Alec i Magnus szybko przywykli do swojego wspólnego romantycznego zwykle życia. Oczywiście, surowo oddzielali pracę od przyjemności. Nefilim nadal zwalczał demony, a Czarownik nadal świadczył usługi określane przez niektórych przyziemnych… cóż… „Hokus Pokus". Bo we wszelkich historiach o magii pojawiało się to „magiczne" stwierdzenie.
Spędzali wiele czasu razem. Noce, dnie, popołudnia, wieczory, poranki. Cały czas poświęcali sobie, no, chyba, że czekały ich obowiązki.

Pewnego razu ktoś zapłacił Magnusowi za przywołanie demona „Ceccolipa", stworzenia… hmm… ponoć wodnego, w każdym razie. Brunet prawie padł ze śmiechu kiedy wrócił, a Czarownik wrzeszczał na demona, że ten zaglutował mu trochę podłogi. Pamiętał nawet, że później osunął się na odnowioną, fiołkową kanapę włączając sobie jakiś film.
-Nie masz nic przeciwko temu?
Zapytał zaskoczony kociooki, zdecydowanie nie przywykł do Nefilim łamiących przymierze całkowicie pogodnie oglądając sobie TV.
-To twoja praca – wzruszył ramionami chłopak. – Póki po tym sprzątasz, rób co chcesz.
Pamiętał nawet jak demon zaniemówił wijąc się w środku kręgu i pentagramu.
-Kocham cię – westchnął Czarownik obejmując go i całując, chłopak mruknął opierając głowę na jego ramieniu.
-Ja ciebie też, tylko pamiętaj po wyjściu klienta sprzątnąć.
Zaznaczył niebieskooki ziewając. Męczył się z demonami od świtu, a było późne popołudnie. Rozłożył się na kanapie i przymknął powieki zasypiając. To było słodkie w jego ciemnowłosym Aniele. Chłopak był Nefilim, ale nie zabraniał mu wykonywać pracy i przymykał na nią oczy. A poza tym, był uroczy. Tak, mimo brzydkich swetrów, które czasem nosił i mimo brzydkiego nawyku jakim było obgryzanie paznokci podczas naprawdę wzmożonego stresu… Alec wciąż był słodki i pociągający. Usiadł obok na ziemi i ułożył głowę na torsie swojego chłopaka przymykając powieki. Oczywiście nie zasnął, musiał pilnować Ceccolipa.
Jakby mu demon zwiał, to oboje mieliby problemy. Zarówno Alec, jak i on.

***

Alec wszedł do domu z zakupami, Magnus już kończył sprzątanie.
-Cześć skarbie – uśmiechnął się szeroko całując go w policzek i biorąc zakupy. Oboje szybko nauczyli się zachowywać jak młoda para. I wyglądali przy tym naprawdę efektownie. Mieli oczywiście, jak każda para swoje małe rytuały, np. Każdy buziak, którym się obdarowywali miał znaczenie i obaj dobrze o tym wiedzieli.
Te buziaki były w zamian za czułość, za uwagę, za pilnowanie siebie nawzajem, za godziny razem. Te buziaki były w zamian za wszystko. Za to, że byli razem, że byli oboje… Że wkładali wiele miłości w swój związek.
W każdą czynność, każdą chwilkę, każde słowa.
-Dzisiaj w planach chińszczyzna – mruknął zrezygnowany Alec. Naprawdę chciałby coś ugotować, ale jego kuchnia… hmm… cóż, była niewiele lepsza od kuchni Izzy.
-Wcale nie – Czarownik zasłonił mu oczy i zaprowadził do salonu, posadził go przy stoliku. – Poczekaj chwilkę.
Cały dzień siedział nad książką kucharską i czytał przepisy, aż w końcu znalazł przepis na makaron z serem i… udało mu się przyszykować ręcznie obiad. Bez magii.
Postawił przed chłopakiem talerz i uśmiechnął się.
-Tylko proszę o szczerą krytykę – zaśmiał się przynosząc sobie także talerz.
-Nie wiedziałem, że umiesz gotować! – Alec zamrugał biorąc do ręki widelec. – Nigdy o tym nie mówiłeś.
-Heh… sam o tym wcześniej nie wiedziałem – stwierdził zakłopotany.

Niebieskooki zachichotał jedząc z apetytem. Zdecydowanie Magnus Bane umiał gotować. W prawdzie okazało się, że przyszykował coś własnoręcznie pierwszy raz w życiu… ale tym bardziej Nefilim się cieszył. Przede wszystkim dlatego , że to pierwsze własnoręczne gotowanie Czarownika było właśnie dla niego.

Alec wiele razy ćwiczył gotowanie, kiedy to akurat przypadała kolej Magnusa na pójście po sprawunki a on relaksował się w domu.
Oczywiście, ciężko było tuszować spalone jedzenie i takie tam, ale okazało się, że chociaż Czarownik zauważał to, to z czystym sumieniem ukrywał, że tak jest, aby nie peszyć Lightwood'a.
Kiedy niebieskooki nie ćwiczył sam, to obserwował jak gotuje jego chłopak lub wertował książki kucharskie.
Minęły trzy miesiące od makaronu z serem Magnusa, to wtedy chłopak nauczył się gotować jadalne rzeczy. Najpierw takie drobiazgi jak jajecznice, omlety czy zapiekanki, a potem dania z makaronem, warzywami czy serem.

I z nieukrywaną dumą chłopak zadzwonił pochwalić się Izzy, oczywiście już kilka dni później jego rodzeństwo, Simon oraz Clary przybyli na obiad.
Bane o dziwo nie komentował niczego, ale wręcz z całkowicie przyzwoitą radością ich wpuścił. Dla Alec'a naprawdę bardzo się starał. To było bardzo urocze, przynajmniej dla Izzy.
Swoją drogą, ryż z warzywami, który przygotował naprawdę był o niebo lepszy niż próby jego siostry, w których starała się okiełznać kuchnię.
-Mam nadzieję, że smakowało – uśmiechnął się zbierając talerze. Clary i Isabelle zdecydowały się pozmywać, żeby nie było, że przyjechały się najeść i wyjść. Szczególnie, że Jocelyn i Maryse naprawdę dobrze gotowały, ba! One niesamowicie gotowały i żadna z dziewczyn nie narzekała na tę kuchnię. Za to obie wręcz zazdrościły swoim matką talentu kulinarnego.
-Przyjechaliśmy spytać co u ciebie i przekazać co u nas – stwierdził Jace przeciągając się i rozsiadając w fotelu.
Jego Parabatai akurat siedział na kolanach swojego chłopaka całując się z nim i chyba niespecjalnie go słuchali, ale ten sposób słuchania i tak był lepszy niż Maryse patrząca w przestrzeń albo ktokolwiek inny, no, poza Simonem. On blondyna słuchał, starał się to ukryć, ale słuchał. To już sprawiało jakąś satysfakcję, ale nie było zadowalające.
W końcu, obojętnie jak skupiony Simon to wciąż był szczur.
-Maryse się martwi – mruknął patrząc na plecy swojego parabatai. – Chciała, żebym spytał czy jesteś szczęśliwy – dodał kładąc nogi na stoliku.
Para oderwała się powoli od siebie. Alec miał rumieńce na policzkach i oddychał szybko.
-Tak, jestem bardzo szczęśliwy – stwierdził z uśmiechem. – Jestem naprawdę bardzo szczęśliwy, poproś ją, żeby się o mnie nie martwiła.
Ta odpowiedź sprawiła przyjemność Magnusowi. Było to szczere przyznanie się do tego, że jest zadowolony, że mu się podoba życie, na które się zdecydował. Czarownik przyciągnął chłopaka do kolejnego namiętnego pocałunku, był naprawdę szczęśliwy z powodu swojego związku. Na przestrzeni wieków miał wielu kochanków i kochanek, ale nikt nie był dla niego tak ważny jak Alexander i on sam nie był dla nikogo taki ważny.
-No, to opowiadajcie – dziewczyny usiadły w fotelach patrząc na nich z wyczekiwaniem. – Co u was?
-Hmmm… za zgodą nowych opiekunów instytutu pozbywam się demonów dalej i czasami pomagam ich dzieciom w treningach.
Mruknął młody Lightwood opierając głowę na ramieniu jak zawsze ekstrawagancko, a może i ekscentrycznie ubranego czarownika. Jego własnego szalonego czarownika.
-Nam nie chodziło o pracę – jęknęła Izzy. – Tylko o wasze życie prywatne!
Kochała takie plotki, oni raczej niekoniecznie. Spojrzeli na nią z podobnym niezadowoleniem i westchnęli.
-Jedyne, co możemy tobie powiedzieć, to to, że jesteśmy bardzo szczęśliwi i jest nam razem dobrze – stwierdził Alexander. Magnus potaknął obejmując go ramieniem i z zadowoleniem mrucząc.
-Echh – westchnęły dziewczyny patrząc na siebie. – Nudziarze!
Skwitowały zaczynając się śmiać. Simon i Jace unieśli brwi, obaj nie rozumieli kobiet, przynajmniej tych swoich nie rozumieli.
-To może wy nam opowiecie o życiu prywatnym?
Zaproponował z uśmiechem niebieskooki. Jego siostra i Clarissa zaraz wygłosiły gwałtowny sprzeciw, z tego powodu tym razem to chłopacy zaczęli się śmiać głośno, nawet Magnus Bane był tym rozbawiony, chociaż widział podobne reakcje kobiet bardzo wiele razy.
Zdecydowanie, mimo Pana-Bardzo-Bardzo-Pewnego-Siebie-Jace i Simona, ten dzień był całkiem przyjemny.

Ale oczywiście najprzyjemniejszą częścią dnia był wieczór. Goście wynieśli się wracając do Alicante, Magnus i Alec z kolei rozsiedli się wygodnie na lekko powiększonej sofie i zasnęli przytuleni do siebie podczas setnej premiery filmu „Titanic".

***

Były wieczory szalonych eskapad czarownika, wypady do klubu czy do znajomych, ale Alec'owi to nie przeszkadzało. Nie był zazdrosny, natura Magnusa była wypełniona szaleństwem, kolorami, muzyką i imprezami, drinkami, znajomymi oraz brokatem. Ale on sam takiego właśnie go wybrał, pokochał. Ten właśnie obraz był mu najbliższy. Obraz pełen radości, ekscentryczności, dziwnych kreacji i alkoholu, a także muzyki. Ale wiedział też, że nie musi się martwić, może i dwadzieścia siedem razy policja zgarniała już jego chłopaka, no, ale to było przecież dwadzieścia siedem razy na ponad osiemset lat!

Tak więc był spokojny. Z czystym sumieniem robił sobie gorącą czekoladę i wraz z Prezesem Miau okupował łóżko w sypialni tak bardzo, że przeważnie Czarownik po imprezie spadł na dywanie albo ewentualnie w salonie.