III. Nadzieja

„Wszak pierwszy stopień poznania to poznać choćby byle jak."

~Erazm z Rotterdamu~

Leżałam na gorącej ziemi i słabłam. W normalnych warunkach powiedziałabym, że umierałam, ale to było Soul Society, gdzie śmierć była nie do końca opisanym pojęciem. W tamtej chwili pragnęłam posiadać umiejętność płakania, ale odnosiłam wrażenie, że przez panujący wtedy nienaturalny upał, łzy wyparowywały, zanim zdążyły wypłynąć.

I wtedy otrzymałam namacalną, chłodną nadzieję.

Nadzieja miała postać krwiście czerwonego, soczystego jabłka i leżała w chudych, bladych rękach lisiego chłopca.

Gdybym w tamtej chwili wiedziała, że smak tego owocu jest pozornie słodki, a blade ręce należą do najprawdziwszego z lisów, zapewnie wybrałabym pozorną śmierć.

Lecz raz otrzymana nadzieja, choćby nie wiadomo jaką miała postać, nie zanika zbyt łatwo.

- Jeśli dobrze pójdzie, będziemy mogli spróbować startować do akademii shinigami.