał się w niej księżyc w pełni. Sąsiad Izabeli pewnie ganiał po lesie. Izabela… ona też zaczęła wolontariat, jako Czytacz, tak jak chciała. Przysyłała mu placek od czasu do czasu. Regulus postanowił zabrać trochę placka bratu. W Azkabanie karmią paskudnie. Sobota, wolny dzień i na uczelni, i w Kirane, była wciąż daleko. Regulus powoli odszedł od rzeki, drugiej miłości swego życia. Chciał się wyspać przed kolejnym stresującym dniem.

Sobota, Łańcut

Izabela obudziła się dość wcześnie. Wstała, ignorując posapywanie starszej siostry, Krystyny, i szybko się ubrała. W szafce miała kawałek placka dla Regulusa. Tym razem był dwa razy większy. Zapakowała placek i wysłała go pluszkiem. Zaraz potem wyszła do ogrodu.

Augustów

Regulusa obudził pluszek Izabeli. Chłopak odebrał placek i zaczął się ubierać. Czekała go wizyta w Azkabanie, i musiał uważać, żeby za dużo osób nie dowiedziało się o jego życiu. Musiał jednak przyznać się, kim jest, żeby go dopuszczono do brata. Kaban jeszcze spał(zresztą, on zawsze spał długo), a trzeci chłopak z tego pokoju, Marcin Kierdel, chyba w ogóle nie kładł się spać. Marcin był typowym kujonem, chciał zostać Uzdrawiaczem i wrócić do siebie, na Ukrainę. Chciał się wykształcić, aby móc utrzymać rodzinę, jaką planował założyć z Izabelą. A teraz musiał zadbać o inną rodzinę, o swojego brata. Czytał artykuł poświęcony uwięzieniu(pierwszy artykuł Izabeli!) i czuł, że coś trzeba zrobić, ale nie wiedział, co.

Azkaban

Auror pilnujący wchodzących do więzienia w odwiedzinach miał z całą pewnością zły dzień. Najpierw zaspał, potem przypalił grzanki, a teraz stał przed nim podobno brat Syriusza Blacka, niebezpiecznego mordercy.

-Twierdzi pan, że jest pan Regulusem Blackiem? Ale pan nie żyje od roku… - zadziwił się auror.

-Jakoś nigdy nie zostałem pogrzebany. – zakpił Regulus. – nie umarłem, tylko zwiałem do Polski. Miałem dosyć życia tu. I widzę, że słusznie. W Polsce nie wsadzają bez procesu.

-Więc pan żyje?

-Oczywiście. Proszę, dowód tożsamości. Zgadza się?

-Zgadza się. I chyba muszę pana zmartwić… pana ojciec zmarł miesiąc temu.

-Wiem, czytałem nekrolog. I proszę nie informować mojej matki o tym, że żyję.

-Zgoda… chociaż to nieco dziwne, chyba był pan dumny z rodziny?

-Byłem. – odparł ponuro Regulus. – mogę już iść do brata?

-Proszę. Będę milczał jak grób, że pan tu w ogóle był.

Regulus znalazł celę brata. Syriusz wyglądał bardzo źle, jak na pobyt w Azkabanie zaledwie od niespełna tygodnia.

-Siri… - zaczął Regulus. – To ja, Regulus, twój brat…

-Nie mam brata – wybełkotał Syriusz. – Mój brat umarł rok temu…

-Nie, ja żyję… Siri, ja żyję, nie umarłem…

-Już szaleję… już mam zwidy…

-Siri, a Izabela? Pamiętasz Izabelę? Izabela…

-Izabela jest daleko… nie wie, że tu jestem… zgiń przepadnij maro nieczysta…

-Siri, Izabela upiekła placek dla ciebie… - Regulus wyjął placek zza pazuchy. Oczy Syriusza się zaświeciły.

-Placek? – zapytał z nadzieją, ale natychmiast oklapł. – Jesteś tylko halucynacją, nie możesz mi przynieść placka.

Regulus podał mu placek. Syriusz przez chwilę się wahał, ale potem go wziął. Przyjrzał mu się podejrzliwie, po czym rzucił się na niego jak wygłodniały kundel.

-Reggy. Żyjesz. – wydusił.

-Już ci to mówiłem. Żyję. Mieszkam w Polsce, studiuję w Augustowie, przyuczam się zawodu w Białymstoku. Jestem zaręczony z Izabelą. Ona jest u siebie, w Łańcucie…

-Izabela. Czarne strzały. Szlaban dla Glizdogona. Ostrzeżenia. – kojarzył Syriusz.

-Tak. Izabela. Dziewczyna z wymiany i twoja szwagierka in spe.

-Dziękuję. Że żyjesz. Że jesteś. – powiedział Syriusz i wyciągnął rękę, aby jeszcze raz się upewnić, że jego brat żyje, że jest jakaś bliska mu osoba.

Kraków, kilka dni później

-Chciałabym mu pomóc. – oświadczyła Daria Chocimska.

-Co? – spytał wyrwany z zamyślenia Hubert Wodniak.

-Chciałabym mu pomóc. – powtórzyła Daria.

-Komu? – zapytał Hubert.

-Syriuszowi Blackowi.

-A, jemu. Ale nas nie wpuszczą do Azkabanu. Tylko rodzina, a i to rzadko.

-Wiem, ale musi być inna droga… posyłanie paczek, albo coś…

Hubert parsknął śmiechem.

-Takiej drogi też nie ma. Musiałabyś się włamać.

-Nie zapominaj, kim jestem.

-Jasne, Czarodzic. Dwójka w skali i się chce włamywać do Azkabanu. Ale może się uda.

Daria pochyliła się nad kartką. Żeby tak coś zrobić… żeby nie czekać bezczynnie…

Jeszcze kilka dni później, Szczecin

Nie wiadomo, który z wolontariuszy wpadł na pomysł składki powszechnej. Każdy z nich mówił, że on nie. Któryś z nich to jednak musiał być, skoro ustawili dużą urnę z odpowiednią informacją. „Każdego stać na to, aby w ciągu roku wrzucić do tej urny jednego sykla. Te pieniądze zostaną przeznaczone na jedzenie i inną pomoc dla niewinnie uwięzionego Syriusza Blacka." – napisali. I od razu każdy z nich wrzucił po dwa knuty. Dali też znać o tym kolegom z innych oddziałów Kirane, aby akcja „Jednego sykla" rozprzestrzeniła się na całą Polskę.

Dwa lata później, Kraków

-Idealne. Po prostu idealne. – jeden z Grzebaczy podziwiał przysłane z Jabłonkowa monety, zwane Monetami Zapomnienia. Każdy, komu by wręczyć łapówkę tymi monetami, w ciągu dwóch i pół godziny tracił je razem ze wspomnieniem, że kiedykolwiek je dostał, oraz wszystkich okoliczności towarzyszących. Czyli, gdyby dać je aurorowi w Azkabanie, zapomniałby, że ktoś w ogóle wchodził!

-Te monety? E, ja mam coś lepszego. Pancerz Serca. – drugi Grzebacz zakołysał fiolką z rozpuszczonym zaklęciem6. – Uodparnia na dementorów. Czy to nie dziwne, że od dwóch lat dostajemy tylko to, co się może przydać dla sprawy Blacka?

-Wcale nie dziwne. Najmłodsi też chcą się przydać. Jak ten Pancerz? – zapytał Poprawiacz z tej samej ekipy7. – poprzednie zaklęcie trzeba było poprawić, bo się rozwarstwiało.

-Pancerz to prawie idealne zaklęcie, możesz tylko poprawić to, że w formule występuje grupa ptk. Poza tym wspaniałe. Ile miał lat jego autor?

-Dwanaście. Dwójka w skali.

-To wspaniałe osiągnięcie jak na kogoś takiego! Poprawię.

Osiem lat później, Azkaban

-I jest pani dla Blacka…? – zapytał auror.

-Jestem córką siostry matki żony brata Syriusza Blacka. Czy to wystarczy? – zapytała młoda dziewczyna.

-Nie wiem… jakieś dokumenty?

Dziewczyna potrząsnęła sakiewką.

-Oczywiście, że wystarczy. – auror skwapliwie schował sakiewkę pełną Monet Zapomnienia.

Dziewczyna, niewysoka blondynka z przypiętą do ubrania zieloną odznaką Kirane, podeszła do celi Syriusza.

-Namierzyliśmy szczura. – oznajmiła. – Upiekłam kminkowy placek z papryką i kiszonymi ogórkami8…

-DAJ!!! – ryknął Syriusz. Dziewczyna podała mu placek, na który rzucił się jak zwykle.

-Podrzucimy jakiegoś małego Czarodzica do Hogwartu i wtedy zwiejesz. W psiej postaci nie powinieneś mieć trudności. Przedostaniesz się na teren Hogwartu i tam nasz Czarodzic się tobą zajmie. Potem dostarczymy szczura do Knota, a ciebie do twojego brata. Tam poczekasz na wyrok uniewinniający albo zostaniesz, jeżeli będziesz chciał.

-Heheli tham haszta dziefhyna umie hobić thaki plahek to ja softaje.9 – oświadczył Syriusz z ustami pełnymi placka.

Kolejne dwa lata później, Azkaban

Ta sama dziewczyna co dwa lata wcześniej, kuzynka Izabeli Stadnickiej-Black po kądzieli- Kasia Lakońska, młoda Grzebacz- wolontariuszka wkroczyła do więzienia po ofiarowaniu aurorowi kolejnej sakiewki Monet Zapomnienia. Jedną z ich cech było to, że każdy nabierał się na nie dowolną ilość razy…

-Już. Twój brat, Regulus, wysyła w tym roku córkę do Hogwartu. Ona cię znajdzie, jak tam będziesz. Możesz zwiać choćby dzisiaj. – powiedziała powinowatemu.

-A masz placek? – zapytał błagalnie Syriusz. Kasia podała mu ciasto.

-Uhekne hyhaj.10 – dodał z ustami pełnymi placka drożdżowego.

1 Wolontariat w Kirane oznaczał wykonywanie prostych czynności, jakie później czarodziej ma wykonywać w pracy, i przyuczanie się do zawodu, zazwyczaj równolegle ze studiami. Wolontariusze zamiast pensji otrzymują tzw. „kieszonkowe" w wysokości jednego galeona na dwa tygodnie.

2 Coś w rodzaju aurora.

3 Jeżeli coś pokręciłam z datami, to proszę napisać w komentarzu

4 Polscy czarodzieje często używają mugolskich przyrządów, a mugoli niejednokrotnie korzystają z usług czarodziejów.

5 Zielona dla wolontariusza, niebieska dla nowicjusza, żółta dla pozostałych.

6 Większość zaklęć rozpuszcza się w wodzie, wszystkie w etanolu.

7 Ekipa Grzebacze-Poprawiacze składa się z trzech Grzebaczy i trzech Poprawiaczy.

8 Naprawdę dobry, coś a la kruche ciasto z nadzieniem

9 „Jeżeli tam każda dziewczyna umie robić taki placek, to ja zostaję"

10 „Ucieknę dzisiaj"