Dzień przed wyjazdem do Hogwartu Severus oznajmił, że w końcu mają treść kontraktu i wyciągnął z kieszeni dość gruby zwój pergaminu. Draco, który jak zwykle był wygodnie rozłożony na łóżku z przekąskami i uważał już siebie za wybitnego znawcę jeżeli chodziło o poszukiwanie sposobów na wywinięcie się z kontraktów, szybko skopiował zaklęciem treść umowy na kilka czystych pergaminów i pogrążył się w lekturze, delektując się małymi kanapeczkami. Harry zastanawiał się jakim cudem blondyn mógł tyle jeść i nie przytyć. On odżywiał się dobrze w te wakacje i już zauważył, że zaczął nabierać ciałka. Nie wiedział czy jego kochankowie to zauważyli, ale z całych sił starał się by w trakcie ich aktywności było ciemno, albo żeby był zasłonięty. Na szczęście jego ubrania same dopasowywały się do jego rozmiaru, więc niczego nie było po nim widać. Ale to jak bardzo się jego biodra poszerzyły…! Gdy tylko to zauważył, zaczął mniej jeść, ale to i tak w niczym nie pomogło. Miał nadzieję, że jak znów zacznie trenować Quiddicz, to szybko zrzuci te dodatkowe kilogramy.
Harry usiadł obok Draco i zaczął czytać przez ramię kontrakt, na którym wyraźnie było widać podpisy państwa Weasleyów i Dumbledore'a. Blondyn pochłaniał kanapki z pastą jajeczną, wędliną oraz pasztecikami, a Harry czuł, że w miarę czytania robi się mu coraz bardziej niedobrze. Ta umowa wyraźnie oddawała go Weasleyom jak jakiś przedmiot! Ginny mogła wszystko a on nic. Molly i Artur mieli zarządzać jego majątkiem! W razie jego śmierci jedna trzecia majątku miała iść do Dumbledore'a, a już w dniu ślubu dyrektor miał dostać w zamian za niego tradycyjną opłatę w wysokości kilku tysięcy galeonów. Oczywiście z jego konta. Jedynym zobowiązaniem Ginny było danie mu dziedzica. Po tym mogła spać z kim chciała, a Harry miał siedzieć w domu i wychowywać dziecko jak jakaś kura domowa. Miał również być na każde zawołanie Zakonu i w sprawach wojny bezwzględnie posłuszny jego przywódcy. Harry w końcu nie wytrzymał i pobiegł do łazienki zwymiotować. Po chwili Severus był przy jego boku i próbował go uspokoić, łagodnie masując mu dłonią plecy i szepcząc, że na pewno znajdą jakąś lukę. Prawda była taka, że nie zapewnienie luki przez tych co spisali kontrakt było niezgodne z prawem i taka umowa nie była przyjmowana przez notariusza u Gringotta. To miało zapewniać nie naruszenie wolności obywatelskiej. Tylko, że zazwyczaj droga ucieczki była tak dobrze zakamuflowana, że w niektórych wypadkach znalezienie jej graniczyło z cudem. Biorąc pod uwagę to, że autorem umowy był sam Albus Dumbledore, Harry nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że cud im był bardzo, ale to bardzo mocno potrzebny.
W końcu Severus dał mu jakiś eliksir uspokajający i Harry zasnął.
- Co o tym myślisz, Draco? – mężczyzna wskazał na kontrakt, gdy już położył śpiącego Gryfona na łóżku.
- Cholerny majsterszczyk. – Draco miał bardzo niezadowoloną minę. – Zabezpieczył się z każdej strony, przewidział nawet opcję w której Harry już się z kimś związał. W takim przypadku więź zostaje unieważniona i wciąż musi poślubić Weasleyównę. Luka musi gdzieś być, ale znalezienie jej zajmie nam od groma czasu! A jeżeli nie stawi się na ślubie to straci wszystko na rzecz Weasleyów i Dumbledore'a oraz zostanie poślubiony Weasleównie in absentia!
Severus przytaknął i usiadł obok blondyna na łóżku.
- Wobec tego nie traćmy czasu i zabierajmy się do roboty.
oOo
Następnego dnia Harry zjadł śniadanie w swoim pokoju razem z Severusem i Draco, po czym jego kochankowie zniknęli, zostawiając go z bolącym tyłem i zmierzeniem się z Weasleyami. Miał wielką ochotę zgubić ich na peronie i ukryć się w którymś z przedziałów, żeby go nie znaleźli. Niestety z jego planu nic nie wyszło, ale chociaż było tyle dobrego, że nie był w przedziale sam z Ginny. Do czasu aż Neville zarumieniony nie wyszedł na poszukiwania jakiejś Puchonki, a Ron i Hermiona nie udali się na zebranie prefektów. No świetnie, po prostu świetnie. Harry zajęczał w duchu, widząc jak oczy Ginny zajaśniały, gdy zorientowała się, że zostali sami w przedziale. Na początku nic nie zrobiła, najwyraźniej zastanawiając się jaki powinna wykonać następny ruch, a Harry modlił się, żeby Seamus albo Dean, albo chociaż Luna, wpadli do nich w odwiedziny. Niestety szczęście nie było dziś po jego stronie. Harry zdecydował się wyciągnąć z kufra jakiś podręcznik, żeby w razie czego ją zbyć chęcią zapoznania się z materiałem z tego roku. Wstał i sięgnął na półkę, gdy poczuł na sobie jej drobne dłonie. Merlinie… błagam!
- Ginny… co ty robisz? – zapytał słabo, zastanawiając się jak się z tego wyplątać.
- Cii… Harry, nie myśl, że nie zauważyłam jak na mnie patrzyłeś w te wakacje… - dziewczyna wymruczała i jej dłonie powędrowały w okolice, które były zarezerwowane tylko i wyłącznie dla dwóch bardzo ważnych w jego życiu Ślizgonów. Harry odwrócił się do niej przodem, żeby ją odepchnąć i wtedy zaatakowała jego usta. Czując zbierające się wymioty, Harry odepchnął ją tak, że poleciała na siedzenie pod drzwiami. Chłopak z obrzydzeniem wytarł usta o rękaw szaty, następnie wykonał jeszcze zaklęcie czyszczące, żeby mieć pewność, że pozbył się najdrobniejszego śladu po Ginny.
- Nie wiem co ty sobie wymyśliłaś w tej rudej głowie, dziewczyno, ale mogłabyś mieć trochę więcej szacunku do siebie, a nie jak ostatnia kurwa rzucasz się na kogoś kto w ogóle nie jest tobą zainteresowany! – Harry wybuchł, jednak zamiast skruchy odpowiedziała mu zimna furia.
- Jak śmiesz! – Ginny się zamachnęła jednak chłopak złapał jej rękę i mocno ścisnął. – Masz mnie w tej chwili puścić, zrozumiałeś?
- Udawałem, że nie widzę jak robisz z siebie idiotkę za każdym razem gdy byłaś koło mnie, ponieważ myślałem, że zrozumiesz przesłanie, ale najwyraźniej jesteś tak twardogłowa, że nic do ciebie nie dociera. Więc teraz posłuchaj mojego jedynego ostrzeżenia. Trzymaj się ode mnie z daleka i zachowaj te swoje wątpliwe wdzięki dla kogoś, kto będzie chciał je docenić. – Harry znowu popchnął ją na jedno z siedzeń. Sięgnął po swój kufer, który od razu się zmniejszył. Z głową w górze wyszedł z przedziału i zatrzasnął za sobą drzwi. Ludzie patrzyli się w jego stronę zaskoczeni i kilka osób zachichotało gdy usłyszeli wściekły wrzask rudowłosej. – Dobra ludzie, przedstawienie skończone. – Harry wykonał bardzo Malfoyowy zbywający ruch dłonią i poszedł wzdłuż korytarza na poszukiwanie jakiegoś bardziej przyjaznego przedziału. Merlinie, miał nadzieję, że Draco i Severus szybko znajdą lukę w kontrakcie.
Na drugim końcu korytarza w jednym z przedziałów siedzieli Dean i Seamus wraz z Lavender i Parvati oraz jeszcze kilkoma ludźmi, których Harry za bardzo nie kojarzył. Musieli być z innych lat i domów. Jak by nie było, zajmowali wszystkie miejsca, więc zrezygnowany opuścił wagon i przeszedł do następnego. Może gdzieś tu będzie Draco siedział sam i będą mogli zamknąć się w przedziale i spędzić miło czas. Harry pomyślał z nadzieją, zanim przypomniał sobie, że przecież Draco jest prefektem i pewnie jest teraz na zebraniu. Kolejny wagon był wypchany po brzegi i ludzie patrzyli na niego dziwnie gdy otworzył drzwi by udać się do następnego. Dopiero gdy przekroczył jego próg, chłopak zorientował się dlaczego. Był to wagon pełen Ślizgonów. Najwyraźniej Dom Węża zawsze starał się zająć sobie cały wagon aby mieć święty spokój. Ludzie na korytarzu patrzyli na niego z podejrzliwością, więc Harry zajrzał przez szybę do pierwszego lepszego przedziału, a widząc tam Zabiniego i Notta grających w Eksplodującego Durnia, zdecydował, że raz kozie śmierć i wśliznął się do ich przedziału. Dwaj Ślizgoni popatrzyli kto przyszedł i zrobili najgłupsze miny jakie kiedykolwiek udało mu się zobaczyć na ich twarzach.
- Cześć wam, macie coś przeciwko żebym się przyłączył? – Harry uśmiechnął się do nich trochę krzywo, wskazując na karty. Chłopcy, wciąż w szoku, przytaknęli i zaczęli nowe rozdanie, dając karty również dla niego. Po chwili na ich twarzach znów gościła tak dobrze mu znana podejrzliwość. Harry cieszył się, że trafił na przedział w którym siedzieli Ślizgoni o których wiedział, że są neutralni w wojnie z Voldemortem. Draco i Severus zadbali o to, by wiedział kogo omijać szerokim łukiem z ich Domu, a także o dziwo z Ravenclawu.
W trójkę grali przez jakiś czas w napiętej ciszy, zanim Harry nie westchnął dość teatralnie. Draco miał na niego zdecydowanie zły wpływ.
- Jak myślicie, w tym roku będziemy mieli jakiegoś kompetentnego nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią? – Chłopak spróbował jakoś rozluźnić atmosferę i nawiązać rozmowę. Dwaj Ślizgoni popatrzyli na niego podejrzliwie, następnie wymienili się spojrzeniami i najwyraźniej postanowili grać na zwłokę i wybadać teren.
- Marne szanse. – Zabini zmarszczył zniesmaczony nos i wziął jedną kartę. Harry zachichotał.
- Tak, czasami mam wrażenie, że Dumbledore specjalnie zatrudnia cymbałów, żebyśmy nie mogli się niczego nauczyć. – Gryfon wymienił dwie karty, udając, że nie widzi zaskoczenia, które mignęło przez twarze Ślizgonów. – I wiem, że jestem okropny w pogawędkach, ale tak głupio trochę siedzieć i nic nie mówić.
- Wiesz, Potter, nie byłoby tego problemu gdybyś był tam, gdzie twoje miejsce a nie z nami. – Nott popatrzył prosto w oczy Harry'ego i ten nie mógł mu nie przytaknąć.
- Pewnie masz rację. – Gryfon poczuł rozchodzące się po jego ciele już znajome ciepło i na chwilę zamknął oczy. Gdy je otworzył, wpatrywały się w niego dwie pary zmrużonych oczu. – Ale jakoś tak nie mam ochoty siedzieć z ludźmi, którzy mnie molestują, więc… Dureń!
Harry odsunął się szybko by uniknąć obrzydliwej substancji, która wystrzeliła prosto w twarz Zabiniego, pokazując, że przegrał. Teraz w grze został już tylko on i Nott. Zabini z urażoną miną rozsiadł się naprzeciwko nich, by poczekać aż substancja zniknie i mrucząc o głupim szczęściu Pottera.
Dwa rozdania później drzwi przedziału otworzyły się i do środka wszedł Draco. Blondyn zrobił wielkie oczy, widząc w nim swojego chłopaka, grającego w najlepsze z jego dwoma najlepszymi przyjaciółmi.
- Trafiłem do jakiegoś innego wymiaru, czy jak? – Zapytał, po czym w iście teatralny sposób opadł na siedzenie, trzymając się za serce. Nott i Zabini zachichotali, podczas gdy Harry wyszczerzył się do niego i niewiele myśląc rzucił na blondyna by się do niego przytulić, o mało nie wywołując u dwóch Ślizgonów ataku serca. Rzucili karty i sięgnęli po różdżki by obronić swojego przyjaciela, gdy ku ich niepomiernemu zdziwieniu, Draco pocałował Harry'ego w nos i mrugnął do nich figlarnie.
- Okej… Draco, czy jest coś co chciałbyś nam może powiedzieć? – Nott pierwszy schował różdżkę, podczas gdy Zabini wciąż stał oniemiały. Gdy blondyn tylko uniósł na to brew, Ślizgon zaczął tracić cierpliwość. – Jak na przykład co Potter robi migdaląc się do ciebie na twoich kolanach i jak długo już to trwa?
- Trwa to już ponad rok, Teo. A co on tu robi, to muszę się sam o to go zapytać. Harry? – Draco zmarszczył lekko brwi, przyglądając się swojemu chłopakowi, który wyraźnie był czymś zestresowany i zachowywał się zdecydowanie inaczej niż zwykle. Od kiedy to Gryfon przyklejał się do niego jakby od tego zależało jego życie?
- Ginny mnie pocałowała, więc nazwałem ją kurwą i chciała mnie uderzyć. No to opuściłem przedział i szukałem jakiegoś wolnego i trafiłem tutaj. Sam mówiłeś, że Nott i Zabini są w porządku, więc się tu schowałem. Wolę teraz nie spotkać Rona i Hermiony. – Harry wtulił się w niego.
- Cholerna ruda zdzira. Ale nie zostawiłeś tam swojego bagażu, prawda? – Draco zapytał zaniepokojony. Kto wie, co takiej mogło przyjść do głowy, zgłasza jak jeszcze miała do pomocy naczelną kujonkę Hogwartu i wielkiego pieniacza. Harry potrząsnął przecząco głową. – Dobrze.
Po chwili ciszy, gdy Draco w myślach przeklinał w różnych językach Weasleyównę, a dwaj Ślizgoni patrzyli na niecodzienne zjawisko, Harry odsunął się lekko i nieśmiało cichutko zapytał – Pocałujesz mnie?
Draco zamrugał zaskoczony. Nie wiedział co wstąpiło w normalnie zupełnie inaczej zachowującego się chłopaka. Będzie musiał porozmawiać o tym z Severusem. Może stres spowodowany tym kontraktem miał na niego znacznie większy wpływ niż to się na pierwszy rzut oka wydawało. Blondyn uśmiechnął się czule do bruneta na swoich kolanach i pocałował go, starając się przekazać mu tym swoje uczucie i podzielić się swoją pewnością siebie. Nott i Zabini patrzyli na to z otwartymi ustami, bezwstydnie zbierając informacje na temat stopnia poważności związku swojego przyjaciela z Potterem. Z każdą mijającą minutą coraz wyraźniej widzieli, że tak, to było bardzo poważne. Gdy w końcu chłopcy odkleili się od siebie, Harry wyglądał na pewniejszego siebie i uśmiechnął się szeroko do Draco, a następnie dwóch pozostałych Ślizgonów.
- To co powiecie na kolejną partyjkę?
- Jasne. – Nott sięgnął po karty, ale Draco mu przerwał.
- Czekajcie. Mam tu coś lepszego. – Blondyn sięgnął do swojego kufra i wyciągnął z niego dziwnie znajome pudełko.
- Monopol? – Harry wytrzeszczył na niego oczy, po czym się roześmiał. – Nigdy bym się tego nie spodziewał po tobie, Draco!
- To magiczny monopol, Harry, a nie ta idiotyczna Mugolska podróbka! – Draco skrzywił się na myśl o niemagicznej wersji gry. Rozłożył trójwymiarową i kilkupiętrową planszę, a następnie rozdał każdemu kasetkę z początkowymi funduszami, kostkami i pionkami. Były też w nich różne karty oraz znaczki i Harry czuł, że mimo praktyki z Hermioną w graniu w Mugolskiego monopola, będzie potrzebował dużo wyjaśnień jeżeli chodzi o jego magiczną wersję.
Harry właśnie przegrał wszystkie swoje udziały Gringotta, gdy drzwi do przedziału się otworzyły i pojawiła się w nich Pansy Parkindon. Ups… Harry o mało nie trzepnął się w głowę. Jak mogli tak zapomnieć o zaklęciach zabezpieczających drzwi.
- Draco… - Ślizgonka zaczęła, zanim jej oczy nie natrafiły na jedynego w przedziale Gryfona i jej twarzy nie wykrzywił grymas. – Potter! Draco, co ten niedorozwój tu robi?
Draco zazgrzytał zębami, jednak powstrzymał się od przeklęcia dziewczyny i przewrócił oczami.
- Pansy, ty głupia kobieto. A jak myślisz na co to wygląda? To chyba oczywiste, że właśnie ogrywamy Pottera z jego kieszonkowego. – Zmierzył ją spojrzeniem jasno mówiącym co myśli o jej inteligencji skoro nie domyśliła się tego sama. Harry tymczasem miał bardzo duże problemy w powstrzymywaniu się od wybuchnięcia śmiechem. Nott i Zabini udawali, że są zbyt pochłonięci swoimi kartami, aby patrzeć na głupią minę dziewczyny, jednak Gryfon wiedział, że robili to tylko po to by nie wybuchnąć śmiechem. – Chciałaś czegoś?
- Tylko powiedzieć, że chyba Potter zaginął, bo Wiewiór i szlama szukają go wszędzie i wyglądają na bardzo poruszonych, ale widzę, że to nie potrzebne. To do zobaczenia wieczorem, Dracuś. – Pansy wyszczerzyła się do niego i wykonała kilka ruchów ciałem, które miały chyba być zalotne, a następnie opuściła przedział. Draco machnął różdżką, rzucając kilka zaklęć prywatności, zanim wszyscy wybuchli śmiechem.
- Dracuś? O słodki Merlinie… - Harry wydyszał, trzymając się za brzuch, zanim nagle się nie uspokoił i nie popatrzył na swojego chłopaka podejrzliwie. – A dlaczego miałbyś się z nią spotykać wieczorem?
- Harry, daj spokój. Między mną i Parkinson nie ma niczego i nigdy nie było, przecież dobrze o tym wiesz. Pewnie chce mi przekazać jakieś najnowsze plotki o rozkazach albo coś takiego. – Draco pocałował go w nos i rzucił swoimi kostkami. – Trzy w prawo i dwa do góry. Ojej, jak mi przykro Teo, ale chyba właśnie tracisz swoją ciastkarnię. Iii… miejsce w radzie miasta. Ha!
Nott skrzywił się, jednak już wkrótce uśmiechnął się szeroko gdy wykupił fabrykę czekolady, a Blaise odebrał Draco miejsce w radzie miasta. Harry tylko pocałował blondyna na pocieszenie. Następnie został bankrutem.
Podróż do Hogsmeade zakończyła się dla Harry'ego zdecydowanie za szybko, biorąc pod uwagę to, że musiał się zmierzyć z niemiłymi konsekwencjami swojego postępowania. Wiedział, że może zareagował trochę zbyt gwałtownie, jednak cały czas był na granicy wybuchu za każdym razem gdy Ginny próbowała go podrywać tak, jakby już należał do niej, a to jak go pocałowała po prostu przeważyło szalę. Niestety teraz musiał stawić czoła Ronowi, który wydawał się wiedzieć o kontrakcie, Hermionie, która pewnie uwierzyła w jakąś płaczliwą wersję wydarzeń jaką zaserwowała jej Ginny i pewnie jeszcze kilku innych osób, które tę wersję usłyszały. Draco objął go i pocałował ostatni raz zanim trzej Ślizgoni opuścili przedział i zostawili go samego. Nie chcieli pogarszać sytuacji pokazując się razem z Gryfonem. Ani wywoływać jakiś niepotrzebnych podejrzeń. Harry odczekał kilka minut nim zrobiło się na korytarzu ciszej, a następnie wyśliznął się z przedziału, przeszedł do sąsiedniego wagonu i wysiadł jego drzwiami. Był jedną z ostatnich osób, które wysiadły z pociągu, więc musiał się pospieszyć by zdążyć na powóz, jeżeli nie chciał odbyć podróży do Hogwartu pieszo albo na miotle. Ledwo udało mu się złapać ostatni, który czekał już chyba tylko na niego i dwóch innych maruderów, Krukonów. Droga przez las przeminęła mu na słuchaniu dyskusji dwóch chłopców na temat jakiejś książki i zaawansowanych zaklęć. Gdy przekroczyli bramę, wrota zamknęły się za nimi. Nie było to zbyt wielkim dla niego zaskoczeniem biorąc pod uwagę sytuację jaka panowała w magicznym świecie, a dokładniej wojnę z Voldemortem. Harry wysiadł z powozu, wyprostował swoje szaty (zdecydowanie za dużo czasu przebywał z Malfoyerm) i udał się do Wielkiej Sali za dwoma Krukonami. W wielkiej Sali panował podekscytowany gwar. Chłopak w drodze do swojego stołu przeskanował wolne miejsca. Jego rok i rok Ginny patrzyli na niego wilkiem. Usiedli tak, aby nie było dla niego wśród nich miejsca, więc chcąc nie chcąc musiał usiąść z przodu stołu, gdzie były przygotowane miejsca głównie dla pierwszoklasistów. Kilka minut później McGonagall wprowadziła nowych uczniów i rozpoczęła się ceremonia przydziału. Następnie Dumbledore wygłosił swoją mowę, a Harry poczuł jak nóż mu się w kieszeni otwiera, gdy dyrektor zaczął mówić o zjednoczeniu sił w walce o równe prawa i wolność, którą siły Voldemorta chciały im odebrać. Zmusił się do oklasków po tym jak starszy czarodziej zakończył przemowę i skupił się na jedzeniu, które pojawiło się przed nimi na talerzach. Merlinie, był taki wygłodniały po całym dniu jazdy, że aż sam siebie nie poznawał. A szpinak jeszcze nigdy w życiu nie wyglądał dla niego aż tak apetycznie i nie był taki pyszny.
- Wow… nigdy nie wierzyłem mamie gdy mówiła, że szpinak jest zdrowy i sam Harry Potter się nim zajada! – Jeden z pierwszoklasistów patrzył na niego z szeroko otwartymi ustami. Kilku innych mu przytaknęło i Harry z rozbawieniem zobaczył, że też zaczęli nakładać sobie szpinak na talerz i ostrożnie go próbować. – A brokuły też lubisz?
- O tak. – Harry uśmiechnął się do niego. – I fasolkę szparagową i wszystkie sałatki i surówki. Ale i tak nic nie jest tak pyszne jak Hogwarcka szarlotka. – Mrugnął do niego porozumiewawczo i pierwszoroczni się roześmiali, obiecując mu, że koniecznie ją spróbują gdy tylko się na stole pojawi. Harry zerknął na stół nauczycielski. Dumbledore patrzył na nowy porządek wśród Gryfonów marszcząc brwi, tak samo jak McGonagall. Inni profesorowie wydawali się szczęśliwie pochłonięci rozmową albo jedzeniem. Przez chwilę udało mu się złapać spojrzenie czarnych oczu, jednak było zbyt krótkie, żeby móc cokolwiek z niego odczytać. Przy stole Ślizgonów Draco rozmawiał żywo z jakimś chłopakiem, którego Harry nie znał. Gryfon westchnął i wrócił do swojego talerza. Ciekawe kiedy uda się im znowu razem spotkać. Po tak miłych i intensywnych wakacjach już zaczynał dotkliwie odczuwać brak bliskości dwóch ukochanych Ślizgonów. Merlinie, naprawdę był w nich beznadziejnie zakochany.
Harry opuścił Wielką Salę jako jeden z pierwszych i udał się do Wieży Gryffindoru. Gruba Dama wpuściła go gdy tylko powiedział zeszłoroczne hasło – nowe wciąż nie zostało jej przez prefektów podane, więc chłopak miał szczęście. W przeciwnym razie musiałby czekać aż w końcu ktoś przyjdzie i mu poda nowe. Biorąc pod uwagę obecny stosunek części Gryfonów do niego, musiałby czekać dość długo na jakąś przyjazną twarz. Brunet udał się do swojego dormitorium, które dzielił z czterema pozostałymi Gryfonami i westchnął wiedząc, jakie piekło mu urządzi Ron. I pewnie Seamus i Dean, jeżeli chłopak przeciągnie ich na swoją stronę. Neville zapewne jak zwykle będzie tylko stał z boku i patrzył. Zupełnie jak Lupin we wspomnieniach Snape'a. Tyle tylko, że tym razem Dumbledore nie zrobił spokojnego chłopca prefektem ale Rona. Harry zmrużył oczy, gdy coś zaskoczyło w jego głowie. Rzucił na swoje łóżko ostatnie zaklęcie prywatności i poszedł przygotować się do spania. Koniecznie potrzebował prysznica. Zwłaszcza, że kolejna manipulacja Dumbledore'a właśnie stała się dla niego oczywista. Bo dlaczego zrobił z Rona prefekta? Rudzielec ani nie miał dobrych ocen, ani nie zachowywał się wzorowo. Teraz gdy przyrównał to do Lupina, wszystko nagle stało się jasne. Oczywiście, że Ron został prefektem. W końcu miał mieć taką samą rolę jak Remus – miał pilnować Harry'ego, tak jak wilkołak pilnował Jamesa.
Harry wyszedł z łazienki i schował się za kurtynami łóżka akurat na czas. Po chwili usłyszał hałas rozmów na schodach, gdy Gryfoni rozchodzili się do swoich dormitoriów. Drzwi otworzyły się i kilka osób weszło do pokoju.
- Kto by przypuszczał, że okażesz się być takim tchórzem. – Ron chciał odsunąć zasłonę, jednak zaklęcia Harry'ego mu na to nie pozwoliły. – Porozmawiamy rano. Nikt nie traktuje w ten sposób mojej siostry!
Rudzielec kopnął jedną z nóg łóżka i zostawił go w spokoju. Pozostali chłopcy coś szeptali, ale zbyt cicho by Harry mógł ich usłyszeć. Zresztą nawet nie chciał ich słyszeć. Chciał w tej chwili być z powrotem w objęciach Draco i Severusa, a nie sam w tym niewygodnym łóżku.
""
Dziękuję bardzo za komentarze - mam nadzieję, że opowiadanie dalej będzie się podobać :)
