Rozdział III
Albus gestem wskazał Hermionie krzesło obok biurka, po czym zasiadł na swoim fotelu po przeciwnej stronie. Wyciągnął lewą dłoń, na którą od razu sfrunął Fawkes. Dumbledore uśmiechnął się i zaczął wolno głaskać główkę feniksa.
- Twój towarzysz niedługo powinien się tu zjawić. Pewnie trochę zaskoczyłem go wcześniejszym przybyciem, ale on nie należy do osób wylegujących się w łóżku do południa – powiedział Albus, posyłając młodej kobiecie dobroduszny uśmiech. – Nie ma się czym denerwować.
Hermiona wykrzywiła usta w czymś, co w zamierzeniu miało przypominać uśmiech. Wiedziała, że dyrektor nie zrobiłby nic, co nie miałoby na celu pomocy jej, ale nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że coś przed nią ukrył. Tajemniczy błysk w oku czarodzieja, za każdym razem kiedy wspominał mężczyznę, z którym miała pracować, powodował u niej szybsze bicie serca. Do tej pory nie wiedziała jak nazywa się ten człowiek? Kim jest? Czy go znała?
Niestety nie dane jej było dalsze rozważanie, gdyż w tym momencie drzwi do gabinetu otworzyły się i wszedł przez nie wysoki, szczupły, czarnowłosy mężczyzna. Jego wzrok od razu skierował się na Hermionę, która skuliła się wewnętrznie pod przeszywającym spojrzeniem czarnych jak węgiel oczu.
- Dobrze, że jesteś. – Albus zwrócił się do nowo przybyłego.
- Minerwa mnie powiadomiła, że już wróciłeś – odparł czarnowłosy mężczyzna i zamknął za sobą drzwi, by chwilę potem stać już przy biurku.
- Hermiono, to jest człowiek, o którym ci opowiadałem. Od dziś będzie twoim towarzyszem i mam nadzieję, że pomoże ci odzyskać pamięć. – Dyrektor spojrzał na kobietę, która cały czas wpatrywała się w wysokiego czarodzieja. Nie przypominał jej w żaden sposób ludzi, których poznała do tej pory. Był majestatyczny, roztaczał dookoła siebie aurę tajemniczości i magii, którą dało się wyczuć w powietrzu. Od reszty odróżniał go także wygląd, jego ubrania doskonale do siebie pasowały, był elegancki, ale nie oficjalny – biała koszula z mankietami wywiniętymi do łokci, rozpięta czarna kamizelka i czarne spodnie idealnie dopasowane do jego ciała.
- Już się pani napatrzyła? – zapytał unosząc brew, a Hermiona momentalnie oprzytomniała, spuściła wzrok i zarumieniła się lekko. Widząc to, Albus posłał karcące spojrzenie młodszemu mężczyźnie.
- Nie ma potrzeby wprowadzać niepotrzebnej niezręczności, Severusie.
Hermiona momentalnie zapomniała o zakłopotaniu, które czuła jeszcze przed chwilą. Brązowe spojrzenie uchwyciło obsydianowe, całkowicie zapominając o wszystkim innym.
- A więc to ty – powiedziała kobieta, nie przerywając kontaktu wzrokowego. – To ty jesteś Severus…
- Nie da się ukryć – odburknął mężczyzna i rzucił wściekłe spojrzenie Albusowi. – Co to ma znaczyć? Nie powiedziałeś jej z kim spędzi najbliższe miesiące?
- Hmm… pomyślałem sobie, że element zaskoczenia tchnie romantyzmem…
- Czymkolwiek ma to tchnąć, tym czymś na pewno nie jest romantyzm! I w ogóle skąd ten pomysł? – zapytał ze złością Snape, piorunując dyrektora spojrzeniem.
Tymczasem Hermiona, miała okazję dokładniej przyjrzeć się Severusowi. Przez ostatnie dwa tygodnie próbowała wyobrazić go sobie, ciekawiło ją to jak wygląda, czy jest przystojny, jak się zachowuje i czy jest mądry. Z jakiegoś powodu, nie powiedziała swoim przyjaciołom o zapamiętanym imieniu. Nie wiedziała czemu, czuła tylko, że tak będzie lepiej. Ale imię Severusa niespodziewanie wypłynęło z jej ust podczas rozmowy z Albusem, w którego oczach pojawił się dziwny blask. Hermiona była przekonana, że stary czarodziej wiedział o czymś, co było z nią związane. Być może z Severusem również…
Snape wpatrywał się w Dumbledore'a, który zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Bezwiednie głaskał feniksa, który utkwił paciorkowate oczka w wysokim czarodzieju. Albus uśmiechnął się widząc, że jego przyjaciel cały się spiął.
- Wybaczcie mój nietakt – powiedział po chwili i zwrócił się do Hermiony. – Panno Granger, jak już zapewne się pani domyśliła, to jest Severus. Severus Snape, Mistrz Eliksirów, a teraz także pani towarzysz, współpracownik i, mam nadzieję, przyjaciel…
Czarnowłosy mężczyzna obrzucił dyrektora kolejnym morderczym spojrzeniem. W co ten stary głupiec pogrywa? Zamyślony, nie zauważył, że Hermiona podeszła do niego z wyciągniętą ręką. Podczas krótkiej wymiany zdań między dwójką mężczyzn, kobieta miała czas, by choć troszkę przywyknąć do obecności Severusa. Realnej obecności, gdyż aż do teraz mężczyzna o tym imieniu występował jedynie w jej umyśle.
- Cieszę się, że wreszcie mam okazję pana poznać. Zapewne zna pan moje imię, ale mimo to… Hermiona Granger – powiedziała czarownica. Snape stał sztywno i myślał nad absurdem tej sytuacji. Dobrze wiedział kim jest… Kim była kobieta stojąca przed nim. Szczycił się, że znał ją lepiej niż ktokolwiek. A teraz? Teraz on był jej obcy. Ale czy sam tego nie chciał? Może gdyby wtedy postąpił inaczej, gdyby górę wzięły uczucia a nie strach… może dziś nie musiałby, oboje nie musieliby przez to przechodzić?
- Severusie. – Głos Albusa wyrwał młodszego mężczyznę ze wspomnień.
- Tak… Severus Snape – powiedział Mistrz Eliksirów i uścisnął dłoń kobiety. Wciąż była delikatna i ciepła. Tak, Hermiona zawsze promieniowała przyjemnym ciepłem…
Czarownica posłała nieśmiały uśmiech czarodziejowi stojącemu przed nią i wróciła na swoje miejsce.
.::.
Minerwa McGonagall otworzyła drzwi do kwater, które zostały przygotowane specjalnie dla Hermiony i gestem zaprosiła do środka swoją byłą uczennicę.
Albus poprosił wcześniej wicedyrektorkę, by pokazała młodej czarownicy pokój i teraz obie panie stały w pomieszczeniu, w którym Hermiona spędzi najbliższe tygodnie.
- Podoba ci się? – zapytała Minerwa z uśmiechem.
- Bardzo – odparła Hermiona rozglądając się dookoła.
Stała na środku salonu, który pełnił jednocześnie funkcję gabinetu. Pod strzelistym oknem stało mahoniowe biurko, na którym znajdował się kałamarz, zapas piór i czyste pergaminy. Obok został postawiony regał zapełniony książkami z różnych dziedzin magii, a także klasycznymi mugolskimi powieściami. Na półce stała między innymi Duma i uprzedzenie, Pani Bovary, Mistrz i Małgorzata. W pokoju był również kominek i dwa fotele naprzeciw niego. Całość była w kolorach beżowych i brązowych z odcieniami zieleni. W podobnej tonacji była utrzymana sypialnia, na której środku stało łóżko z czterema kolumienkami oraz ciemnozieloną kotarą.
- Miałam dodać trochę kolorów Gryffindoru, ale po konsultacji z Ginewrą Potter odeszłam od tego pomysłu. Twoja przyjaciółka powiedziała, że te kolory bardziej ci się spodobają. – Starsza czarownica uśmiechnęła widząc rozpromienioną twarz Hermiony. – Poznałaś już Severusa, tak? – McGonagall zmieniła temat chcąc dowiedzieć się co wydarzyło się w gabinecie. Albus nic jej nie powiedział o przebiegu spotkania, a na Snape'a nie miała co liczyć. Pozostała tylko dziewczyna stojąca przed nią.
- Tak. Było… trochę dziwnie – odparła Hermiona i wróciła do salonu, by usiąść na jednym z foteli. Nauczycielka transmutacji poszła w jej ślady.
- To znaczy?
- Wie pani, to…
- Minerwo – przerwała Hermionie McGonagall. – Prosiłam, byś zwracała się do mnie po imieniu – przypomniała z uśmiechem.
- Przepraszam, Minerwo. – Młodsza kobieta odwzajemniła uśmiech. – Jednak to wszystko jest dziwne, jak już wspomniałam. Zostałam przedstawiona Severusowi, a on mnie przecież… przecież…
- Tak?
- Skoro jedyną rzeczą, którą zapamiętałam było jego imię… to chyba coś znaczy, prawda? Musiał być dla mnie kimś ważnym. A mimo to, czuję się jakbym dopiero co go poznała. Jestem ciekawa jak on to zniósł. A może tylko sobie ubzdurałam to wszystko. Może Severus wcale nie był…
- Był – dokończyła za Hermionę Minerwa. – Nie mogę niestety nic więcej powiedzieć, ale wierz mi. Severus to trudny człowiek, ale w przeszłości dużo dla ciebie znaczył.
- Ale…
- Nie mogę opowiedzieć ci wszystkiego, przykro mi. Mam jednak nadzieję, że pobyt w Hogwarcie pomoże ci i odzyskasz pamięć, a wraz z nią wspomnienia. Nie wszystkie będą piękne i radosne, wiele z nich nosi ślady goryczy, a wśród nich te związane z nim… Jednak jako starsza i bardziej doświadczona kobieta mogę cię zapewnić o jednym. On żałuje. Mimo, że nigdy się do tego nie przyzna.
Po wyjściu McGonagall Hermiona jeszcze jakiś czas siedziała na fotelu i analizowała słowa byłej nauczycielki. Jeśli tylko to możliwe, spowodowały jeszcze większy mętlik w głowie młodej kobiety. Czy to znaczy, że go kochałam? Nienawidziłam? Nie potrafiła odpowiedzieć na nowe pytania, które wciąż pojawiały się w jej umyśle.
.::.
Severus Snape prosto po spotkaniu z dyrektorem i Granger poszedł do Gospody Pod Świńskim Łbem. Potrzebował chwili spokoju i zapomnienia, a niestety jego zapasy Ognistej Whisky już się skończyły.
Wszedł do knajpy bez zwykłego trzaśnięcia drzwiami. Wybrał stolik w najciemniejszym kącie, wcześniej jednak zamawiając butelkę polskiej wódki – jedynego trunku, który miał moc podobną do Ognistej.
Pod koniec pierwszej butelki zaczął się poważnie zastanawiać, czy nie porzucić posady Mistrza Eliksirów w Hogwarcie i nie wyjechać z Wielkiej Brytanii. Mógłby wreszcie spełnić swoje marzenie i zwiedzić wzdłuż i wszerz Amerykę Południową, poznać tamtejsze zwyczaje, ludzi, a może nawet tamtejszych magów… Tchórz. Sarkastyczny głos w jego głowie nie bawił się w delikatność.
- Szlag! – mruknął pod nosem Snape i wychylił kolejny kieliszek wódki. Co on miał teraz zrobić? Spotkanie twarzą w twarz z przeklętą Granger było o wiele trudniejsze niż się spodziewał. I choć w gabinecie był opanowany, a nawet pozwolił sobie na ironię, to w głębi ducha cierpiał katusze. Zobaczył ją pierwszy raz od ośmiu lat i musiał przyznać, że nic się nie zmieniła. Może wydoroślała, stała się młodą kobietą, ale dla niego wciąż była taka sama. Te oczy, usta, zarumienione policzki…
- Pieprzyć to. – Severus oparł głowę na dłoniach i zaczął masować skronie. To stawało się nie do zniesienia. Nie jest jakimś cholernym Werterem, by pogrążać się w rozpaczy. Jest mrocznym, sarkastycznym, wrednym, nieczułym draniem, który nie ma serca. Tak.
- No proszę, kogo widzą moje oczy.
Czarnowłosy mężczyzna uniósł głowę, by zobaczyć, kto przerwał mu marne próby uratowania swojego wewnętrznego ja. Przed nim stał uśmiechnięty Draco Malfoy.
- To ty – rzucił beznamiętnie Snape i skinął na barmana, by ten przyniósł następną butelkę. Chwilę potem trunek stał już na stole, a Severus i jego chrześniak wznosili pierwszy toast.
- To za co pijemy? – zapytał Malfoy.
- Za łajdaków bez serca – odparł starszy czarodziej i nie czekając wlał do gardła zawartość kieliszka. Nawet się nie skrzywił. – Czego? – Spojrzał na Dracona, który przyglądał mu się dziwnie.
- Czyżbyś miał zły dzień? Ktoś nadepnął ci na pelerynę?
- Jakbyś nie zauważył stary nietoperz ma tylko złe dni.
- Pamiętam, że przez pewien czas nie było ich tak dużo – zaczął Draco, a Snape myślał, że zaraz oszaleje. Przyszedł zapomnieć, a okazuje się, że nawet jego chrześniak nie da mu spokoju. Obrzucił młodszego czarodzieja morderczym spojrzeniem, po czym wstał od stołu i nawet się nie pożegnawszy ruszył do drzwi. Draco niewiele myśląc poszedł za nim.
Dogonił go w połowie drogi do bram Hogwartu. Jego ojciec chrzestny szedł prosto, co było dużym wyczynem, zważywszy na fakt, że zanim do niego dołączył, tamten zdążył wypić już półtorej butelki wódki.
- Severusie, zaczekaj. – Malfoy zrównał swój krok ze starszym czarodziejem. – Powiesz mi o co chodzi? Odkąd nie jesteś z Granger…
- Zamknij się! – warknął Snape. – Ani słowa o tej dziewczynie!
- Więc to o nią chodzi, dlatego…
- Chyba wyraziłem się jasno. A może mam powtórzyć? – Zdenerwowanie Mistrza Eliksirów wzrosło i Draco zdał sobie sprawę, że stąpa po cienkim lodzie. Coś musiało się wydarzyć. Coś, co bardzo mocno wpłynęło na jego ojca chrzestnego.
- Stop! – Draco złapał Severusa z ramię i odwrócił twarzą do siebie. – Teraz ja mówię! Gówno mnie obchodzi co każesz mi zrobić, tak jak wtedy gówno ciebie obchodziło co ja mówiłem. Pomogłeś mi wbrew mojej woli, wysłuchałeś mojego bezsensownego pieprzenia i bełkotu pijanego popaprańca, który źle ulokował swoje uczucia. Nie zostawiłeś mnie i ja też tego nie zrobię. Więc przyzwyczaj się do tego, że będę wrzodem na twoim tyłku dopóki nie powiesz mi co się stało.
Severus słuchał w milczeniu tyrady chrześniaka i zastanawiał się skąd u niego taka determinacja. Lucjusz nigdy nie odznaczał się tą cechą. Może to geny Blacków dały o sobie znać? W końcu Narcyza zawsze osiągała wyznaczone cele.
Draco patrzył na Snape'a czekając na jakąś reakcję. Był prawie pewny, że zaraz mu się dostanie za to co powiedział i jakich słów użył. Jednak w tym momencie niewiele go to obchodziło. Kochał swojego ojca chrzestnego bardziej niż biologicznego. To Severus nauczył go żyć i traktował normalnie, tak jak na to zasłużył. Oczywiście kiedy byli sami. Doskonale pamiętał jak nauczyciel eliksirów wspierał go w radzeniu sobie z uczuciem jakim obdarzył Ginny Weasley. Dzięki niemu jakoś przetrwał ślub jego ukochanej z Potterem. Gdyby nie on, nie wiadomo czy dziś mógłby stać naprzeciw niego.
Kiedy już myślał, że Snape nic nie powie, tamten spojrzał na zamek za plecami, po czym uśmiechnął się smutno.
- Ona wróciła.
Akurat tego Draco się nie spodziewał.
