3.
- Wiesz, zawsze wiedziałam, że oni ze sobą sypiają.
Doktor Tersey dodał do swojej kawy cukier, śmietankę i zamieszał energicznie jasno brązowy napój. Zerknął znad okularów na koleżankę po fachu, która wypiła ostrożnie pierwszy łyk herbaty.
- Kto? Lecter i Bloom?
- No oczywiście, że o nich mi chodzi. Widziałeś w jaki sposób ona na niego patrzy? Wlepia w niego ślipia, jak jakiś piesek. Łazi za nim, jakby prowadził ją na niewidzialnej smyczy - doktor Ellison uniosła brwi w gniewie (lub w zazdrości, w subiektywnej ocenie doktora Terseya) i postawiła swój kubek na blacie stołu w poczekalni.
- Pozwala jej nawet na przesłuchanie wszystkich kandydatów na jego praktykantów. Zupełnie, jakby była jego sekretarką, czy coś.
- Słyszałem, że bywa u niego na regularnych obiadach - doktor Tersey wtrącił cicho. Para z kubka z kawą delikatnie muskała jego siwiejące wąsy.
Doktor Ellison wydała z siebie szorstkie burknięcie.
- O, tak. Na pewno. On szykuje jej obiadek, a ona daje mu potem niezłe show.
Ciemne, zwężone oczy obserwowały z progu pomieszczenia plecy niczego nieświadomych lekarzy. Jakież okropne i nietaktowne rzeczy właśnie usłyszał na temat Alany Bloom. To spowodowało, że jego palce zadrżały. Chrząknął o wiele głośniej niż zazwyczaj, powodując, że jego zaskoczeni i nieuprzejmi koledzy odwrócili się.
Twarz doktor Ellison natychmiast poczerwieniała.
- Doktorze Lecter! Chyba powinniśmy założyć panu dzwoneczek na szyję, tak się pan tutaj do nas podkrada.
Kącik jego ust podniósł się nieco, formując w lekki uśmiech.
- Doktor Ellison, wydaje mi się, że zapodziałem gdzieś pani wizytówkę, którą od pani dostałem podczas ostatniej rozmowy. Czy mógłbym prosić o jeszcze jedną?
