-S uchajcie, drogie dzieci, we cie to -powiedzia , wyci gn z kieszeni jaki przedmiot i w o y mi do r k nim zd y am si przyjrze co to w a ciwie jest.-W wiosce Kibo, znajduj cej si obok Dystryktu Trost, przez kt ry b dziecie teraz przep ywa , na obrze ach lasu, niedaleko p l uprawnych jest drewniana chata z zabitymi deskami oknami. Rozpoznacie j bez trudu, w pobli u nie ma adnej innej takiej a na drzwiach ma mn stwo wyrytych no em liter. Zatrzymajcie si tam, tam b dziecie bezpieczni, dbajcie o siebie i nie pakujcie si w k opoty-powiedzia , pog aska nas po g owach g boko patrz c nam w oczy i po chwili wsta zamierzaj c odej .
-Panie Hannes!-zawo a am po kilku chwilach dr cym od nerw w g osem. M czyzna zatrzyma si i spojrza na mnie pytaj co.-Dzi kujemy bardzo... Za wszystko-powiedzia am.-... Co oznaczaj litery na drzwiach?-zapyta am jako odruchowo, cho poczu am wstyd za niepasuj ce do sytuacji pytanie.
-To s inicja y moich przyjaci z wojska-wyt umaczy u miechaj c si smutno.- Wszyscy ju nie yj -doda , spu ci g ow i odszed znikaj c w t umie ludzi piesz cych si na bark . Patrzy am jak odchodzi. Po chwili postanowi am skupi uwag gdzie indziej. Spojrza am po chwili na przedmiot, kt ry mi podarowa m czyzna i kt ry wci znajdowa si w mojej d oni. By to ma y, mosi ny kluczyk, otwiera zapewne drzwi jego chaty. Schowa am go do kieszeni sukienki.
Po chwili z apa am Erena za r k i zacz am go ci gn za sob , kieruj c si za t umem biegn cym w stron statku. Barka po brzegi wype niona by a lud mi, wszyscy byli ci ni ci jak sardynki w puszce ledwo mog c oddycha . Wraz z Erenem wspi li my si po skrzynkach stoj cych przy cianie kabiny kapitana, na dach, sk d dobrze by o wida okolic .
Przed nami, w oddali rzeki, by o wida co najmniej dwana cie barek, nasza by a przedostatnia a mimo to ludzi stoj cych na brzegu jakby wcale nie ubywa o... Ach, niebo by o takie pi kne... Bez adnej chmury, patrz c na nie mia am wra enie jakbym siedzia a ze swoimi przyjaci mi na wzg rzu w r d trawy mokrej od rosy... Ale do tera niejszo ci brutalnie przywraca y mnie wrzaski ludzi stoj cych na brzegu chc cych jak najszybciej uciec od apokalipsy oraz wci unosz cy si dusz cy zapach krwi w powietrzu. S ysza am nawo ywania ludzi przeciskaj cych si na pok adzie pragn cych odszuka kogo kogo znali, chocia by przelotnie, by przynajmniej przez chwil poczu , e nie pozosta o si na tym wiecie samemu.
Robi am to samo; wypatrywa am na statku kogo znajomego, obesz am dach dooko a wpatruj c si w pok ad. Eren tymczasem siedzia ca kowicie nieruchomo oboj tny na wszystko co si dzia o wok . Teraz i on wiedzia jak to jest straci swoj rodzin ... Pozosta o tylko pytanie... Co z jego ojcem? Gdzie jest Grischa? Co poczuje widz c nasz dom w ruinie oraz lady krwi na ziemi? Co poczuje widz c umar e miasto ? Gdzie si skieruje? Czy b dzie nas szuka ?
"Tytani przebili si przez Mur Maria... S ju w wewn trznym kr gu", "Czy b dziemy gdzie bezpieczni?","Oni wszystkich nas po r !", "Widzia kto mojego syna?! Yato! Yato! Gdzie jeste ?! ". Te zdania ci gle si powtarza y obijaj c si echem w mojej g owi , nie mia am jednak ju si y by ich s ucha . Usiad am obok Erena, zakry am d o mi uszy patrz c przed siebie na olbrzymie po acie stepu, kt re mijali my. Tam, niedaleko, by lasek do kt rego chodzili my po chrust, by o te tam wzg rze gdzie bawili my si w tr jk z... No w a nie, gdzie jest Armin? Czy uda o mu si uciec na bark ? Czy mo e podzieli los Carli...? Niemo liwe... Armin by zbyt sprytny i szybki by da si z apa ... On yje... Na pewno... Siedzi gdzie tam na pok adzie i czyta swoja ulubion ksi k o Oceanie, lub te mo e rozmawia ze swoim ukochanym dziadkiem. On yje... Wiedzia am, e na pewno spotkamy si w porcie, e on ju b dzie tam na nas czeka ...
Siedzia am w kompletnej ciszy, nie m wi am nic do Erena ale za to przygl da am mu si uwa nie. Na jego twarzy nie by o adnej emocji, jego oczy w og le si nie porusza y, mruga bardzo rzadko, patrz c szeroko otwartymi oczami na obrazy, kt re podsuwa a mu wyobra nia. Z jego oczu pop yn y zy ale wyraz jego twarzy w og le si nie zmieni . Chcia am co powiedzie , jako go pocieszy ... Ale nie umia am. Co mog abym powiedzie ? "Wszystko b dzie dobrze "? "Nie martw si , damy rad "? Nie wiedzia am, co z nami b dzie, nie wiedzia am czy damy rad . Mo e pomrzemy z g odu, mo e sko czymy na ulicy, kto to wie? Dlatego milcza am i trzymaj c swojego brata za r k , wpatrywa am si przed siebie na malutki mur Rose widoczny na horyzoncie, trzymaj c w sercu ostatni nadziej . Nie pozosta o nam nic innego, jak tylko czeka na to co przynios kolejne dni...
...- LADEM MOICH ST P -...
Do portu w Tro cie dop yn li my dopiero p nym wieczorem. Na brzegu by o ju mn stwo rozhisteryzowanych ludzi przepychaj cych si mi dzy sob . o nierze Stacjonarni biegali po ca ym porcie pr buj c ich uspokoi wymachuj c r kami lub w przypadku agresywniejszych jednostek, u ywaj c swoich mieczy by m c, z tego co widzia am, ustawi ich w ko cu w jedn r wn kolejk . Poczeka am najpierw a wszyscy inni wysi d z barki by wyj nie zostaj c przy tym rozdeptanym na miazg przez t um. Gdy ju uda o si nam wyj od razu skierowali my si w bok portu by m c si dok adnie przyjrze co si w a ciwie dzieje. Wypatrywa am kogo znajomego. Armina, jego dziadka... Nawet tej wkurzaj cej s siadki, kt ra tak bardzo nas nie znosi a. Czu am wtedy, e by abym w stanie ucieszy si na widok nawet najgorszego wroga.
Co robi ? I do reszty? Zosta i czeka ? Czy mo e jednak uciec by szuka domu o kt rym m wi pan Hannes? Kompletnie nie wiedzia am co mam ze sob zrobi a na rad Erena nie mog am liczy , by w paskudnym stanie psychicznym, wygl da jakby wszystko co wok niego si dzia o by o mu naprawd oboj tne, jakby by transie. Wzi am g boki oddech, po chwili usiad am na ziemi zamykaj c oczy, us ysza am obok chrupni cie wiru, znak, e Eren usiad obok, odszuka am jego d o i mocno j chwyci am. Nie wiem ile tak siedzia am a mo e zasn am? Do tera niejszo ci przywo a mnie dopiero zachrypni ty szept mojego brata.
-Tam... Tam jest A... Armin.
Otworzy am nagle oczy i wsta am zaczynaj c si rozgl da , moje serce zacz o nagle szybciej bi . Spojrza am na Erena pytaj co a on wskaza dr c r k na murek ogradzaj cy port. Zacz am uwa nie wpatrywa si w tamt stron , dopiero potem chwili zauwa y am posta siedz c pod drzewem, zaraz obok murku. Mia a blond w osy ci te w bardzo charakterystyczny spos b, tak na pazia, w r kach trzyma a jaki przedmiot... To pewnie ksi ka. Posta siedzia a kompletnie nie ruchomo do tego stopnia, e atwo by oby j pomyli z drzewem akacji pod kt rym siedzia a.
-Armin... Armin! -zawo a am podchodz c kilka krok w, ch opiec podni s g ow , po chwili od o y ksi k kt r wcze niej do siebie przytula , wsta chwiejnie i zacz si mi przygl da . Nie czekaj c na nic zacz am biec w jego kierunku a on po chwili zacz biec w moj . Wpadli my sobie w ramiona g o no szlochaj c.
-Ty yjesz... IEren te -powiedzia kaj c.-S dzi em, e ju was nigdy nie zobacz ...-wyszepta , zacisn mocno z by nie chc c si rozp aka .
- yjemy, yjemy Armin, ju jest dobrze, yjemy -powiedzia am uspokajaj co, odsun am go od siebie delikatnie i otar am zy z jego du ych b kitnych oczu. Us ysza am za sob kroki, odwr ci am si i zobaczy am id cego powoli w nasz stron Erena, nie odrywa wzroku od Armina. Armin otworzy szeroko oczy widz c jego pozbawion uczu min . Spu ci g ow .
-Widzieli cie mojego dziadka? -odezwa si po chwili sil c si na powa ny ton.- Nie mog go znale ...
-Nie widzieli my... Przykro mi -powiedzia am, Armin spojrza na mnie bez wyrazu.
-Poczekam na niego, zaraz powinien si znale , powinien gdzie tutaj by -m wi . Mia am wra enie, e pr buje tymi s owami przekona samego siebie ni nas.
-Poczekamy z tob .
-Nie, nie mo ecie -pokr ci g ow .- Musicie i tam-wskaza w kierunku o nierzy usi uj cych przekrzycze ludzi by przekaza im jakie informacje.- Stacjonarni spisuj informacje i przypisuj uchod c w do tymczasowych miejsc, nie dla wszystkich jest miejsce. Id cie bo nie zd ycie i was wywioz do innego dystryktu. Ja poczekam na dziadka, nie mog dopu ci eby zosta sam, nie mog go zostawi .
-My sobie damy rade-powiedzia am szybko.- My nie zostawimy ciebie... Ju nigdy wi cej-powiedzia am czuj c wstyd za to, e opu cili my go podczas Ataku.-Poza tym, my ju mamy gdzie mieszka .
-Jak to?-zapyta nagle Armin. Wyt umaczy am mu kr tko histori z Haness'em. Armin skin g ow , przybra powa n min .
-To id cie, szukajcie tego domu-szepn .- Ja tutaj zostan ... Mam nadziej , e jeszcze kiedy si spotkamy...-powiedzia i skierowa si w bok i zacz odchodzi stanowczym krokiem, spojrza am na niego ze zdziwieniem, podbieg am do niego bez namys u i zatrzyma am go, spojrza na mnie mru c brwi.
-Nie zostawimy ci -powiedzia am stanowczo- Wiedz, e gdy znajdzie si tw j dziadek to w naszej chacie b dzie dla was miejsce.. Nie, tam JEST miejsce dla was, poniewa twoje miejsce jest przy nas, a miejsce twojego dziadka przy tobie- Armin u miechn si smutno s ysz c moje s owa.
-Dzi kuje... Boj si ... Bardzo si boj ...
-Spokojnie... -chcia am doda jeszcze jakie s owa ale nie mog am tego powiedzie ... "Wszystko b dzie w porz dku". To najgorsze k amstwo jakie mog abym powiedzie w tamtej chwili.
Wr cili my pod drzewo Armina, usiedli my pod nim uwa nie wpatruj c si w t um. Po pewnym czasie Stacjonarnym uda o ustawi ich w kolejk uchod c w; spisywali ich nazwiska i rozdawali adresy. Lustrowali my wzrokiem ka d twarz, kt r widzieli my. Zosta a przyj ta bardzo ma a grupka ludzi, reszta wr ci a do barek i pop yn a dalej do wewn trznego kr gu. Wsiedli my do ostatniej barki trzymaj c si za r ce by nie pogubi si w t umie tak jak podczas Ataku.
Godziny mija y, zrobi a si p na noc, czu by o przenikliwe zimno, z naszych ust wydobywa a si para. Czekali my, cierpliwie a barka dobije do kolejnego portu. Arminowi trz s y si r ce, widzia am, e by przera ony... Eren po chwili zasn opieraj c si o brzeg burty, nie budzili my go, Armin tak samo jak ja widzia am co si z nim sta o... e ju nigdy nie b dzie taki jak dawniej. We nie wygl da tak spokojnie, jego brwi nie mru y y si ju od nadmiaru ponurych my li, z jego oczu nie sp ywa y ju zy, wygl da tak samo jak zawsze gdy co noc spa w moim ku w wietle lampy stoj cej na stoliku nocnej, poniewa ba si ciemno ci... Ale czu am, e te czasy ju nie wr c ... Nigdy... Nie b dzie naszego domu, spacer w po mie cie, zabaw z Arminem, nie b dzie zaczepiania o nierzy, ciep ego jedzenia, u miechu naszej mamy, nie b dzie bajek na dobranoc... To wszystko znikn o... Znowu... Tak, jak wtedy...
Nie chc tego...
Nie chc tego...
Nie chc ...
Nie chc .
Ale jednak...
Los da mi ju kiedy szans . Ch opca z no em, kt ry otworzy mi oczy i uczyni morderc , kt ry da mi nowe ycie. Je li nie b dziesz walczy ... Nie wygrasz... Nie poddam si , b d walczy , musz sp aci sw j d ug, nie mog straci swojej szansy. B d walczy , zabij ich, b d walczy . Nie pozwol by to zn w wr ci o. W a nie wtedy zrozumia am co mam dalej robi , kim musz si sta ... Musze dawa nadziej i chroni tych, kt rzy dla mnie pozostali ywi... By to wszystko nie powt rzy o si nigdy wi cej.
Gdy barka zatrzyma a si przy porcie w wiosce Kibo, wsta am bez s owa; obudzi am delikatnie Erena. Wyszli my bez s owa, barki po raz kolejny zosta y ca kowicie opr nione, tym razem ludzie spokojnie podeszli do Stacjonarnych czekaj cych na brzegu, ustawili si w kolejk i czekali. Tymczasem ja, Eren i Armin biegali my wok szukaj c dziadka Armina... Kolejka stawa a si coraz kr tsza... Po chwili Stacjonarni kazali reszcie nieprzydzielonych powr ci do barek. Nie znale li my dziadka Armina. Spojrza am smutno na ziemi ... Wiedzia am, e powr t na bark jest bezsensowny... Wtedy nie mogliby my tak atwo ju tutaj wr ci .
-Czas na nas-powiedzia am dr cym g osem, z apa am Erena za r k i odwr ci am si chc c odej .-Chod my, Armin...
-Mikasa?-zapyta Armin patrz c to na mnie, to na mojego brata, spojrza am mu twardo w oczy.
-Musimy i .
-Nie... A m j dziadek?
-Musimy i , Armin... Nic tutaj po nas-Ch opak spojrza na mnie szeroko roztwieraj c oczy, rozejrza si dooko a, spojrza na wracaj cych do barki ludzi, cz z nich sta a jeszcze w porcie k c c si z o nierzami, byli oburzeni, e nie dostali jeszcze miejsca, chcieli jak najszybciej poczu si bezpiecznie.-Tutaj nie ma twojego dziadka... Musimy i -wyci gn am do niego r k by pom c mu wsta , Armin pokr ci g ow ale po chwili z apa mnie za d o i zacz cicho pochlipywa . Ruszyli my przed siebie, dodawa am id cym obok mnie ch opakom otuchy trzymaj c ich mocno za ich zmarzni te, dr ce d onie. Szli my przez wiosk pr buj c nie zwraca uwagi na ludzi patrz cych z alem na nasze zy i zakrwawione ubrania.
Nie potrzebowali my alu... Potrzebowali my nadziei... Takiej, kt ra nigdy nie umrze.
Znale li my chat nale c do Haness'a po kilku godzinach, s aniali my si ju , e zm czenia, w naszych oczach wysch y ju zy, zmarzli my, gor ce pozosta y tylko nasze oddechy, serca oraz z czone d onie.
Nie ogl dali my chaty, nie obchodzi o nas jak wygl da, chcieli my si dosta jak najszybciej do rodka. Wyci gn am klucz, kt ry dosta am od o nierza, chwil si m czy am z trafieniem nim do zamka ale po chwili chata sta a dla na otworem. Wpadli my do rodka, rozejrzeli my si dooko a, zacz li my kaszle od kurzu unosz cego si w powietrzu, obok naszych n g bieg y szczury. Omiot am wzrokiem pomieszczenie.
-Witajcie w domu-szepn am cicho i u miechn am si . Armin spojrza na mnie z niepokojem. Odwr ci am si i wybieg am z chaty zanim z moich oczu pop yn y zy.
Stan am w r d drzew, zacisn am d o na ustach by nie wydoby si z nich szloch.
Nie mog p aka .
Ale p aka am, wy am jak pies, jak wilk, jak storturowane zwierz , jak kto kto straci wszytko. M j g os ni s si echem po lesie, nie dba am o to, czy kto s yszy, chcia am by ulotni si ze mnie ca y al gromadzony od tylu lat, moje gard o krwawi o o krzyku, szalik na mojej szyi przem k od ez. Ale czu am si dobrze, czu am zalewaj c mnie od rodka now si . Mimo, e cierpia am, czu am si wtedy cholernie dobrze.
Po pewnym czasie wr ci am do chaty, wesz am do rodka cicho zamykaj c drzwi.
Na starym ku mierdz cym myszami spa Eren i Armin, okryli si czerwonym kocem z wy artymi przez mole dziurami. Le eli blisko siebie chc c zatrzyma ciep o.
Spojrza am na ich spokojnie twarze czuj c pewnego rodzaju ulg , e czuj spok j.
Po o y am si pomi dzy nich, obi am r k le cego przede mn Erena, ukry am twarz w jego mi kkich br zowych w osach. Nie spa am, nie mog am chocia ze zm czenia bola a mnie g owa. Po chwili poczu am na moim boku czyj r k , by a to r ka Armina, przysun si bli ej mnie podczas snu, przytuli si do mnie od ty u. Poprawi am okrywaj cy nas koc. Zamkn am oczy ale w mojej wyobra ni pojawia y si od razu obrazy, kt re tak bardzo chc wymaza teraz z pami ci.
Ale nie mog pozwoli im si podda , nie mog by rannym zwierz ciem, musz walczy , musz ich chroni .
Sta si ich nadziej ... Tak samo, jak oni kiedy stali si moj .
