Nigdy nie zwracałem uwagi na to, dokąd mnie zabierano. Oczywiście nie byłem samobójcą, więc uważałem czy przypadkiem nie mają zamiaru wywieźć mnie gdzieś poza miasto. W dodatku w mig poznawałem tych, których zamiary były zbyt niecne; takich od razu odsyłałem w kwitkiem. Nie miałem ochoty ryzykować własnego życia dla pieniędzy. Chciałem żyć, nawet jeśli czasami czułem się jak nic niewarty kawał gówna.

Wady tej pracy? Niszczy psychikę. Bardziej, niż ktokolwiek z was jest w stanie przypuścić. Ale co z tego? To nie tak, że uda mi się stąd uciec. Byłem zbyt przyzwyczajony, zbyt... niedoświadczony w innych rzeczach. Nie ukończyłem nawet szkoły, nie miałem szerokiego wachlarza wyborów, jak niektórzy. Nie mogłem jednak narzekać. Teraz było mnie przynajmniej stać na porządne ubranie.

Mężczyzna - Chris, i wiedziałem, że podał swoje prawdziwe imię - najwyraźniej jest samotny. Na jego palcu jednak widać ślad po obrączce, ale żadne z nas o to nie spytało. To nie nasza sprawa. Jesteśmy tu tylko po to, by sprawić mu przyjemność, nic innego. Nie zajmowaliśmy się rozmowami, co często robiła Lydia. Na ulicy rzadko zdarzali się tacy, którzy chcieli porozmawiać. A jeśli już, wybierali do tego dziewczyny - Allison czy Malię, bywało, że Ericę, a odkąd pojawiła się Kira - najczęściej to ją proszono do tego typu zadań.

Jego mieszkanie było czyste i porządne, co jest pozytywnym zaskoczeniem. Nasza Wataha raczej nie potrafiła utrzymać porządku, zwłaszcza Scott z Isaaciem w swoim pokoju. O moim nie wspominałem, ale tam nieczęsto ktoś wchodził, za moją prośbą.

Chris wprowadził nas do sypialni i opadł ciężko na fotel, który stał w jej rogu. Na przeciwnej ścianie do wejścia, dokładnie po jej środku, stało wielkie łóżko. W pokoju nie było ciemno, raczej... nastrojowo. Światło regulowało pokrętło. Usłyszałem ciche westchnięcie dobiegające z fotela i ruszyłem w jego stronę, żeby zacząć naszą zabawę, lecz zostałem powstrzymany gestem ręki.

- Nie teraz.

Mężczyzna skinął głową w stronę Dereka. Najwyraźniej chciał, żebym zaczął od niego. Musiałem przyznać, że czułem się nieco podenerwowany, ale ukryłem to pod diabelskim uśmiechem, który pojawił się na mojej twarzy. Oblizałem usta, doskonale widząc jak oczy Hale'a podążają za moim językiem. Wyciągnąłem w jego stronę dłonie, wsuwając je wolno pod skórząną kurtkę. Zacząłem zsuwać ją w ramion zielonookiego (czy jego oczy rzeczywiście były zielone? Nie do końca, bardziej... Olać to. Były piękne, tyle w tym temacie), a kiedy opadała na podłogę, dobrałem się do jego ust. Chyba wziąłem go z zaskoczenia, bo przez chwilę nie czułem żadnej odpowiedzi, ale już po chwili dłonie mężczyzny chwytały moje biodra, a miękkie usta odpowiadały na wolne, zbyt delikatne pocałunki.

- Szybciej.

Ktoś się odezwał i mało z własnej skóry nie wyskoczyłem. Przez moment miałem wrażenie, że jesteśmy sami i... Stiles, ogarnij się. Praca. Skup się na robocie.

Wszystko, co działo się chwilę po wydanym przez Chrisa rozkazie, trochę rozmazało mi się w pamięci. Było dużo rąk, języka, nawet zębów. Więcej skóry, ciepłej skóry, mniej tych mokrych i zimnych ubrań oraz myśli. Kiedy zsuwałem z bioder Dereka bokserki, czułem, że jest już w połowie twardy. Nie miałem czasu, żeby się na tym skupić, bo Chris westchnął, głośniej, niż wcześniej. I właśnie w tym momencie dotarło do mnie, że już czas wrócić do rzeczywistości.

Podchodziłem do niego wolno, niczym drapieżne zwierzę polujące na swoją ofiarę. Dłoń Chrisa obejmowała ciasno jego twardniejącą erekcję, wzrok utkwiony był w moich ustach. Trzymałem jego kolana kiedy opadałem na własne, od razu pochylając się do przodu. Patrzyłem do góry, na twarz klienta, kiedy polizałem całą jego długość. Głowa Chrisa opadła na oparcie fotela, gdy objąłem ustami główkę. Zassałem się na niej, dodatkowo używając języka i wiedziałem, że robię dobrze. Mężczyzna jęknął cicho, wsuwając obie dłonie w moje za długie włosy. Odruchowo opuściłem głowę, chwytając go u podstawy i połykając najwięcej jak się da. Przez te wszystkie lata pozbyłem się odruchu wymiotnego, więc zdołałem zmieścić go prawie całego. Palce Chrisa zacisnęły się na mojej głowie mocniej, kiedy poczuł zaciskające się wokół główki gardło.

- Tak, właśnie tak.

Usłyszałem. Zamruczałem z jego penisem głęboko wepchniętym w moje usta i zacząłem poruszać głową. Na początku wolno, potem przyspieszając. Niewiele trzeba mu było, bo już po chwili jego biodra wychodziły na spotkanie moim wargom, ale nie miałem nic przeciwko. Co chwilę słyszałem ciche "głębiej" albo "szybciej", częściej jednak były to głośne westchnięcia aprobaty. Zacisnąłem usta mocniej.

W tym samym momencie stało się coś, co zakłóciło mój spokój. Nagle poczułem coś gorącego i mokrego tuż przy swoim wejściu. Sapnąłem, prawie krztusząc się pulsującym członkiem Chrisa, który (chyba?) zaśmiał się cicho z mojej reakcji.

- Derek.

Powiedział cicho i nagląco, a wtedy...

- O mój boże.

Jęknąłem, ale wątpiłem, by ktokolwiek to zrozumiał. Słowa zostały zniekształcone przez twardość w moich ustach, którą na moment straciłem zainteresowanie. Oczy wywinęły mi się do tyłu, gdy Derek bez żenady, bez żadnego słowa, po prostu rozchylił moje pośladki i wepchnął mi język w tyłek. Dopiero po chwili przypomniało mi się, co się dzieje i wznowiłem ruchy własnej głowy. Wkrótce zostałem powstrzymany, lekkim szaprnięciem za włosy; Hale też zakończył swoją pracę, na co jęknąłem w geście protestu. Jęk ten zdusił pocałunek, jaki Derek wycisnął na moich ustach, odchylając moją głowę w bok, by móc swobodnie do nich sięgnąć. Chris podniósł się z miejsca. Gdybym bardziej się na nim skupiał wiedziałbym, że podszedł do łóżka i z szafki nocnej wyciągnął kondomy i lubrykant. Hale jednak nie przestawał mnie całować, a w tym czasie drugi mężczyzna zdołał ułożyć się na łóżku. Derek, będąc tym, który najwyraźniej ogarnia sytuację o wiele lepiej ode mnie, wstał, ciągnąc mnie za sobą w stronę posłania.

Zostałem usadzony na udach Chrisa, który przyciągnął mnie na siebie i szybko zajął się moją szyją, ale nie na tym się skupiałem. Moją całkowitą uwagę przyciągał Derek i jego dłonie i...

- Kurwa.

Sapnąłem, zaciskając mocno ręce na bicepsach Chrisa, wciąż schowanych pod ubraniem. Palce Dereka były chłodne od lubrykantu, lecz nie to mnie pochłonęło. Bardziej interesował mnie fakt, że były DUŻE. Dużo większe niż Chrisa, które teraz wolno obciągały mojego fiuta, z którego... ciekło. Pierwszy raz od dawna czułem, że jeśli zaraz ktoś mnie nie...

- Och!

Krzyknąłem cicho, gdy czyjeś palce (jak on się nazywał?) uderzyły w prostatę. Obaj mężczyźni wydali z siebie zadowolone dźwięki i nagle zostałem uniesiony. Poczułem lateks przy swoim wejściu. W tym momencie byłem tak rozluźniony, że nie trzeba było wiele siły, by po chwili Chris znalazł się we mnie cały. Na początku niewiele zależało ode mnie, lecz kilka(naście) sekund później klient dał mi znak głową, więc zacząłem wolno poruszać biodrami. Próbowałem odchylić się do tyłu, ale ciepła dłoń na plecach mi w tym przeszkodziła.

Chciałem rzucić Derekowi pytające spojrzenie, ale kiedy obróciłem głowę w jego stronę, zatkało mnie. Derek patrzył na mój tyłek, na penis Chrisa wokół którego zaciskało się moje wejście. Wyglądał... jakby chciał coś rozwalić. Ale wtedy uniósł głowę i zrozumiałem, że nie o to chodziło.

Jego oczy pełne były żądzy.

Czystej i niezaspokojonej żądzy.

Więc uśmiechnąłem się, unosząc brew, rozchylając usta, z których uleciał kolejny jęk. Głośniejszy niż poprzednie. Jednak nie służył on tylko temu, by sprowokować Dereka (chociaż to było głównym powodem). Był on reakcją na to, jak penis Chrisa otarł się o ten słodki punkt wewnątrz i...

Cholera.

Nie pamiętałem ostatniego razu, kiedy naprawdę czerpałem przyjemność z seksu. Prawdopodobnie było to kilka lat temu, kiedy na ulicę przyszedł ten słodki chłopak, Danny, który chciał swój pierwszy raz przeżyć z kimś bardziej doświadczonym. Nastolatek był słodki i naprawdę uroczy, więc możliwe, że wtedy nieco się w nim "zakochałem", utożsamiając go ze swoim księciem w zbroi na białym rumaku. Ale wtedy przyszedł kolejny zaległy rachunek za leczenie ojca, więc musiałem otrząsnąć się i wrócić do rzeczywistości. Nigdy więcej nie spotkałem Danny'ego. Czar prysł.

Więc tak, bardzo zdziwiło mnie to, że naprawdę tego chciałem. Nie miałem pojęcia, czy to kwestia Chrisa, który zachowywał się nieco inaczej, niż pozostali klienci, czy Dereka, którego źrenice były rozszerzone do granic możliwości; który sprawił, że zacząłem CHCIEĆ czegoś innego, czegoś, czego ulica nie mogła mi dać (i tak, to głupie; nawet nie znałem faceta, nie wiedziałem o nim dosłownie nic poza tym, co zdołała wyciągnąć z niego Erica - nie ma rodziny, pochodzi z Beacon Hills i jest kilka lat starszy niż ja, a zachowywałem się jakby był Panem Jedynym-Odejdźmy-W-Stronę-Zachodzącego-Słońca); który zadrżał na mój kolejny jęk.

I tylko tyle trzeba było, żeby się ruszył. Nagle Chris przywłaszczył sobie moje usta i byłem po części wdzięczny. Wcześniej miałem do czynienia ze sporymi członkami, ale nigdy z dwoma na raz. W tym momencie na pewno przyda się coś, co rozproszy mnie i pozwoli skupić się na tej przyjemniejszej części, zamiast na uczuciu rozciągania, które czasem nie należało do najwspanialszych. Mogłem sprzedawać własne ciało, ale byłem człowiekiem i, wbrew niektórym opiniom, wcale nie lubiłem bólu. Nie miałem pojęcia skąd ludzie wzięli przekonanie, że prostytutki lubią dosłownie wszystko, co się z nimi robi; skąd więło się przekonanie, że prostytutki nie można zgwałcić.

Rozproszyłem się całkowicie, własnymi myślami i pocałunkami Chrisa, więc przegapiłem moment, w którym Derek we mnie wszedł. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że Hale całuje mój kark, jego usta są nieco rozchylone, a same pocałunki powolne i delikatne. Prawdopodobnie roztopiłem się odrobinę przez to delikatne traktowanie. Sapnąłem głośno, kiedy Derek się poruszył. Początkowo było to tylko lekkie pchnięcie, jakby próbne. Ale kolejne były już bardziej pewne.

- O... mat... Taaak.

Wkrótce obaj mężczyźni zamienili mnie w drżący kawałek ciała, bez własnych myśli. Przez chwilę nie miałem nawet pojęcia, jak mam na imię. Potrafiłem jedynie jęczeć głośno, prawie krzyczeć, mruczeć jakieś imiona (D...aniel? D...amon? D...erek? Chase? Chris?) i "więcej", "szybciej", "mocniej", wyginać plecy w łuk, kiedy ktoś kolejny raz otarł się o prostatę. Czyjaś dłoń wylądowała na moim penisie, ruszając się szybko i nieco nieskoordynowanie, ale w tym momencie niewiele się liczyło, bo czułem, jak blisko jestem. Oczy uciekły mi w tył głowy, palce u stóp zawinęły się, kiedy doszedłem mocno, rozlewając się pomiędzy moją a... czyjąś klatką piersiową, robiąc bałagan, na który opadłem. Nie przejmowałem się tym, że zacznę się kleić. Wymamrotałem ciche "no dalej, skończcie dla mnie" i chyba pomogłem, bo zarówno ten za mną, jak i ten pode mną westchnęli, a ich mięśnie spięły się, gdy kończyli.

Cała nasza trójka oddychała szybko jeszcze przez długi czas i nikomu nie było spieszno do zmiany pozycji. Oba ciała dawały mi dużo ciepła i nie mogłem nic poradzić, że powoli zaczynałem odpływać. Powieki nagle zrobiły się cięższe, po kręgosłupie spłynął dreszcz, jak zawsze, zanim zasnąłem. Nie zdołałem wpaść w objęcia Morfeusza. Derek (zdołałem przypomnieć sobie imiona mężczyzn, z którymi dzisiejszej nocy uprawiałem najlepszy seks swojego życia) odsunął się ode mnie, na co zrobiłem niezadowoloną minę. Chris musiał to dostrzec, bo parsknął cichym śmiechem, także nieco sennym.

Jeszcze chwilę nikt z nas się nie odzywał, jedynie przemieszczał na łóżku. Hale siedział na jego krawędzi, nie patrząc w naszą stronę, kiedy schodziłem z klienta.

- Łazienka jest po lewej.

Nie chciałem być teraz sam. Nie chciałem... myśleć o tym, że już za kilka godzin ta noc się skończy i nigdy więcej... Przełknąłem ciężko, podnosząc się z posłania. Chwyciłem delikatnie nadgarstek Dereka i, nie posyłając mu nawet spojrzenia, gdy wyczułem jak się spina, pociągnąłem go w stronę drzwi, a potem łazienki. Obaj byliśmy cicho, kiedy wepchnąłem go pod prysznic i wpakowałem się do kabiny zaraz za nim. Czułem na sobie jego spojrzenie, ale wciąż uparcie nie podnosiłem wzroku.

Byłem przekonany, że gdybym to zrobił, zacząłbym płakać.

Z łazienki wyszedłem pierwszy, zostawiając w niej ręcznik. I tak wszyscy tu obecni widzieli mnie nago, nie musiałem się chyba tym przejmować, prawda? Wyjrzałem przez okno sypialni Chrisa za zewnątrz, sięgając po swoje ubrania. Były cholernie zimne, wciąż mokre, a na dworze nadal padało. Wzdrygnąłem się, kiedy zimny materiał zetknął się z moją ciepłą od wody skórą.

- Macie gdzie spać?

Spytał Chris, przyglądając mi się z łóżka. Ubrany był w dresowe spodnie i wyglądał na zrelaksowanego.

- Tak.

Odpowiedziałem za mnie i Dereka, bo... Bo nawet jeśli on nie miał, planowałem przenocować go u nas.

Chris podszedł bliżej, wyciągając w moją stronę pieniądze. Ścisnąłem je w dłoni, nawet nie licząc i uśmiechnąłem się, co dziwne, szczerze i całkiem szeroko. Mężczyzna zacisnął palce na moim ramieniu i odwzajemnił uśmiech.

- Odwiozę was.

Staliśmy obaj nieco niezręcznie na skrzyżowaniu, z którego było całkiem blisko mieszkania Watahy. Światła auta Chrisa znikały właśnie za zakrętem. Podzieliłem otrzymaną kwotę na połowę i wcisnąłem pieniądze w dłoń Hale'a. Derek chyba chciał się pożegnać, sądząc po jego minie, ale nie zamierzałem dopuścić go do głosu.

- Możesz spać u nas, jeśli chcesz.

Po chwili sprostowałem swoje słowa:

- W zasadzie nie masz innego wyboru, bo nigdzie cię nie puszczę. Jest późno. I nie wiem, czy mieszkasz w jakimś przyzwoitym miejscu, ale nawet jeśli - mało mnie to obchodzi. Idziemy.

Derek wyglądał na jeszcze bardziej zdziwionego niż wtedy, kiedy oznajmiłem, że załatwiłem nam pracę. Nawet bardziej niż w momencie, gdy zostawiłem go samego w łazience, więc uśmiechnąłem się do niego szeroko.

- Chodź, Panie Wyrażam Swoje Emocje Za Pomocą Brwi.

Nie wiedziałem, czy zrobił to celowo czy nie, ale uniósł jedną z nich, w tym geście mówiącym "jesteś idiotą". Parsknąłem śmiechem.

- To naprawdę niesamowite, że za pomocą jednej brwi potrafisz przekazać wszystko, co masz na myśli. Brałeś jakieś dodatkowe lekcje w tym zakresie? Czy to wrodzone genetycznie? A może...

Wtedy poczułem dłoń na swoich ustach.

- Za dużo mówisz.

Oczy zabłysnęły mi diabelsko, kiedy polizałem jego rękę, a potem udało mi się zassać na jednym z jego palców.

- Zawsze możesz sprawić, żebym mówił mniej.

Poruszyłem brwiami w jednoznacznym geście, a wtedy Derek wywrócił oczami tak mocno, że aż mnie to zabolało.

- O, wow. Nigdy w życiu nie czułem tyle osądu na raz. A znam się z Lydią, więc to już niezłe osiągnięcie, koleś.

- Zamknij się, Stiles.

Prychnąłem i, oczywiście, nie posłuchałem, bo kiedy szliśmy w stronę kamienicy, trajkotałem wesoło o wszystkim i o niczym. Czasami udało mi się dostrzec mały uśmiech, który błądził na ustach Dereka.