Rozdział 3
„Poranny obłęd"
Harry nie wiedział, po raz który już westchnął tego wieczora, gdy odłożył ostatni arkusz papieru na starannie ułożony stosik. Było kwadrans po dwudziestej trzeciej, przynajmniej tak wskazywał wolno tykający zegar. Piekły go oczy i zamrugał szybko, żeby się pozbyć nieprzyjemnego wrażenia ziarenek piasku w oczach. Wstał i w tym momencie skrzywił się mocno, gdy poczuł ostry ból nogi. Zbyt szybko się zerwał i teraz za to płacił. Nareszcie skończył układać rękopis, co wyszło mu nadzwyczaj porządnie. Był z siebie dumny, ledwo mógł zdusić uśmiech, przygryzając wnętrze policzka. Zastanawiając się nad twórczością Severusa, pochylił się lekko i tym razem bardzo ostrożnie wziął do ręki pierwszą stronę:
Rozdział 1 Żądza serc
Szalone uderzenia jego serca wyznaczały melodię, w takt której otrzymywał mocne, obezwładniające pchnięcia. Biodra kochanka poruszały się coraz szybciej, a na jego skórze lśniły kropelki potu. Wargi zetknęły się w pocałunku, a on jęknął głośno, smakując lekko słony posmak…
Harry spłonął rumieńcem, w jednej chwili odkładając kartkę, jakby go parzyła. Jak dla niego to był zbyt bezpośredni opis. Podziwiał Severusa, a zarazem był zaskoczony, że umiał ubrać tak intymne wrażenia, emocje w odpowiednie słowa. Pisarz wydawał się być kimś zdecydowanie stąpającym po ziemi i obdarzonym kąśliwym językiem, Harry'emu trudno było wyobrazić sobie kogoś takiego tworzącego niezwykle obrazowe sceny przedstawiające akt miłosny między dwoma mężczyznami.
Wciąż zarumieniony chłopak otarł spocone dłonie o nogi, zastanawiając się, czemu pod wpływem tych paru słów zrobiło mu się nagle strasznie gorąco. W ustach miał pełno śliny, którą przełknął, a następnie ruszył w stronę drzwi.
— Cholerny seksoholik! — wymamrotał, obrzucając niewinny stosik rękopisu pełnym wyrzutu spojrzeniem.
Powoli kuśtykając, wrócił do salonu, gdzie panował mrok rozświetlany migocącym blaskiem płomieni na „fałszywym" kominku. Ogień nadawał przytulności pomieszczeniu i zachęcał, aby spocząć na kanapie. W kuchni było ciemno i Harry zrozumiał, że Severus najpewniej poszedł spać. Przygryzł wargę. On sam nie wiedział, gdzie mógłby się przespać. Mógłby skorzystać z wolnego pokoju, ale nie miał pewności, czy nie zająłby gabinetu Snape'a. Chłopak wzruszył lekko ramionami i ostrożnie położył się na kanapie. Była wystarczająco wygodna, a on nie wpadnie w kłopoty.
Po paru minutach wpatrywania się w tańczące ogniki, zamknął oczy i nim się zorientował zasnął, a jego oddech stopniowo stał się miarowy i spokojny.
-SS/HP-
Wyglądało na to, że Harry upodobał sobie jego kanapę. Leżał zwinięty z rękoma wokół podkulonych nóg, a z kącika ust spływała strużka śliny i skapywała na poduszki. Widząc to, Severus się skrzywił i przeczesał włosy palcami. Zerknął na zegarek, szósta rano. Dopiero co się obudził i wyszedł z sypialni, jak spał, czyli bez góry od piżamy, a jedynie w luźnych spodniach przewiązanych na biodrach. Postanowił nie budzić dzieciaka i zrobić sobie mocną kawę i coś do zjedzenia.
Po paru minutach wrócił, trzymając w jednej dłoni ciepły tost z dżemem truskawkowym, a w drugiej kubek mocnej, aromatycznej kawy. Harry leżał na brzuchu, rozwalony na kanapie, ranna noga zwisała z niej bezwładnie, a ciemne włosy opadły na jego twarz, lecz Severus mógł dostrzec łagodną linię szczęki i zgrabny nos. Widok był nadzwyczaj… uroczy. Przeganiając tę nagłą myśl, pisarz usiadł w fotelu i ugryzł kęs pieczywa, rozkoszując się słodyczą truskawek idealnie współgrającą z przyjemną goryczką kawy. Siedział tak przez jakiś czas, jedząc i przysłuchując się oddechowi śpiącego, aż nagle Harry nie wydał z siebie cichego jęku, który wywołał u Snape'a dreszcz i nową falę obrazów i myśli zalewającą jego umysł. Niemal bezwiednie wziął do ręki notes i wkrótce czyste kartki pokryły się eleganckim, choć szybkim pismem.
― A może tak rabusie z bronią i napad? ― mruknął i uśmiechnął się do swoich myśli. Znowu rzeczywistość stwarzała i podsuwała mu najlepszą historię, jaką mógł wymyślić. Wydarzenia wczorajszego poranka wydawały się wręcz idealne.
Napastnicy podeszli zdecydowanym krokiem do drżącej kobiety, która stała przy kasie. Pistolety w rękach rabusiów wycelowane były w jej głowę…
W pewnym momencie chrobot pióra ustał, gdy ciche, przeciągłe westchnienie zwróciło uwagę pisarza i ten uniósł wzrok znad tworzonego tekstu. Widząc, co robi Potter, uniósł kąciki ust. Pogrążony we śnie dzieciak wcześniej musiał ułożyć się wygodniej, a teraz powoli i metodycznie ocierał biodrami o poduchy kanapy. Severus zdawał sobie sprawę, że poranna erekcja to dość powszechny fenomen dla kogoś w wieku Harry'ego. Nie zamierzał uciekać, z rozbawieniem i pewną dozą zaskoczenia obserwował młodego, jak ten odrobinę przyspieszył ruchy biodrami, pojękując i wzdychając całkiem rozkosznie. Policzki miał zaróżowione, a pełne wargi lekko rozchylone i wydęte. Snape zastanawiał się, co też się śni Harry'emu.
Chłopak ponownie wypuścił kilka westchnień, zanim znieruchomiał, a Severus bezskutecznie starając się zignorować domagającą się uwagi własną męskość, ze wszystkich sił próbował skoncentrować się na tym, co pisał. Nie było to takie proste. Zdekoncentrowany przez odgłosy Harry'ego zupełnie stracił wątek i nie mógł się skupić. Przez następne pięć minut nic nie napisał, ani słowa. W końcu nie wytrzymał i wrzucił pióro do zamykanego notesu, posyłając śpiącej sylwetce rozzłoszczone spojrzenie, jakby to dzieciak był temu winien.
Bo przecież tak było! Wszystko przez tego smarkacza!
Zaczął krążyć po salonie, żeby się uspokoić i odetchnął głęboko, wypuszczając udręczone westchnienie.
Jakim cudem pociąga go taki wkurzający, igrający z bandytami, niedojrzały jeszcze chłopaczek?
W tym momencie do uszu pisarza doszedł głośniejszy jęk i pomruk dobiegający z kanapy. Snape podszedł szybkim krokiem do fotela, na którym wcześniej siedział i opadł na poduszki. Nie mógł pozwolić, aby kierowały nim instynkty. Poza tym dzieliła ich zbyt duża różnica wieku, nie mówiąc już o tym, że stanowili całkowite przeciwieństwa. Severus potarł dłonią twarz i westchnął ciężko. Uznał, że później upora się z tymi oszałamiającymi i ogłupiającymi wręcz uczuciami względem smarkacza, najpierw trzeba zająć się skutkami wczorajszych wydarzeń.
Nagły odgłos uderzenia czegoś o podłogę sprawił, że spojrzał w kierunku kanapy, dostrzegając chłopaka, który istotnie musiał z niej spaść, zbyt mocno wiercąc się we śnie. Obudzony w tak brutalny sposób, dzieciak spojrzał na niego nieprzytomnym wzrokiem.
― Dzień dobry, Harry. ― Złośliwy uśmieszek uniósł kąciki ust pisarza w chwili, kiedy młody przeciągnął się niczym kot, a jego podkoszulek nieznacznie powędrował do góry, ukazując gładką skórę. Widząc to, Severus zastanawiał się, czy pod jego palcami będzie równie delikatna. Starając się nie zdradzić swoich myśli, zapytał: ― Dobrze się spało?
― Dobrze. Nie byłem pewny, czy mogę spać w tamtym pokoju.
Snape uniósł brew, tego się nie spodziewał. Harry nieświadomie się nieco pochylił, zasłaniając dobrze widoczną wypukłość w spodniach. Pisarz parsknął w duchu, pewne części ciała zdawały się uprzykrzać życie młodym ludziom o poranku.
― Nie jestem sadystą i pozwalam swoim gościom spać w łóżku. ― Zobaczył uśmiech na twarzy Pottera; blady, odrobinę krzywy i z całą pewnością wciąż senny, a mimo to ten uśmiech sprawił, że w dole brzucha poczuł nieokreślone uczucie, jakby miał w nim chmarę motyli próbujących się uwolnić. Skrzywił się na to stwierdzenie, ale taka była prawda. Nikt od bardzo dawna nie wywoływał u niego podobnego wrażenia. Nie był do końca przekonany, czy tak silna reakcja jego ciała na zachowanie dzieciaka powinna go cieszyć. ― Jesteś głodny?
Harry wzruszył ramionami i podniósł się z podłogi, przysiadając na brzegu kanapy. Jego pokrwawione, pocięte jeansy były wyglądały na mocno wymięte i Severus zdecydował, że nakłoni młodego, by zmienił je na coś świeższego, a przynajmniej czystego. Nie dostrzegł wypukłości, świadczącej o erekcji; najwidoczniej Potter miał jakiś swój sekretny sposób, żeby się jej tak szybko pozbyć.
― Chyba, a ty? ― Snape w odpowiedzi również wzruszył ramionami, posyłając Harry'emu drwiący uśmieszek, jednocześnie dziękując niebiosom, że i on nie ma podobnego problemu.
― Już jadłem. Zrobić ci coś?
Mina Harry'ego była przezabawna.
― Umiem sobie przyrządzić śniadanie, naprawdę, możesz mi zaufać. Twoja kuchnia jest bezpieczna ― odparł i podrapał się po głowie, wstając powoli. Pod wpływem tego traktowania włosy z tyłu głowy uniosły się.
Severus kiwnął głową i wskazał mu kuchnię. Odprowadził wzrokiem kulejącego chłopaka, jednocześnie błagając w duchu, by nie spowodował jakiegoś nieszczęścia. Z tym dzieciakiem nigdy nic pewnego.
Pukanie do drzwi zmusiło pisarza, aby również wstał. Podchodząc do okna przy wejściu, aby ostrożnie wyjrzeć, zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie zamienia się w paranoika. Początkowo nie zobaczył nikogo, ale później w zasięgu wzroku pojawiła się kobieca sylwetka w mundurze. Włosy miała związane w ciasny kok, a szczupła twarz wyrażała skupienie i powagę.
― Policja ― szepnął, starając się nie zostać zauważonym. Łudził się, że może ona pójdzie sobie, jeśli go nie zobaczy. Czuł, jak jego serce łomocze w piersi. Po krótkiej chwili było jasne, że policjantka tak łatwo nie odejdzie. Znowu rozległo się pukanie, które zwabiło Pottera. Zbliżając się do Severusa, jadł jeszcze ciepłą grzankę grubo posmarowaną masłem.
― Kto ta…? ― Z prędkością, o jaką siebie wcale nie podejrzewał, Severus rzucił się w stronę Harry'ego, łapiąc go w ramiona i zamknął mu usta dłonią. W tej samej chwili młody zaczął z nim walczyć, próbując się uwolnić, jednak zaraz zbladł i znieruchomiał, gdy tylko usłyszał przez drzwi stanowczy głos.
― Panie Snape? Policja, proszę otworzyć. ― Krzywiąc się i zaciskając mocno powieki, Severus zaklął pod nosem. Jego dłoń przytknięta do ust Pottera opadła bezwładnie, a dzieciak kurczowo złapał się jego ramienia.
― Może pójdzie sobie, jak jej nie wpuścimy? ― łudził się jeszcze młody.
W tym momencie ponownie rozległo się zdecydowane i uporczywe stukanie.
― Wiemy, że jest pan w domu. Proszę otworzyć! ― Harry nadal trzymał rękę Severusa, nawet kiedy pisarz próbował się zbliżyć do drzwi. Wywiązało się małe, niezręczne zamieszanie, gdy mężczyzna bezskutecznie próbował się uwolnić z uścisku Pottera.
Z rozgniewanym pomrukiem Severus przycisnął chłopaka do ściany. Nie cierpiał, kiedy ktoś, zwłaszcza dużo młodszy i drobniejszy, powstrzymywał go w ten sposób przed zrobieniem czegoś.
― Nie bądź niemądry, jeśli nie otworzę, będą jeszcze większe kłopoty ― powiedział, potrząsając Harrym. Ten tylko spojrzał na niego i złapał w garści materiał spodni od piżamy Severusa. Pisarz warknął cicho: ― Puść!
― Nie! ― szepnął gorączkowo młody, przyciągając go do siebie jeszcze bliżej. Ich ciała mocno się ze sobą zderzyły, co spowodowało, że Snape mimowolnie poczuł, jak pod wpływem tej bliskości iskierka pożądania wybucha na nowo płomieniem. ― Sądząc po głosie, była wściekła, jeśli otworzysz, aresztuje cię w sekundę! Chcesz tego?!
Słowa Harry'ego wypowiedziane były z takim pośpiechem i niepokojem, że w nim samym zrodził się strach, ściskając go za gardło. Naprawdę nie chciał, aby sytuacja wymknęła się spod kontroli, ani tym bardziej więcej problemów z policją. Wyjaśnienie całej sprawy zapewne będzie czystym koszmarem, a jednak wiedział, że lepiej otworzyć drzwi.
Nim zdążył zareagować, ramiona Pottera oplotły go w pasie i chłopak pociągnął go do pokoju gościnnego.
― Co ty, u licha!… ― syknął pisarz, krzyżując ręce na piersi.
― Możemy uciec oknem! ― W tym momencie rozległo ponownie naglące łomotanie w drzwi i usłyszeli stłumiony, kobiecy głos wzywający posiłki. Zielone oczy patrzyły w niego błagalnie, a z jego gardła wyrwał się zduszony okrzyk.
Sytuacja pogarszała się z minuty na minutę.
― Pozwól mi się ubrać ― warknął Severus i wyszedł z pomieszczenia, Harry podążał za nim jak cień.
― To jak? Uciekamy przez okno? ― spytał, zapatrzony w ciało mężczyzny, gdy ten zakładał koszulę i spodnie. Pisarz spojrzał na niego i, wychodząc z pokoju, rzucił tylko kąśliwą uwagę:
― Matka cię nie nauczyła, że nie wolno się tak gapić na innych?
Kątem oka dostrzegł rumieniec pokrywający policzki Harry'ego w zastraszającym tempie. Najwyraźniej dopiero w tej chwili dzieciak zdał sobie sprawę, że wpatrywał się w niego dość uporczywie. Cóż, Severus na pewno nie miał mu tego za złe, jednak sama świadomość bycia pożeranym wzrokiem przez kogoś urodziwego sprawiała, że jego męskość budziła się do życia, a on naprawdę nie potrzebował uciążliwego problemu w trakcie ucieczki przed policją.
Wrócili do pokoju gościnnego, gdzie Snape uchylił okno. Zawias musiał trochę się przyblokować, ale przy pomocy Harry'ego udało się go odblokować i otworzyć okno na całą szerokość. Niestety nie udało się to zrobić w ciszy. Rama i zawias skrzypiały okropnie, wywołując u nich obu zaniepokojony grymas.
― Myślisz, że było słychać? ― szepnął chłopak.
Nagły hałas od frontu powiedział Severusowi, że policja próbuje dostać się do środka
― Szybko, póki nie wyważą drzwi ― ponaglił i wskoczył na wąski parapet. Nie było wysoko, jakieś półtora metra. Jednak wystarczająco, żeby skręcić sobie kostkę, a on bardzo chciał tego uniknąć.
Skoczył i miękko wylądował na ziemi. Wilgotna trawa pod jego dłońmi zachlupotała cicho.
― Będziesz musiał mi pomóc ― syknął Harry, zerkając na dół. Pisarz wstawał i uniósł wzrok na niego. Obserwował, jak teraz on nieporadnie wspina się na parapet, wyraźnie oszczędzając ranną nogę. ― Lądowanie będę miał piekielnie bolesne ― dodał, przygryzając dolną wargę.
Wciąż można było słyszeć odgłosy forsowania drzwi przez policję i Severus wyprostował się, wyciągając ręce do góry i spojrzał na wystraszonego dzieciaka. Twarz pisarza na moment rozpromienił krzepiący uśmiech. Mężczyzna miał nadzieje, że to uspokoi chłopaka.
― Złapię cię, ale się pośpiesz, bo ucieknę bez ciebie. ― Nie zrobiłby tego, lecz groźba poskutkowała. Zanim Severus był na to gotowy, dzieciak zacisnął z całej siły powieki i skoczył. Napinając ramiona, Snape złapał go w pół, przyciągając drobniejsze ciało do siebie. Siła i pęd upadku chłopaka przewróciły ich obu na trawę i niespodziewanie Harry leżał na mężczyźnie, który posyłał mu wściekłe spojrzenie.
Dzieciak uniósł się nieznacznie i uchylił powieki. Dopiero wtedy dostrzegł, że gdyby wzrok mógł zabijać, już byłby martwy.
― Przepraszam ― mruknął zakłopotany Harry, pozwalając, aby Severus postawił go na nogi. ― Dzięki, że mnie złapałeś ― dodał, ostrożnie przenosząc ciężar ciała na ranną nogę. Na całe szczęście swoim skokiem nie pogorszył chyba jej stanu, najwyraźniej pisarz zdążył go chwycić, nim dotknął ziemi.
― Chodź ― ponaglił Snape, mocno łapiąc chłopaka za nadgarstek i ciągnąc go za sobą. Starał się wymknąć policji oblegającej jego dom i jak najprędzej znaleźć się w bezpieczniejszym miejscu.
-SS/HP-
Monotonne strugi deszczu spływały po szybie autobusu, znacząc ją mokrymi śladami. Harry siedział z głową opartą o zimne szkło, patrząc na krajobraz sprowadzony do szarozielonych pędzących plam. O tego widoku kręciło mu się w głowie. Wzdychając, obrócił się w stronę siedzącego obok mężczyzny, choć ten nie zwracał na niego uwagi.
― Wiesz, tym razem to ty zdecydowałeś, żebyśmy uciekali przed policją ― zagaił chłopak, niby przypadkiem ocierając udem o nogę pisarza. Wygodnie zignorował fakt, że to on nalegał, by salwowali się karkołomnym skokiem z okna, byle tylko uniknąć konfrontacji z policją. ― Mamy szczęście, że jest jeszcze wcześnie i o tej porze nie ma zbyt wielu pasażerów.
Snape posłał mu znaczące spojrzenie.
― Szczęście? ― spytał pogardliwie, prychając. ― Że jesteśmy zbiegami?
Harry wzruszył tylko ramionami. Pisarz potrafił być nad wyraz irytujący, kiedy tylko chciał. To, co się ostatnio wydarzyło, stanowiło niekończące się pasmo nieporozumień, w wyniku którego siedzieli teraz w autobusie i jechali w bliżej nieokreślonym kierunku, łapiąc się za słówka. A jego znów męczyły zawroty, tym razem z podenerwowania.
―To jest popieprzone! ― sapnął rozdrażniony i oparł głowę o zagłówek z cichym pomrukiem.
Delikatne poklepanie po kolanie sprawiło, że uniósł głowę, napotykając nieprzenikniony wzrok Snape'a, a w tym spojrzeniu było coś, czego Harry wcześniej nie dostrzegł. To było współczucie? Troska? Nie miał pewności , ale cokolwiek to było, aż biło z bezdennych, ciemnych jak noc oczu.
Po chwili Severus podniósł dłoń z kolana chłopaka, przeczesując sobie zwichrzone włosy.
― Harry, cała ta sytuacja jest popieprzona. Jakże się cieszę, że cię poznałem. ― Ostatnie zdanie zostało wypowiedziane głosem wprost ociekającym sarkazmem; Potter zdecydował się zignorować ten drobny szczegół. Poprawił się na fotelu i oparł głowę na ramieniu mężczyzny, który w momencie znieruchomiał.
― Ja też się cieszę, że cie poznałem, Sev ― powiedział słodko i w tej samej chwili został gwałtownie odepchnięty. Usłyszał chichot nastolatki siedzącej dwa rzędy za nimi. Kiedy Harry posłał jej rozzłoszczone spojrzenie, uspokoiła się i wróciła do przeglądania zawartości swojego telefonu.
Klepnięcie w policzek sprawiło, że chłopak podskoczył jak oparzony. Snape uśmiechnął się paskudnie.
― Jeszcze raz tak się do mnie zwrócisz, a z miejsca przerzucę cię przez kolano i dam parę klapsów.
Harry'emu opadła szczęka i patrzył oniemiały na mężczyznę. W końcu wykrztusił oburzony:
― Przecież jesteśmy w autobusie!
― Brawo za spostrzegawczość, Potter ― odparł pisarz oschle i odwrócił się, by patrzeć przed siebie. Młody prychnął i opadł z powrotem na oparcie.
Autobus nagle się zatrząsł, hamując i zjeżdżając do przystanku, wkrótce do środka weszli nowi pasażerowie.
― Dokąd jedziemy? ― spytał Harry, obserwując zmagania pewnej kobiety, by wejść do autobusu z dziecięcym wózkiem. Jechali już dobre pół godziny, odkąd zwiali z mieszkania Severusa i był zwyczajnie ciekawy, gdzie się kierowali.
― Nie mam pojęcia.
― Co?!
― Pojedziemy tym autobusem, jak najdalej się da.
Dał się słyszeć głośny szczęk, kiedy wózek został przyciągnięty do siedzenia. Potter zmarszczył brwi.
― Nie wiemy, dokąd jedziemy. Możemy wysiąść w szczerym polu. Zgubimy się.
W odpowiedzi Severus skinął głową i uśmiechnął, tak naprawdę – bez złośliwości, a wargi Pottera rozciągnęły się w głupkowatym grymasie, który pewnie miał być uśmiechem.
― Jeśli się zgubimy, to tym lepiej. Będzie trudniej nas wytropić i odnaleźć.
Ten facet oszalał, stwierdził Harry. Ale on sam był chyba niespełna rozumu, skoro się zgodził na to wszystko.
-SS/HP-
Kawiarnia była gwarna, w powietrzu unosił się intensywny zapach kawy i wypieków. Harry z łokciami wspartymi na lśniącej powierzchni stołu przyglądał się, jak Severus ochoczo zamawia przy ladzie coś do jedzenia. Jego śniadanie zostało brutalnie przerwane pojawieniem się policji i chłopak był niezwykle zadowolony z tego, że wysiedli na końcowym przystanku.
Dotarli do niewielkiej mieściny, z dala od wielkomiejskiego hałasu i jeszcze dalej od obleganych szlaków turystycznych. Jednak miała swój niewątpliwy urok i Harry chętnie się zgodził na to, aby pisarz załatwił im nocleg w tej okolicy.
Severus podszedł do stolika, niosąc w rękach talerze i kubek kawy niebezpiecznie zawieszony na małym palcu.
― Przyniosłem ci coś, nie wiedziałem, co lubisz ― mruknął, stawiając przed chłopakiem cudownie pachnące smakołyki. Dzieciak powąchał zawartość talerza i aż jęknął. W tym samym momencie zaburczało mu dość głośno w brzuchu i nie marnował czasu, biorąc spory kęs pokaźnego pasztecika.
― Zjem wszystko, co przyniesiesz. ― odparł Harry z pełnymi ustami. Mężczyzna posłał mu zniesmaczone spojrzenie po tym, jak opryskał blat okruszkami. Dzieciak skwitował to wzruszeniem ramionami i dalej jadł.
― Znalazłem nam nocleg, przynajmniej na tę noc ― zagadnął pisarz, odgryzając kawałek okrągłego ciastka. Młody kiwnął głową i mruknął pytająco, wciąż bez reszty pochłonięty jedzeniem. ― Na obrzeżach miasteczka jest niewielka farma i zapłaciłem właścicielce, żeby zgodziła się przenocować nas w jednym z nieużywanych pokoi. W pobliżu nie ma żadnych hoteli.
Harry zachichotał, a moment później zakrztusił się. Severus uniósł jedynie brew, przyglądając się kaszlącemu bachorowi. Za brak pomocy Potter wymierzył mu kopniaka pod stołem, a on bez zastanowienia oddał mu, choć nie za mocno.
― Możesz mi powiedzieć, co to za kopanie? Czyżbyś niedowierzał mi w kwestii noclegu, a może chodzi o to, że napchałeś sobie do ust jak prosię i się zadławiłeś? ― Snape upił kawy ze swojego kubka, nie odrywając oczu z zaróżowionej twarzy chłopaka. Wzrok pisarza sprawił, że Harry poczuł nagłe poruszenie chmary motyli gdzieś w jego piersi i nie wiedział, co ma o tym myśleć.
― Cicho, głodny byłem ― wymamrotał Potter defensywnie. ― I nie obchodzi mnie, gdzie spędzimy noc, byle tylko było wygodne łóżko.
Severus skinął głową, dobrze to rozumiejąc. Jedli w milczeniu, jednak ta cisza między nimi wcale nie była nieprzyjemna.
― Ile za noc?
Snape spojrzał na chłopaka znad talerza.
― Nie zajmuję się najstarszym zawodem świata, Harry.
Był to żart niskich lotów. Potter posłał pisarzowi obojętne spojrzenie i założył ręce na piersi, pilnując, aby zachować powagę.
― Za pokój, zboczeńcu ty jeden!
Severus wzruszył jedynie ramionami, a jemu się zdało, że było niezwykłe zachowanie. Bo przecież nie widział, odkąd się poznali, żeby mężczyzna tak robił bez wykpiwania. Być może powtarzał teraz za nim, co na dobrą sprawę wydawało się możliwe, zważywszy na to, że byli skazani na swoje towarzystwo przez ostatnie dni. Dziwne, ile można czasu spędzić z drugą osobą i nic o niej tak naprawdę nie wiedzieć. Harry zapisał sobie w pamięci, że musi poznać Severusa bliżej.
― Sześćdziesiąt pięć euro.
― O, to nawet nienajgorzej…
― Od osoby.
Harry'emu zrzędła mina i skrzywił się, słysząc te słowa.
― Mam mało kasy, na pewno nie tyle. ― Poklepał delikatnie kieszeń, w której trzymał portfel.
Snape sącząc kawę, jedynie machnął ręką.
― Nieistotne, już zapłaciłem. Tu jest adres. ― Wyjął z kieszeni niewielki kawałek papieru i pokazał Harry'emu. ― Pójdziemy na farmę, jak skończymy jeść. Chyba, że chcesz się rozejrzeć po okolicy?
Chłopak podniósł do ust mały kawałek ciasta ze swojego pasztecika.
― Poza polami i drzewami, niewiele jest do oglądania ― mruknął, przeżuwając, a po chwili dodał, ziewając szeroko: ― Poza tym, zdrzemnąłbym się.
Severus potrząsnął głową.
― Potrafisz tylko jeść i spać? ― spytał sarkastycznie.
W odpowiedzi Potter pokazał mu język.
― Uważaj, młody i nie wystawiaj języka, bo wcisnę ci go z powrotem do buzi moim. ― Jeśli mężczyzna był kompletnie zaskoczony własnymi słowami, nie okazał tego. Harry spłonił się rumieńcem i odchrząknął głośno.
To, co usłyszał, zmroziło mu krew w żyłach, ale nie to wywołało u niego ciarki. Spodobał mu się ten cichy, sugestywny ton głosu i chciał, żeby pisarz tak właśnie do niego mówił.
W tej chwili w kawiarni zrobiło się zbyt cicho i Harry parsknął zakłopotany, a następnie się roześmiał:
― I tak sobie tu siedzimy, dwóch zbiegów, jeden to wredny i zapadający w pamięć pisarz, a drugi to student, który nie wie, czy jest gejem, czy też nie.
W sekundzie, gdy usłyszał, co powiedział, niemal mu serce stanęło. Nie miał zamiaru mówić głośno tej części o sobie. Za żadne skarby.
Zagryzając wargi, wpatrywał się w swój talerz tak intensywnie, że to, co na nim zostało, powinno ulec samospaleniu. W jednej chwili.
― Fajna by była z tego powieść ― dodał, próbując się uspokoić i zmusić żenujący rumieniec do zniknięcia.
Usłyszał, jak Severus przełyka kawę i gwałtownie odkłada kubek.
― Nie wie, czy jest gejem, czy nie? Hm, interesujące. ― Chłopak nie musiał podnosić oczu, by wiedzieć, że mężczyzna uśmiecha się znacząco. Czasami peleryna niewidka naprawdę by mu się przydała, a zwłaszcza w takich momentach jak ten. ― I tak, masz rację, to by była całkiem dobra książka. Wybacz, Harry, muszę coś załatwić.
Potter podniósł głowę, kiedy pisarz wstał niespodziewanie.
― Gdzie idziesz? ― spytał niepewnie i sam wstał od stołu, całkowicie zaskoczony rozwojem sytuacji.
― Do sklepu, niedaleko. Jeśli chcesz, idź pod ten adres. ― Na krótką chwilę ich palce się dotknęły, kiedy Severus przekazywał mu karteczkę, a Harry zadrżał, czując to przelotne muśnięcie. ― Spotkamy się najpóźniej za kilka godzin, nie wpakuj się w kłopoty, jasne?
Spojrzenie Snape'a było chłodne i raczej surowe. On sam odpowiedziałby buńczucznym, ale był zbyt zajęty analizowaniem tego, co zaszło. Czyżby uraził czymś pisarza?
Wzdychając ciężko i odprowadzając towarzysza wzrokiem, rozłożył karteczkę z adresem zapisanym ręką mężczyzny:
Little Greenstead, Cane Drive 19
W jego mniemaniu już sam adres sugerował, jakby mieszkała pod nim starsza pani. Schował kartkę i uznał, że najtrudniejsze będzie dotarcie, bo okolica wydawała się odludna. Niemniej jednak Harry miał nadzieję, że trud spaceru pozwoli mu zapomnieć o mocno pokrętnych uczuciach względem Severusa. Sam nie wiedział, skąd mu się wzięło to wyznanie o wahaniu co do orientacji seksualnej. Nie był nawet świadomy, że tak jest…
― Szlag! Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza!
Kuśtykając, Harry wypadł z małej kawiarenki na ubitą ziemię. Wraz z podmuchem wiatru uderzył w niego zapach trawy i zwierząt. Chłopak prychnął. Jego życie zaczynało go zaskakiwać coraz bardziej.
Nie wiedział nawet, jak bardzo już wkrótce się zmieni.
