Kolory nadziei część 3


- To mało, ale musi wystarczyć. - Katara wręcza Zuko kawałek ryby, którą zdołała złowić. Rzeka, niedaleko której się zatrzymali, okazała się być bardzo uboga w jakiekolwiek jedzenie.

Zuko kiwa w milczeniu głową i zabiera się za niewielki posiłek. Od kiedy razem uciekli minęło kilkanaście godzin i głód dawał o sobie nieustannie znać.

Katara patrzy na swoją rybę ze smutkiem i wdycha cicho. Nie ma pojęcia, co teraz robić.

- Powinniśmy skierować się na wschód - mówi Zuko i wstaje powoli od ogniska, które rozbili. Katara lustruje go uważnie.

- Tak myślisz? - pyta, wpatrzona w rybę. Zuko przeczesuje palcami włosy.

- Nie wiem, czy coś nam to da, ale można spróbować - odpowiada w końcu.

Katara kiwa bezwiednie głową i kończy jeść. Wciąż nie może przywyknąć do tego, że Zuko tu jest, że jej pomaga, zamiast porzucić gdzieś w lesie.

Nie wie do końca, dlaczego on to robi, jednak jej to nie przeszkadza w tej chwili.

- Może znajdziemy coś do upolowania - rzuca mimochodem i widzi, jak Zuko marszczy brwi.

Katara mimo całej tej strasznej sytuacji uśmiecha się do siebie. Zuko jest fatalnym myśliwym.

Nie pasuje do zieleni.


- Co zamierzasz robić? - pyta, gdy wieczorem siedzą razem przy ognisku i jedzą upolowanego królika. Nie jest to duży posiłek, ale musi im starczyć.

Zuko drga nieznacznie i uspokaja się szybko. Jest wpatrzony w płomień i Katara myśli, że jej nie odpowie.

- Nie wiem. - Słyszy jego niepewny głos. Odwraca się w jego stronę i słucha w skupieniu. - Będę szukać stryja.

- A potem?

Zuko wzdycha głośno i bawi się płomienień. Kieruje go w różne strony, zwiększa i zmiejsza. W tej zabawie jest coś magicznego, coś, co nie pozwala oderwać wzroku od tego.

- Nie mam już domu - mówi cicho, jakby do siebie. Katara jednak wyraźnie słyszy te słowa i szybko chwyta go za dłoń.

Zuko patrzy na nią z mieszaniną zdziwienia, żalu i obojętności w złotych oczach. Katara nie lubi tego wzroku, nie może patrzeć na jego obojętność, nie może pozwolić mu na brak nadziei.

Jej nadzieja jest w odcieni złota, a jego - błękitu. Katara cały czas o tym pamięta.

- Masz, Zuko - wypowiada te słowa z mocą i z satysfakcją widzi, jak jego spojrzenie ulega zmianie. Jest żywsze.

To dobrze, myśli, jego spojrzenie zawsze było żywe.

- Twój dom jest tam, gdzie twoja rodzina - dodaje stanowczo i patrzy mu głęboko w oczy. - A twoją rodziną jest stryj...

- Którego nie mogę znaleźć - wtrąca gorzko, jednak to nie przeszkadza Katarze.

- I ja - dopowiada gładko.

Oboje siedzą wpatrzeni w siebie bez słowa, niezdolni zebrać myśli. Zuko jest w szoku, Katara to widzi, jednak nie żałuje swoich słów. Chce wierzyć, że postępuje dobrze i że złoto nie zamieni się w zdradziecką zieleń, w którą jest ubrany.

- N-nie rozumiem - mówi w końcu Zuko i nie patrzy na nią. Jego wzrok jest znów utkwiony w ogniu. W czerwieni.

Katara zaciska mocniej swoją dłoń na jego.

- Byliśmy wrogami. Ścigałem Avatara przez tyle czasu... walczyliśmy. - wylicza cicho, wciąż nie napotykając jej wzroku. - A ty...

- Przeprosiłeś - stwierdza Katara i uśmiecha się delikatnie. - Poza tym pomogłeś mi. Wierzę, że jesteś dobry, Zuko. Nie musisz być zły jak Naród Ognia.

Katara milczy przez chwilę, po czym mocniej dodaje:

- Przyłącz się do nas. Do Aanga. Do mnie.

Dopiero teraz Zuko odwraca się w jej stronę i patrzy jej w oczy.

- Dziękuję. - Słyszy jego szczere słowa.


- Myślisz, że Azula będzie nas szukać? - pyta Katara, gdy razem idą wąską dróżką. Zieleń ich otacza z każdej strony, lecz tym razem oboje na nią uważają. Zieleń jest kolorem przyjaźni i życia, jednak może też być zdradziecka.

- Pewnie tak. Azula chce mnie martwego.

Katara nie może uwierzyć, z jaką łatwością wypowiada te słowa. Znowu ma ochotę dowiedzieć się więcej o jego rodzinie, lecz i tym razem rezygnuje z tego. Wyobraża sobie, ile bólu by go to kosztowało.

- Ale... Nie rozumiem.

- Długa historia - stwierdza Zuko i spogląda na nią kątem oka. - Może kiedyś ci opowiem.

Katara kiwa głową, szczęśliwa. Oboje coraz bardziej sobie ufają, co ją cieszy.

Idą dalej w ciszy, aż nagle wielki cień zasłania im drogę. Oboje szybko patrzą w górę i widzą Appę. Jest jednak wysoko, więc nikt ich stąd nie dojrzy.

- Nie! Jeżeli czegoś nie zrobimy... - Katara nie chce nawet o tym myśleć, przez ostatnie dni starała się żyć złotą nadzieją, ale teraz, otoczona przez zieleń drzew, czuje, że dłużej nie wytrzyma.

- Odsuń się - mówi Zuko i wyciąga ręce do nieba. Katara posłusznie wykonuje polecenie i patrzy na to, co robi.

Z jego dłoni wystrzeliwują dwa płomienie, które lecą do nieba. Zaraz też, dzięki kilkum ruchom dłoni, formują znak. Znak wyglądem przypomina jej naszyjnik, coś, co zarówno Sokka jak i Aang na pewno bez trudu rozpoznają.

Niesamowite, przemyka Katarze przez myśl, to niesamowite.

Kiedy Appa ląduje, a Katara biegnie, by przywitać się z przyjaciółmi i wytłumaczyć im wszystko, może myśleć tylko o jednym.

Czerwień jest kolorem krwi i Narodu Ognia. Ale dla niej jest symbolem nadziei, symbolem Zuko.