Naruto chodził z jednego końca pokoju do drugiego. Teme pomógł mi pokonać Madarę i Juubiego, a ja posłałem po niego ANBU i moich shinobi, których i tak jest mało po wojnie! Nie może być! Idę po tego drania! Postanowił, myśląc intensywnie. Zdawał sobie sprawę, że tylko on mógł pokonać Sasuke, że tylko on był od niego silniejszy. Nie mógł uwierzyć, że był tak głupi i posłał swoich ludzi na pewną śmierć! A jeszcze mniej rozumiał Sasuke! Przecież pomógł wygrać wojnę! Taka zostałaby potraktowana łagodnie, a może nawet uniewinniona. Westchnął i przebrał się po raz kolejny tego dnia. Narzucił biały płaszcz ANBU, ale tym razem wybrał maskę neko. Nie chciał, by jego dawny przyjaciel rozpoznał go tak szybko, a na pewno by się tak stało gdyby pokazał mu się w masce kitsune.
- Jesteś pewien, że to dobry pomysł? –odezwał się nagle Kurama z jego wnętrza.
- Jestem. Wiesz, że to moje marzenie.- odpowiedział odwracając się do niego przodem.
- Nie. Twoim marzeniem było zostać Hokage.- stwierdził.- A teraz gdy się spełniło, narażasz bezpieczeństwo wioski dla tego bachora Uchiha.
- Kurama?
- Hmm?
- Idź już spać, proszę. Mówiłem ci tyle razy, że on nie jest bachorem i jest tego warty. Chociaż na czas przebywania z nim będę musiał umieszczać cię w klatce, by nie mógł cię przejąć.
- Klatka nic nie da.
- Mam nową technikę.- uśmiechnął się chytrze.- Rozumiesz tą konieczność, prawda?
- Tak. Nie martw się tym i teleportuj się tam zanim ci ludzi pozabija. Obudź mnie tylko wtedy, kiedy ciebie też będzie chciał zabić. Branoc.
- Mogę się bronić! Jestem silny!- krzyknął, a Lis tylko przewrócił oczami.- Miłej drzemki!- zawołał i znów znalazł się w biurze, ubrany w strój ANBU. Szybko przeteleportował Tsunade do jej domu i ponownie złożył pieczęcie.
Wylądował przed ubranym w ubranie kapitana, Yamato. A może powinnam powiedzieć Tenzou. Odkąd poznał technikę Latającego Boga Piorunów swojego ojca, wszystkie techniki teleportacji stały się jego ulubionymi. A że techniki Yondaime uczył się od samego OŻYWIONEGO Minato, stał się w tym prawdziwym ekspertem. Nawet Kurama zdawał się to lubić. Ale używał jej głównie do błyskawicznego przemieszczania w nagłych sytuacjach, więc Kage Bunshin no Jutsu i Rasengan dalej zajmowały zaszczytne, pierwsze miejsce na jego osobistej liście ulubionych technik.
- Raport.- zażądał.
- Na razie atakuje samo ANBU, czwarty szereg pozostaje z tyłu. Jednak sytuacja nie wygląda dobrze. Mamy coraz więcej zabitych.
- Dobrze. Od teraz ja się zajmuję sprawą. Odwołaj wszystkich i razem ze swoim zespołem, Shikamaru i Sakurą czekajcie na mnie w moim gabinecie.- rozkazał.- O! I niech Sakura nie zapomni mojego ochraniacza.- uśmiechnął się pod maską.
- HAI!- krzyknął Yamato i zabrał się za wykonywanie rozkazu.
Westchnął i wszedł. Powoli kierując się do głównej izby, zrozumiał, że Yamato miał rację. Gdzie nie spojrzeć trupy jego najlepszych ludzi zabitych głównie przez Sasuke. Nie było widać by któryś z nich był robotą Juugo, a nieliczni mieli ślady gładkiego cięcia świadczące o doświadczeniu i precyzji Suigetsu. Wszedł do głównej izby i zaznał deja vu. Wszyscy byli w tych samych pozycjach, gdy był tu pod Henge no Jutsu. Jedyną różnicą było to, że zamiast czytać, brunet czyścił z krwi katanę. Zauważyli go. Czarnowłosy spojrzał na niego unosząc brew. Najwyraźniej nie spodziewał się, że ktoś może być tak głupi, by rzucić mu wyzwanie. Odchrząknął w celu zmienienia nieznacznie głosu.
- Wyzywam cię. Jeśli nie wrócisz ze mną do wioski, sprowadzę cię siłą!- zagroził, ale po namyśle postanowił dodać jedno zdanie gwoli wyjaśnienia.- Rozkaz Hokage.
Suigetsu wybuchł śmiechem, a Sasuke tylko pogardliwie prychnął. Juugo natomiast się nie odzywał. Stał tam patrząc na nich z niedowierzaniem. Wiedział, że nie wiedzieli że przed nimi stoi teraz Rokudaime Hokage Uzumaki Naruto, ale jak mogli ignorować siłę shinobi Liścia?! W tym momencie strasznie był zadowolony z faktu posiadania maski. Ukrywała ona głupi, jakże dający okazję do kpiny, wyraz jego twarzy. Przyjął pozycję bojową. W szerokim rozkroku i ręce na wysokości ramion, z szybkim dostępem do katany. Usłyszał westchnięcie.
- Jesteś głupi. Naprawdę chcesz z nim walczyć? Nie widziałeś swoich koleżków po drodze?- zapytał Suigetsu zdejmując swój Kubikiribocho z pleców.- Powinieneś zrezygnować z wędrówki tutaj po natknięciu się na pierwsze ciało. GIŃ!- rzucił się na blondyna z żądzą krwi w oczach i sadystycznym uśmieszkiem, ale po chwili został odrzucony na przeciwległą ścianę. Wszyscy patrzyli na sprawcę tego zachowania- Sasuke.- Ej! Co ty robisz?!- zawołał obolały białowłosy.
- Zamknij się.- odpowiedział brunet i odwrócił się w stronę przebranego Naruto.
POV NARUTO
Dopiero w tym momencie mogłem NAPRAWDĘ zobaczyć jego twarz. Wcześniej była ukryta w cieniu lub półcieniu. Jak on się zmienił! Jednak muszę przyznać że na lepsze. Blada, kremowa skóra tak idealnie kontrastująca z kruczoczarnymi włosami i równie ciemnymi oczami. Jego rysy twarzy się wyostrzyły przez co nabrał jeszcze bardziej męskiego wyglądu. Jego ciało też było lepiej zbudowane, niż podczas naszej walki z Juubim. Był wyższy i bardziej muskularny, chociaż w przyjemny sposób. Daleki od odrażającej muskulatury Raikage. Jednym słowem był zajebiście przystojny. Nawet ja, ten który stracił miłość tak niedawno i nie był zainteresowany ponownym związkiem, musiałem to przyznać. Ciemne oczy przypatrywały mi się w cichej kontemplacji! OCZY! Kuso! Jak zobaczy moje oczy, to będzie po moim przebraniu! Szybko je zamknąłem i ruchem oka pod powieką wykonałem pieczęć wyobrażając sobie siebie z fioletem oczu Suigetsu. Ponownie je otworzyłem, modląc się by zadziałało. Wiele osób mi mówiło, że mam zbyt rozpoznawalne oczy jak na misje ANBU. Szczerze mówiąc ignorowałem ich, nie widząc w swoim kolorze tęczówek nic wyjątkowego. Po prostu niebieskie. Ale teraz wolałem nie ryzykować i po raz pierwszy wykonałem tą technikę. Sasuke dalej na mnie patrzył. W końcu doskoczył do mnie patrząc mi w oczy przez otwory w masce i sprawiając, że byłem cały napięty jak struna. Jednak dobrze zrobiłem zmieniając kolor oczu.
- Co wiesz o Naruto?- zapytał władczym tonem. Znów pytał o mnie. Nie muszę chyba mówić, że się zdziwiłem, prawda?
- Uzumaki Naruto?- spytałem, chcąc się upewnić. Przytaknął.- Zwykły chuunin. Chodzi na misje sam albo pod dowództwem joninów. Jednak po pokonaniu przez was Juubiego i Madary to we wiosce bardzo wiele dzieci zostało nazwane waszym imieniem.- skrzywił się na to oświadczenie.
- Kto cię przysłał?
- Mówiłem. Jestem tu z rozkazu Gondaime Hokage.
- Słyszałem, że pół roku temu wybrali nowego. Poza tym na górze z twarzami trwają pracę nad szóstą. Kto?
- Nara Shikamaru. Po wojnie wszyscy, którzy przeżyli dostali wyższe tytuły lub wynagrodzenie w przypadku joninów. Jednak Shikamaru – sama został mianowany Hokage ze względu na swoją inteligencję i zmysł strategiczny. Chociaż ma Haruno Sakurę jako jego prawą rękę i przypomnienie, że ma pracować, a nie spać.
- Sakura?- zastanowił się.- Zabierz mnie do Hokage!- zarekomendował.
- CO? Oszalałeś? Mieliśmy napaść na Konohę i zniszczyć Hokage, a nie iść do niego na herbatkę! To po to Karin poszła na zwiad!- krzyknął Suigetsu.
- Zamknij się, albo twoja woda posmakuje mojej błyskawicy.- warknął Sasuke, nie zauważając mojego nagłego zesztywnięcia po usłyszeniu wrzasków białowłosego. Jak ja się cieszę, że ich wykryłem przed atakiem na wioskę!
- Suigetsu ma rację. Przygotowywaliśmy się długo do tego ataku, a teraz chcesz to wszystko zaprzepaścić.- dodał spokojnie Juugo.
- Hn.- odparł do niego Sasuke. Znów się odwrócił do mnie.- Zabierz.
- Oczywiście. Rączki, proszę.- powiedziałem, a oni wszyscy spojrzeli na mnie z pytaniem w oczach.- Muszę was skuć, by zabrać was przed oblicze wielkiego Hokage.- brunet przewrócił oczami.
- Nie ma takiej opcji. Jeśli chcesz mnie skuć, musisz mnie pokonać.
Westchnąłem. Miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie. W tym wypadku nawet gdyby Sasuke zaatakował mnie Susanoo albo/i swoim Mangekyo, ja nie mogę użyć ani Rasenshurikena, ani Trybu Mędrca, ani, a może przede wszystkim, mocy Bijuu. Zostają mi techniki wodne, błyskawicy, ognia i wiatru, ale tylko te których nie zna. Czyli jakieś dwie. Naprawdę żałuję, że nie chciałem się nauczyć panowania nad czakrą, by uzyskać super siłę jak Sakura i babunia, kiedy Obaachan chciała mnie nauczyć. Jednak muszę zwyciężyć! Odskoczyłem i wyciągnąłem katanę. Uśmiechnął się kpiąco i wyjął swoją, którą naładował Chidori. Moja była tak naprawdę ostrzem czakry, więc podziałałem na nią wiatrem. Nic nie było widać jako, że wiatr jest niewidoczny. Starliśmy się. O dziwo jego przyboczni nam nie przeszkadzali. Muszę to jak najszybciej zakończyć, by nagle nie zachciało mu się aktywować Mangekyo Sharingana. Nasza walka nie była niczym niezwykłym. Jako, że chciałem na szybko to wykorzystałem jego nieuwagę i kopnąłem go w jego męskość, gdy zwiększał siłę Chidori na mieczu. Każdy facet, nawet niewiadomo jak odporny na ból, po taki ciosie leżałby na posadce, więc nie lekceważyłem bruneta i od razu zatrzasnąłem mu na nadgarstkach kajdany czakry. Na szyi także, bo pamiętałem o jego zdolności przenoszenia Chidori na całe ciało. Potem walka z Suigetsu i Juugo, ale to było nic. Wielce zadowolony, dotknąłem każdego z nich i teleportowałem się z nimi wprost do mojego biura. Znalazłem się przed swoim własnym biurkiem z Shikamaru siedzącym za nim i Sakurą po jego prawicy. Prawie się roześmiałem. Nawet nie zdawali sobie sprawy z tego jak pasują do mojej bajeczki opowiedzianej Tace.
- Jesteś już!- Sakura rzuciła mi się w ramiona. Ach…. Kiedyś oddałbym za to wszystko. Zanim uświadomiłem sobie swoją orientację.- I żyjesz!
Serio, ta jej wiara we mnie zadziwia mnie. Spojrzałem na Takę i posadziłem ich na kanapę stojącą na tą okazję przed moim biurkiem. Anulowałem technikę zmiany koloru oczu i zdjąłem maskę i płaszcz. Kątem oka zauważyłem dobrze ukryte szok i niedowierzanie na twarzy Sasuke i obojętność na twarzach jego podwładnych. Ubrałem mój standardowy mundur Hokage, wziąłem z wyciągniętej ręki Sakury mój ochraniacz i przejąłem mój kapelusz władzy od Shikamaru. Usiadłem na jego miejscu, a on stanął koło mnie.
- Była Tenten. Prosiła o wcielenie do ANBU i pierwszą misję. Wysłałem ją na szkolenie.- zaraportował Shika.
- Świetnie! Byłem ciekaw ile jej zajmie ta decyzja.- odpowiedziałem z uśmiechem, zawiązując ochraniacz na czole.
- Naruto, wszystko w porządku?- spytała Sakura. No tak. Przez ostatnie kilka miesięcy byłem dość… depresyjny i poważny. Musiało ją zastanowić dlaczego się śmieję i jestem radosny. Ale ja po prostu cieszę się, że wypełniłem obietnicę złożoną jej i Nejiemu. I sobie przy okazji, chociaż zdaję sobie sprawę, że od teraz będzie ciężko. Jeszcze proces Sasuke….
- Tak, dlaczego?- zapytałem retorycznie. Nawet nie musiałem patrzeć, by wiedzieć że obydwóch moich doradców wymieniło ze sobą spojrzenia.- Noooo…. To co teraz mam do zrobienia?- zapytałem Shikamaru. Czy mi się wydaję, czy spojrzał na mnie jak na kretyna?
- Radziłbym w pierwszej kolejności zająć się Taką.- zasugerował, a ja prawie palnąłem się dłonią w twarz.
- Racja. Przygotujcie wszystko, zaraz zjawię się tutaj razem z innymi Kage. Najpierw lecę do Suny. Przekazać coś?- zapytałem, ale oboje pokręcili głowami w zaprzeczeniu. Nie, to nie.- O właśnie, a gdzie Kakashi i jego zespół?
- Powiedział, że ma coś do roboty i zwolnił ludzi. Stwierdził, że my dwoje ci wystarczymy.
- BAKA!- krzyknąłem.- Sakura! Odwołaj alarm i shinobi. W międzyczasie zabierz Kakashie… albo nie. Osobiście to zrobię. Shikamaru masz do dyspozycji wszystkich shinobi, zastępco. Przygotuj pokój konferencyjny i pilnuj Taki. Będę za minutę.
