Cześć wszystkim! Po pierwsze chciałabym podziękować wszystkim za komentarze, dodawanie do ulubionych bądź śledzenie mojego opowiadania.

Dziękuję za tak duży odzew na moje pytanie z poprzedniego rozdziału. Z większości komentarzy wynika, że chcecie manipulującego dyrektora i fałszywych przyjaciół dla Harry'ego. A skoro żyjemy w demokratycznym kraju tak też się stanie ;-)

Przepraszam też za skandalicznie długą przerwę, dlatego nie przedłużam tylko zapraszam na…


Rozdział drugi, w którym niewiele się wyjaśnia.

Kiedy zebranie Zakonu Feniksa w końcu się zakończyło, dwóch ślizgońskich profesorów aportowało się prosto do mieszkania Severusa na Spinner's End Milcząc, usiedli na wysłużonej zielonej kanapie znajdującej się w salonie. Snape zerwał się nagle, aby po chwili wrócić z dwoma kubkami parującej herbaty. Położył je na stole i wtulił się w klatkę piersiową starszego mężczyzny. Po dłuższej chwili wypełnionej wygodnym milczeniem Severus powiedział:

- Tak bardzo za tobą tęskniłem.

- Ja za tobą też mój mały wężu.

- Już nie takim małym – Snape udał oburzenie. Henry zachichotał.

Znowu zamilkli.

- Longbottom chyba wie kim jesteś – stwierdził nagle Severus.

-Neville? Dlaczego tak uważasz?

- Nie wiem. Po prostu mi się tak wydaje.

- Nie byłbym zaskoczony. To on zorientował się pierwszy, że Hermiona i Ron udają moich przyjaciół dla pieniędzy. I opowiedział mi o tym jaką opinię ma Dumbeldore wśród czystokrwistych rodów.

Severus przypomniał sobie, jak jego dawny profesor powiedział mu, że nie powinien ufać dyrektorowi i patrzeć mu w oczy. Przynajmniej do czasu, aż Henry nauczył go oklumencji. Kiedy ten stary manipulator nakazał mu nauczanie tej sztuki Pottera, Severus o mało nie roześmiał się w jego gabinecie. Ironia sytuacji była wręcz niewyobrażalna.

- Sev, czy jesteś zły za to, że nie powiedziałem ci kim jestem? Pamiętałem twoje zszokowane spojrzenie, kiedy zobaczyłeś mnie podczas Ceremonii Przydziału… Wiesz, że nie mogłem nic zmienić.

Snape spojrzał w zielone oczy Henry'ego. Po chwili się uśmiechnął.

- Na początku, kiedy wszedłeś do Wielkiej Sali z tymi rozczochranymi włosami i okropnymi okularami byłem pewny, że spotkam kopię Jamesa Pottera. No, a potem musiałeś spojrzeć na mnie tymi swoimi zielonymi oczami i zepsuć wszystkie moje wyobrażenia. Tak, na początku byłem zły, ale zrozumiałem, że to było konieczne. Poza tym dzięki temu łatwiej mi było udawać nienawiść do ciebie.

- Cieszę się, że to rozumiesz.

Nagle pewna myśl przemknęła przez umysł Severusowi przez głowę.

- Jak mogłeś mi to zrobić!? – wykrzyknął zdenerwowany.

Peverell wytrzeszczył oczy na tą nagłą zmianę nastroju. Po chwili się zreflektował i spokojnym głosem zapytał:

- O co ci chodzi Severusie?

- Jak to o co!? I to ty ze wszystkich ludzi! – Snape w końcu zauważył, że wrzeszczy na swojego dawnego profesora. Zaczerwienił się i ciszej dodał: – Chodzi mi o to, że kiedy byłem twoim uczniem nie pamiętam ile razy wylądowałem na twoim kolanie, kiedy dawałeś mi lanie, cytuję ,,za niepotrzebne narażenie życia''. Nie śmiej się! To wcale nie jest zabawne! Ja tylko czasem eksperymentowałem z eliksirami, to normalne, że niekiedy wybuchają. Czasami jeszcze szpiegowałem Huncwotów. Ale nigdy nie biegałem za smokami, bazyliszkami czy Czarnymi Panami!

- Po prostu chciałem żebyś wyrósł na przyzwoitego człowieka.

- Sugerujesz więc, że ty nie jesteś przyzwoitym człowiekiem – zapytał Snape unosząc brew.

Henry uśmiechnął się lubieżnie.

- Można by z tym dyskutować – powiedział, przyciągając młodszego mężczyznę do namiętnego pocałunku.

Po chwili ruszyli do sypialni, całkowicie zapominając o dwóch filiżankach herbaty, które po pewnym czasie całkowicie wystygły.

W przeciwieństwie do uczucia, które od dwudziestu lat łączyło tych dwóch ślizgońskich nauczycieli eliksirów.

Nagle cały dom zatrząsł się w posadach, a spod drzwi sypialni można było zobaczyć błysk złotego światła i usłyszeć zdenerwowany krzyk starszego mistrza eliksirów:

- Co to do cholery było?


Wybaczcie, że tak krótko, ale uznałam, że to dobre miejsce, by zakończyć ten rozdział.

Przepraszam, że jeszcze nie ma rozdziału, ale obecnie go poprawiam. Przez to zamiast 1500 słów będzie mieć on około 3000.