Odcinek 3: Legenda o potędze C.N.

Rada: Jeśli nie lubisz czytać nonsensów, to sobie odpuść. Logika protestuje wraz ze służbą zdrowia i ta część jest niemożliwie absurdalna. Efekt wszechobecnej głupoty jest zamierzony, nie piszę tak na co dzień, tę część stworzyłam porażona absurdalnością oceny mojej pracy z j. polskiego, ów nastrój absurdu po prostu mi się udzielił.

-Goku sensei... –uśmiechnął się obcy.

Goku tylko patrzył na faceta zimnym wzrokiem.

-Kto to kufa jest?!

-Pika pi... –zapiszczało coś, co znajdowało się na ramieniu nieznajomego.

Stworzenie było wielkości małej świnki morskiej było rude i miało pozlepiane kudły i czerwone oczka i twarz premiera IV RP.

-Ke? –zdziwił się Vegeta, który tego nie zrozumiał.

-Mojego pupilka Mistrz zapewne również pamięta.

-Ty powinieneś pamiętać coś, co ci kiedyś powiedziałem... –odezwał się w końcu starzec.

-Nie kłóć się ze swoją babą, kiedy ma okres?

-To też. Mówiłem jednak, że masz tu nie wracać...

-Możliwe.

W tej chwili zerwał się wiatr praktycznie z nikąd i sprawił, że ubrania bohaterów zaczęły falować. To nie było ki, po prostu wiało i tyle.

-Odejdź, zanim anihiluję ciebie, jego, wasze matki i najczęściej zamawiane prostytutki...

-Do mnie ta mowa? –Prychnął.

-Zostaw tę Ziemię w spokoju i odejdź lodołamaczu, bo mi to pięt nie dorastasz, nie chcę się bić, jasne?

-Nie nauczyłeś mnie Tej Techniki, ale teraz nauczyłem się jej i doprowadziłem do perfekcji. Obecnie to ty powinieneś kulić ogon na mój widok.

-Pika!

-I jego widok. –dodał.

-Nie nauczyłem cię jej, bo zauważyłem, że jesteś zły. Myślisz, że to moja jedyna technika?

-Zapominasz, że jesteś już stary i niedołężny, a ja...

-Do dupy z ciebie uczeń, wiesz? Nie myślisz...

-Kto to kufaaa! –Książe nienawidzi bycia ignorowanym.

-Milcz. –ucięła pozostała dwójka.

-Przekonaj się sam. –uśmiechnął się facet i zrzucił z siebie płaszcz.

Goku skinął głową i zdjął sweter. Wojownicy stali tak i mierzyli się wzrokiem.

Spod rudej brody nieznajomego wyglądał podły uśmieszek.

-Kaziu, idź se usiąść, sam go zlikwiduję –rzucił do swego towarzysza.

-W takim razie startuj Chuck...

Facet zaatakował go z pięści ,zaczął kopać, ale przeciwnik stał niewzruszony.

Cofnął się.

-Nieźle się trzymasz jak na coś, co ledwie żyje...

-A ty jesteś całkiem szczęśliwy jak na kogoś, kto zaraz przestanie... Norris, cholero po co tu wróciłeś?

-Bo teraz, kop z pół obrotu jest moją techniką, a ty mi przeszkadzasz...

-Widzę, że lata treningu w Świątyni Żółtego Banana pod moim okiem niczego ciebie nie nauczyły. Pychą do niczego nie dojdziesz. Zrozumiesz to kiedyś, czy nie? I mówiłem ci też chyba kiedyś, żebyś nie wskrzeszał Leppera i Giertycha! Spieprzyłeś teraz równowagę we Wszechświecie!

-To już wim, dzie żeś się ffanco szlajał! Ćpałeś pfez te całe lata w jakiejś gejowskiej knajpie!

-Byłem kapłanem, debilu!

-Walę równowagę! Oni dali mi tajemną potęgę i wiedzę kapłanów Sraj-taś-mang, i broń ostateczną, dzięki której zniszczę ciebie, przywłaszczę sobie Tę Technikę i nawet uzyskam władzę nad TV TRWAM! Buahahaha!

Chuck Norris wyszczerzył swoje 32 zęby, te w dolnej szczęce też. Poleciał na Kakarotto i zaatakował go idealnym kopem z pół obrotu.

Saiyan przeleciał parę metrów i zatrzymał się.

-Widzisz dziadku, jestem silniejszy...

-A teraz pokażę ci coś, czego może dokonać tylko prawdziwy Czajnik...-Son uśmiechnął się tajemniczo.

-Stfażak! –powtórzył swoje drugi Saiyan.

-Cicho być no! Tu się klimat buduje! –wydarł się z wyrzutem Kakarotto.

-A to się wal Pimpek, Ida do pubu bez ciebie –warknął, po czym odszedł

Goku zaczął krzyczeć z całych sił, po chwili zamienił się w SSJ.

-Jak ci teraz nakopię do dupy, to tak ci się we łbie poprzewraca, że zostaniesz solistą w łyżwiarstwie figurowym, to ci gwarantuję!

Son podleciał do przeciwnika z prędkością światła, wykręcił mu rękę, potem chwycił za wyjątkowo ohydne ubranie i zakręcił nim młynka, złapał go za głowę po to, aby chwilę później z właściwym tylko dla niego uśmieszkiem przywalić zdziwionemu Chuckowi własnym, twardym jak stal i pustym jak budżet czerepem. Na koniec posłał go do uroczego parkowego stawu nieposzlakowanym kopem z dwóch i pół obrotu.

Plusk wystraszył nawet biednego księdza, który karmił dwa pływające kaczory i służby specjalne próbujące usunąć z wody kilka martwych łabędzi.

Po dłuższej chwili Norris z trudem wyszedł z wody.

-Jak to –wysapał –co z moją potęgą,?

-Heh, a na mnie mówią, żem głupi –ucieszył się Son Goku –nie wiesz, że moda na 'Chuck Norris Facts' już się kończy, i z powrotem jesteś takim sobie Chuckiem?

-Jeszcze się przekonasz! Napiszę drugą autobiografię i kult powróci, nawet Układ jest po mojej stronie, wtedy nic mi nie zrobisz! Ha! Kaziu, chono tu, idziemy do domu!

-Pika! –stworzenie podbiegło do swojego właściciela, po czym oboje teleportowali się w niemalże przysłowiową cholerę.

-Eh, to mam kolejne pół wieku spokoju. No nic, trzeba znaleźć tego małego troglodytę, zanim się uchleje w trupa.

Nastąpiła chwila koncentracji...

-Jest! –ucieszył się Saiyan i teleportował do przyjaciela.

KONIEC ODCINKA TRZECIEGO