Trzeci rozdział także oddaję już w wasze ręce. Dla tych którzy dopiero weszli w tekst, przypominam, że opowiadanie przeszło sporo zmian. Pierwszy i drugi rozdział ze starej wersji stały się obecnie jednym rozdziałem. Drugi oraz trzeci rozdział który macie przed sobą, są już całkowicie nowe.
Grim – tak zmian jest baardzo baardzo dużo. Tak, masz rację, przerwa może mieć ogromny wpływ na punkt widzenia. Harruś wyliże się, w pewien sposób, no znasz przecież mnie, wiesz, że lubię... Ach i Grim jeszcze raz dziękuję za rozwiązanie jednego z moich problemów w tym rozdziale. Twój komentarz bardzo się przydał.
Nie przedłużam już i zapraszam do czytania.
][][][][
Rozdział 3
Kto to zrobił
][][][][
Ostrożnie ułożył wciąż nieprzytomnego chłopca na wąskiej pryczy i wyciągnął z rękawa różdżkę. Przez pośpiech, zupełnie zapomniał o eliksirach które zabrał dla niego. Poza tym przeklinał się za to, że wciąż na własną rękę nie sprawdził jaki jest jego dokładny stan. Jeszcze przed opuszczeniem Hogwartu zdecydował, że przed podaniem mu czegokolwiek, upewni się, co do informacji które przekazał mu Albus. Miał pewne obawy przed uwierzeniem we wszystko co ten mówił na temat stanu zdrowia Harry'ego.
Wolę sam się o tym przekonać. - pomyślał i wyciągając różdżkę nad nieruchomym ciałem, rzucił pierwsze z zaklęć diagnostycznych. Niewiele osób o tym wiedziało, ale zanim został Mistrzem Eliksirów zastanawiał się nad podjęciem pracy Uzdrowiciela. Zrezygnował z tego ostatecznie, ale pewne podstawowe zaklęcia znał. Znał i potrafił je zinterpretować.
Kilkanaście minut i parę kolejnych czarów później, opuścił różdżkę i zaklął. Organizm Harry'ego był w tragicznym stanie, co do tego nie było żadnych wątpliwości. Był jednak pewien, że to co odkrył nijak się miało do tego o czym został poinformowany.
- Niech cię cholera, Albusie. - zaklął ponownie, wdzięczny że nikt go nie słyszy. Wyglądało na to, że czeka go długa rozmowa z Harrym. Musiał dokładnie dowiedzieć się jakie zalecenia zostały mu przekazane. - Najpierw jednak muszę postawić cię na nogi.- z tą myślę wyciągnął z torby jeden z eliksirów i po odmierzeniu odpowiedniej dawki, usiadł obok chłopca. Uniósł go lekko i ostrożnie wlał mu do gardła specyfik. Upewniając się, że ten przełknął wszystko, delikatnie ułożył go z powrotem w pościeli. Odgarniając z jego czoła przydługie kosmyki, szepnął:
- Nie pozwolę mu ponownie kierować twoim życiem Harry. Obiecuję ci to. Zrobiłeś już wystarczająco wiele. - Jakiś czas jeszcze siedział przy nim w milczeniu. W końcu jednak wstał i po raz ostatni zerkając na chłopca, opuścił pomieszczenie. Miał jeszcze do omówienia pewną sprawę z Carsey'em
][][][][
Pierwszą rzeczą która dotarła do niego wraz z powrotem świadomości, był ból. Każdy mięsień w jego ciele zdawał się naciągnięty do granic możliwości. Gdy tylko się poruszył, jęknął mając wrażenie, że przez jego ciało jednocześnie przebijają się setki igieł.
- Spokojnie Harry. Powoli, staraj się nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. - polecenie sprawiło, że otworzył oczy, mrużąc je w ostrym świetle wpadającym przez niewielkie okienko.
- Boli. Co się dzieje? - nie był w stanie wydobyć z siebie nic więcej. Ból wciąż przeszywający ciało utrudniał zebranie myśli.
- Twój organizm stara się oczyścić z jednego z eliksirów jaki ostatnimi czasy przyjmowałeś. Wypij, to złagodzi ból. - gdy Snape zbliżył się i przytknął mu do ust fiolkę z jakimś eliksirem, nie zaprotestował. Posłusznie przełknął gorzką substancję i odetchnął z ulgą gdy niemal natychmiast ból przytępił się do znośnego poziomu.
- Organizm oczyszcza się? Nie rozumiem.. - wyszeptał w końcu, podnosząc się do pozycji siedzącej. - Co masz na myśli?
- Czy wiesz dokładnie jakie eliksiry przyjmowałeś od czasu bitwy? Jesteś w stanie podać ich nazwy. - gdy Snape odpowiedział mu pytaniem na pytanie, zamyślił się, a w końcu szepnął:
- Tylko niektórych z nich. Zawsze czekały już przygotowane na szafce obok łóżka, a Madame Pomfrey była zazwyczaj tak zajęta że nigdy się nie dopytywałem. Prawdę mówiąc ostatnie dwa dni w ogóle jej nie widziałem... Co do samych eliksirów, owszem wiem co mi dolega, ale nie znam zastosowania każdego eliksiru po kolei. - urwał, a zaraz po tym dopytał: - Tylko, dlaczego właściwie o to się pytasz? Czy coś jest nie tak z moimi eliksirami?
- Nie chodzi o same eliksiry, Harry. Wszystkie są uwarzone prawidłowo. Jednak gdy byłeś nieprzytomny pozwoliłem sobie przebadać cię. W twojej krwi odnalazłem ślady odkładającego się eliksiru. Eliksiru którego w ogóle nie powinno tam być, Harry. Ktoś podawał ci eliksir nie mający nic wspólnego z twoimi dolegliwościami. Będąc szczerym, podejrzewam, że część objawów których doświadczałeś ostatnio związana jest właśnie z nim. - słysząc to poczuł się tak jakby ktoś właśnie dał mu w twarz.
- Dlaczego..? Jak..? - miał problem z zebraniem myśli. - Dlaczego ktoś miałby podawać mi eliksir żeby wywołać u mnie objawy choroby? I jakie właściwie objawy miałyby być spowodowane tym eliksirem?
- Powiedz mi, jak się wczoraj czułeś? Czy byłeś tak samo zmęczony jak przez ostatnie dni? A może miałeś więcej energii? - te pytania zmusiły go do namysłu.
- Nie zastanawiałem się, ale jak o to pytasz to wydaje mi się, że było inaczej. Ostatnio po dwóch, trzech godzinach byłem już senny. Spałem kilka razy w ciągu dnia... Ale czy chcesz powiedzieć, że wywołał to jakiś eliksir?
- Obawiam się, że tak. Takie objawy powstają przy długotrwałym przyjmowaniu eliksiru Uśpienia, a to właśnie jego ślady znalazłem w twoim ciele.
- Eliksir Uśpienia? Nie słyszałem o nim? Czy to jakiś kolejny eliksir nasenny? Tak jak eliksir Słodkich Snów?
- Nie do końca, chociaż jednym z jego efektów jest szybsze męczenie się. Eliksir Uśpienia podaje się przede wszystkim pacjentom z chorobami serca. Robi się to aby zapobiec ich nadmiernemu wysiłkowi który mógłby mieć dla ich zdrowia tragiczne konsekwencje. Raczej mam tu na myśli małe dzieci które pomimo zaleceń, nie będą w stanie grzecznie usiedzieć w miejscu.
- Ale moje serce jest zdrowe.
- Zdaję sobie z tego sprawę, Harry. Dlatego wspominałem, że w żadnym wypadku nie powinieneś go otrzymywać. Tego eliksiru nie wolno stosować sobie od tak, dla kaprysu. Ma on wiele skutków ubocznych i używa się go jedynie w absolutnej konieczności.
- Czy chcę wiedzieć, o jakich skutkach ubocznych mówisz? - Snape uśmiechnął się lekko na jego słowa, zaraz jednak spoważniał i wyjaśnił:
- Eliksir powinien minimalizować energię organizmu, takie jest jego główne zadanie. To sprawia, że zazwyczaj zażywająca go osoba śpi kilkukrotnie w ciągu dnia. Niestety to nie jedyne objawy jakie zauważono u regularnie przyjmujących go dzieci. Z czasem u pacjentów pojawiają się problemy z koncentracją oraz zaniki pamięci.
- Zaniki pamięci? Myślisz, że moja amnezja może być spowodowana tym eliksirem?
- Nie. Nie sądzę. Nie przyjmujesz go wystarczająco długo abyś miał tego rodzaju objawy. Zresztą w takim przypadku nie pamiętałbyś o wiele większej części swojego życia, nie tylko ostatniego roku. Twoja amnezja jest zbyt... wybiórcza, aby mogła zostać wywołana przez ten eliksir. - Harry przytaknął powoli przetrawiając to czego się dowiedział, w końcu zrezygnowany pokręcił głową, szepcząc cicho.
- Dlaczego Dumbledore mi go podawał? - Tak co do tego, że to jego robota, nie miał najmniejszych wątpliwości. Nie było nikogo innego kto mógłby coś takiego zrobić. Ostatnimi czasy widywał jedynie Dumbledore'a i Pomfrey, a jej ufał znacznie bardziej niż dyrektorowi Hogwartu. Znacznie bardziej. - I bez niego jestem w takim stanie, że ledwo się ruszał, po co więc poił mnie nim?
- Nie znam odpowiedzi na to, Harry. Mogę tylko zgadywać. Być może zakładał, że to dla twojego dobra. Możliwe, że czekał aż odzyskasz siły aby...
- Sam w to nie wierzysz. - wszedł Snape'owi w słowo, absolutnie pewny tego co mówi. Coś w głosie profesora mówiło mu, że to rozwiązanie jest ostatnim w jakie by uwierzył. Niestety on sam również miał podobne odczucia. - Kiedy tak naprawdę Dumbledore robił coś dla mojego przeklętego dobra?
- Nie chcę rzucać oskarżeń, Harry. Nie mam na to żadnych dowodów, jednak wydaje mi się, że dyrektor widział w tym sposób na zatrzymanie cię w Skrzydle Szpitalnym. Gdy byłeś tam on... - Snape nie dokończył, ale tak naprawdę nie musiał. Harry zrobił to za niego.
- Miał mnie tam pod kontrolą. Wiem o tym. To od początku powinno być dla mnie oczywiste. Zaklęcia które niby miały nie wpuszczać reporterów, nie pozwalały mi wyjść ze Skrzydła Szpitalnego choćby na krok. Najgorsze że początkowo naprawdę mu uwierzyłem i zgodziłem się na tą jego "ochronę". Dopiero z czasem zaczęło do mnie docierać, że ta sytuacja staje się coraz dziwniejsza. - urwał by zaczerpnąć powietrza i mówił dalej. - Nie oddał mi różdżki. Wciąż powtarzał o reporterach czyhających na mnie, chociaż to nierealne aby wdarli się na teren szkoły. Mimo moich pytań nie mówił kiedy będę mógł wyjść ze szpitala... To dlatego w końcu uznałem, że sam wyjdę i zaraz po tym wpadłem na ciebie. Wtedy sądziłem że mam prawdziwego pecha, teraz myślę, że może się myliłem.
- Cieszę się Harry. - Snape nie ciągnął już dłużej tego tematu, po chwili jednak zapytał: - Właściwie w jaki sposób wydostałeś się ze Skrzydła Szpitalnego? Bez różdżki?
- Jednym z tajnych przejść.
- Zaraz, chcesz powiedzieć, że do Skrzydła Szpitalnego prowadzi tajne przejście? Na tej twojej mapie nie było tam żadnego przejścia.
- Mapie? Wiesz o Mapie Huncwotów?
- Wiem. Pokazałeś mi ją w czasie... jednego z naszych treningów.
- Pokazałem ci mapę? Szkoda, że tego nie pamiętam. Mam jednak nadzieję, że nie wykorzystywałeś tych informacji przeciwko biednym uczniom?
- Tylko jeśli było to niezbędne. - słysząc to, nie zdołał powstrzymać wkradającego się na twarz uśmiechu. Już widział oczami wyobraźni jak z jednej ze ścian wyskakuje nagle mistrz eliksirów a nic nie spodziewający się tego nocni wędrowcy, wrzeszczą ze strachu. - Tak, w sumie z chęcią zobaczyłbym taką scenę.
- Wydaje mi się, że mój ojciec nigdy nie odnalazł przejścia prowadzącego do Skrzydła Szpitalnego. To dlatego nie było go na mapie. Podejrzewam, że to nie jedyne nie odnalezione do tej pory przejście.
- To całkiem prawdopodobne Harry. Hogwart wciąż skrywa więcej tajemnic niż się nam wydaje. Mówi się nawet o całych korytarzach które pewnego dnia po prostu znikły i już nikt nie zdołał ponownie ich odnaleźć.
- Korytarzach? Czy to możliwe?
- Oczywiście, nie zapominaj, że mury Hogwartu są przesiąknięte magią. Żyje w nim magia kumulowana przez setki lat. Wciąż też posiada energię pozostawioną przez samych założycieli. To potężna siła która często jest dziś dla nas zupełnie niezrozumiała. Musisz wiedzieć, że wiele zaklęć jakich dawniej używano, zostało dzisiaj uproszczone lub kompletnie wyszło z użytku. Niektórych czarów nie da się już dzisiaj rzucić, bowiem nikt nie pamięta właściwego ruchu różdżki. - słysząc to, zamyślił się. Prawdę mówiąc nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym. Nawet na myśl nie przyszło mu, że dawne zaklęcia mogą się czymkolwiek różnić od tych jakich używają teraz.
Ciekawe jak wiele jest tych uproszczeń... - zastanowił się, jednak kolejne słowa profesora zmusiły go do ponownego skupienia uwagi na nim.
- Wracając do bardziej przyziemnych spraw. Wypij pozostałe eliksiry które ci przygotowałem. Pamiętaj jednak żeby najpierw zjeść przynajmniej pół kawałka chleba. Przyjęcie eliksirów na pusty żołądek nie jest najrozsądniejszym posunięciem. - gdy przytaknął na zgodę, profesor dodał:
- Mamy lekkie opóźnienie, ale wieczorem powinniśmy dotrzeć do portu. Stamtąd od mojego domu dzieliła już nas będzie niecała godzina drogi.
- Na piechotę?
- Zobaczysz. Będę z kapitanem na pokładzie. Jak zjesz, możesz do nas dołączyć.
][][][][
Gdy blisko pół godziny później wyszedł na zalany słońcem pokład, rozejrzał się w poszukiwaniu profesora. Dostrzegł go tuż przy sterze. Ponownie pogrążony był w cichej rozmowie z Carsey'em. Nie chcąc im przeszkadzać, przez kilka kolejnych minut przechadzał się po pokładzie, przyglądając pracującym marynarzom. Przy okazji zwiedzał statek. Płynął po raz pierwszy w życiu i zamierzał wykorzystać ten czas. Zresztą statek czarodziejski różnił się od tych które miał okazję oglądać w książkach z mugolskiej podstawówki. - Tak, tam na żadnym z obrazków liny same się nie zawiązywały, a żagle przy pomocy jednego ruchu różdżki nie napinały się pomimo braku wiatru. - Słysząc ich donośne łopotanie, uśmiechnął się. Magia naprawdę była wspaniała.
Jeszcze przez kilka kolejnych minut wędrował wzdłuż pokładu, w końcu jednak wspiął się po drewnianych stopniach aby dołączyć do Snape'a i towarzyszącego mu kapitana. Gdy tylko znalazł się w zasięgu ich wzroku, kapitan machnął ręką na znak aby się do nich zbliżył. Przyjął zaproszenie, a gdy tylko znalazł się wystarczająco blisko usłyszał coś co sprawiło, że na jego policzkach wykwitł zdradziecki rumieniec, a myśli pogrążyły się w zupełnym chaosie.
- Nie musisz chować się po kątach perełko. Ktoś z twoją urodą nawet nie powinien. Przyznaję, że nie jeden zapewne miałby cię tu ochotę schrupać, ale nie martw się, nie zrobią nic głupiego. Możesz być o to spokojny. Dobrze wiedzą, że Severus zawsze dbał o swoje.
- Carsey - Severus syknął ucinając dalsze słowa Carsey'a, ale Harry i tak zatrzymał się w pół kroku, czując się zupełnie oszołomiony tym co ten zdążył już powiedzieć.
Severus zawsze dbał o swoje? O czym on u licha mówi? Czy on chce powiedzieć, że Snape i ja... - nie, pokręcił gwałtownie głową. - To niemożliwe.
- Harry... - Snape zaczął cicho, ale Harry mu przerwał. Musiał zrozumieć o co chodzi.
- O czym on do cholery mówi? Czemu mówi o mnie tak, jakbym był twoją własnością?! - czuł, że zaczynają puszczać mu nerwy. Wiedział, że jego wybuch najpewniej przyciągnie uwagę pozostałych marynarzy, ale w tym momencie mało go to obchodziło. - Nie jestem i nigdy nie byłem niczyją przeklętą własnością! - warknął. Śmiech który nagle dotarł do jego uszu, zupełnie zbił go z tropu. Odwrócił się, orientując, że to Carsey się z niego śmieje. Chciał mu coś odpowiedzieć, ten jednak odezwał się pierwszy.
- Oj Severus, wiedziałeś kogo wybrać. Ten mały ma cudowny charakterek, lubię takich. Spokojnie perełko, nieco opacznie zrozumiałeś moje słowa. Nie miałem na myśli, że jesteś czyjąkolwiek własnością. Masz zbyt ostry charakterek by dać się usidlić. To raczej ty posiadłeś kogoś na własność. - te słowa zaprowadziły jeszcze większy mętlik w jego głowie. Carsey jedynie ponownie się roześmiał. Otworzył usta by coś mu odpyskować, ale w tym momencie Snape złapał go za rękę.
- Chodź Harry, sądzę, że musimy porozmawiać.
][][][][
Pozwolił zaprowadzić się na drugi koniec statku, z dala od jakichkolwiek wścibskich uszu które mogłyby dosłyszeć ich słowa. Gdy się zatrzymali wziął uspokajający oddech, oparł się plecami o barierkę i zapytał.
- Możesz wyjaśnić mi o co chodzi? Czy Carsey próbuje się ze mnie nabijać? Jeśli tak to nie mam zamiaru więcej wdawać się z nim w jakiekolwiek rozmowy.
- Nikt się z ciebie nie nabija Harry. Szybciej to mnie Carsey wziął na swój cięty język.
- Ale o co mu chodziło? Najpierw nazwał mnie twoją własnością, a potem powiedział, że to ja wziąłem kogoś na własność... Po co wymyślał takie rzeczy? Naprawdę chciał ci tym zrobić na złość?
- Tak Harry, choć wymyślał nie jest najlepszym określeniem. On po prostu ubrał pewne kwestie w nieco zbyt dosadne słowa. Kwestie o których jeszcze nie chciałem ci mówić. - głos Snape załamał się, zmuszając Harry'ego do tego aby odwrócił się i spojrzał profesorowi w twarz.
- O czym nie chciałeś mi mówić? - zapytał, czując gdzieś wewnątrz siebie że być może właściwie wie o co chodzi. Jednakże jego podejrzenia zdawały mu się tak absurdalne, że niemal nierealne. - Snape początkowo nic mu nie odpowiedział, a gdy wreszcie odezwał się, jego głos ledwie przebijał się przez szum otaczającej ich wody.
- Wczoraj spytałeś mnie o relację jaka nas połączyła. Nie powiedziałem ci wtedy całej prawdy. Szczerze mówiąc, liczyłem na to, że minie jeszcze trochę czasu nim ci to wyjawię. Obawiam się, że teraz trudno będzie ci to zaakceptować. Jednak po tym co usłyszałeś, masz prawo wiedzieć. Lepiej byś dowiedział się ode mnie niż od kolejnej przypadkowo spotkanej osoby, Harry. Wtedy to byłoby dla ciebie jeszcze trudniejsze. - Snape umilkł.
- Jaka to była relacja? - zapytał po blisko minucie ciszy. Słowa ledwie przeszły mu przez gardło. Był w stanie dodać dwa do dwóch i już właściwie wiedział co usłyszy. Nie pomylił się.
- Być może to co nas połączyło początkowo można było nazwać przyjaźnią, Harry, jednak z czasem przerodziła się ona w coś znacznie głębszego. Dziś pewnie wyda ci się to absurdalne, być może nawet chore, ale w tamtym czasie bardzo się do siebie zbliżyliśmy. To dlatego miałeś zostać ze mną na wakacje. Na wakacje i znacznie dłużej, Harry. - choć to podejrzewał, jego oczy i tak rozszerzyły się w szoku. Czym innym były własne podejrzenia a czym innym było usłyszenie tego bezpośrednio z ust jeszcze niedawno znienawidzonego nauczyciela.
- Chcesz powiedzieć, że ty i ja... że my... - tym razem słowa nie przeszły mu przez gardło. Wziął głęboki wdech, potem jeszcze jeden. W końcu odważył się zapytać: - To nie była relacja opiekun - dziecko, prawda?
- Nie Harry. Nie była.
- Zostaw mnie samego. Proszę. - nie zdołał zdobyć się na nic więcej. Gdy w chwilę później Snape przychylił się do jego prośby i odszedł, wypuścił wstrzymywane powietrze. Odwrócił się w stronę wody i unosząc wzrok w górę, zapatrzył się w niebo. Chciał nie myśleć. O niczym. Chociaż przez krótką chwilę.
][][][][
- Niech cię cholera Carsey, musiałeś? - to były jego pierwsze słowa, gdy tylko na powrót dołączył do kapitana. Kilka minut wcześniej zostawił Harry'ego samego na drugim końcu statku i od tego czasu błagał wszystkie znane sobie siły, by ten się jeszcze do niego odzywał.
Było za wcześniej. Było o wiele za wcześnie na to aby Harry się o tym dowiedział, zwłaszcza w taki sposób. Spoglądając na wciąż uśmiechniętego Carsey'a, zbliżył się do niego i ponownie zaklął, w ostatniej chwili powstrzymując się przed zdzieleniem go w tę jego roześmianą twarz.
- Oh Sevi, nie bądź zły. On i tak dowiedziałby się o tym prędzej czy później.
- Na pewno to nie był na to odpowiedni moment Adrian.
- Nie wykluczone, jednak znając ciebie zacząłbyś odkładać tą informację w nieskończoność. Raniłbyś tym nie tylko siebie ale i jego, przyjacielu.
- Teraz za to mam pewność, że więcej się do mnie nie zbliży. Dla niego cały ostatni rok nie istniał, Carsey. On jeszcze wczoraj miał mnie za znienawidzonego mistrza eliksirów! Poprzednio miesiące zajęło nam zaufanie sobie w pełni, a teraz... - urwał, nie chcąc wypowiadać własnych obaw na głos.
- Nie zapominaj, że poprzednio ty również musiałeś przebić się przez swoje własne uprzedzenia. Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Jestem pewien, że zdołasz ponownie do niego dotrzeć. Zresztą wcale nie jest powiedziane, że on nie odzyska swoich wspomnień. Być może wkrótce znów będzie taki sam jak przed tą przeklętą bitwą.
- Chciałbym w to wierzyć. Chciałbym.
][][][][
Nie był pewien ile czasu tak stał. Próbował jakoś poradzić sobie z tym czego się dowiedział, ale nie było to proste. Informacje których niedawno udzielił mu Snape o eliksirach jakie przyjmował już i tak zburzyły to w co wierzył... - A teraz jeszcze to... Ja i Snape... czy to nie jest jakiś kiepski żart..? Ale czy Snape byłby zdolny do zażartowania sobie ze mnie w taki sposób? - jęknął, wiedząc, że nawet on by się do czegoś takiego nie posunął. Niestety tym razem nie było to pocieszające.
- Czy ja naprawdę mogłem z kimś takim jak Snape... Jak do tego doszło? - westchnął. Owszem już jakiś czas temu odkrył, że nie pociągają go dziewczyny, ale to było poza wszelkimi jego wyobrażeniami. - Przecież on jest moim profesorem! W dodatku jest dwa razy ode mnie starszy! - zacisnął palce na barierce i przymknął powieki. Zaczynała go już boleć od tego głowa.
- Nawet jeśli coś było między nami to na pewno nigdy więcej ja... - Nigdy. Za nic. - Nie z nim.
][][][][
- Harry? - ciche słowa przywróciły go do rzeczywistości. Otworzył oczy, Snape stał w pewnym oddaleniu.
- Za chwilę będziemy wysiadać. Pogoda się psuje. Nadchodzi burza i Carsey chce opuścić te tereny zanim nadejdzie najgorsze.
- Pogoda? - spojrzał na wciąż błękitne niebo. - Przecież jest pięknie.
- Na wodzie pogoda jest w stanie zmienić się w przeciągu kilku minut, Harry. Będzie burza. Przyrządy na to wskazują. Dlatego musimy opuścić statek.
Opuścić? - Harry rozejrzał się sceptycznie. - Ale brzegu wciąż nie widać.
- To prawda, jesteśmy jednak już wystarczająco blisko aby użyć świstoklika. Aktywuje się za pięć minut. - zgadzając się z tym Harry przytaknął, jednak w dalszym ciągu nie ruszył się nawet na krok.
- Musisz stanąć przy mnie Harry. - Wiedział o tym. Bardzo dobrze o tym wiedział, jednak wciąż czuł opór przed zbliżeniem się do profesora.
- Nie zrobię nic wbrew twojej woli. Jeśli będziesz chciał, nie będziesz musiał mnie nawet oglądać w czasie wizyty w moim domu. Decyzja będzie należała do ciebie, jednak teraz musimy ruszać. - nie czekając na jego reakcję, Snape zbliżył się, zmniejszając dzielącą ich odległość. - Harry spiął się w pierwszej chwili, zaraz jednak skarcił się za to w duchu i dołączył do profesora. Snape miał rację. Musieli opuścić statek, a to nie uda się jeśli w dalszym ciągu będzie się w ten sposób zachowywał.
Na rozmyślania przyjdzie czas potem.
- Świstoklik mam na szyi Harry. Musisz się mnie złapać. - Przytaknął i nie zastanawiając się nad tym dłużej, schwycił skraj szaty profesora.
Zaraz po tym, pokład umknął mu spod nóg. Ruszyli.
][][][][
Jak tylko jego nogi zetknęły się z podłożem, zachwiał się, tracąc równowagę. Upadłby gdyby Snape w porę go nie schwycił. Odzyskując równowagę odsunął się na bezpieczną odległość i rozejrzał się. Wylądowali na plaży. Jak tylko sięgał wzrokiem w obie strony było błękitne niebo, złocisty piasek i nic więcej.
- Witaj w Norwegii Harry.
- Jesteśmy na miejscu?
- Tak, chociaż do mojego domu mamy jeszcze spory szmat drogi. Jak wspominałem czeka nas godzina jazdy. - przytaknął, zaraz jednak sens tego co usłyszał dotarł do niego w pełni:
- Jazdy?
- Pojedziemy konno. Na piechotę byłoby zbyt daleko. W swoim obecnym stanie nie pokonałabyś nawet połowy trasy. - Niestety musiał się z tym zgodzić, ale i tak nie poczuł się ani trochę pewniej.
- Nie umiem jeździć konno. Czy nie możemy ponownie użyć świstoklika, albo teleportować się?
- Bariery rozciągnięte niemal nad całym krajem uniemożliwiają tego rodzaju transport. Jest tylko kilka punktów do których można się teleportować. Konno będziemy o wiele szybciej. Nie martw się, wiem, że nie umiesz jeździć. - nim miał szansę odpowiedzieć, Snape ponownie zbliżył się i schwycił go za ramię. - Teraz choć, musimy dostać się do punktu gdzie będziemy mogli wynająć wierzchowca. - Gdy został dotknięty początkowo spiął się, ale się nie odsunął. Miał pełną świadomość, że sam daleko nie zajdzie. Tak, tu nie było żadnej ściany której mógłby się przytrzymać.
][][][][
Dwadzieścia minut później znalazł się na końskim grzbiecie. Pojechali na jednym koniu. Snape pomógł mu wsiąść i zaraz po tym, usadowił się tuż za nim. Byli tak blisko siebie, że Harry opierał się plecami o tors profesora. Początkowo starał się siedzieć jak najbardziej wyprostowany, wkrótce musiał jednak zaakceptować fakt, że przy tak szybkiej jeździe, jest to niewykonalne.
Wkrótce też zupełnie zapomniał o tym, że jedzie oparty o znienawidzonego profesora. Krajobrazy rozpościerające się przed jego oczami całkowicie przykuły jego uwagę. W końcu nawet rozluźnił się, wygodniej układając na końskim grzbiecie. Poczuł się bezpiecznie jednak nie dopuścił tej myśli do własnej świadomości.
][][][][
Eliksir Uśpienia – zarówno nazwa eliksiru jak i jego zastosowanie są całkowicie efektem mojej wyobraźni. Eliksir ten nie ma nic wspólnego z kanonem.
Eliksir Słodkiego Snu – ten eliksir został już zaczerpnięty z kanonu HP, pozwala on zażywającemu na sen bez snów.
][][][][
Koniec Rozdziału 3
