Rozdział Trzeci
Dobra, no to jedziemy :D
W poprzednim odcinku (hej, nawet mi się to podoba :D Przydatne, jeżeli długo nie pisałam i ktoś już nie pamięta, co się wydarzyło ^^): Odnaleziony Po próbuje przypomnieć sobie to, o czym zapomniał. Prosi o pomoc swoich przyjaciół. Tygrysicą zaczynają targać dziwne emocje i sprzeczności. Czy naprawdę powinni mu przypominać o przeszłości? Tymczasem panda ma zamiar od nowa nauczyć się kung fu...
Sama nie wiedziała, jak ma zareagować. Z jednej strony cieszyła się, że Po chce wrócić do treningów, że robi wszystko, aby tylko odzyskać pamięć, ale z drugiej strasznie się bała. Tak, odczuwała strach. Bała się, że przeszłość okaże się dla niego zbyt bolesna. Zbyt przytłaczająca. Bała się, że sprowadzi na niego problemy. Że odbiera mu szansę na normalne, spokojne życie. Życie, które mogłoby kiedyś dać mu prawdziwą radość.
A przede wszystkim bała się jego reakcji, kiedy opowie mu, jak bardzo go na początku nienawidziła. Co, jeżeli przez to ich kontakt się zerwie? Jeżeli poczuje się urażony, zraniony? Nie chciała go tracić. Nie teraz. Nie w ten sposób.
- Pasioczynka! - z rozmyślań wyrwał ją dziecięcy głosik. Odwróciła się i zobaczyła za sobą małą pandę ubraną w różową sukienkę, z kwiatkiem wetkniętym za prawe ucho. Patrzyła wprost na nią i uśmiechała się promiennie. Tygrysica nie bardzo wiedziała, jak się zachować. Nigdy nie miała zbyt bliskiego kontaktu z dziećmi. Zdarzało się nawet, że ją irytowały. Rozejrzała się, ale jak na złość, dookoła nikogo nie było. Świetnie.
- Hej, mała, wracaj do mamy - powiedziała, cofając się o kilka kroków. Dziewczynka natychmiast podreptała za nią. Co to za dziecko jest?!
- Pasioczynka! - powtórzyła uparcie, nadal idąc w stronę zdezorientowanej Tygrysicy.
- Gdzie jest twoja mama? Pewnie cię szuka - mówiła nadal mistrzyni stylu tygrysa. Dziewczynka jednak najwyraźniej nie zamierzała odpuszczać. Tygryska kompletnie nie wiedziała, co ma robić.
- O, Lei Lei, tutaj jesteś! - z sytuacji wybawił ją wyłaniający się zza rogu jakiegoś budynku Po. - Panda Babcia cię szuka - uśmiechnął się szeroko do mniejszej pandy, która odwróciła głowę w jego stronę.
- Babcia? - spytała. Po skinął głową, nie przestając się uśmiechać.
- Tak. Podobno ma dla ciebie coś dobrego - powiedział i mrugnął do niej wesoło. Mała klasnęła radośnie kilka razy i podreptała w kierunku domu najstarszej pandy w wiosce. Smoczy Wojownik odprowadził ją ciepłym spojrzeniem.
- Urocza mała, prawda? - zwrócił się do Tygrysicy. Ta wzruszyła ramionami.
- W każdym razie bardzo uparta - przyznała. Po skinął głową.
- Pewnie cię polubiła. Jesteś dla niej kimś nowym i interesującym, a ona bardzo szybko przywiązuje się do takich osób. Ze mną też spędzała sporo czasu odkąd tu przyszedłem.
Mimowolnie zauważyła cień smutku przemykający przez ułamek sekundy przez jego twarz. Chciała coś na ten temat powiedzieć, ale zrezygnowała, uznając, że lepiej już bardziej nie pogłębiać pewnych ran.
- A jej rodzice nie martwią się tym, gdzie chodzi całe dnie? - spytała. Lepiej by było, gdyby jej pilnowali. Jeszcze spadnie z urwiska albo coś. Po jednak tym razem wyraźnie posmutniał.
- Nie ma rodziców. Z tego, co wiem, jej matka zmarła przy porodzie, a ojciec ledwie rok temu z tęsknoty za nią. Musiał ją bardzo kochać. Lei Lei jest bardzo zamknięta w sobie, rzadko bawi się z innymi dziećmi. Częściej sama. Nikt nie wie, dlaczego. A jak sobie raz kogoś upatrzy, nie odpuszcza.
Ta informacja bardzo ją poruszyła. Osobiście w końcu dobrze wiedziała, co to znaczy stracić rodzinę, zostać samemu. Ta mała najwyraźniej po prostu szukała towarzystwa. Kogoś, kto mógłby zastąpić jej utraconych bliskich. Tylko dlaczego obrała sobie ją za cel?
Cóż, uzasadniony wybór, czy nie, nie zamierzała spokojnie na to patrzeć.
- Hej, coś nie tak? - spytał nagle Po, widząc żal wyraźnie wypisany na jej twarzy. Rany, czyżby znowu palnął coś głupiego?
- Co? Nie, nie, wszystko w porządku - zapewniła go szybko. Nie musiał teraz martwić się jej przemyśleniami. I tak miał sporo na głowie. Od jutra zaczynał trening, a dzisiaj wieczorem wraz z innymi zamierzali opowiedzieć mu kilka kolejnych wspomnień. Panda jednak uważał inaczej. Wiedział, że coś było nie tak. Czuł to.
- Tygrysico, co się stało? Przecież możesz mi powiedzieć - zapewnił ją. Nie wiedział, dlaczego, ale nie mógł tak po prostu patrzeć na jej smutek.
- Nie ważne, Po. To nie jest związane z tobą - uśmiechnęła się do niego słabo i już chciała odejść, kiedy poczuła jego dłoń na ramieniu. Uparty. Tak, jak zawsze.
- Tym bardziej chciałbym wiedzieć. W końcu jesteśmy przyjaciółmi. To nie fair, że tak naprawdę nic o tobie nie wiem.
Przez chwilę patrzyła na niego z kompletną pustką w głowie. On na razie musiał zająć się swoją przeszłością. Swoją, nie jej.
- To naprawdę nie jest teraz ważne. Musisz się zająć swoim życiem, nie moim. To jest teraz najważniejsze.
- Zajmę się swoim życiem. Ale ty jesteś jego częścią. Może czasami pozwól, aby ktoś pomógł tobie.
Nie miał pojęcia, skąd wzięły się u niego takie słowa. Po prostu czuł, że musi je wypowiedzieć. Tygrysica natomiast uśmiechnęła się delikatnie. On już jej pomógł. Zmienił całe jej życie. Nadał mu sens. Cel. Inny, niż kung fu. Nauczył ją funkcjonować od nowa. Przypomniał, jak to jest czuć. Dlaczego nie mógł być tego świadom tak bardzo jak ona?
- Pozwolę. Jak tylko pomożemy tobie - powiedziała, poklepała go delikatnie po ramieniu i poszła w swoim kierunku. Czuła na sobie spojrzenie pary jasnozielonych oczu aż do chwili, gdy weszła do przydzielonego im budynku mieszkalnego.
- A więc jeszcze raz - Po położył ręce na stole, jakby to miało pomóc mu zwizualizować myśli. - Naprawdę powiedziałem coś takiego do BANDYTY?
- A dokładniej w głowie. Powiedziałeś to w głowie - sprostował Żuraw. Po uniósł brew, patrząc to na niego, to na pozostałych, którzy uśmiechali się i nie miał pewności czy to do niego, czy może do tego wspomnienia.
- Okeeeey - mruknął, opadając na oparcie.
- No. Jakby czytał w myślach, to by go zatkało - dodał Modliszka, a pozostali zachichotali nieco. Panda sam nie wiedział, czy ma się śmiać razem z nimi, czy rzucić z urwiska za własną głupotę. Naprawdę wyprawiał takie rzeczy?!
- A potem po raz pierwszy zaserwowałeś nam swoją słynną zupę z tajnym składnikiem - powiedziała Żmija. Małpa bezwiednie oblizał się na samą myśl.
- Naprawdę nie pamiętasz tego przepisu? - spytał, patrząc z nadzieją na przyjaciela. Po tylko pokręcił głową.
- Przykro mi.
Małpa westchnął ciężko.
- No cóż, trzeba mieć nadzieję, że pan Ping ci go przypomni. Aua!
Figlarny członek Potężnej Piątki posłał Żmii oskarżycielskie spojrzenie. Po w tym momencie odetchnął głęboko.
- Wiecie co? Chyba... już się położę. Jutro zaczynamy trening - posłał pozostałym delikatny uśmiech i wstał. Shifu posłał mu lekko zmartwione spojrzenie, ale tylko skinął głową.
- Racja. Powinieneś się wyspać - powiedział. Panda niemal bezwiednie ruszył w stronę drzwi.
- Dobranoc wszystkim - pomachał im na odchodnym z nieco nieobecnym wzrokiem i wyszedł. Wtedy oczy mistrza spoczęły na Tygrysicy. Przez cały wieczór siedziała na uboczu, nic nie mówiąc. a przecież to ona wiedziała o Smoczym Wojowniku najwięcej z nich wszystkich.
- Tak. Ja też raczej już się położę - mruknęła i, zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć, zniknęła w jednym z korytarzy prowadzącym do jej pokoju. Żmija nie omieszkała wykorzystać sytuacji i porządnie trzepnąć Małpy końcem ogona w głowę.
- Aua! Co jest?! - Małpa spojrzał na nią ze złością, rozcierając bolące miejsce.
- Musiałeś wspominać o jego przybranym ojcu?! Po teraz pewnie się tym przejął! - warknęła na niego. On jednak wzruszył tylko ramionami.
- A czym tu się przejmować?
- Mówisz, jakbyś nie znał Po - odparła. - Pewnie teraz będzie o nim myśleć. I, znając życie, znajdzie sobie jakiś powód do zadręczania się.
Małpa w tym momencie zaśmiał się nerwowo. Przecież czasami zdarzało mu się nie pomyśleć!
- Ups.
- Ups, ups. Pomyśl czasami, zanim coś powiesz, ty upsie! - po tych słowach Żmija również ruszyła w stronę wyjścia. - Dobranoc.
Pozostali spojrzeli po sobie zaskoczeni.
- No dobraaa - odezwał się w końcu Modliszka. - Czy wy też zauważyliście coś dziwnego?
- A dokładniej? - Żuraw, tak samo jak i pozostali, spojrzał na niego zaskoczony.
- Tygrysica. Kiedy myśleliśmy, że Po zginął, była... no nie była sobą. Teraz, kiedy go odnaleźliśmy, znowu stała się taka przybita. A dzisiaj cały czas siedziała z boku i patrzyła na Po tak jakoś... dziwnie - wyjaśnił robak.
- Po też co chwilę na nią zerkał - zauważył Żuraw.
- Tutaj chyba coś jest na rzeczy, prawda? - wtrącił się mistrz Krokodyl.
- Na rzeczy? - Małpa uniósł brwi. Shifu bezwiednie powtórzył ten gest, patrząc na towarzyszy.
- O rany, czy wy jesteście ślepi? To było widać odkąd po raz pierwszy przybyliście do więzienia w Gongmen! - niemal krzyknął Pędzący Wół. Pozostali spojrzeli po sobie zaskoczeni.
- To jest chyba kwestia wymagająca szerszej dyskusji - powiedział Shifu, kładąc płaskie dłonie na stole. Chyba trzeba sobie coś wyjaśnić...
- Spróbuj jeszcze raz - polecił Shifu, patrząc na leżącego pandę. Ten westchnął ciężko i powoli podniósł się z powrotem do pozycji siedzącej. Minęła zaledwie godzina, a jego już wszystko bolało.
- Jak ja się niby tego nauczyłem za pierwszym razem? - spytał, a jego głos przypominał przeciągły jęk. Małpa zachichotał nieco, na chwilę tracąc skupienie na swoim przeciwniku i lądując na ziemi.
- Skup się, Małpo! - poleciła Żmija i oboje ponownie przystąpili do sparringu. Mistrz Shifu uśmiechnął się i wyjął zza pleców miskę z kluskami.
- W dokładnie ten sam sposób, w jaki uczysz się teraz - powiedział. Po usłyszał dość głośne protesty swojego żołądka, kiedy poczuł w nozdrzach zapach posiłku. To go zmotywowało do ponownego dźwignięcia się na nogi.
- Skoro wtedy dałem radę, to dlaczego nie miałbym i teraz? - mruknął sam do siebie i ustawił się w pozycji wyjściowej. Już miał spróbować powtórzyć kombinację ruchów, kiedy na polanie wylądował Żuraw. Był zdyszany i wyraźnie czymś zaaferowany.
- Mistrzu, nie jest dobrze - powiedział. Wszyscy przerwali trening i spojrzeli na skrzydlatego, nadstawiając uszy.
- Co się dzieje, Żurawiu? - spytał Shifu, podświadomie czując, że coś niedobrego. Przecież spokój nie może trwać zbyt długo.
- Ludzie Shena przeszukują góry. Są ledwie o jakiś dzień pieszej drogi stąd.
Wszyscy dość głośno wciągnęli powietrze do płuc. Po spojrzał na nich zdezorientowany.
- Shen? Ten, który zniszczył moją rodzinną wioskę i przez którego trafiłem do Doliny Spokoju? - spytał.
- Dokładnie ten sam - Tygrysica warknęła nico, zaciskając ręce w pięści. Panda czuł, że za tym gestem coś się kryje. Jakieś wspomnienie, o którym nie wiedział.
- I co to oznacza? - dopytywał. Shifu westchnął ciężko.
- Oznacza to, Po, że musimy pilnie iść do twojego ojca. Trzeba ewakuować wioskę.
DAM, DAM, DAM! Braila125 wraca w wielkim stylu! Krótko, ale treściwie! I co teraz? Czy Shen natrafi na trop wioski? Czy zdążą ewakuować jej mieszkańców? A może nasi bohaterowie znajdą inne rozwiązanie?
To wszystko już w NASTĘPNYM ROZDZIALE! :D
Proszę Was o OPINIE, bo nie wiem, czy warto coś dalej pisać. Jeżeli nie jesteście ciekawi...
