Przez kilka kolejnych dni czaiłam się wokół beli, z zamiarem przyłapania jej na gorącym uczynku, o którym nie wiedziałam, jak będzie wyglądać. Minął tydzień, zanim znów na nią wsiadłam. Tym razem nic się nie stało, co mnie nieco poirytowało. Przez kolejne dwa tygodnie dzień w dzień skakałam z beli jakbym planowała skręcić sobie kark zanim grawitacja mnie zignorowała po raz drugi. A ponieważ chłopcy w mojej klasie właśnie byli w trakcie odkrywania świata komiksów, doszłam do jedynego sensownego wniosku, do jakiego powinna była dojść ośmiolatka: była kobietą supermanem. Z primabaleriny przeszłam na poziom wyższy aspiracji. Moim wymarzonym zawodem stało się bycie superbohaterem i ratowanie świata. W celu zdobywania niezbędnych kwalifikacji kolejne miesiące poświęciłam na odkrywanie swoich tajemnych supermocy, ku bezkresnej konsternacji moich rodziców i siostry.