Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze. To bardzo motywujące. Cieszę się, że moje opowiadanie zostało przyjęte i podoba wam się. To świetne uczucie :D
A teraz niektóre sprawy, które muszę wyjaśnić:
- niestety rozdziały nie mogą pojawiać się częściej, ponieważ nie mam zbyt wiele czasu...jeśli w przyszłości nadarzy się taka możliwość, obiecuję aktualizować to opowiadanie częściej.
- to nie jest żaden prequel ani kontynuacja innego opowiadania
- rodzice Harry'ego żyją; Harry pokonał Toma tylko dlatego, że ten był zbyt zaskoczony faktem, iż ten jest dziedzicem ;p
- wiem, że wszystko jest chaotyczne, ale w najbliższym czasie wszystko się wyjaśni ;)
Rozdział 4
Harry stanął przed wejściem do Wielkiej Sali i starał się zdecydować, czy jest już w stanie skonfrontować się z plotkami, które zapewne obiegły całą szkołę, czy woli jednak pozostać w swoim ukryciu. Po eliksirach zielonooki udał się do Pokoju Życzeń i nie wychodził stamtąd, aż do teraz, czyli do czasu kolacji. Najbardziej obawiał się swojego najlepszego przyjaciela, Rona. Jego reakcja, gdy dowiedział się o związku Syriusza i Remusa nie była zbyt obiecująca, więc Harry nie był pewien, co może od niego usłyszeć. Oczywiste było, że świat czarodziejów jest podobny pod tym względem do świata mugoli. Jedni są tolerancyjni, drudzy nie. Ciekawe tylko, do której z tych grup zaliczał się rudowłosy Gryfon...
Potter westchnął cierpiętniczo. Jeszcze rok temu wszystko układało się całkiem normalnie. Harry był zafascynowany Cho Chang, adorowany przez Ginny oraz podniecony na widok damskich piersi. Jeszcze rok temu był stuprocentowym heterykiem. Teraz nie można już tego tak nazwać. Od początu roku zaczął zdawać sobie sprawę, że w Hogwarcie jest wielu przystojnych młodzieńców. Jednakże jedynym mężczyzną, który wywoływał w nim ciarki i w większości wpłynął na jego orientację, był nie kto inny jak profesor obrony, Tom Riddle.
Ostatecznie jednak, Harry został brutalnie uświadomiony o swoim pociągu do mężczyzn przez swojego największego szkolnego wroga, Dracona Malfoya. Pocałunek z blondynem był niesamowity i gdyby nie pojawienie się profesorów, nie wiedział do czego jeszcze mogłoby dojść.
Potter odetchnął głęboko, a następnie pchnął drzwi i spokojnym krokiem wmaszerował do Wielkiej Sali. W chwili przekroczenia przez niego progu wszyscy zamilkli i wbili w niego swoje ciekawskie spojrzenia. Nie zwracając na nie uwagi, zielonooki Gryfon usiadł na swoim stałym miejscu, czyli dokładnie naprzeciwko swoich najlepszych przyjaciół i zabrał się za jedzenie.
- Harry...powiedz, że to nieprawda. - rudowłosy prefekt wyglądał na chorego. Jego błękitne oczy posyłały mu co rusz, błagalne spojrzenia, na co czarnowłosy wykrzywił wargi w grymasie niezadowolenia.
- Nie wiem co masz na myśli, Ron. - jak gdyby nigdy nic, Harry nałożył sobie na talerz kopiec tłuczonych ziemniaków.
- No wiesz...że...że Malfoy cię pocałował.
- Tak, to prawda. - odpowiedział spokojnie zielonooki Gryfon.
- CO?! - Harry wywrócił oczami. - I nie przekląłeś go za to?!
Potter z wstchnieniem odłożył sztućce na talerz i spojrzał z zamyśleniem na dwójkę przyjaciół. Hermiona wyglądała, jakby analizowała wszyskie fakty i próbowała połączyć je w całość, a Ron był czerwony na twarzy i dyszał z oburzenia.
- Ron... - zaczął powoli - ...ja oddałem ten pocałunek...
- CO ZROBIŁEŚ?! - wrzask Gryfona rozniósł się po całej sali, sprawiając, że wszystkie spojrzenia skupiły się na Złotej Trójcy Gryffindoru.
- Ron, ciszej! - syknęła brązowowłosa i zwróciła się do drugiego chłopaka:
- Harry, jesteś gejem?
- Chyba...chyba tak.
- Jeszcze tydzień temu mówiłeś, że nie jesteś. Do cholery, Harry! Jak mogłeś zmienić zdanie w ciągu jednego, pieprzonego tygodnia?! - wysyczał prefekt.
- Wiesz...ten pocałunek z Draco uświadomił mi chyba, że tak naprawdę zawsze byłem homoseksualny. Po prostu wcześniej nie zdawałem sobie z tego sprawy...
Ron wstał gwałtownie ze swojego miejsca.
- DRACO?! OD KIEDY TO MÓWISZ DO NIEGO 'DRACO'?! TO JEST PO PROSTU OBRZYDLIWE! - krzyknął i zarzuciwszy torbę na ramię, wyszedł szybkim krokiem z Wielkiej Sali. Zielonooki spuścił smętnie głowę. Wiedział, że tak to się skończy. Gdzieś tam w głębi siebie, wiedział. Tylko że nie zdawał sobie sprawy, że to aż tak zaboli. Ron był jego przyjacielem od pierwszej klasy i Potter bał się stracić go z jakiegoś głupiego powodu, jak jego własna orientacja. Do cholery! On powinien to zaakceptować, a nie bezpodstawnie się denerwować! Nagła wściekłość zapłonęła w czarnowłosym Gryfonie i z ledwością zmusił się do zdławienia jej w sobie.
- Harry...ja...
- Idź za nim. - przerwał jej i uśmiechnął się lekko. Dziewczyna skinęła głową i ruszyła za swoim emocjonalnym chłopakiem. Zielonooki, nie zważając na ludzi szepczących wkoło, wrócił do swojego posiłku. A przynajmniej próbował, bo jego przyjaciel sprawił, że w jednej chwili jego apetyt bezpowrotnie wyparował.
***
Tymczasem przy stole Ślizgonów siedział blond włosy chłopak i spoglądał w zamyśleniu na samotnego Gryfona, grzebiącego w swoim talerzu. Niewiele myśląc, chłopak wstał i z gracją godną tylko Malfoya, podszedł do stołu Gryffindoru, aby usiąść obok smutnego Pottera.
- Potter. - przywitał się i jak gdyby nigdy nic, wziął się za robienie tosta.
- Malfoy? - w głosie zielonookiego dało się usłyszeć zaskoczenie.
- Nie. Severus Snape w stroju baletnicy. - prychnął z irytacją. - Oczywiście, że to ja, ty idioto.
- Uhh...dobrze. - wydukał.
- Jak zwykle elokwentny. - skomentował kwaśno szarooki i najzwyczajniej w świecie zaczął nakładać na talerz Gryfona sałatkę z kurczakiem.
- Em...Malfoy...nie jestem głodny. - powiedział zielonooki, a widząc miażdżące spojrzenie posłane w swoim kierunku, dodał szybko: - Poza tym ja nie jadam sałatek.
- W takim razie zaczniesz. Sałatki są zdrowe, a ty wyglądasz po prostu tragicznie. Sama skóra i kości, ziemista cera i to gniazdo na głowie, które nazywasz włosami...okropność. - młody wąż wzdrygnął się ostentacyjnie, co spowodowało delikatny cień uśmiechu na twarzy bruneta.
- Narcystyczny dupek.
- Ja po prostu mam poczucie własnej wartości, Potter. - odpowiedział dumnie blondyn i wydął pierś na potwierdzenie swoich słów. Harry parsknął i niepewnie zaczął grzebać w swojej sałatce. Szarooki widząc to, uśmiechnął się pod nosem i zagadnął:
- Więc o co chodziło Wiewiórowi?
- A jak myślisz?
- Hmm...o nasz pocałunek? - Draco z przyjemnością obserwował jak blade policzki Gryfona pokrywają się delikatnym rumieńcem.
- Ee...no tak... - westchnął - Boję się, że on tego nie zrozumie.
- Czego? Tego, że jesteś gejem, czy tego, że to byłem właśnie ja? - mruknął z pogardą.
- Skąd ty...? - czarnowłosy czarodziej zamilkł, widząc wysoko podniesioną brew swojego współtowarzysza. Zielonooki wzruszył ramionami. - Chyba bardziej chodziło mu o ciebie.
- Nie przejmuj się, Potter. Jutro mu przejdzie i nie będzie o niczym pamiętał. - mruknął blondyn i poczerwieniał lekko, zdając sobie sprawę, że właśnie próbuje pocieszyć tego durnego Gryfona. Harry spojrzał na niego z zaskoczeniem, ale uśmiechnął się. I był to naprawdę szczery uśmiech, którym obdarzał tylko swoich najbliższych. Draco musiał przyznać, że na ten widok, drgnęło coś w jego piersi. Miał tylko nadzieję, że nie było to tym, czym prawdopodobnie mogło być.
Reszta kolacji minęła im na wzajemnym obrażaniu się, które wcale nie wydawało się być prawdziwymi obelgami, a zwyczajnym przekomarzaniem. Żaden z chłopców nie zauważył rzucanych w ich stronę, pełnych zaskoczenia spojrzeń. Tym bardziej nie zauważyli dwóch par, które wpatrywały się w szarookiego Ślizgona z wyraźną chęcią mordu.
***
Tom oglądał z zainteresowaniem scenę rozgrywającą się na oczach całej Wielkiej Sali. Młody Weasley wyglądał na wściekłego. Wykrzyczał coś o Malfoyu, a następnie szybkim krokiem wyszedł z pomieszczenia. Złotooki pozwolił sobie na malutki uśmieszek. Miał nadzieję, że rudowłosy Gryfon wpłynie na swojego przyjaciela i ten przestanie zadawać się z tym lalusiem. Jednakże jego szczęście nie trwało długo. Tuż po tym jak Granger wyszła za swoim chłopakiem i czarnowłosy został sam, Malfoy wstał od swojego stołu i po prostu usiadł obok zielonookiego. Tom zmrużył oczy. Obserwował przez chwilę chłopców. Harry nie wyglądał na zadowolonego z takowego towarzystwa. Przynajmniej tak mu się wydawało dopóki nie zobaczył na twarzy Gryfona najpiękniejszego uśmiechu, jaki dany był mu kiedykolwiek ujrzeć. Tom mógłby się rozpłynąć od tego widoku, naprawdę. Mógłby, gdyby ten uśmiech był skierowany do niego, a nie do tego cholernego arystokraty. Spojrzał wściekle na dwójkę chłopców i już miał wstać, gdy usłyszał radosny głos obok siebie. Miał ochotę uderzyć głową w stół.
- Wyglądają razem cudownie, nieprawdaż mój chłopcze? - Dumbledore wskazał głową na parę, która spowodowała jego okropny nastrój i uśmiechnął się wesoło, przez co złotookiemu zrobiło się niedobrze. Jak dla niego było to zdecydowanie za dużo jak na jeden wieczór.
- Zgadzam się, dyrektorze. Oni faktycznie do siebie pasują. - warknął i czym prędzej wyszedł z Wielkiej Sali. Odprowadziły go dwa spojrzenia: jedno podejrzliwe i zastanawiające się, a drugie zdecydowanie rozbawione.
***
Następnego dnia Tom Riddle wszedł szybkim krokiem do klasy i warknął:
- Dzisiaj będziemy omawiać zaklęcie Patronusa. Czy ktoś o nim słyszał?
Większość rąk poderwała się ku górze.
- Świetnie. W takim razie... - przerwał i spojrzał wściekle na jasnowłosego chłopaka, który rozmawiał cicho ze swoim towarzyszem. - ...panie Malfoy, skoro nie interesuje pana lekcja, to może zaprezentuje nam pan swojego Patronusa?
- Ale ja...nie wydaje mi się, bym potrafił rzucić go poprawnie, panie profesorze. - mruknął.
- Mógłby pan powtórzyć, panie Malfoy? Chyba nie dosłyszałem.
- Nie umiem rzucać tego zaklęcia, profesorze. - powiedział głośniej i wbił spojrzenie w swoją ławkę.
- Cóż, mogłem się tego spodziewać. - profesor uśmiechnął się drwiąco i wskazał ręką na środek sali. - Niemniej jednak nalegam, by pan spróbował, panie Malfoy.
Wszyscy z zainteresowaniem obserwowali szarookiego Ślizgona, który wstał niepewnie i ruszył szybkim krokiem w stronę wskazanego miejsca. Teraz cała klasa miała idealny widok na blondyna, który wyglądał na trochę zdenerwowanego.
- Na co pan czeka? Nie mamy całego dnia. - warknął, a Harry spojrzał na niego z zaskoczeniem. Nauczyciel obrony nigdy nie był jakoś szczególnie miły, ale nie był też wredny tak jak w tej chwili. 'Ciekawe co mu się stało' - pomyślał i skupił swoje spojrzenie na młodym wężu.
Draco przełknął ślinę i machnąwszy różdżką, powiedział:
- Expecto patronum.
Wszyscy czekali i czekali, ale nie pojawiło się nic. Żadnej postaci, mgły, czy nawet nikłego światełka. Draco spojrzał ze zdenerwowaniem na nauczyciela, który spoglądał na niego z wyraźną satysfakcją wymalowaną w złotych oczach. Szarooki spróbował jeszcze raz. I jeszcze. Ale żadna z tych prób nie przyniosła mu niczego, poza coraz większym zdenerwowaniem. Na jego bladej cerze pojawiły się delikatne rumieńce, a twarz miała taki wyraz, że Harry zapragnął go pocieszyć i przytulić. Szybko zganił się za tę myśl, ale mimowolnie się uśmiechnął. Od tamtego pamiętnego pocałunku, sytuacja między nim, a Draco uległa znacznej poprawie. Nie byli może przyjaciółmi, ba, nie byli nawet znajomymi, ale nie kłócili się już, a ich docinki brzmiały bardziej jak przekomarzanie się, niż prawdziwe obrażanie.
Harry spojrzał z zaciekawieniem na profesora. Zachowywał się on niemniej dziwnie. W jego spojrzeniu, gdy patrzył na Ślizgona, było coś przerażającego. Tylko co on takiego zrobił, że nauczyciel obrony chciał go upokorzyć przed całą klasą?
- Żałosne. - skomentował złotooki i gestem ręki nakazał mu wrócić na swoje miejsce. - Mogłem się tego spodziewać po panu, panie Malfoy. Radzę jednak nauczyć się tego zaklęcia, ponieważ nikt nie wyjdzie z następnej lekcji dopóki nie rzuci go poprawnie.
- Ależ profesorze. To zaawansowane zaklęcie i większość dorosłych osób nie umie go rzucać. Jak niektórzy z nas mają się go nauczyć?
- Panno Granger, mówiłem na samym początku, że jestem wymagającym nauczycielem. Jeżeli twierdzi pani, że nie jest w stanie nauczyć się tego zaklęcia, może pani już dzisiaj opuścić moje zajęcia. - Hermiona zarumieniła się nieznacznie i wybąkała ciche przeprosiny.
- Świetnie. W takim razie, może pan Potter zaprezentuje nam swojego patronusa?
Harry wstał, rzucił szybkie spojrzenie na Malfoya, który ciągle wpatrywał się w swoją ławkę, a następnie wyszeptał zaklęcie. Srebrny jeleń wyleciał z jego różdżki i dumnie pogalopował w stronę nauczyciela. Obiegł go, a następnie skierował się w stronę Ślizgonów i stanął przed blondynem. Skłonił się mu, a gdy ten, zaskoczony, spojrzał na niego, jeleń wydał cichy dźwięk i rozpłynął się w powietrzu. Zielonooki posłał Ślizgonowi szczery uśmiech, a słysząc ciche prychnięcie za sobą, szybko usiadł. Mimo tego, że Ron skończył się boczyć i rozmawiał z nim w całkiem normalny sposób to nadal nie zaakceptował tego nowego zawieszenia broni pomiędzy swoim przyjacielem, a młodym wężem.
- Imponujący jeleń, panie Potter. - skomentował nauczyciel, a w jego oczach zamigotało coś niezidentyfikowanego. Reszta lekcji minęła im szybko i bezproblemowo. Wszyscy Gryfoni, dzięki Gwardii Dumbledore'a potrafili wyczarować patronusy, więc nie mieli zbyt dużo do roboty. Tego samego nie można było jednak powiedzieć o Ślizgonach, którzy próbowali i próbowali, ale niestety z marnym skutkiem. Złota Trójca już miała wychodzić z sali, gdy usłyszeli głos za nimi:
- Panie Potter, mógłby pan zostać na chwilę?
Harry skinął lekko głową, pożegnał się z przyjaciółmi i podszedł do biurka nauczyciela. Riddle spoglądał przez chwilę na niego w zamyśleniu, a następnie powiedział:
- Czy mógłby mi pan wyjaśnić, jak to się stało, że jest pan potomkiem Salazara skoro w jego życiorysie nie ma nikogo o nazwisku Evans? - ostatnie słowa były wręcz przesiąknięte irytacją.
- Oczywiście, profesorze. Ale to długa historia, a teraz ma pan chyba lekcje, nieprawdaż? - kąciki jego ust podniosły się w lekkim uśmiechu.
- O dwudziestej w moim gabinecie, Potter. I nie spóźnij się. - warknął i wrócił do przeglądania swoich papierów, dając tym samym do zrozumienia, że rozmowa jest już skończona.
Na twarzy zielonookiego pojawił się jeden z tych dobrze znanych, drwiących uśmieszków, a w oczach zamigotało coś nowego, niezidentyfikowanego i niezbadanego.
***
Tom spojrzał w zamyśleniu na wychodzącego z klasy, Gryfona. Był on nadzwyczaj zaskakującą osobą. Piękny, uzdolniony i tajemniczy.
I jeszcze ten patronus w kształcie jelenia. Zupełnie taki jak jego. Taki jak Eliota. To było fascynujące. Ten chłopak był fascynujący. Ale czy to wystarczy, by był on w stanie zapomnieć o swojej dawnej miłości?
