LIST I ZAKUPY

Ze snu wyrwał go dźwięk trzepoczących skrzydeł uderzających o szybę. Zerwał się szybko z łóżka i podbiegł do okna. Po drugiej stronie szyby widać było śnieżnobiałą sowę, a do jej nóżki przywiązana była gruba biała koperta. Przybył... List na który tak długo czekał.

Po uchyleniu okna sowa zwinnie wleciała do pomieszczenia. Już na pierwszy rzut oka widać było, że sówką jest młoda. Gdy znalazła się w pokoju podekscytowana zaczęła krążyć nad jego głową i nie chciała przestać. Dopiero po kilku minutach udało się ją uspokoić, usiadła wtedy na parapecie i zgrabnie wysunęła nóżkę. Severus nie mógł się nie roześmiać.

Dumna jesteś z siebie, co? No już... Pokaż mi co tam dla mnie masz.

Koperta była zaklejona pieczęcią Hogwartu, a po drugiej stronie szmaragdowym atramentem napisano adres:

Severus Snape

Mały pokój

Spiders Ends 6

Surrey

Drżącymi dłońmi Severus rozerwał kopertę i wyjął dwa pergaminy. Zaczął czytać od wyraźnie krótszego listu:

HOGWART

SZKOŁA MAGII i CZARODZIEJSTWA

Dyrektor: ALBUS DUMBLEDORE

(Order Merlina Pierwszej Klasy, Wielki Czar., Gł. Mag, Najwyższa Szycha,

Międzynarodowa Konfed. Czarodziejów)

Szanowny Panie Snape,

Mamy przyjemność poinformowania Pana, że został Pan przyjęty do Szkoły Magii i

Czarodziejstwa Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia.

Rok szkolny rozpoczyna się l września. Oczekujemy pańskiej sowy nie później niż 31 lipca.

Z wyrazami szacunku,

Minerwa McGonagall,

zastępca dyrektora

Po zapoznaniu się z pierwszym listem Severus rozłożył drugi arkusz papieru i przeczytał:

HOGWART

SZKOŁA MAGII i CZARODZIEJSTWA

UMUNDUROWANIE

Studenci pierwszego roku muszą mieć:

1. Trzy komplety szat roboczych (czarnych)

2. Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)

3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju)

4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)

UWAGA: wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.

PODRĘCZNIKI

Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:

Standardowa księga zaklęć (l stopień) Mirandy Goshawk

Dzieje magii Bathildy Bagshot

Teoria magii Adalberta Wafflinga

Wprowadzenie do transmutacji (dla początkujących) Emerika Switcha

Tysiąc magicznych ziół i grzybów Phyllidy Spore

Magiczne wzory i napoje Arseniusa Jiggera

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Newta Scamandera

Ciemne moce: Poradnik samoobrony Quentina Trimble'a

POZOSTAŁE WYPOSAŻENIE

l różdżka

l kociołek (cynowy, rozmiar 2) l zestaw szklanych lub kryształowych fiolek l teleskop

l miedziana waga z odważnikami

Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.

PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM, ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT NIE

ZEZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ

A więc w końcu... Naprawdę idzie do Hogwartu. Mimo iż wiedział, że szkoła naprawdę istnieje, czasami miał wrażenie, że to tylko piękny sen który sam stworzył aby choć na chwilę oderwać się od swojego nędznego życia. Przez kilka ostatnich dni strasznie się martwił, w końcu Lily dostała list już prawie tydzień temu. Troche żałuję, że nie może osobiście pokazać jej Pokątnej, ale przynajmniej nie będzie mu głupio nie może sobie pozwolić na smakołyki i pamiątki, które jak już wiedział Lily kupiła w ogromnych ilościach. Prawdopodobnie starając się przekupić nimi Petunię. Czasami jak na taką inteligentną dziewczynę Lili jest naprawdę głupiutka, ta jej cała Tuney jest zwyczajnie zazdrosna, a pokazywanie jej jak wspaniały jest Czarodziejski Świat tylko pogłębi jej zawiść. O wiele lepiej by zrobiła gdyby spróbowała pójść z nią do zwykłego kina, to przynajmniej podkreśliło by zalety mogolskiego świata do którego należy Petunia, prawda?

Na dole jest cisza, pewnie ojciec już wyszedł, szczęście że dzisiaj mam wolne. Pomyślał i pospiesznie zbiegł po schodach.

- Mamo dostałem dziś list z Hogwatru – zawołał.

- A więc to już. Jak ten czas szybko leci... Mówiłam Ci, że nie ma się czym martwić. Prędzej czy później musiał dojść. Potrzebujesz pomocy w zakupach? – zapytała z rzadko spotykanym u niej uśmiechem.

- Nie, lepiej zostań i próbuj kryć mnie przed ojcem. Tak będzie bezpieczniej dla nas wszystkich – w chwili gdy to powiedział od razu pożałował swoich słów. Z twarzy matki od razu nikł wcześniejszy uśmiech.

- Masz rację, odwrócę uwagę ojca i upewnię się, że nie zauważy twoich przyborów szkolnych. Nie dowie się, że idziesz do Hogwartu aż do 1 września.

- Jesteś pewna, że to dobry pomysł nic mu nie mówić? Później zostaniesz z nim całkiem sama... – zauważył zmartwiony.

- Chociaż tyle mogę zrobić – odpowiedziała smutnym uśmiechem – Ach... Prawie zapomniałam mam tez coś dla ciebie – odwróciła się nagle i zaczęła szperać w szafkach, po chwili z jednego z pudełek wyjęła zwinięte w rulon banknoty – Weź. Nie jest tego tak dużo jak bym chciała Ci dać, ale razem z twoimi oszczędnościami z pewnością wystarczy – wręczyła mu banknoty w dłoń i pocałowała w czoło.

- Dziękuję – wyszeptał i szybko odwrócił się aby ukryć czające się w kącikach oczu łzy. Zgarnął ze stołu dwie kanapki i wybiegł na zewnątrz.

Na pokątnej był ogromny ruch. Najwięcej było zdecydowanie dzieci w wieku szkolnym. Ci młodsi mieli za towarzyszy rodziców, a starsi kolegów ze szkoły. Widok samotnego chłopca był raczej czymś niespodziewanym, przynajmniej wśród klientów, bo sprzedawcy już dawno przyzwyczaili się do chudzielca o czarnych tłustych włosach. Przez ostatnie półtorej roku Severus był już na pokątnej całkiem sporo razy. Początkowo planował udawać się tam co miesiąc, ale szybko przekonał się, że najlepiej jest chodzić w nieregularnych terminach, w ten sposób o wiele łatwiej uniknąć kradzieży. Wiedział które uliczki należy omijać szerokim łukiem i odwrotnie, w których należy się skryć. Całkiem przypadkiem zawędrował kiedyś na ulicę Śmiertelnego Nokturna, było tam trochę przerażająco ale i fascynująco. Rozejrzał się po kilku sklepach i widział wiele produktów i ksiąg związanych z Czarną Magią, znalazł też bardzo rzadkie składniki eliksirów. Obiecał sobie, że pewnego dnia tam wróci.

Jego pierwszym przystankiem był bank. Wyszedł z Gringotta z sakiewką załadowaną galeonami. Nie wiedział czemu, ale miał wrażenie że Gobliny go lubią, a przynajmniej Gryfek. Zawsze był dla niego uprzejmy i pozwalał mu zadawać tyle pytań ile tylko chciał, nie ważne czego dotyczyły, samego Gringotta, kultury Goblinów czy ich magii. Może to dlatego, że zawsze starał się być wobec nich uprzejmy i traktował ich jak „ludzi"?

Chodząc do Gringotta wielokrotnie miał okazję zauważyć Czarodziejów którzy traktują Gobliny jak niższe formy życia. Głupcy... Rozmawiając tyle czasu z Gryfkiem szybko zorientował się, że Gobliny są w gruncie rzeczy potężna i wpływowa rasą. Można ich nie lubić, ale należy się im szacunek, nawet dla własnych korzyści, a one mogą być całkiem spore.

Gryfek już kilka razy wspominał, że gdy zdobędę trochę więcej środków na koncie to przyjemnością pomówi ze mną o jakiejś małej ale korzystnej inwestycji. Niestety chyba będę musiał poczekać na to kilka lat.

Przy którejś z kolejnych wizyt dostałem nawet prezent. Stary i bardzo zniszczony magiczny worek. Gryfek mówił, że znajdował się w moim skarbcu mimo iż Goblin który ponad 200 lat temu go oczyści zarzeka się, że gdy ostatnio tam był skrytka była pusta. Gobliny nie znalazły na nim żadnej ciemnej magi czy klątw, a przez wzgląd na ich stare prawa sprzedaż była niemożliwa. Gobliny to bardzo honorowa rasa, kochają gromadzić swoje złoto, ale za swoje uważają tylko to na co zasłużyli i co sami zarobili. Dlatego też mimo niezwykłości tego przedmiotu postanowili go nie sprzedawać, a podarować nowemu właścicielowi skarbca. Bardzo mi to pomoże. W ten sposób nie muszę kupować kufra... Ojciec na pewno zauważyłby kufer. Magiczny worek mogę zawsze mieć pod ręką, chociażby schowany pod łóżkiem. Jeszcze nie udało mi się zbadać jego pojemności, ale coś czuję nie posiadam aż tyle rzeczy aby go zapełnić.

Takie przybory jak pergaminy, pióra i atrament na szczęście już mam. Zakupiłem je podczas jednej z moich wycieczek po Pokątnej, w ten sposób ćwiczyłem pisanie piórem. To trudne i pracochłonne dla kogoś nieprzyzwyczajonego, a ja nie zamierzam tracić czasu w Hogwarcie na naukę czegoś tak trywialnego.

W pewnym sensie najbardziej nie mogłem się doczekać wizyty w Aptece. Jak łatwo można się było spodziewać cały sklep zapełniony był kociołkami oraz najróżniejszymi składnikami, o niektórych nawet nie słyszałem... Sprzedawca chciał od razu sprzedać mi podstawowy zestaw składników dla pierwszoklasistów, ale wolałem wybrać je samodzielnie. W ten sposób miałem pewność, że będą one najlepszej jakości. Oprócz tego dobrałem też kilka składników do konkretnego eliksiru... Mam nadzieję, że pewnego dnia uda mi się na nim trochę zarobić.

Kolejnym przystankiem na Pokątnej jest Księgarnia. Na zakup nowych książek w Esach i Floresach mnie nie stać, dlatego zaopatrzę się w niezbędne pozycje w Edenie – antykwariacie. Nie przeszkadzają mi podręczniki z drugiej ręki, właściwie to kocham zapach starych książek i zwojów.

Sklep Eden był niewielki i strasznie zagracony. Przypuszczam, że kiepski stan książek w dużej mierze wiąże się z bałaganem w sklepie. Ostatni raz byłem tu niecały tydzień temu po tym jak Lily dostała list z Hogwartu. Spisałem wszystkie potrzebne podręczniki i wcześniej udałem się do właściciela z zamówieniem.

- Dzień dobry.

- Ach... Dzień dobry Panie Snape. Przyszedł pan po swoje zamówienie?

- Tak, czy zdołał pan skompletować wszystkie podręczniki?

- Oczywiście – zachichotał – ostrzegam jednak, że niektóre pozycje wyglądają tak jakby zostały stratowane przez stado Hipogryfów. Ale skoro wyraźnie zaznaczył Pan że chce pan jak najniższą cenę...

- Tak, pamiętam. Będę musiał poradzić sobie z tym co udało mi się zdobyć. Ile płace?

- 40 galeonów! To tak tanio jak tylko mogłem.

- Dobrze dziękuje Panu – wysypałem galeony na ladę i zacząłem pakować książki do magicznego worka. Wychodząc mruknąłem – Do widzenia.

40 galeonów co? Aż strach pomyśleć jak będą wyglądać te książki. Pierwszą rzeczą jaka zrobię w Hogwarcie to pójdę do biblioteki i zaczną szukać czaru dzięki któremu poprawie ich stan.

Następny przystanek był znacznie mniej przyjemny dla mojej kieszeni. Szaty... Udałem się do sklepu siostry sławnej Madame Malkin. Jak się dowiedziałem czekając aż krawcowa przymierzy szaty, ponoć dziesiątki lat temu obie Panie prowadziły wspólny interes, po wielkiej i emocjonującej kłótni Madame Malkin postanowiła odejść zabierając ze sobą praktycznie wszystko co wartościowe. Jako, że młodsza i piękniejsza miała lepszych klientów wykorzystała ten fakt i swoje znajomości aby otworzyć własny sklep. Żeby jeszcze bardziej dokuczyć starszej siostrze wykupiła teren naprzeciwko swojej rywalki. Otworzenie nowego sklepu doprowadziło prawie do bankructwa poczciwej czarownicy. Naprawdę... Czy ja wyglądam na kogoś kogo interesują rodzinne spory?W normalnych warunkach raczej powiedziałbym coś niemiłego, ale to niezbyt mądre skoro potem muszę jej płacić, a do głupców z pewnością nie należę.

Słuchając jej paplaniny co najmniej przez godzinę doszedłem do wniosku, że nie dziwię się temu że Madame Malkin miała jej dość, ja sam wybrałem jej usługi z praktyczniejszego powodu: są tańsze niż gdziekolwiek indziej.

Mimo dość sporej różnicy w cenach między siostrami, nadal musiałem za szaty zapłacić aż 35 galeonów. To zaledwie 5 galeonów mniej niż za książki!

No nic, na to nie poradzę, teraz czas na najlepszą część dzisiejszych zakupów – różdżka.

Kiedy Severus przekroczył próg, gdzieś z głębi sklepu usłyszał dźwięk dzwoneczka. Sklep był maleńki, przy ścianach od samej podłogi aż do samego sufitu piętrzyły się pudełka. Nie ważne w którą stronę spojrzał pudełka były wszędzie.

- Dzień dobry – usłyszał cichy głos tuż za sobą, który wyrwał go z transu. Severus gwałtownie odwrócił się w stronę sprzedawcy.

- Dzień dobry – odpowiedział Severus.

- Ach, tak... Tak też myślałem, że wkrótce pana zobaczę panie Snape – powiedział zatapiając się we wspomnieniach – Pamiętam jak pańska matka przyszła do mnie po różdżkę. Dziesięć i ćwierć cala, serce smoka, wiśnia, giętka i elegancka. Wiśnia... Bardzo mało popularna w naszym kraju, ale zawsze trafia do wyjątkowego czarodzieja. Tak... To która ręka ma moc? – Zapytał naglę.

- Prawa – odpowiedział nieco zmieszany tak nagłą zmiana tematu.

- No już, wyciągaj ją. O, tak – powiedział i natychmiast zajął się mierzeniem poczynając od ramienia do palca wskazującego, potem od nadgarstka do łokcia, a następnie odległości od ramienia do podłogi i od kolana do pachy, a kończąc na obwodzie głowy.

Co na Salazara ma obwód głowy do różdżki? Zastanawiał się.

Gdy skończył natychmiast zaczął krzątać się po sklepie wyciągając różne pudła. Po paru minutach wrócił i wyciągając w jego kierunku jedną z różdżek powiedział:

- Niech Pan spróbuję tą, cis i włos Veeli, 9 i pół cala, giętka i idealnie wpasowuję się do pańskiej ręki.

Severus spróbował machnąć różdżką ale nic się nie stało.

- Hym... Wygląda na to, że idziemy w złym kierunku. Może ta? Jarzębina i serce smoka, osiem cali, bardzo elegancka – Severus ledwo zdążył ją dotknąć, a Ollivander już wyrwał mu ją z ręki powtarzając – Nie, nie, nie, to nie to.

- Tym razem ta... – tak więc Severus próbował i próbował, miał w swoich rękach wiele różdżek, ale żadna nie usatysfakcjonowała ani sprzedawcy, ani klienta.

Chłopiec zaczął się już poważnie martwić, „a co jeśli nic dla mnie nie znajdzie? Nie pojadę wtedy do „Hogwartu?". Nastrój sprzedawcy był za to całkiem odmienny, wydawał się być wręcz zachwycony trudnym klientem.

- Niech Pan spróbuję tą... Heban i pióro feniksa, 9 cali – Gdy Severus wziął do reki różdżkę z niej wyleciały we wszystkie strony agresywne iskry, do tego stopnia, ze co najmniej połowa sklepu została przewrócona do góry nogami. Ollivander natychmiast wyrwał mu różdżkę z ręki – Nie... To nie ta, ale czuję, że jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek! – zawołał, dziwnym trafem wydawał się być jeszcze bardziej szczęśliwy niż przed zniszczeniem połowy sklepu.

Optymista... Pomyślał Severus.

Snape całkiem zmęczony zaczął się rozglądać po sklepie. Zauważył, że jedno z pudełek utkwiło między deskami w sklepie, kucnął więc żeby je odklinować i przez przypadek uchylił deski. Jak się okazało pod podłogą była skrytka gdzie umieszczono śnieżnobiałe pudełko. Nie wiedząc czemu Severus poczuł się zmuszony aby je dotknąć.

- Och... Co ty tam masz? – zapytał zdziwiony Ollivander – ciekawe... Nie zdawałem sobie sprawę z tego, że coś to jest – powiedział wyciągając pudełko. Uchylił wieczko i głośno wciągnął powietrze. Po chwili wlepił w Severusa oczy.

- Znalazłeś ją... Sądzę, że powinieneś spróbować – i podał mu różdżkę.

Severus zwrócił uwagę, że różdżka była cała czarna tak jak poprzednia, więc pewnie to heban, zauważył. Gdy dotknął jej począwszy od palców, kończąc na stopach całe jego ciało przeszył dreszcz. Delikatnie machnął różdżką, a ta jak na zawołanie wypuściła z siebie wielokolorowe iskry. Nie było to jednak tak gwałtowne jak w przypadku poprzedniej różdżki.

- Wybrała Cię. Naprawdę Ciężko mi powiedzieć czy czyni to z pana szczęściarza czy przeklętego.

- Co ma Pan na myśli? – zapytał zaintrygowany.

- Bo widzisz chłopcze, Twoja różdżka jest na wiele sposobów wyjątkowa. Drewno pochodzi z hebanu. Samo to czyni z niej bardzo potężnego partnera. Większości przypadków sam materiał z którego zrobiona jest różdżka mówi nam do jakiego rodzaju magii czarodziej ma predyspozycję, z hebanem jest inaczej, on nadaje się do każdego rodzaju magii. Możesz jej użyć zarówno do jasnej magii, mrocznych sztuk, a nawet do każdego rodzaju szarości między tymi dziedzinami. Teoretycznie nie ma dla ciebie żadnych ograniczeń, Twoje umiejętności z danej dziedziny magii zależą tylko od Twoich chęci i starań. Heban wybiera czarodziejów którzy mają odwagę być sobą i nie są poddani na wpływy.

Severus słuchał z uwagą słów Ollivandera, jak na razie wszystko brzmiało pięknie i fascynująco, nie mógł się doszukać powodu rzekomego przekleństwa, chyba że...

- Powiedział pan, że moja różdżka jest niezwykła na wiele sposobów. Co dokładnie miał pan na myśli? Miał pan na myśli rdzeń...? – po tych słowach Ollivander zachichotał.

- Jest Pan bystry Panie Snape. Tak... Miałem na myśli rdzeń. Rdzeń w Pańskiej różdżce ma więcej niż jedną część. Różdżki z których rdzeń składa się z dwóch części można spotkać, choć nie zdarza się to zbyt często. Ja sam sprzedałem takich zaledwie kilkadziesiąt przez cała moją karierę, a trochę już żyję. Słyszałem plotki, że Czterej Założyciele Hogwartu mieli w swoich różdżkach dwuczęściowe rdzenie, do grupy tych Czarodziei należy również Nicolas Flamel, a żeby nie szukać za daleko to pierwsza różdżka Albusa Dumbledore była taka sama – przerwał sprzedawca.

- Podstawą rdzenia w pańskiej różdżce jest włos z ogona jednorożca. Jak powszechnie wiadomo jednorożce są ucieleśnieniem niewinności, czystości i dobra. Różdżki z takim rdzeniem są zazwyczaj bardzo dobre z zaklęć.

- Co ciekawe druga część rdzenia pochodzi z kła bazyliszka. Bazyliszki są stworzeniami pod każdym względem odmiennym od niewinnego jednorożca. Jego wzrok zabija, jego kieł jest zatruty. Różdżki z kłem bazyliszka są bardzo potężne i bardzo rzadkie. Zapewne sądzisz że wynika to z faktu iż to monstrum ostatnio widziane było jakieś 500 lat temu, co prawda jest to jeden z powodów, ale istnieje też drugi, o wiele ważniejszy. Nawet gdyby bazyliszki nie wyginęły to popyt na te różdżki i tak byłby niewielki, do tej pory jedynymi którzy zdołali zapanować nad ich mocą byli wężouści.

To że Severus był w szoku to mało powiedziane. Wężouści?Na Merlina, ale ja przecież nie jestem wężousty! Widziałem węże, nad stawem można spotkać je raczej często. Słyszałem jak syczą, ale z pewnością nie rozumiałem z tego nic, a nic!

Usłyszał chichot i skierował wzrok z powrotem na Ollivandera.

- Tak myślałem, nie jest pan wężousty. Powszechnie wiadomo, że od każdej zasady jest jakiś wyjątek, jak widać w tym przypadku to pan nim jest.

- Muszę przyznać, że nie spodziewałem się czegoś takiego. Cieszy mnie jednak wyjątkowość mojej różdżki. Jednak nadal nie rozumiem czemu miałaby być przeklęta. – zauważył Snape.

- Wygląda na to, że nie do końca się zrozumieliśmy Panie Snape. Co prawda powiedziałem, że Pańska różdżka ma więcej niż jednoczęściowy rdzeń, ale nigdy nie powiedziałem ile dokładnie ich jest.

Severus spojrzał na sprzedawce zszokowany.

- Więc... Ile dokładnie ich jest? – Zapytał – Trzy...?

- Dokładnie Panie Snape! – zawołał uradowany – Choć zanim przejdę do tego co wiem o trzeciej części rdzenia muszę najpierw wrócić do dwójki poprzednich.

- Jak już mówiłem są nimi kieł Bazyliszka i włos z ogona Jednorożca, co jest absurdalnym połączeniem. W każdym przypadku o którym słyszałem jeśli rdzeń różdżki składał się z dwóch części to były one w jakiś sposób ze sobą zgodne. Niemożliwe jest połączenie w jedność czegoś tak mrocznego i niewinnego.

- Więc... Jak Pan to wytłumaczy? Kolejny wyjątek? – zapytał z nieodwiedzaniem Snape.

- Nie Panie Snape, to trzecia część rdzenia jest spoiwem między tymi dwoma. A jest nim pióro feniksa.

- Pióro feniksa? Ale to nie ma sensu. Czy feniks nie jest uosobieniem dobra i symbolem światła? Zgodnie z tym co powiedział Pan wcześniej, nie powinien się on łączyć z kłem Bazyliszka, a tym bardziej być spoiwem.

- Po części tak... Ale w dużej mierze to legenda. Według starożytnych wierzeń chińskich feniks rodzi się na słońcu. Symbolizuje piękno oraz harmonię z naturą. Posiada w sobie wszystkie istniejące pierwiastki, zarówno męskie jak i żeńskie, jest idealnym połączeniem yin i yang. Tak więc jak widzi Pan, jest to idealne spoiwo do takich sprzeczności.

Ollivander przerwał nagle swój wywód i spojrzał poważnym wzrokiem na Severusa.

- Chciałbym dać Panu radę Panie Snape.

- Jaką radę?

- Proszę nigdy nikomu nie wyjawiać tego że pańska różdżka mieści w sobie trzy rdzenie. Chyba, że bezwarunkowo ufa Pan tej osobie. Nawet dwa rdzennie mogą uczynić z Pana cel dla wielu czarodziejów pragnących zdobyć potęgę. Trzy rdzenie... To jeszcze większa pokusa. W dodatku u Pana mamy tak pożądany przez wielu kieł bazyliszka, jestem pewny iż są tacy którzy zaryzykują teorię że to pańska różdżka jest wyjątkiem, a nie Pan.

- Więc... To miał Pan na myśli mówiąc o przekleństwie?

- Kolejne dobre spostrzeżenie Panie Snape! - wykrzyknął całkowicie tracąc swój poważny ton – różdżka kosztuje 10 galeonów – powiedział po czym zaczął porządkować sklep tak jakby klient już opuścił budynek.

Severus natychmiast wysypał pieniądze na blat i zamyślony wyszedł ze sklepu. Był teraz niezwykle wdzięczny, że Lily nie przyszła z nim na Pokątną.