Jasno…

Wszędzie było tak jasno, że Brooke zawahała się zanim zdecydowała się całkowicie otworzyć oczy. W jednej chwili wspomnienia z tego, co się stało, wtargnęły do jej umysłu i zrobiły jej tam mały Armagedon, sprawiając, że była jeszcze bardziej zmieszana. Została potrącona przez Pana Pączka, to na pewno. Rozpoznała go po napisie na jednej z jego stron na aucie. Później jakieś krzyki, kobieta, chłopiec… Ach, tak poświęciła się dla chłopca. No, jeszcze nie sądziła, że zrobiłaby coś, dlatego dla nieznajomego. W sumie, jakby się tak zastanowić, mogła go tam zostawić i wrócić bezpiecznie do domu. Ale będąc sobą i podążając za zasadami, jakie wpoił jej jeden z żołnierzy, który ją uczył, Brooke go uratowała.

Jeśli żyła, to oznaczało, że albo jest w szpitalu, albo znalazła się po drugiej stronie. Sądząc po jaskrawej bieli, jaka ją otaczała, znajdowała się w czymś, co wyglądało jak szpitalny pokój. Jedyny problem był w tym, że nim na pewno nie był. Nabrała pewności, kiedy zdołała wypatrzeć wielkość pomieszczenia. Ogromne, to było określenie, jakiego użyła, kiedy westchnęła i przetarła dłońmi oczy. Powinna być obolała. Powinna, dobre słowo. A tymczasem nie czuła nic, zupełnie jakby po prostu przebudziła się z długiego snu.

- Och, jesteś przytomna – usłyszała jakiś głos z oddali, na który uniosła do góry brew i mrużąc lekko oczy, spojrzała na mężczyznę, który do niej podchodził – Nareszcie. Samuel i Mikaela zaczęli robić się „irytujący" w waszych ludzkich słowach.

Brooke zmarszczyła oczy, kiedy rozpoznała lekarza stojącego teraz koło niej. Miał na sobie lekarski chałat, a pod spodem czarną bluzkę i jakieś spodnie. Dziewczyna skupiła się na jego głowie, patrząc na jego brązowe włosy i elektrycznie niebieskie oczy.

- Ratchet – odezwała się, a on spojrzał na nią – Dlaczego tu jestem?

- Zostałaś…

- Wiem, przejechał mnie Pan Pączek – przerwała mu ostro, unosząc do góry dłoń, po czym machnęła nią po pokoju – Mam na myśli, dlaczego jestem tutaj, a nie w szpitalu?

- Pan…Pączek? – Brooke spojrzała na niego wyczekująco, widocznie zirytowana – W każdym razie, zostałaś mocno poharatana, miałaś wstrząśnienie mózgu, kilka złamanych żeber. Przenieśliśmy cię tutaj, dlatego, że pułkownik Lennox nalegał, żeby ja się tobą zajął.

- Żebyś mógł mi zrzędzić? – spytała pod nosem, pamiętając dokładnie, jaki był jego charakter na kolacji u William'a – Jak długo spałam?

- Spałaś dokładnie przez trzy ziemskie dni – odparł, patrząc na coś, co wyglądało jak tablet – I mam…

- Mam to gdzieś – stwierdziła, a on posłał jej surowe spojrzenie, które celowo zignorowała i jednym zwinnym ruchem, wyplatała się spod kołdry i zeskoczyła z łóżka, lekko się na początku chwiejąc, po czym znowu odzyskując równowagę – Gdzie ja jestem?

- Dział medyczny – wymamrotał, widocznie na nią wściekły za jej ignorancję – Panno Brooke, sugerowałbym, żebyś została w łóżku. Jesteś jeszcze…

- Zdrowa – warknęła idąc w stronę wyjścia, Ratchet zaraz za nią – Jakbyś nie zauważył wyglądam tak jak zwykle.

- Zostałaś potrącona…

Medyk gadał i gadał, ale blondynka szła dalej, aż w końcu zatrzymała się z westchnieniem, patrząc na siebie w górę i w dół, ciesząc się, że przynajmniej była w swoich starych ciuchach. Zakładając ręce na biuście, ignorując Ratchet i kompletnie nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia, jakie dostawała od żołnierzy, których mijała, szła. Doszła w końcu do wyglądającego jak hangar miejsca i zatrzymała się widząc coś, czego zdrowa psychicznie osoba w życiu nie powinna widzieć. Przygryzła dolną wargę, kiedy ze zirytowanym wzorkiem spojrzała na Lennox'a, Sam'a i Mikaelę, którzy rozmawiali z Optimus'em w jego najwyraźniej prawdziwej formie. Zerknęła wokoło siebie i zauważyła, że prawie każde auto, które wcześniej widziała u Will'a, też było wielkimi robotami. Nie wiedziałam, że maszyny mogą stać, pomyślała, przechylając głowę na bok i podchodząc dalej z Ratchet'em na jej ogonie i stając w końcu koło Sam'a i dotykając go w ramię.

- Witwicky, wróciłam zza grobu, przyszłam cię nękać – odezwała się, a chłopak jak poparzony odskoczył od dziewczyny z kamienną twarzą i oczami, które wydawały się błyszczeć jeszcze większym blaskiem niż zazwyczaj, co przeraziło go jeszcze bardziej.

- Brooke – wyszeptał, kiedy wyszedł z szoku i szturchnął swoją dziewczynę, która od razu się do nich odwróciła i zaczęła gapić się na blondynkę jakby nie wiadomo, co zrobiła, co zirytowało ją jeszcze bardziej.

- Jakim cudem?! Ratchet! – odwróciła się do medyka, który wyglądał jakby miał ją zaraz zabić na miejscu – Powiedziałeś, że nie zbudzi się jeszcze przez kilka dni!

- Nie wiem czy czuć się obrażona czy wkurzona – powiedziała do niej ostro i spojrzała na Optimus'a – Powinnam trafić do szpitala. Nie do szalonego doktorka tutaj – wskazała kciukiem za nią, wskazując Ratchet'a.

- Nie wydajesz się być nami przestraszona? – zdziwił się, a ona posłała mu spojrzenie mówiące: Na serio mi się pytasz?, po czym przełknęła ślinę i wywróciła oczami.

- Jesteś robotem – stwierdziła ze wzruszeniem ramionami – Umiesz gadać i tyle. Czego mam się bać? Że któryś z was mnie zastrzeli? Uwierz mi, nie bardzo mnie to obchodzi.

- Najwyraźniej nie obchodzi cię też własne zdrowie – warknął Ratchet, trzymając w ręce klucz francuski – Powinnaś zostać w łóżku przez następne dwie godziny, żebym mógł upewnić się, że nic ci nie jest.

Brooke spojrzała na niego, po czym na klucz w jego dłoni i jednym szybkim ruchem, wyrwała mu go z dłoni i zaczęła oglądać w ręce, kiedy mężczyzna zastygł w bezruchu, jakby całkowicie nie spodziewając się tego obrotu spraw.

- Jakby cię to obchodziło i jakby faktycznie coś mi było – powiedziała wymachując narzędziem w powietrzu, robiąc kilka kroków w jego stronę – To może rozważyłabym twoje polecenie. Ale zgadnij co? – udała sapnięcie, po czym spojrzała na niego lodowato – Żadne z powyższych mi nie grozi, więc co powiesz na to, że zamkniesz się, na chociaż pięć minut, hm?

Walnęła go kluczem w klatkę piersiową i odeszła.

- Chcę wrócić do miasta – oświadczyła patrząc na niego twardo – I mam gdzieś, co masz do powiedzenia, nie masz prawa mnie tu przetrzymywać, jako więźnia.

Optimus wydawał się być zaskoczony jej wyborem słów, ale spojrzał wymownie na parę nastolatków, którzy w odpowiedzi spojrzeli na blondynkę.

- Nie możesz opuścić bazy – powiedział, drapiąc się w kark Sam – procedury bezpieczeństwa, Brooke, nic nie zrobisz.

- Nie martw się, wkrótce wrócisz do swojej rodziny – uśmiechnęła się Mikaela, a Brooke nagle ogarnęła ochota na uderzenie jej prosto w twarz.

- Na miłość Boska, Banes – mruknęła pod nosem zirytowana – Oni nie są moją rodziną. Czy wasze niedouczone móżdżki nie kapują tak prostego zdania? Nawet Nathalie zna ich znaczenie a jest głupsza nić para butów.

- Musisz być taka ostra? – spytał, stając w obronie swojej dziewczyny Samuel, patrząc wściekle na dziewczynę, która w dopowiedzi tylko prychnęła – Chcieliśmy się tylko zaprzyjaźnić…

- Przejechało mnie auto z kosmosu – powiedziała dobitnie, niemal warcząc na obydwóch – Nie wiem jak jest u was, ale u mnie żeby zdobyć przyjaciół nie naraża się ich na niebezpieczeństwo przejechania.

- Sam! Mikaela! – Brooke wywróciła zirytowana oczami i spojrzała na Lennox'a, ubranego w wojskowy uniform ze znaczkiem z napisem N.E.S.T, po czym odruchowo wyprostowała się – Och, Brooke, obudziłaś się – uśmiechnął się do niej, a ona niespokojnie przystępując z nogi na nogę, wywróciła oczami.

- Niestety – mruknął Ratchet, a dziewczyna posłała mu groźne spojrzenie, po czym patrząc znowu na William'a, zamarzła w miejscu.

- Epps? – odezwała się w końcu, a wszystko stało się ciche, przynajmniej dopóki ciemnoskóry mężczyzna nie obudził się z szoku i nie podbiegł do blondynki, podnosząc ją i obracając wokół własnej osi – C-Co ty tutaj robisz? – spytała, nieprzyzwyczajona do takich nagłych uścisków.

- To ty byłaś tą dziewczyną z wypadku? – spytał z niedowierzaniem – Lennox, czemu nie powiedziałeś mi wcześniej? Powinienem był wiedzieć.

- Epps – odezwała się z niemałym przerażeniem w oczach, odsuwając się od niego – To jest miejsce gdzie pracujesz?

Robert westchnął i pogładził się po głowie.

- Cóż, no tak jakby – powiedział zakłopotany.

- Znasz ją? – zdziwił się pułkownik i spojrzał zdezorientowany na przyjaciela.

- Właśnie, Epps – wzrok Brooke ukazywał prawdziwy blask i zimno – Znasz go?

- Hej! Nie możesz mnie winić, że nic nie mówiłem! – podniósł ręce w geście obronnym i zerknął na dwoje nastolatków, jakby szukając pomocy – To jest wojskowy sekret, nie powinnaś o nim wiedzieć!

- Moja wina, że Pan Pączek mnie przejechał? – spytała z pokręceniem głowy, a mężczyzna spojrzał na nią dziwnie.

- Jej ksywka na Barricade'a – wyjaśniła Mikaela z westchnięciem.

- Cóż, teraz…

- Hej, ty w białym! – krzyknął za dziewczyną głos, a dziewczyna przygryzając język odwróciła się do niego ze sztucznym uśmiechem, po czym natychmiastowo się skrzywiła, kiedy zobaczyła jego twarz i momentalnie jej myśli chodziły w kółko i śpiewały: Ale brzydka twarz – Tak do ciebie mówię! Co ty tutaj robisz? Co robi tutaj cywil?

- Panna Brooke – Optimus zaczął wyjaśniać, jednak mężczyzna uciął go ostrym spojrzeniem, po czym zwrócił się znowu do blondynki, która patrzyła na niego krzywo, jakby miał coś na twarzy.

- Nie mówię do ciebie ty kupo złomu – warknął, a blondynka zacisnęła pięści i zamknęła mocno oczy, chcąc pohamować chęć uderzenia go mocno w twarz – Jak się nazywasz?

- Brooke – odparła lakonicznie.

- Mam na myśli imię i nazwisko, dzieciaku – powiedział z wywróceniem oczy – No, dalej. Chyba nie jesteś głucha – dodał, kiedy dziewczyna się nie odezwała.

- A ty?

- Co to ma być za pytanie? – parsknął niemiło.

Brooke posłała mu jadowite spojrzenie i zacisnęła zęby.

- Takie, które tylko głupi by zadał.

Sam i Mikaela siłą woli i zakrywaniem ust, próbowali nie zaśmiać się na jego minę. Epps za to poklepał dziewczynę po plecach, a William cicho zachichotał. Optimus tylko tam stał i oglądał całą scenę.

- Słuchaj, mała – podszedł do niej bliżej, a on uniosła do góry brew, czekając na jego ciąg dalszy – Albo powiesz mi jak się nazywasz albo zamknę cię w więzieniu do końca twojego życia, rozumiesz?

- A kim ty jesteś? – odpowiedziała pytaniem, zupełnie nie przejmując się jego groźbami, wiedząc, że to wkurzy go najbardziej.

- Dyrektor Theodore Galloway – odparł dumnie, a dziewczyna prychnęła.

- Och, miło mi – wyciągnęła do niego dłoń i potrząsnęła jego z udawanym miłym uśmiechem, po czym z mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, dorzuciła – A gdzie Alvin i Szymon?

- Jeśli zaraz mi nie odpowiesz, będziesz odpowiadać przed rządem – pogroził.

- Brooke… - zawahała się i widząc jego tryumfalny uśmiech ze skrzywieniem wymówiła jedno słowo, które sprawiło, że prawie zwymiotowała na jego dźwięk – Williams.

Galloway zwrócił się do jednego z jego ludzi, którzy mieli jakieś tablety w dłoni, a dziewczyna irytacją odwróciła się do Epps'a, który patrzył na nią dziwnie.

- Mówiłaś, że… - zaczął Sam, ale Mikaela widząc jej ostrzegawczy, walnęła go z całej siły w żebra, sukcesywnie go zamykając – Auć, za co?

- Ty! – warknął po chwili Galloway – Nie ma nikogo takiego w naszej bazie danych.

- No, duh – wywróciła oczami i odwróciła się, żeby od niego odejść i zaszyć się gdzieś, przynajmniej dopóki Theodore nie chwycił jej brutalnie za ramię i nie popchnął na najbliższy samochód z taką mocą, że blondynka skrzywiła się na uderzenie.

- Galloway, zostaw ją w spokoju – wysyczał Epps, przytrzymywany przez William'a, który patrzył na człowieka z taką sama nienawiścią, co on.

- Puść ją w tej chwili, albo wezwę ochronę – warknął zezłoszczony Will, ale mężczyzna tylko zacieśnił dłoń na jej ramieniu.

- Nie dopóki nie odpowie na pytanie – odparł niewzruszony.

- Jeśli jej zaraz nie puścisz, to siłą cię od niej wyrwę – Epps wyrwał się z uścisku przyjaciela, patrząc na dziewczynę, która wbrew własnej woli zaskomliła na siłę, w jakiej jej trzymał – Nie widzisz, że ją to boli? Była w poważnym wypadku.

- Puszczę jak odpowie na proste pytanie – wysyczał i wtedy jego twarz wykrzywiła się w grymas bólu, dezorientując wszystkich, poza Epps'em, który zaśmiał się do siebie.

- Nazywam się Brooke – warknęła, trzymając jego nadgarstek w swojej dłoni i boleśnie go wykręcając – Jak ci nie pasuje, możesz pozbyć się nadgarstka.

Galloway wyszarpał się z jej uścisku i zmierzył ją wściekłym spojrzeniem, po czym odszedł jakby coś go poparzyło. Brooke powinęła rękaw białej bluzki i sprawdziła czy nie ma jakiś siniaków od jego ręki. Miał szczęście, że nic nie było, bo inaczej poleciałaby za nim i osobiście zrobiłaby mu taki sam znak. Wywróciła oczami, przymykając lekko oczy.

- Z takimi obrażeniami powinnaś leżeć w śpiączce przynajmniej przez pięć dni – stwierdził sucho Ratchet – Tymczasem jesteś zdrowa jakby nic się nie stało. Mogłabyś to wyjaśnić?

Dziewczyna podniosła na niego wzrok i wzruszyła ramionami.

- Jestem za boska, żeby pozostać martwą – powiedziała i zwróciła się do Lennox'a – Kiedy mogę wrócić?

- Zważając na to, że teoretycznie wkurzyłaś Dyrektora i jesteś całkowicie pewna, że nic ci nie jest. Powiedziałbym, że tak za pół godziny – powiedział, ale jakby niechętnie, lustrując ją z góry do dołu.

- Żartujesz sobie!? – oburzył się Robert,, patrząc po wszystkich, zwłaszcza na Optimus'a – Pozwolisz jej tak sobie odejść? Została zaatakowana przez Cade'a, co sprawia, że myślisz, że nie wróci po nią jak tylko wróci do domu? Myślałem, że mieliście bronić ludzi.

- Wybór nie należy do nas – stwierdził Prime, kierując swój wzrok na dziewczynę, która przystępowała z nogi na nogę, widocznie czując się niezręcznie – Panna Brooke odmówiła naszej ochrony, a my uszanowaliśmy jej decyzję, nawet, jeśli nie byliśmy z niej zadowoleni – powiedział, a dziewczyna wzruszyła ramionami.

Epps westchnął, patrząc na swoją niegdyś uczennicę.

- Brooke – zaczął zmęczonym głosem – Błagam. Zgódź się, chociaż na strażnika, żebym mógł spać spokojniej, dobrze? Nie musisz tu nawet przychodzić, uznaj, że nas nie znasz. Zwłaszcza Will'a, bo wiem, że jest irytujący.

- Hej! – odezwał się udając obrażonego, na co Epps pokręcił głową.

- Proszę? Dla mnie? Twojego najlepszego, najwspanialszego i najukochańszego…

- Jak bym się na twoim miejscu zgodził – powiedział, drapiąc swój kark Sam – On tak może przez godziny.

- Jakby to wyglądało? – spytała, odwracając od niego wzrok, widząc jego zadowolony z siebie uśmiech – Ten strażnik…?

- Musiałby cię chronić w razie gdyby Decepticpony pojawiły się w pobliżu, teoretycznie chodziłby za tobą wszędzie…

- Czyli współczesna wersja stalkera – mruknęła do siebie, patrząc z wyrzutem na Epps'a, po czym zaciskając zęby i wywracając oczy, spojrzała na Optimus'a – Kto byłby moim strażnikiem gdybym się zgodziła?

Cisza.

- Sideswipe – powiedział w końcu Prime – Jednak gdybyś zgodziła się na jego opiekę, jego brat także musiałby się z nim zabrać.

- Chcesz kazać Sunstreaker'owi opiekować się człowiekiem? – spytał z niedowierzaniem Ratchet – Przecież on nienawidzi ich rasy.

- Być może to będzie jedyny sposób, żeby przekonać go, że nie wszyscy ludzie są źli – powiedział stanowczo, a Ratchet pokręcił głową – Jaka jest twoja decyzja? – zwrócił się don dziewczyny, która spojrzała z niepokojem na Epps'a.

- Sides i Sunny są tutaj jednymi z najlepszych, Brooke – zapewnił – Nic ci z nimi nie grozi. Plus, znają judo. Może pokazaliby ci kilka ruchów?

Dziewczyna zamknęła oczy, chociaż na jej ustach, pojawił się blady uśmiech, który szybko znikł. Mało wiedziała, ale Epps szybko to zauważył i sam się uśmiechnął, po czym spojrzał na Prime'a i kiwnął głową.

- Doskonale – powiedział w końcu – W takim razie powiadomię ich o twoim wyborze i za kilka waszych ziemskich minut, powinni zjawić się przy wyjściu z hangaru. Samuel i Mikaela odprowadzą cię do tamtego miejsca, w czasie, kiedy ja razem z pułkownikiem omówimy inne szczegóły.

- Dlaczego mam wrażenie, że Bóg na serio chciał żeby Pan Pączek mnie przejechał? – spytała siebie cicho, ale podążyła za dwojgiem – Jestem pewna, że nie powinien się z tego cieszyć.


Dla Brooke bycie na drugim planie było normalne. Bycie z Epps'em? Było wszystkim, ale normalnym. Stawiał ją na pierwszym miejscu, nawet mimo jej obrzydliwych komentarzy na początku. To sprawiło, że nabrała szacunku dla żołnierzy. Mimo to, Sideswipe i Sunstreaker nie wydawali się być jak typy Epps czy Lennox. Byli…inni. Wyjątkowi we własnym znaczeniu tego słowa.

Co nie oznaczało, że ona tam myślała. W prawdzie, kiedy stanęła koło dwóch Lamborghini i widok bardzo jej się spodobał, mogło jej się wydawać, że może się polubią, ale wtedy? Wtedy przypomniała sobie o systemie obronnym, jaki w sobie stworzyła. I nagle te ekstrawaganckie auta nie wydawały się takie ciekawe jak na początku.

- To jest Sideswipe – przedstawiła Mikaela – A ten żółty to Sunstreaker. Jeśli zachowa się jak dupek, zignoruj go. Nie jest fanem ludzi.

Brooke spojrzała na nią dziwnie, jakby powiedziała coś złego, po czym przejechała dłonią po masce czerwonego samochodu, czując gorący metal pod palcami i westchnęła. Zerknęła kątem oka na Sunstreaker'a i siłą woli powstrzymała się od pogładzenia go po dachu. Zabrała rękę z maski i odskoczyła lekko, kiedy drzwi otworzyły się z rozmachem, niemal ją uderzając.

- Hm… - mruknęła do siebie i zwróciła się do nastolatków – Wcale nie dziwię się, że nas nie lubi – powiedziała wystarczająco głośno, żeby ją usłyszeli.

- Serio? Bo ja nie widzę żadnego powodu – stwierdził Samuel i zerknął na swoją dziewczynę, która tylko się w nią wpatrywała, jakby doszukując jakiejś wskazówki – Jest na Ziemi krótko…

- Zastanawiałeś się, dlaczego zwierzęta łatwo się płoszą? – spytała nagle, przerywając mu - Ludzie je przerażają. Uważają za zagrożenie.

- Myślisz, że boi się ludzi? – prychnęła Mikaela i pokręciła głową – Niemożliwe.

Każdy się czegoś boi, pomyślała.

- Nie boi się ludzi – parsknęła z potrzaśnięciem głowy – Tylko tego, do czego są zdolni.

Zanim ktokolwiek z nich otrząsnął się z szoku, Sideswipe wystrzelił z hangaru razem ze swoim bratem. Jedyne, co mogli zobaczyć to czerwoną i żółtą smugę.


Brooke była głęboko w świecie muzyki, kiedy Sideswipe nagle się zatrzymał i sprawił, że dziewczyna chwyciła się odruchowo pasów, które oplotły ją zaraz na początku jazdy. Zdezorientowana wyjrzała za okno i zobaczyła swój dom. Wywróciła oczami, wiedząc, że jak tylko przekroczy próg, zacznie się kłótnia. Swoją drogą, nie miała nawet czasu zapytać Lennox'a czy powiedzieli coś jej opiekunom? W końcu nie było jej z trzy dni.

Odpięła się i wyszła z Lamborghini, od razu zostając otoczona przez jej przyrodnią siostrę, na którą Brooke mentalnie jęknęła, ale na zewnątrz milczała. Nie było sensu wdawać się w argument z kimś, kto nie był wart jej czasu. Nathalie zmierzyła ją wrogim spojrzeniem, na co dziewczyna uniosła do góry brew.

- Masz jakiś problem, wiedźmo? – spytała uprzejmie, monotonnym głosem.

Nathalie zjechała wzorkiem na czerwone Lamborghini, po czym na żółte i Brooke od razu wywróciła oczami, tym razem mocno poirytowana.

- Skąd je masz? – spytała ostro – Nie masz kasy na takie auta.

- Może mam i w sekrecie jestem złoczyńcą i okradam banki – podsunęła, a czarnowłosa spojrzała na nią jakby powiedziała coś głupiego.

- Nie igraj ze mną, nie jestem głupia – obruszyła się.

- Wszechświat ma o tym inne zdanie – mruknęła – Mówiąc o aucie, pułkownik Lennox wyznaczył mi strażników po incydencie z przed trzech dni.

Nathalie zmarszczyła tym razem czoło i spojrzała na nią podejrzliwie, mierząc ją od stóp do głowy, od razu się prostując. Tym razem Brooke zorientowała się, jaki błąd popełniła o wiele za późno.

- Lennox? – Brooke tylko potrząsnęła głową – Jak ty? To jakaś chora rodzinka?

- Nie – odparła lakonicznie – Emily cię woła, lepiej już idź.

- Jeszcze z tobą nie skończyłam – powiedziała, a Brooke wywróciła oczami.

Ten dzień robił się coraz ciekawszy…


Kiedy Brooke powtórzyła dwukrotnie swoją historię pomijając oczywiście część, w której spotkała Autoboty, Emily westchnęła i spojrzała bezradnie na męża. Blondynka miała ochotę pacnąć się w twarz, czując rosnącą irytacje. Ostatnimi czasy to było jedyne uczucie, które jej towarzyszyło. Przeklinała w głowie Pana Pączka i Sam'a, bo gdyby nigdy go nie spotkała nie byłaby teraz w tylu kłopotach. Chociaż trzeba mu było przyznać, że czuła się trochę bardziej jak ona niż osoba, która, na co dzień musi być.

- Czyli ci dwaj – zaczęła – są twoimi strażnikami z wojska, a ty uczestniczyłaś w wypadku, o którym my nie mieliśmy bladego pojęcia. Możesz nam wyjaśnić, dlaczego nie możemy dowiedzieć się, dlaczego dokładnie wojsko się tak tobą nagle interesuje?

- Bo to wojsko, Emily – stwierdziła jakby to było oczywiste i wywróciła oczami, kiedy Jack posłał jej pytające spojrzenie – Ściśle tajne rzeczy się tam dzieją.

- A jednak ktoś tak beznadziejny jak ty został w to wszystko wtajemniczony – czarnowłosa piętnastolatka skrzyżowała ręce na piersiach i parsknęła pod nosem, uzyskując do swoich rodziców karcące spojrzenia.

- Hej, jak chcesz mogę cię wrzucić pod samochód – powiedziała z iskierkami w oczach, na które uśmiech dziewczyny zniknął – Nie ma problemu.

- Mamo! Powiedz jej coś! – zażądała, a Brooke wzniosła oczy do nieba, modląc się, żeby nie uziemili jej na kolejny tydzień.

- Brooke, zachowuj się – powiedziała ostro Emily i westchnęła, po czym pokręciła zrezygnowana głową – Możesz iść.

- Serio? – spojrzała na kobietę z powątpiewaniem.

- Tak, Brooke – odezwał się tym razem Jack – Nie możemy nić zrobić. Wojsko nie jest czymś, z czym chcemy mieć do czynienia.

Heh, witaj w klubie, pomyślała, ale zamilkła i zwróciła się w stronę wyjścia, od razu krzywiąc się na widok dwóch ekstrawaganckich aut przed jej mieszkaniem. Raczej się do tego nie przyzwyczai. Tym bardziej, że dwa Lamborghini zwrócą zapewne uwagę wszystkich sąsiadów i Trent'a. Na wzmiankę o nim, Brooke zamknęła oczy i podeszła do czerwonego auta, czując, że z nim przynajmniej może siedzieć i nie zostanie nazwana bezużyteczną. Po za tym jak powiedziała Mikaela, Sideswipe w odróżnieniu od swojego brata, nie gardził ludźmi. A przynajmniej nie za bardzo. Szkoda, ona sama ich nienawidzi.

- Coś cię dręczy? – spytał głos za nią, a dziewczyna odruchowo odskoczyła i zmierzyła zaskoczonym spojrzeniem czerwonowłosego chłopaka z elektryczno niebieskimi oczami zupełnie takimi samymi jak jej.

- Macie hologramy? – spytała, ale po chwili skarciła się w myślach.

Przecież to istoty z kosmosu. Naturalnie, że byli bardziej zaawansowani niż ludzie. Sideswipe spojrzał na nią zaskoczony, nie oczekując, że go rozpozna, ale po chwili jego uśmiech wrócił na swoje miejsce.

- Właściwie to holoformy – poprawił – Takie same tylko solidne.

- Cool – mruknęła pod nosem i zwróciła się, żeby wejść do środka, ale w połowie drogi do drzwi zamarzła w miejscu – Zaraz, to znaczy, że mogę cię dotknąć?

Tym razem Sideswipe uśmiechnął się bardziej łobuzersko i Brooke parsknęła do siebie, kiedy zorientowała się jak to zabrzmiało.

- Och, możesz dotykać ile chcesz i gdzie chcesz – powiedział uwodzicielsko i dziewczyna odwróciła wzrok, bojąc się, że jeśli spojrzy mu w oczy to się zarumieni.

- Zboczeniec – mruknęła, podchodząc do niego i dotykając czerwonej bluzy i od razu do jej nozdrzy dotarł słodki zapach wody kolońskiej, na który musiała się uśmiechnąć.

- Ale… - zaczął niewinnie, patrząc na nią z błyszczącymi oczami – Mogę być twoim zboczeńcem?

Brooke przez chwilę się na niego patrzyła, zupełnie jakby powiedział coś naprawdę obrzydliwego, po czym westchnęła.

- N i e – warknęła.

Sideswipe spojrzał na nią rozbawiony z jakiegoś powodu, po czym zmarszczył czoło. Brooke skrzyżowała ręce na biuście i zlustrowała go w tym czasie od góry do dołu. Miał na sobie białe adidasy i czarne jeansy z paskiem, na którym był dziwny symbol oraz białą bluzkę i jak już wcześniej wspomniała czerwoną bluzę, elektryczno niebieskie oczy i czerwone włosy. Na twarzy gościł grymas, a dziewczyna nie widząc przeciwwskazań, usiadła na masce po turecku i spojrzała na niego wyczekująco.

- Twoja siostra powiedziała, że nazywasz się Lennox, zgadza się? – spytał, żeby się upewnić, ale dziewczyna tylko odwróciła wzrok, wbijając go w okna swojego domu.

- Żałosny insekt – doszedł do jej uszu komentarz, na który ona tym razem zmarszczyła czoło i odwróciła się do prawie, że kopi Sideswipe'a.

Blondynka przez chwilę go obserwowała. On także miał adidasy, jeansy i pasek oraz takie same elektryczno niebieskie oczy, tylko, że wydawały się bardziej…lodowate. Miały w sobie coś takiego, że dziewczynę przeszły ciarki po plecach. Był blondynem z żółtą bluzką i czarną bluzą. I na serio, wyglądał… Brooke nie wiedziała jak go opisać.

- Irytujący toster – odparła, po czym odwróciła wzrok zanim cokolwiek odpowiedział, nie chcąc widzieć jego wyrazu twarzy, jedyne, co usłyszała to ciche warknięcie, wściekły ryk silnika i śmiech Sides'a, który zdaje się poklepał chłopaka po plecach.

- Masz iskrę – stwierdził po chwili – Ale serio. O co w tym chodzi? Nie rozumiem. Boss Bot każe nam strzec jakąś dziewczynę bez nazwiska i nagle dowiaduje się, że nazywasz się Lennox.

- Powiedziałam tak? – spytała, unosząc do góry jedną brew, na co on się na chwilę zamknął.

- Cóż nie, ale na to wygląda.

- Moje nazwisko nie jest ci w niczym potrzebne – odparła zimno, piorunując go wzrokiem, na co skrzywił się mocno i zaczął trzeć swój kark, widocznie zakłopotany – A Nathalie nie jest moją siostrą.

- Ale…

- Poszukaj w Internecie słowa „adopcja" – mruknęła zirytowana.

W chwili, kiedy jego oczy się zamgliły, Brooke wyminęła go i skierowała się w stronę ulicy, idąc jak najszybciej chodnikiem. Nie potrzebowała opiekunki, wbrew tego, co mówił Robert nie potrzebowała niczego. Była perfekcyjnie zdolna do zadbania o siebie, w końcu robiła to tak długo, że teraz zdaje się, że wpadło jej to w nawyk. Chcieli za nią iść? Spoko, tak długo jak zachowają dystans i nie będą rozmawiać, Brooke mogła ich znieść.

- Hola, hola, Człowieku – dłoń sprawiła, że dziewczyna jak oparzona odskoczyła i spojrzała wściekle na blondyna, który patrzył na nią zirytowany – Gdzie się wybierasz?

Długo na niego patrzyła zanim zorientowała się, że nadal ją trzyma. Wyrwała swoje ramię z jego uścisku i pomasowała miejsce gdzie ją chwycił. To było dziwne uczucie. Nie lubiła, kiedy ktoś jej dotykał.

- Co cię to obchodzi? – spytała w końcu i wywróciła oczami, kiedy Sideswipe do nich dołączył i spojrzał na nią z wyrzutem.

- Musi – stwierdził Sides – Jesteś teraz pod naszą opieką. Ty gdzieś idziesz, jeden z nas musi podążyć za tobą. Proste?

Brooke nie dowierzała własnym uszom. Oni tak na poważanie z tym całym bronieniem jej? No, na logikę, Pan Pączek może i ją przejechał, ale równie dobrze mogła być w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i tak naprawdę nic jej nie groziło.

- Obserwować gwiazdy – wyrzuciła z siebie, widząc, że było już dosyć ciemno, a na niebie można było dostrzec już księżyc.

Sunstreaker spojrzał na nią dziwnie, jakby obserwowanie gwiazd było czymś nieludzkim i obrzydliwym, jednak dziewczyna nawet nie drgnęła. Lubiła czasami wychodzić i po prostu położyć się na trawie, gapiąc się w górę, a nie biegać po mieście i utrzymywać kondycje. Równie dobrze mogła biegać teraz tylko rano, a w nocy pograć na gitarze, wszystko żeby nie musieć spędzać tyle czasu ze swoimi strażnikami.

- Co jest w tym takiego ciekawego? – spytał w końcu blondyn, Sides tylko patrzył na nią zdezorientowany – I gdzie zamierasz to robić?

- Jest taka przepaść kilka przecznic z stąd – wyjaśniła spokojnie – Chodzę tam, żeby wyrwać się z domu.

- I dlaczego miałabyś to robić? – spytał Sideswipe, wyraźnie nie rozumiejąc – Twoi…ech… opiekunowie wydają się…mili.

- Brałeś coś? – zapytała poważnie.

- Powinienem?

- Och, Zeusie – mruknęła do siebie – Będziesz potrzebował narkotyków, jeśli chcesz się załapać do tej szurniętej rodzinki.

- Ty tak na serio?

- Nie wiesz, żartuję sobie.

Sideswipe spojrzał na nią, w czasie, kiedy Sunstreaker wyglądał na mocno znudzonego i zażenowanego całą tą sytuacją. Brooke miała ochotę go za to uderzyć w twarz, może to wywołałoby coś poza obrzydzeniem i odrazą w oczach. W sumie, nawet fajnie by było go trochę podenerwować. W końcu i tak obaj ją zostawią w spokoju.

- W takim razie, jedziesz ze mną – postanowił, jego alternatywna forma podjechała koło nich, a chłopak od razu wsiadł za kierownicę, zapraszającym gestem otwierając dla niej drzwi od strony pasażera – Wsiadasz, Kitty?

Kitty, pomyślała zmieszana Brooke, ale posłusznie usiadła na siedzeniu.

- Jeszcze jedno – powiedziała nagle, patrząc na niego śmiertelnie poważnie, z iskierkami w oczach – Nie nazywaj mnie Kitty.

Sideswipe tylko uśmiechnął się pod nosem. Och, to będzie zabawne, pomyślał złowieszczo, jednocześnie czując zażenowanie brata poprzez ich więź.


Brooke westchnęła i powoli skierowała się na krawędź. Usiadła na niej, huśtając lekko nogami w tył i przód, wsłuchując się w piosenkę, która aktualnie grała na jej odtwarzaczu. Chłodny wiatr łaskotał ją w odkrytą szyję, sprawiając, że zamknęła oczy i objęła się ramionami. To było dobre, spokojne…

Przynajmniej dopóki, ktoś nie wyrwał jej słuchawek, sprawiając, że dziewczyna warknęła pod nosem i spojrzała na napastnika, od razu krzywiąc się na znajomą twarz i te same oczy, które zdawały się mieć w sobie…coś miłego, na co Brooke miała ochotę wywrócić oczami za każdym razem, kiedy była zmuszona na niego patrzeć.

- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie – stwierdził.

- Które? Bo zadałeś ich z trzydzieści – mruknęła zirytowana, odgarniając włosy z twarzy i piorunując wzrokiem jego dłoń, w której trzymał jej urządzenie.

- To o nazwisku – przypomniał, a blondynka odwróciła natychmiast głowę i zacisnęła zęby, klnąc po cichu na Nathalie i jej niewyparzony język – Słuchaj, nie chcę cię do niczego zmuszać, okay?

Brooke pokręciła głową, wstając gwałtownie i patrząc na niego wściekle. Nie lubiła tego tematu, nie miała ochoty dzielić się z nim takimi informacjami. Były…bardziej osobiste dla niej od kiedy stała się starsza, wolała zachować anonimowość z nieznajomymi. Zwłaszcza tymi z kosmosu. Dlaczego w ogóle go to tak interesuje? To nie tak, że mają się zaprzyjaźnić.

- Bez obrazy, ale to nie twój interes – powiedziała ostro, krzyżując ręce.

- Zważając na to, że jesteś moją i Sunny'ego podopieczną, wszystko, co dotyczy ciebie, dotyczy nas, robiąc to moim interesem – odparł ze wzruszeniem jakby recytował jakiś wiersz, którego zmuszony był się nauczyć.

- Sunny'ego nie obchodzi jak się nazywam – stwierdziła po chwili – Jestem pewna, że nie obchodzi go nic poza tobą – dodała.

- Nie próbuj zmieniać tematu – powiedział, chociaż uśmiechnął się pod nosem na jej komentarz – To prawda?

Brooke patrzyła na niego przez chwilę, studiując jego oczy. Wydawały się być takie…dziwne, że nie mogła, po prostu nie mogła oderwać od nich oczu. Nawet, kiedy Sideswipe zaczął wpatrywać się w żółte Lamborghini. W końcu spuściła wzrok, wlepiając go w swoje skrzyżowane ramiona i nabierając powietrza.

- To bez znaczenia – stwierdziła nie podnosząc wzroku – Moje nazwisko jest bez znaczenia.

Bo to prawda.

Po raz pierwszy w swoim życiu była ze sobą całkowicie i bezwarunkowo szczera.

Nie patrzyła na Sideswipe'a, który posłał jej zdziwione spojrzenie, ani na Sunstreaker'a w formie auta, nie zwracała nawet uwagi na to, że zapadała powoli ciemność.

To i tak się dla niej nie liczyło.


Me: Szczerze, nie lubię tego rozdziału.
Brooke: Jesteś dosyć zdołowana dzisiaj.
Me: Wydaje ci się. W każdym razie, powodzenia z Sunny'm i Sides'em.
Brooke: Naprawdę... Nie mogłaś wybrać kogoś bardziej poukładanego?
Me: Byli oni, albo Jazz, a skoro nie potrafię dobrze opisać jego akcentu, przypadli ci SS i SS.
Brooke: Marna wymówka. Prawda jest taka, że lubisz jak cierpię. Przyznaj to.
Me: Och, zamknij się. W każdym razie, do napisania ;)