Rozdział 3: „Pewnego dnia dowiesz się, ile dla mnie znaczysz…"
Światło.
To durne światło. Czemu świeci?
Jęknąłem, zakrywając twarz ramieniem. Głowa bolała mnie, jakby ktoś mnie uderzył. Nawet najmniejszy szmer wydawał się tak głośny, jak muzyka na dyskotece. Promienie słońca wpadające do pokoju drażniły mnie, a nie otworzyłem nawet oczu. Było po prostu za jasno. Czułem się jak na kacu. Wtedy naszła mnie pewna myśl – „Gdzie ja, do cholery, jestem i ile wypiłem, że czuję się jak zużyta chusteczka do nosa?"
Powoli, niemal z bólem, otworzyłem powieki, które były dziwnie ciężkie. Plecy mnie zabolały, gdy spróbowałem podnieść się do pozycji siedzącej. Zakląłem pod nosem. To było jak gdyby całe moje ciało nakłuto szpileczkami. Taka nieudana akupunktura. Pokręciłem głową. Chyba zaczęło mi odbijać przez ten ból głowy.
Woda.
Potrzebowałem wody. Problem tkwił w tym, że musiałem wstać. Nikt chyba nie miał zamiaru być tak miły i przynieść mi wodę oraz aspirynę do łóżka…
- To nie jest mój apartament – wymamrotałem, kładąc zimną dłoń na rozgrzanym karku.
Wstałem z łóżka. Miałem na sobie spodnie, które wczoraj założyłem przed wyjściem, więc mogłem zakładać niemal ze stu procentową pewnością, że do niczego niechcianego nie doszło. Odetchnąłem z ulgą. Nie chciałem tego zrobić po pijaku z byle kim. Miałem tą jedną osobę, z którą chciałem spędzić tak wyjątkową noc, ale wiedziałem, że on tego nie odwzajemniał, więc były to tylko moje złudne marzenia. Jedyne co mi pozostało to złudne nadzieje. Tylko one.
Podszedłem do drzwi. Bardzo powoli – krok po kroku. Położyłem rękę na klamce i zacisnąłem na niej palce, zastanawiając się nad otwarciem drzwi. W końcu wciągnąłem ze świstem powietrze gotowy do zrobienia kroku, ale poleciałem do przodu. Ktoś otworzył drzwi z drugiej strony. Na chwilę straciłem grunt pod nogami, jednak czyjeś silne ręce przytrzymały mnie za ramiona. Podniosłem głowę i zaskoczony otworzyłem szeroko oczy.
{no name}
- Hej, maluszku – szepnął Zayn, uśmiechając się szeroko. – Czemu na mnie nie zaczekałeś, co? Nie umiesz pić w samotności.
- Nie chciało mi się na ciebie czekać – stwierdziłem, wyrywając mu się z uścisku. Policzki zaczęły mnie piec, gdy tak na mnie patrzył. Z uwagą. W tym spojrzeniu dostrzegłem coś, czego wcześniej nie widziałem. – Ja…
- Przepraszam. Byłem chwilowo zajęty… Następnym razem zadzwonię, jeśli będę miał się spóźnić. Dobrze?
Pokiwałem głową, odwracając wzrok. Od zawsze chciałem mu powiedzieć, co czuję, ale nie umiałem. Kiedy zobaczyłem go tego dnia na bootcampie to uczucie uderzyło mnie jak grom z jasnego nieba. Z początku byliśmy tylko przyjaciółmi. Wiedziałem, że to tylko z jego strony, ale nie chciałem czegoś ponadto. Teraz było inaczej. Nie umiałem nie myśleć o jego ustach. Na pewno były miękkie i niesamowicie namiętne. Gdy przygryzał wargę, jak to miał w nawyku robić, czułem, że robi mi się gorąco. Zayn miał tendencję do chodzenia bez koszulki po swoim apartamencie, przez co nie przychodziłem tu za często. Nie mogłem zaryzykować, iż zobaczy wypukłość w moich spodniach. Czemu więc zaproponowałem mu wyjście do klubu? Jak mogłem być tak głupi? Wiedziałem dobrze, co będzie, jeśli nie przyjdzie. Nie wiem, co sobie myślałem, gdy spytałem go czy ma jakieś plany na wieczór. Dlaczego w ogóle się zgodził? Dlaczego zabrał mnie stamtąd do siebie, gdy się upiłem? Kochałem go, a on tym sprawiał mi ból i najgorsze było, że nie dostrzegał tego..
- Nie myśl tak dużo, bo ci się mózg przegrzeje – zażartował, po czym ogarnął mi grzywkę z oczu. Serce biło mi jak szalone, tłukąc się o żebra. Jak jeden nic nie znaczący gest dla niego mógł tak wiele namieszać w moim biednym naiwnym serduszku? Przełknąłem ślinę, starając się nie dać po sobie poznać, co się ze mną działo pod wpływem jego dotyku. Poczułem jak od czubka głowy aż po palce u stóp przechodzi mnie prąd. To było tak kłopotliwe. Nie umiałem się pozbyć tego uczucia, a on nieświadomie je potęgował przy każdym najmniejszym dotyku. – Jesteś głodny?
- Chyba nie – zacząłem, ale burczenie w brzuchu przerwało mi, a mulat zaśmiał się cicho pod nosem. – Może trochę jestem.
Uśmiechnął się do mnie, a mnie zmiękły kolana. Zakląłem w myślach. Gdybym tylko mógł mu powiedzieć, a on odpowiedziałby mi tym samym, byłbym najszczęśliwszym facetem na świecie. Objął mnie ramieniem i zaprowadził do kuchni. Pachniał wodą kolońską, papierosami i kokosowym żelem pod prysznic. Przymknąłem na chwilę oczy. Dosłownie na sekundę. Moment, w którym upajałem się jego zapachem trwał tyle co mrugnięcie. Nie chciałem, by zauważył. On nie mógł się dowiedzieć. Jedna strona mnie tak bardzo się kryła przed prawdą, a druga chciała mu powiedzieć.
Kiedyś.
Pewnego dnia.
Dowie się, gdy będzie odpowiednia pora. Teraz musiałem być jego przyjacielem. Chłopakiem, który go potajemnie kocha i zawsze stoi za nim murem.
Zapadam się…
Coraz głębiej…
Zapadam się coraz głębiej w miłość…
Kiedy upadnę, ból będzie nie do zniesienia, ale dla niego wstanę i polecę. Upadnę jeszcze raz. Mimo to przeżyję. Jak mogę być takim idiotą? Tak bardzo kogoś kochać… Znieść porażki, wrogie spojrzenia. Ludzie nie byli aż tak ślepi. Zaczęli dostrzegać sposób, w jaki na niego patrzę. Ten wzrok pełen szczerej i niepohamowanej miłości. Co on w ogóle zrobił, że wywołał we mnie takie uczucie…?
- Niall! – Jego głos obudził mnie z transu. Zamrugałem kilka razy, po czym potrząsnąłem głową. Spuściłem wzrok i zobaczyłem talerz pełen jedzenia – jajecznica, kanapki, bekon. – Jedz, bo inaczej wystygnie, a ja się nieźle nad tym napracowałem. – Pogroził mi palcem, a po chwili patrzenia na mnie, wziął do ręki widelec, który leżał przede mną i nabrał na niego plaster bekonu. Z dziecięcym uśmiechem podniósł go na wysokość moich ust i powiedział: - za mamusię!
Otworzyłem niechętnie usta. To ja byłem zawsze najmniejszy w zespole, więc Zayn nazywał mnie „maluszkiem". Nie przeszkadzało mi to przezwisko z początku, ale z każdym dniem coraz bardziej mnie to bolało, gdy tak mnie nazywał. Nie chodziło o fakt, że przerosłem Louis'a – niewiele, ale jednak. To wszystko przez to iż przez takie zachowanie z jego strony moje marzenia stawały się coraz bardziej złudne. Oczekiwałem czegoś, ale wiedziałem, że tego nie otrzymam.
- Za braciszka! – Znowu dostałem kawałek jajecznicy. – I… za mnie.
Nie przełknąłem tego kęsa. Patrzyłem na niego z niemy zdziwieniem. W takim momencie? Za niego. Może to było głupie, ale serce mi zmiękło. Zacząłem powoli przeżuwać, po czym przełknąłem – bardzo powoli. To było tak niewłaściwe i złe…
- Coś się stało? – spytał, wstając od stołu i szukając czegoś w kieszeniach. Papierosy i zapalniczka. – Nie wyglądasz dobrze… Masz kaca?
- Tylko trochę boli mnie głowa. Poza tym – zacząłem, a mój głos był nieco wyższy niż zwykle. Wziąłem oddech. – Możesz nie palić przy mnie? Niedobrze mi od dymu.
- To wyjdę na balkon – stwierdził, po czym wstał od stołu i już wychodził z jadalnie, gdy zatrzymał się na chwilę, uśmiechając się do mnie.- Zjedz do końca, bo potem będziesz marudził, że jesteś głodny. Zostaniesz u mnie? I tak mamy sesje zdjęciową po południu, więc równie dobrze możemy jechać razem.
Pokiwałem głową. Co mu się stało? Jeszcze wczoraj mnie zignorował… Niby przyszedł, ale nie pamiętam tego, więc to tak jakby w ogóle się nie wydarzyło. A dzisiaj zrobił mi śniadanie, nawet zaczął mnie karmić. To było dziwne. On normalnie taki nie jest. Zayn to typ osoby, która pozostaje neutralna na każdej „płaszczyźnie". Ciężko było go zdenerwować lub rozśmieszyć. To tajemniczy chłopak. Może to mnie w nim pociągało…
„Kiedyś mu powiem", pomyślałem. „Kiedyś się dowie…"
Szedłem ulicami Londynu. Tęskniłem za tym miejscem. Tak się przyzwyczaiłem do tego tłoku i zapachu spalin, że podczas trasy po Ameryce czułem się jakoś dziwnie i smutno. Nienawidziłem być daleko od domu. Co prawda to Doncaster było moim rodzinnym miastem, ale to London miał w sobie to coś. To tutaj spełniły się moje marzenia – sentymenty.
Skręciłem w uliczkę, zderzając się z kimś. Osoba ta odbiła się ode mnie i upadła na chodnik. Spojrzałem w dół, wyciągając dłoń w geście pomocy. Na chodniku siedziała dziewczyna o długich włosach koloru spalonego karmelu. Podniosła na mnie wzrok, a jej buntownicze orzechowe tęczówki uderzyły mnie swoi oburzeniem i wyniosłością. Uśmiechnąłem się, chcąc załagodzić sytuację, ale chyba moje nadzieje były złudne. Dziewczyna tylko wstała, otrzepała spodnie i prychając ruszyła przed siebie. Zaśmiałem się, ruszając za nią.
- Przepraszam – powiedziałem, gdy dogoniłem ją tak, że była już tylko na wyciągnięcie ręki. – To był przypadek. Zagapiłem się.
- W taki razie może lepiej zamień okulary przeciwsłoneczne na wizytę u okulisty. I radzę ci zdjąć ten gejowski szaliczek, bo już każdy przechodni zapewne pomyślał, ze jesteś innej orientacji – stwierdziła wyniośle, przyspieszając kroku.
Zatrzymałem się, zaskoczony. Po raz pierwszy ktoś mnie tak potraktował. Pokręciłem głową z niedowierzeniem, ale na moje usta jakimś cudem wkradł się delikatny uśmiech, a w głowie zawitała nieoczekiwana myśl.
„Czy ja ją skądś znam?"
Może wzrok miałem nienajlepszy, ale jedyne czego byłem pewny to pamięć do twarzy. Widziałem ją gdzieś. Tylko gdzie?
Już wtedy wiedziałem, iż tej nocy nie prześpię spokojnie. Ta burza włosów opadających na jej zgrabne ramiona kaskadami, jak wodospad, była tak niesamowita. Na bladych policzkach widniało kilka piegów. Wydawała się być wojowniczką dziewczynką, ale w tych oczach dostrzegłem cień zakłopotania i uczucia, którego nie umiałem nazwać.
„Może też mnie skojarzyła?"
Pewnie chodziło o fakt, że rozpoznała we mnie tego sławnego Louis'ego Tomlinson'a, członka zespołu One Direction. Tylko czemu miałaby uciekać, jeśli mnie poznała? Naciągnąłem czapkę bardziej na czoło i poprawiłem okulary, po czym ruszyłem w przeciwną stronę, rozmyślając o tej ślicznej dziewczynie.
- Niall! – Ktoś krzyczał, ale resztę słów zagłuszał szum wody, lecącej z prysznica. – Horan!
Mruknąłem pod nosem jakieś przekleństwo. Spłukałem pianę z włosów i zakręciłem wodę, po czym wyszedłem spod prysznica. Zawiązałem sobie w pasie biały ręcznik. Przeczesałem palcami włosy. Przecierając oczy, na które spłynęła woda z mojej już dość długiej krzywki, otworzyłem drzwi od łazienki.
- Musimy się zbierać. Mamy godzinę, żeby dojechać na miejsce. Chcesz pożyczyć jakieś moje ciuchy? – Zayn stał przede mną w samych spodniach. Nie uśmiechał się, ale jego oczy świeciły się dziwnym blaskiem, którego jeszcze nie widziałem. – Jesteś mokry…
- Brałem prysznic – powiedziałem oschle, unikając jego wzroku. – To normalne, prawda?
- Tak. – Przeciągnął samogłoskę. Przyglądał mi się uważnie, a mnie serce zaczęło bić szybciej. Przeklinałem się w myślach. Zayn przygryzł dolną wargę i podniósł rękę, dotykając niemal ze strachem mojego policzka.
- Zayn? – Mój oddech przyspieszył. Był za blisko. Na pewno chciał tylko zdjąć rzęsę z mojego policzka. Tak, tylko to. Nic więcej. Przecież nie mógł. On nie może być taki jak ja. – Zayn…
- Hmmm? – mruknął przymykając oczy i nachylając się nieznacznie do mnie. Nasze twarze dzieliło kilkanaście centymetrów. To było niebezpieczne. Ale dla niego czy dla mnie? – Słucham cię, maluszku. Jesteś uroczy, wiesz?
- Co… Co robisz? Z… Zayn…
- Cichutko – szepnął, zamykając oczy. Jego nos dotknął mojego. Czułem jego oddech na swoich drżących wargach. Przełknąłem głośno ślinę, a on zaśmiał się uroczo. Kolana zaczęły mi mięknąć. – Mój maluszek.
- Ja… Ja…
Zamknąłem oczy. Już czułem jego ciepłe i miękkie wargi na swoich, gdy jego rozpalające moją skórę dłonie zniknęły. Została tylko pustka…
Została tylko ciemność. Głucha i nieprzyjazna. Tak obca…
Pomocy…
Ratunku…
Nikt nie słyszy…
Zayn…?
Zayn, gdzie się podziałeś…?
„Maluszku…"
Kocham cię. Nie zostawiaj mnie. Przecież to sen. Powinieneś być obok mnie, a ja czuję tylko chłód – wszechogarniającą niemoc.
„Niall…"
Słyszę cię. Jesteś tam, więc czemu się nie pokarzesz? Opuściłeś mnie i nic nie powiedziałeś. Nawet słowa. Zadrwiłeś ze mnie i to tak bardzo teraz boli.
„Nialler…"
Daj mi spokój. Już cię nie chcę. A może? Nie. Nie chcę. Nie chcę. Nic nie znaczysz. Wmawiam to sobie tylko, prawda? Ta miłość nie minie. To zbyt trudne do wykonania. Zabić miłość to tak jak zdradzić cząstkę siebie. Ja nie umiałem tego zrobić. Byłem zbyt słaby…
- Niall, na miłość boską! – Zayn potrząsnął mną. Otworzyłem oczy i podniosłem się gwałtownie. – Próbowałem cię obudzić od kilku dobrych minut, ale w ogóle nie reagowałeś. Miałeś wziąć prysznic, a zasnąłeś.
- Ja spałem? No tak – powiedziałem sam do siebie.
- Coś się stało? – Położył rękę na moich plecach i przejechał nią w górę i w dół. Przeszedł mnie dreszcz. – Miałeś zły sen?
- To nic.
Wstałem, odtrącając jego rękę i skierowałem się do łazienki, ale najpierw spojrzałem na zegarek. Została nam nieco ponad godzina do sesji. Musieliśmy się zbierać. Wpadłem do łazienki i oparłem się czołem o zimną taflę lustra. Wziąłem głęboki, a zarazem drżący oddech. Było ze mną coraz gorzej…
Może powinienem mu powiedzieć, co czuję? Innym wyjściem jest ucieczka. Wrócę do domu..
