Jedząc sniadanie nadal zastanawiałam się nad całą sytuacją. Król przygotowuje się do wojny, to wiadome ale te dziwne zdarzenie tej nocy nie daje mi spokoju. Spojrzałam na mój naszyjnik. Zawsze miałam go zawieszonego na szyi, lecz kryształ chowałam pod bluzkę, nie potrzebowałam aby ktos widział, że go mam, poza tym…on należy do rodzinnej tajemnicy. Ciągle miałam przed oczami tą wizję, gdzie stoję w nicości z tym chłopakiem. O co w tym chodzi? Własnie brałam do buzi ostatni kęs, po czym ukłoniłam się do króla i innych członków rodziny królewskiej i wyszłam. Zamierzałam pójść do pokoju po ciuchy do cwiczeń i isc na salę gimnastyczną odreagowac.

Raz, dwa, trzy! Przez już 2 godziny cwiczę sztuki walki. Wczesniej potrenowałam walkę z nożami ale po godzinie przerzuciłam się na sztuki walki. Moje ciało już odczuwało zmęczenie, gdyż trenowałam niezwykle intensywnie. Wszystkie osoby na Sali przypatrywały mi się uważnie. Nagle przestałam, popatrzyłam się na nich a oni jak gdyby nigdy nic wrócili do swojej roboty. Nie miałam ochoty dalej ćwiczyć. Podeszłam do ławki, na której była moja woda. Otworzyłam ją i rozkoszowałam się smakiem. Była zimna jak diabli, taka jest najlepsza na treningi. W pewnej chwili poczułam czyjes badawcze spojrzenie na moich plecach. Podejrzewałam, iż był to Viktor albo Deborah. Odwróciłam się i byłam trochę zdziwiona, ponieważ była to księżniczka Stella. Szybko odłożyłam wodę i ukłoniłam się.

- Co mogę dla panienki zrobic?- zapytałam się. Nie lubiłam tych gadek w stylu wieku XIX ale obowiązywała nas etykieta więc musiałam. Blond włosa piękność tylko się uśmiechnęła i podeszła bliżej.

- Proszę mów do mnie Stella, panno Morrieti.

- To ja nalegam abys do mnie mówiła Valentine, po imieniu.- odparłam, a Stella tylko pokiwała twierdząco głową. W pewnej chwili spoważniała i gestem ręki nakazała mi wyjsc z hali. Cos poważnego.

- Mam do ciebie sprawę, Valentine. Niecierpiącą zwłoki. Wiesz dobrze, że za dwa dni odbędzie się podpisanie traktatu.- powiedziała, było słychac, że jest zaniepokojona.- Muszę pojechac tam wraz z ojcem, kilkoma ochroniarzami i chciałabym, żebys pojechała ze mną. Tylko ty możesz mi pomóc. Proszę!

- Oczywiście to byłaby najczystsza przyjemność ale jednego nie rozumiem… w czym to ja mogę ci pomóc?

- Kiedy będziemy na miejscu to ci powiem tutaj sciany mogó mieć zawsze uszy.- szepnęła do mnie. Nawiązałysmy kontakt wzrokowy. Była tak jakby rozstrzęsiona. Westchnęłam.

- Jeżeli, twój ojciec się zgodzi to pojadę z tobą.

- Oczywiście, dziękuję.- odpowiedziała z ulgą i odeszła. O co tu chodzi? Jezu, ile tajemnic, zagadek i innych problemów. Co się dzieje tutaj? Wiedziałam, że nie dostanę odpowiedzi na wszystkie pytania w tym momencie. Zrezygnowana i zmęczona, zabrałam wodę z ławki na hali i poszłam do sojego pokoju, w nadziei na mały odpoczynek. Ciekawe, tylko kiedy to Viktor złoży mi wizytę.

Była 15.00. Obudziło mnie mocne pukanie do drzwi. To na pewno Viktor. Przekręciłam klucz w zamku i go wpuściłam. Usiadł na sofie wygodnie, a ja na brzegu łóżka. Wyglądał na niezwykle zniecierpliwionego więc bez dłuższego czekania opowiedziałam mu o moich odkryciach i spostrzeżeniach. Zajęło mi to około 30 minut. Rudowłosy mężczyzna złapał się za brodę. Myslał. W końcu, odwrócił do mnie wzrok.

- Co do twoich wniosków to zgadzam się. Tylko, że nie zauważyłem aby wydarzyło się cos co przyczyniło się to tego.- znów się zamyslił, ja w tym czasie próbowałam także poukładac puzzle do kupy. Niespodziewanie, wróciło do mnie wspomnienie jak nasz król mówił, że będziemy wielkim państwem i odzyskamy kryształy.

- Może tu chodzi o kryształy.- gdy to powiedziałam, Viktor spojrzał na mnie na początek, wyglądał tak jakby usłyszał jakąs niedorzeczną abstrakcję ale potem cos go zaniepokoiło.

- Muszę isc, czesc.- odpowiedział i wyszedł. Trochę zdziwiła mnie ta jego reakcja i zaczęłam się obawiac, że wygada. Nie wiedziałam co zamierza zrobic. Już 16.50, za 10 minut obiad. Oporządziłam się po czym, wyszłam.

Obiad jak zawsze był pyszny. Wychodziłam, kiedy złapała mnie księżniczka za ramię i poprosiła na słówko. Poszłysmy do punku widokowego, była to najmniej zatłoczona część zamku no chyba, że w czasie bankietów, wtedy były tu tłumy gosci oglądających nocną panoramę miasta. Stella patrzyła się na mnie uradowana.

- Ojciec zgodził się abys ze mną pojechała, mało tego masz być moim osobistym ochroniarzem.

- To mam jechac.

- Tak, mój ojciec dodał, że to rozkaz. No nic, wyjazd jest dzisiaj o 23.30 równo, a powinniśmy być tam o 8.00 rano, weź małą walizkę z najważniejszymi rzeczami, w której ma być także suknia wieczorowa.

- Suknia?- zapytałam trochę z niedowierzeniem.

- Tak, na bankiecie masz się prezętowac pięknie.- odpowiedziała i zaczęła isc w stronę jej pokoju, nagle sobie o czyms przypomniałam.

- Przepraszam, ale nadal nie mam pojęcia w czym miałabym ci pomóc tam i w czym tylko ja mogę.- odwróciła się i spojrzała się na mnie napięcie.

- Mówiłam ci, iż dowiesz się na miejscu.

- Tyle, że ja nie jestem panaceum, skąd mam wiedziec, czy się nadaję i podołam zadaniu.

- Ja to wiem na 100%. Jestes silna, sprawna, a poza tym do ciebie mam największe zaufanie na tym zamku. Wszyscy wokół mnie są fałszywi, prócz ciebie. Nie wiem czemu ale wydaje mi się, że tak myslę, bo masz w sobie jeszcze uczucia, które zgasło ale nadal pozostałas człowiekiem nie jak te maszyny.- powiedziała pół głosem, uśmiechnęła się i pobiegła do pokoju. „Pozostałam człowiekiem"? To co powiedziała, było bardzo miłe ale nie sprawiło mi to przyjemnosci. Moje tymczasowe poglądy na uczucia to „ słabość", tak zawsze mówił król. Byłam trochę zła ale wiedziałam, że chciała po prostu wyrazic to jak mnie lubi. Mój nastrój się polepszył. Wtedy uswiadomiłam sobie, że potrzebuję sukni. Szybko wzięłam z pokoju trochę kasy i pobiegłam do miasta. Szukałam po wileku sklepach, gdy w pewnym momencie zauważyłam piękną długą suknię, była cała w białych brylancikach, a do tego w kolorze kosci słoniowej obcasy. Była boska, po raz pierwszy w życiu zachwyciłam się tak na widok sukienki. Weszłam do sklepu. Okazało się, że była tylko jedna taka wyprodukowana, ta na manekinie i była w moim rozmiarze. Kupiłam to wszystko. Jak tylko wyszłam ze sklepu musiałam się spieszyc, kolacja ma być za 20 minut. Zaczęłam biec aby się nie spóźnic. Po drodze znów mijałam te wielkie ciężarówy i jednego pancernika wszystkie wyjeżdżały z miasta.

Kolacji towarzyszyła niemiła atmosfera. Nie wiedziałam o co mogło pójść ale podejrzewała, iż ma to cos wspólnego z Viktorem. Skończyłam jesc, miałam własnie się zbierac, gdy król oznajmił, że chce się ze mną widziec w sali tronowej sam na sam. Bałam się, że wygadał Viktor. Jeśli tak zrobił to niech lepiej nie wie co z nim zrobię. Weszłam do wielkiej złotej sali ze złotym tronem na srodku. Król usiadł, ukłoniłam się i spojrzałam na niego. Starzec był poważny.

- Chcę z tobą i tylko tobą omówic pewną kwestię.- zaczął. Nadal wpatrywałam się w niego i co dłużej to trwało tym bardziej serce mi waliło.- Chodzi o wyjazd, jedziesz z moją córką, oficjalnie jestes jej ochroniarzem chodzisz i bronisz jej na każdym kroku. Ale…- i tu na chwilę przystanął. Było mi lżej bo okazało się, że chodzi o wyjazd. On wyglądał natomiast na zmęczonego.- Ale masz o wiele ważniejszą rolę do odegrania tu. To co powiem teraz nie może wyjsc na światło dzienne ani teraz, ani jutro, ani nawet za 5 lat. Jasne.- pokiwałam potwierdzająco.- A więc w trakcie tego pierwszego dnia, przed podpisaniem traktatu, masz przestudiowac cały pałac od stóp do głów. Wszystko masz meldowac do łącznika pomiędzy mną a tobą, będzie nim Deborah. Ona też jedzie. Chcę znac rozkład wart rycerzy, plan zamku, gdzie znajdują się pancerniki i inne bronie, dosłownie wszystko.- słuchałam bardzo uważnie. Tyle, że po co to komu. To wszystko. Muszę się go zapytac.

- To…wszystko, to po co?- zapytałam niesmiało i dodałam.- To tak jakby szykowanie się na wojnę.- Starzec przyjrzał się mnie uważnie, jego mina mówła: „ Ty lepiej się nic nie odzywaj". Był zły.

- Jestes bardzo bystra ale lepiej idź już musisz się szykowac do wyjazdu, a i jeszcze jedno nikt tu nic nie mówiło żadnej wojnie.- powiedział oschłym głosem. Ja w milczeniu opuściłam pomieszczenie.

Będąc w pokoju wiedziałam, że mam rację. Te wszystkie wozy, bronie, zbieranie informacji o miejscu i ostateczna reakcja na niechciane pytanie. On zamierza to zrobic. Było już późno, wyszłam z mała walizką, gdzie już czekało 5 samochodów. Ten drugi był dla Stelli. Własnie przy nim stała blond włosa dziewczyna, spojrzała się i gestem ręki nakazała mi tam przyjść.

- Jedziesz ze mną.- mówiąc to pokazała mi na miejsce obok kierowcy, moja walizka została już włożona do bagażnika. Wsiadłam i czekałam 15 minut, aż wszystko zostało przyszykowane i ruszyliśmy. W samochodzie panowała cisza, było słychac tylko radio. Patrzyłam się na miasto nocą, nawet teraz tętniło życiem. Patrzyłam się na nie przez cały czas. Powodem tego było to, iż nagle poczułam tak jakby był to mój ostani czas kiedy widzę te wszystkie ulice, to miasto.

Sorry za wszystkie błędy, mam nadzieję, że się podobało, na pewno będzie tego więcej. Pa wszystkim