Jack i Daniel przeszli przez horyzont zdarzeń. Wylądowali na planecie PL4 227. Planecie która zniszczyła im życie.

Był piękny słoneczny dzień, Jack i Daniel rozejrzeli się. Dokładnie tak jak zapamiętali. Planeta wyglądała tak samo jak wtedy, kiedy przeszli pierwszy raz. Całe SG-1 (Jack, Sam, Tealc i Daniel).

- Daniel skąd mamy pewność, że jesteśmy w dobrym czasie, bo w miejscu na pewno. Boże pamiętam każdy szczegół, z tej przeklętej planety. – powiedział Jack.

- Obawiam się, że jeżeli chodzi o czas to dowiemy się tego jak przybędziemy przez wrota. Ale i tak po pierwsze musimy znaleźć odpowiednie schronienie. (Daniel spojrzał na Jacka, zrozumiał, że musi mu to dokładniej wyjaśnić). Jeżeli znajdziemy Sam, prawdopodobnie będzie już ranna wcześniej nie mamy kiedy wkroczyć. Jak już Ją znajdziemy, nie możemy po prostu wparować na polanę, bo tam będzie na nas czekać cały batalion Jaffa. Więc musimy zaprowadzić Ją do naszej kryjówki, gdy przeczekamy dwa tygodnie, wtedy ma wybuchnąć rebelia. Więc do tego czasu musimy radzić sobie sami. Po tym czasie wykorzystamy urządzenie Tok'ra i odprowadzimy Sam do wrót ona wróci a my pójdziemy swoją drogę. Innego wyjścia nie ma, przykro mi Jack- Tym słowami zakończył swój wywód Daniel.

W czasie monologu Jack, zastanawiał się ile czasu zajęło Danielowi opracowanie tego planu, był on szalony ale innego nie mieli. – Daniel dwa tygodnie to kawał czasu, mamy wystarczająco prowiantu? Ponadto powiedz jak długo opracowywałeś ten plan.

Archeolog uśmiechnął się do przyjaciela i zaczął mu wszystko wyjaśniać - Co do pierwszego pytania: powinno nam starczyć a na twoje drugie pytanie: dwa lata, ale cały czas go dopracowywałem, wiem, że jest szalony i pełno w nim, dziur ale innego nie mamy. – odpowiedział Daniel.

W czasie rozmowy cały czas szukali odpowiedniego miejsca na kryjówkę. Po około godziny gdy zaczęli powoli tracić nadzieję i siły (nie byli już przecież młodzi), znaleźli idealne miejsce.

U podnóży niewielkiej góry znaleźli jaskinię, wyglądała na opuszczoną kopalnię. Co najważniejsze Weszli do niej niepewnie (nie wiedzieli, co mogą tam znaleźć) zapalili latarki i penetrowali jaskinie wyglądała na solidną. Pierwszy odezwał się Jack – Danielu chyba nasze poszukiwania się zakończyły, co ty o tym sądzisz.

- Wygląda idealnie. – odparł Daniel rozglądając się, musieli wybrać idealną kryjówkę.

- Dobrze kochanie mamy mieszkanie – powiedział z przekąsem Jack – ale każdy kto przejdzie koło tej góry nas znajdzie. Co dalej?

Daniel tylko się uśmiechnął, zdjął ciężki plecak. JAck zauważył ulge na twarzy przyjaciela i uśmiechnął się, nie uszło to uwadze Daniela – Z czego się śmiejesz.

Jack szybko odpowiedział – Nie nic. Przypomniałem sobie jak to jest na misji i szczerze brakowało mi tego.- tylko to mu przyszło do głowy przecież nie może mu powiedzieć, że śmieje się z niego. Odwrócił się od archeologa i zdjął plecak z taką samą ulgą jak ściągnął ją przyjaciel. Opowiedz Jacka wystarczyła Danielowi ponieważ gdy ten odwrócił się do przyjaciela ten nie drążył tego tematu. Bardziej był zaciekawiony poszukiwaniem czegoś w plecaku. W końcu wyciągnął niewielkie urządzenie. Podał je Jackowi.

Jack wziął urządzenie i zaczął je oglądać nie wiedział co to jest – Danielu, co to jest do cholery. Mam nadzieje, że to nie jest prezent do naszego uroczego mieszkania,

Jezu, jak mi brakowało, Jego humoru, pomyślał Daniel. Jack bardzo się zamknął w sobie po śmierci Sam. Casie była jedyną osobą która nie dopuściła to tego aby Jack się kompletnie pogrążył. Nigdy się nie zgodził aby ktoś inny zajął miejsce Sam. Nawet nie pozwolił, aby ktoś przejął jej laboratorium, przez te wszystkie lata, nie pozwolił nic tam zmienić. Tak jak Sam je zostawiła tak to laboratorium wygląda do dzisiaj. (nawet następcy nie pozwolili go tknąć - jakby wierzyli, że ona wróci). Z tych rozmyślań wyrwał go głos Jacka – Danielu co to jest.

Daniel potrząsnął głowe i wziął od Jacka urządzenie – To jest podarunek od Tok'ra. Kilka lat temu podarował mi go Jacob, powiedział, że ma nadzieje że nam się przyda jak by przeczuwał, że będziemy chcieli uratować Sam. Ale nie ważne, to urządzenie pozwali nam zamknąć kopalnie, dosłownie – Daniel widząc minę Jacka, wziął urządzenie i je włączył najpierw zeskanował wnętrze jaskini, kiedy urządzenie dało cichy sygnał Daniel skierował urządzenie do wejścia, nagle pojawiła się tam ściana. JAck się zdziwił podszedł do miejsca gdzie przed chwilą było wejście dotknął je ręka, była to ściana – WOW. A teraz jak się przedostaniemy. Daniel nic nie odpowiedział tylko z urządzeniem w ręku podszedł do Jacka, uśmiechnął się do niego i przeszedł przez ściane. Jak wrócił zastał Jacka w totalnym osłupieniu, postanowił, że wszystko mu wytłumaczy. Zaczął bardzo dokładnie tłumaczyć jak to działa ale widząc nadal nierozumnie na twarzy przyjaciela odpowiedział – Jack, odpowiem ci najprościej jak się da, to urządzenie zbudowało ściane, nikt przez to nie przejdzie z wyjątkiem osób które posiadają to urządzenie. W plecaku mam jeszcze dwa takie urządzenia czyli w sumie trzy, dla mnie dla Ciebie i dla Sam.

- ok. Fajne takie urządzenie- powiedział O'Neill – Danielu pójdę rozejrzeć się po okolicy, nic nie może nas jutro zaskoczyć, musimy znać okolice. Daniel kiwnął głową

Po wyściu z jaskini Jack odwrócił się, nie powinien być zdziwiono, że tam gdzie było wejście jest lita skała, a jednak Jack pomyślał – jestem na to za stary.

Generał ruszył w stronę gwiezdnych wrót. Po dotarciu do skraju lasu przyglądał się wrotom, myślał o wszystkich misjach jakie razem przeszli. Z jego rozważanie przerwał znajomy dźwięk zaczął przyglądał się gwiezdnym wrotom, zobaczył, że wrota zaczynają się obracać (ktoś przychodzi, ale kto? –pomyślał Jack). Po chwili z horyzontu zdarzeń wyłania się UAV. Serce Jacka podskoczyła mu do gardła. Odwrócił się i udał się do jaskini. Kiedy w końcu do nich dotarł,. Od progu jaskini zaczął mówić – Kochanie jestem w domu. Daniel jesteśmy w odpowiednim czasie. Właśnie z wrót wyleciał UAV. Którym jak mnie pamięć nie myli kierowała SAM!.

- Mam nadzieje, że sonda Cię nie zauważyła, bo to nam troche plany by somplikowały. Powiedział Daniel.

- Nie spokojnie byłam w lesie, ukryłem się za jednym z drzew. – odparł spokojnie Jack.

- To dobrze.– powiedział Dr. Jackson z wyraźną ulgą w głosie. Nie pomyliliśmy się, uratujemy cię SAM- pomyślał Daniel. Rozmawiali jeszcze pewien czas, wspominali wspólne misje. W końcu Jackson powiedział - Jak Ciebie nie było przygotowałem kolację, zjemy i trochę odpoczniemy jutro czeka nas pracowity dzień. Jack skinął głową.

Kolacja minęła im na doskonaleniu planu. Po dwóch godzinach od rozmowy. Stwierdzili, że czas się połżyć. Przecież jutro muszą uratować SAM.

Obudzili się z samego ranka, chociaż tak naprawdę niewiele spali. Zastanawiali się, co może pójść źle, doszli do wniosku, że wszystko, więc przestali rozmyślać. Podczas śniadania nie wiele zjedli.

- Daniel, pójdę na zwiady. – powiedział Jack.

- Bądź ostrożny, wiele lat minęło od czasu naszej ostatniej misji, (chwila zastanowienia). To była nasza ostatni misja. – odpowiedziała Daniel. Jack tylko kiwnął głową, wstał i wyszedł. W drodze do wrót obserwował otoczenie, musiał zapamiętać topografie terenu, każdy szczegół, dlatego droga do wrót zajęła mu trochę dłużej.

Po 30 minutach doszedł do skraju lasu, obserwował wszystkie głazy drzewa i zastanawiał się nad możliwościami ich zastosowania. Jack zaczął rozmyślać o tym strasznym dniu, myślał o nim 100 razy może więcej, zawsze dochodził do wniosku, że nic innego nie mógł zrobić. Jeżeli by zostali, zgineli by walce w dodatku po jakimś czasie przez wrota przeszli by naukowcy i oni też by zgineli,. Nagle zorientował się, że nie jest sam. Szybko schował się za głazem.

Patrol Jaffa zatrzymał się na skraju lasku, chwilę obserwowali. Nagle gwiezdne wrota się otworzyły z horyzontu zdarzeń wyszedł cały odział SG1.

Jack Zamarł. Zajęło mu trochę czasu aby dojść do siebie. Serce waliło mu jak oszalałe, a to wszystko dlatego, że zobaczył SAM. Całą i żywą, oraz resztę SG-1. Jaffa zaczeli ostrzej dyskutował, jednak Jack nie mógł usłyszeć o czym rozmawiają (byli zbyt daleko). Nagle odwrócili się i zaczęli iść w nieznanym dla Jacka kierunku.

Jack nie czekał ani sekundy dłużej. Ruszył za wrogiem, chociaż nie miał ochoty. Chciał jeszcze przez chwilę popatrzeć na Sam, ale wiedział, że musi podążyć za odziałem Jaffa, jeżeli mają Ją ocalić.

Więc ruszył za wrogiem. Po jakieś pół godziny, doszedł do skraju lasu, oddział Jaffa poszedł dalej a Jack schował się za przełamanym drzewem, miał z stamtąd doskonały widok na bazę Jaffa.

O'Nell, miał nie lada zagadkę. Jaffa założyli bazę blisko gwiezdnych wrót. Spoglądając na rozmiar bazy, założyli ją jakiś czas temu. Więc jakim sposobem sonda ich nie zauważyła, po chwili zadumu, stwierdził, że musi o to zapytać alba Daniela albo Sam (jak miło wymawiać Jej Imię, wiedząc, że ŻYJE). Jack spojrzał na zegarek cholera czas wracać do Daniela.

Droga zajęła Jackowi jakieś 15 minut (Boże, Dzięki Bogu, że nie przestałem codziennie trenować – pomyślał Jack). Wbiegł do jaskinie gdzie znalazł Daniela szykującego się na akcje.

Kiedy Daniel zobaczył Jacka, ulżyło mu.

– Do cholery, Jack gdzieś się podziewał? – Spytał nieco zdenerwowany Daniel.

- Nie uwierzysz, co znalazłem. – powiedział, Jack.

Dwie minuty zajęły Jackowi, wytłumaczenie Danielowi, co widział. Po zakończeniu wywodu Daniel stwierdził.

-Cholera. Nic nie rozumiem, ale tak naprawdę to nie jest nasz największy problem, wiedzieliśmy przecież, że gdzieś oni tu krążą. Zastanowimy się o tym później, teraz trzeba uratować Sam. Przygotowałem Ci cały ekwipunek (Jack spojrzał na niego, z zdziwieniem) – Cóż innego mogłem robić? Ty uganiałeś się po lesie, mi nic innego mi nie pozostało.

Daniel i Jack założyli ekwipunek i załadowali broń. Spojrzeli po sobie, stwierdzając, że wszystko jest ok.

Poźniej wyszli z jaskini. Ogarnęli cały teren (tylko drzewa), żadnego żywego ducha.

Nasłuchiwali, ale oprócz ciszy nic nie było. Trwało to kilka sekund. Nagle Ciszę przerwał….