Rozdział 3

Niedziela. Godzina 10:13. Isabella jeszcze smacznie spała, ale gdy kilkakrotnie do jej uszu dotarł dźwięk dzwonka do drzwi, jej sen automatycznie się urwał. Wyszła wściekła spod ciepłej kołdry i podreptała do drzwi, by je otworzyć. Za nimi stał uśmiechnięty Edward Cullen. Widząc go, Bella przewróciła tylko oczami i otworzyła szerzej drzwi, by mógł wejść, a sama udała się z powrotem do sypialni. Po drodze wyrzucała z siebie przekleństwa po włosku, a chłopak ledwo był w stanie powstrzymać rozbawienie. Zawiesił swoją kurtkę na wieszaku. Kupione po drodze bułki na śniadanie zaniósł do kuchni. Minęły już prawie trzy tygodnie, odkąd się poznali i relacje miedzy nimi były całkiem okej. Zostali przyjaciółmi. Często się ze sobą spotykali, rozmawiali. A czasem jako dodatek był seks… Im to nie przeszkadzało i umieli rozdzielić jedno od drugiego.

Poszedł za nią do jej sypialni i usiadł na brzegu łóżka. Leżała zakryta po uszy kołdrą i mamrotała coś cichutko pod nosem.

– Naprawdę nie masz co robić, że wpadasz do mnie w środku nocy?

– No nie mam, dlatego do ciebie przyszedłem. I mam świeże bułeczki na śniadanie.

– Wiesz, nie lubię cię.

– Ja ciebie też. – powiedział ze śmiechem i przyjrzał się jej uważnie. Otulona szczelnie kołdrą i z totalnym nieładem na głowie wyglądała jak taki słodki aniołek, choć z pewnością nim nie była.

Wzrok Edwarda spoczął na jej małych stopach, które wystawały spod kołdry, a łobuzerski uśmieszek pojawił się na jego twarzy. Przejechał palcem po jej stopie, na co dziewczyna zwinęła palce. Przejechał znowu, ale ona nie wykonała żadnego ruchu. Dopiero za trzecim razem dostał poduszką, a potem to już rozpoczęła się wojna na poduszki. Beztroska i dziecinna zabawa. Śmiech, szczęście i kompletne zapomnienie
o wszelkich problemach i kłopotach. Chęć cofnięcia się na chwilę
w czasie tam, gdzie wszystko jest proste i łatwe. Tam, gdzie czas biegnie wolniej, a nie niemiłosiernie gna.

– Dobra, Edward, koniec! Proszę! – dziewczyna zaczęła krzyczeć przez śmiech, gdy oboje wylądowali na podłodze, a na dodatek chłopak zaczął ją łaskotać. Przytwierdził ją do posadzki, jedna ręką trzymając nadgarstki nad jej głową, a drugą w dalszym ciągu ją gilgotał. – Edward! Błagam!

– A co z tego będę miał? – spytał, a sprytna Isabella wykorzystała jego chwilową nieuwagę, przewróciła ich i teraz to ona siedziała na nim
i trzymała nad głową jego nadgarstki. Nachyliła się nad nim, a jej włosy zaczęły łaskotać go w twarz.

– I co teraz, panie Cullen? – wymruczała seksownie i pocałowała go
w szczękę. – Co z tym śniadaniem? – zapytała, a on spróbował ją pocałować, ale się od niego odsunęła. – O nie, panie Cullen. Tak nie będzie – zakomunikowała. Zaczęła go całować. W szczękę, policzki, szyję… Denerwowało go to, ale trzymał się dzielnie.

– Bella…

– Hmmm….

– Błagam…

– O co?

– Ty już dobrze wiesz, o co.

– Hmmm… zastanowię się.

Drażniła się z nim. Doprowadzała na skraj. Ale w końcu skończyli, kochając się na podłodze, zaspokajając seksualnie swoje ciała. Pieszczoty, pocałunki… Ale i to musiało się skończyć, gdy osiągnęli swój szczyt. Ekstaza wypełniła ich jestestwa dzięki sobie nawzajem. Jęki, westchnienia w ramionach tej drugiej osoby. Odgłosy uderzających o siebie ciał…

Leżała na nim, chcąc się uspokoić po tym, co przed chwilą przeżyła. Jej głowa spoczywała w miejscu jego serca i wsłuchiwała się w jego rytm. Głaskał ją po plecach. Palcami poruszał wzdłuż linii jej kręgosłupa, co wywoływało przyjemne dreszcze. Między nimi panowała zupełna cisza, ale nie taka niezręczna. Zakłócały ją jedynie odgłosy ulicy dobiegające zza okna.

Dwa ciała przylegające do siebie. Ona chuda i drobna. On szczupły i wysoki. Oboje pasujący do siebie idealnie.

– To co z tym śniadaniem? – spytał po pewnym czasie wprost w jej włosy, które były rozrzucone na jego klatce piersiowej.

– Hmmm… wypadałoby je zjeść. Ale wcześniej wypadałoby wziąć prysznic – powiedziała, podnosząc się i siadając na jego brzuchu, eksponując przed nim swoje pełne i jędrne piersi. Chłopak starał się zachowywać jak dżentelmen, ale trudno mu było się powstrzymać, by na nie choć raz nie spojrzeć.

– Hmmm… to w takim razie ty idź pod prysznic, a ja zrobię śniadanie.

– Serio? – spytała, a Edward tylko kiwnął twierdząco głową. – To świetnie. Dziękuję – powiedziała i cmoknęła go w policzek. Wstała i zaczęła paradować naga po pokoju, a chłopak wodził oczami za jej sylwetką i nie mógł nadziwić się jej pięknu. Niby normalna, zwykła dziewczyna, ale mimo wszystko ma w sobie coś jeszcze.

Rozgościł się u niej w kuchni, tak jak ona kiedyś u niego. Czuł się u niej jak u siebie w domu. Zresztą ona czuła się u niego tak samo. Rozpanoszył się, robiąc śniadanie. Przez te trzy tygodnie już trochę ją poznał i wiedział, co lubi, a czego nie. Spotykali się co dwa, trzy dni, tak po prostu z nudów, by pogadać. Czasem to była herbata w środku dnia, wieczorny spacer albo wpadali do siebie. Ciągłe sms-y, rozmowy. Przyjaciele.

– To co na śniadanie? – spytała Bella, wchodząc do kuchni w pełni ubrana z cudownym uśmiechem na ustach.

– A co byś chciała?

– Zdam się na ciebie.

– To w takim razie siadaj – zakomunikował i zaczął stawiać na stole przygotowane przez siebie rzeczy i po chwili już się nimi zajadali.

– To co cię, Cullen, do mnie sprowadza?

– A nie mogę do ciebie tak po prostu wpaść? – odpowiedział jej pytaniem na pytanie, przy czym jedna z jego brwi powędrowała nieznacznie w górę, a na twarzy pojawił się głupkowaty uśmieszek.

– Ależ oczywiście, że możesz. Tylko dzisiaj nie będę mogła ci poświęcić zbyt dużo uwagi, gdyż muszę się na jutro przygotować na uniwerek – powiedziała, a Edward wypchnął dolną wargę do przodu niczym dziecko, które nie dostało ulubionej zabawki. – Oj, no nie rób takiej miny. Niektórzy nie pracują czterdzieści godzin tygodniowo w biurze.

– No okej. Czyli mam rozumieć, że sam mam się sobą zająć?

– Powiedzmy. Ale niedługo. Im wcześniej siądę nad książkami, tym wcześniej skończę.

– W sumie racja.

– No to skoro się dogadaliśmy, to zmyję szybko naczynia, a ty rób tu sobie, co ci się tylko żywnie podoba.

– Dziękuję za pozwolenie, Piękna – powiedział z rozbawieniem w głosie, a Bella spojrzała na niego groźnie.

– I skończ już z tą Piękną, Piękny.

Bella szybko uporała się z brudnymi naczyniami, a pomógł jej w tym Edward. Potem rozłożyła się ze wszystkimi książkami w kuchni, z kolei miedzianowłosy chłopak powędrował przed telewizor na kanapę, na której wygodnie się rozsiadł, by oglądać mecz baseballu. Dziewczyna utonęła w książkach, a nauka ją pochłonęła. Dopiero po upływie prawie dwóch godzin ocknęła się i postanowiła zrobić sobie przerwę. Poszła do salonu, gdzie w telewizorze leciały głupie reklamy, z kolei chłopak spał smacznie na sofie. Podeszła do niego cicho na palcach i wyłączyła telewizor, a potem chwyciła koc i go nim przykryła. Twarz miał spokojną od snu. Wyglądał jak beztroski i uroczy mały chłopiec. Obserwowała go chwilę, a potem znowu wróciła do kuchni.

Nauczyła się już wszystkiego i nawet zdążyła zrobić obiad, a Edward jak spał, tak spał nadal. Na zewnątrz zrobiło się ciemno i zaczął padać deszcz. Bella siedziała w fotelu obok śpiącego chłopaka i czytała kobiecy magazyn, a na nosie miała okulary. Dopiero po dłuższej chwili miedzianowłosy lekko zaczął się ruszać, zmrużył bardziej oczy i się obudził. Przetarł rękoma oczy i rozejrzał się dookoła, a jego wzrok zatrzymał się na Belli.

– Zasnąłem? – spytał zachrypniętym głosem, siadając na kanapie.

– Przespałeś nawet pół dnia – powiedziała, a oczy chłopaka stały się duże ze zdziwienia. – Chodź na obiad, bo czekam z nim od dawna.

– Czemu mnie nie obudziłaś?

– A czemu miałabym to robić? O ile mi wiadomo, zarwałeś kilka ostatnich nocy i musiałeś je odespać. A ja przynajmniej miałam święty spokój – powiedziała, uśmiechając się do niego.

– Korzyść obustronna.

– Dokładnie – odpowiedziała mu i zaczęli się śmiać.

Zjedli pyszny obiad w swoim towarzystwie, umilając sobie czas rozmową o błahostkach. Przychodziło im to naturalnie. Nie brakowało tematów, a chociażby o pogodzie mogli rozmawiać dobre piętnaście minut, kłócąc się i przekomarzając nawzajem niczym małe dzieci lubiące sobie dogryzać. Gdy byli we dwójkę, właśnie tak się zachowywali. Jak dzieci potrzebujące beztroskiej zabawy, oderwania się od świata zniszczonego wojnami, kataklizmami, wypadkami, którymi bombardowani byli z każdej strony przez wszelkiego rodzaju media. Chwila ciszy i spokoju. Czas na kontemplację i znalezienie sensu życia.

Z kubkami wypełnionymi ciepłą herbatą powędrowali do salonu. Bella usiadła zwinięta i opatulona kocem, z kolei chłopak siadł na wprost niej po turecku, biorąc ostrożnie łyk owocowego napoju. Długa drzemka spowodowała, że był bardzo wypoczęty, a to po kilku ostatnich dniach ciężkiej pracy było mu potrzebne.

– Opowiedz mi coś o sobie.

– Co jeszcze chciałbyś o mnie wiedzieć, co? – spytała, uśmiechając się do niego delikatnie. Polubiła te wspólne spędzanie czasu. Było to inne niż wszystko.

– Hmm… Nie wiem, może coś o twoich rodzicach?

– Eh… mama… szalona i zwariowana. Milion pomysłów na minutę. Otwarta na wszelkie propozycje. Tata cichy, spokojny. Totalne przeciwieństwo mamy. Bardzo się kochali…

– Kochali? – wyłapał bezbłędnie ten czas przeszły w jej głosie i przyjrzał jej się uważnie, nie chcąc, by żadna emocja malująca się na twarzy dziewczyny mu umknęła.

– Zginęli w wypadku samochodowym trzy lata temu.

– Przepraszam, nie wiedziałem…

– Spoko, nic się nie stało. A twoi?

– Cóż… mój tata zmarł na zawał dwa lata temu, a mama mieszka za miastem.

– Jaka jest? – spytała, chcąc choć spróbować wyobrazić sobie matkę miedzianowłosego chłopaka siedzącego tuż obok niej.

– Ciepła, kochana, troskliwa… Nie potrafi patrzeć na cierpienia innych, dlatego aktywnie udziela się we wszelkich akcjach społecznych. Po śmierci taty najdziwniejsze dla mnie było to, że się nie załamała. Byli świetnym i zgranym małżeństwem. Bardzo go kochała, a mimo to po stracie ukochanej osoby dała sobie radę…

– Bardzo ją kochasz, co?

– Jest najważniejszą osobą w moim życiu. Wzorem, autorytetem, przykładem. Jak mógłbym jej nie kochać?

– Potrafisz się do tego przyznać, a nie każdy jest do tego zdolny.

– Zaraz się zarumienię – przyznał lekko zawstydzony, a dziewczyna zaczęła się lekko śmiać.

– No dalej, chcę to zobaczyć.

– Przestań! I tak właściwie, to ja już będę się zbierać.

– Co? Nie zgadzam się! Jak już mi się zwaliłeś na cały dzień, to już zostań. Mam siedzieć tu sama w tych pustych czterech ścianach?

– Ale na pewno? Żeby później nie było, że ci się narzucam czy coś.

– Na pewno. Zostajesz i koniec kropka.

– Okej.

Został, bo co miał innego zrobić? Spędzić wieczór tak jak ona, samotnie
w pustych ścianach mieszkania. Oboje mieli przynajmniej towarzystwo.